Jesteś tutaj: Strona początkowa > Proroctwo > Publikacje > Broszury z serii "Prorok" > Prorok, Nr 8

Niewolnicza wiara
i jej "tajemnice"


Pytanie przyjaciela Chrystusa:

Zastanawiałem się nad słowem "wiara". Postawiłem sobie pytanie: czym właściwie jest "wiara". Wiara - dopóki poprzestaniemy tylko na tym, żeby wierzyć - jest, tak mi się wydaje - czymś mglistym, nienamacalnym. Można w to wierzyć lub też nie. Taka wiara nie daje mi gruntu pod nogami. Ona ma w sobie aspekt spekulacji, gdyż to, w co tylko wierzymy, nie musi być realne; a jednak wierzymy, że może być tak, jak się tego spodziewamy. Wierzymy np., że coś dobrego dla nas gdzieś jest w pogotowiu lub też myślimy, że coś złego mogłoby nas spotkać. Ale czy to, w co wierzymy, naprawdę  j e s t , a więc istnieje czy też nie istnieje? Czy nie uzależniamy się od tego, w co wierzymy, przez to, że w to wierzymy nie wiedząc wcale czy to istnieje czy też nie? "Wiary" nie da się udowodnić. Tym słowem "wiara" poddajemy się, czy tego chcemy czy też nie, naszym losom, gdyż "wiara" mówi: ja mam nadzieję, że tak będzie; czy to się spełni, o tym kiedyś się dowiem lub też nie.

Czyż nie jesteśmy niewolnikami naszej wiary, dopóki tylko wierzymy i naszej wiary w dobro, w której zawarta jest nadzieja, nie uaktywniamy przez świadome celu życie, aby to, w co wierzymy, w czym pokładamy nadzieję, się zrealizowało, a więc stało się dla nas realne i widoczne i faktyczne było przed nami? Wszystko inne - tylko "wiara" - jest błąkaniem się po omacku przez mgliste zasłony, które ewentualnie wprowadzają nas w błąd, o ile nasza wiara pozostaje pasywną wiarą. Co jest rzeczywistością, jeżeli tylko wierzymy? Co jest Prawdą, jeżeli tylko wierzymy? Czego możemy się trzymać, jeżeli znajdujemy się tylko w mgle pasywnej wiary? Jakie są widoki i jaka jest perspektywa? Gabrielo, czy niewolnicza "wiara" nie była by trafnym określeniem dla wiary, która otacza nas jak mgła, za którą kryją się tajemnice, świat naszych życzeń lub naszych trosk, to, w czym pokładamy nadzieje, lub to, czego sobie nie życzymy? Jak ty to widzisz?

 

Odpowiedź proroka:

Postawiłeś wiele pytań na raz. Dla mnie każda wiara, która nie zostaje świadomie uaktywniona, w cel osiągnięcia, a zatem wprowadzenia w życie tego, co wkładamy w tę wiarę, jest jak gdyby wiarą niewolniczą, poddawaniem się losowi, które nie pasuje do świadomego i aktywnego życia. Każdy człowiek, który popada w taką bierność, ma - jak wszyscy inni - również życzenia odnoszące się do jego wiary, zawartości tej wiary, obojętnie czy je potwierdza czy też nie; gdyż zawsze istnieją myśli, które coś wyrażają lub czegoś sobie życzą - przy czym przeciwieństwo życzeń, a więc obawy, lęki, troski też stanowią pewną formę życzeń. Każda treść świadomości lub wiary, każde słowo, każda myśl, każde odczucie, każde uczucie jest dawcą impulsów i informacji, a więc nadaje i odbiera, a zatem rozwija aktywność. Nie ma wobec tego żadnej wyłącznie biernej wiary, gdyż przez nasze akcje myślowe - jak i przez nasze odczucia, uczucia i myśli - uaktywniamy swoje wyobrażenia, życzenia, swoje obawy, że mogłoby się np. stać coś, czego nie chcemy itp. Wszystko to należy do zawartości wiary odnoszącej się do naszej ludzkiej egzystencji i my uaktywniamy to i nadajemy temu pewien kierunek.

Kiedy słyszymy słowo "wiara", to w niejednym z nas budzą się skojarzenia takie jak: "wierzę w mojego partnera, w moje dzieci, w moje umiejętności zawodowe" lub też "wierzę, że to, co mówi się w środkach masowego przekazu, jest prawdą". Np. wierzymy też, że zabezpieczyliśmy nasze życie przez ubezpieczenie społeczne, ubezpieczenie na wypadek choroby i ubezpieczenie na życie. Wierzymy w różową, szczęśliwą przyszłość i wiele innych. Słowo "wiara" zawiera więc nadzieję; mamy nadzieję, że to, czego sobie życzymy spełni się. Gwarancji na to sama wiara nam nie daje. Zachodzi więc pytanie: Czy istnieje gwarancja na to, że nasze życie przebiegnie tak, jak się tego spodziewamy i jak je odpowiednio ubezpieczyliśmy?

Wiara nie tylko nie daje nam żadnej gwarancji, lecz kieruje nas wciąż na nowo w mgliste myślenie w życzeniach, marzeniach, które pryskają w niepewność. To, w co wierzymy, a co jednak bezpośrednio lub pośrednio uaktywniamy, można przyrównać do nieprzejrzystych zasłon lub mglistych tworów, za którymi kryje się realność - to, co naprawdę  j e s t. Za zasłoną, za mglistym murem, znajduje się tajemnica ukryta w słowie "wiara".

Mnie osobiście słowo "wiara" niepokoi, gdyż na ludziach, na wyobrażeniach i życzeniach, a obecnych i przyszłych wydarzeniach nie można polegać. Kto wie, co będzie jutro, czy będziemy jeszcze mogli pracować w swoim zawodzie, czy nasze partnerstwo się utrzyma, czy w przyszłości będziemy bezrobotni lub też czy w wypadku choroby otrzymamy zasiłek; czy też, jeżeli zachorujemy będziemy mogli pójść bezpłatnie do szpitala i czy z renty, którą otrzymamy z naszego ubezpieczenia będziemy mogli wyżyć, lub czy w tym czasie będziemy jeszcze w ogóle żyć; czy nasze wyobrażenia i życzenia się zrealizują itd., itd...

Sama wiara, która bazuje na przypuszczeniu, na wyobrażeniu podobnie jak na hipotezie, nie daje nam jasności i pewności. Jest to senne urojenie jak bańka mydlana, na którą spoglądamy, która może nas ucieszyć - a jednak nie wiemy czy ona w następnej chwili nie pryśnie. Zawieszamy się na wyobrażeniu nie wiedząc wcale jaka jest jego realność. Związujemy się więc z czymś nierealnym. Sama wiara nie przynosi nam wolności. Jeżeli nie czynimy tego, w co wierzymy, jeżeli nie przeistaczamy tego w realność, to jest to niewolnicza wiara, a my jesteśmy niewolnikami, gdyż wiara i realność jak gdyby się rozpadają. To, w co "wierzymy" - nasze wyobrażenia, nasze założenia - są jak gdyby mglistym kloszem, który zasłania nam widok na rzeczywistość. Ta "wiara" mami nas wizjami przyszłości, rzutowaniami, które przeszkadzają nam żyć świadomie i pobierać w danej chwili, a zatem z dnia to, co on nam przynosi.

 

Przyjaciel Chrystusa:

To jest niepewna sprawa taka "wiara" i takie życie, jeżeli pozostajemy tylko fatalistycznie wierzący. Często popieramy niewolniczą wiarę również przez składki, które co miesiąc naiwnie powierzamy tym, którzy mniej lub bardziej wzięli do ręki nasze ziemskie życie, przez nasze ubezpieczenia itp. Nasze całe życie leży więc w mgle lub jest okryte zasłoną, którą nazywamy "wiarą". To znaczy więc wierzyć niewolniczo i troszczyć się o przyszłość w nadziei: tak może być, ale może tak nie być.

 

Odpowiedź proroka:

Dlaczego tak pesymistycznie? Moim zdaniem, jak już powiedziałam, każda wiara zawiera pewną aktywność, gdyż przez nasze myśli skierowane na to, w co wierzymy lub w czym pokładamy nadzieję lub czego się obawiamy uaktywniamy ją. Zasilamy tę wiarę naszymi myślami i kierujemy ją na cel, którego sobie życzymy lub którego sobie nie życzymy lub który wcale nie jest zawarty w obrębie naszego życia, jest więc tylko ułudą, która ostatecznie jest "tajemnicą".

Dla mnie istotna jest aktywna wiara w Boga, religijna wiara, gdyż naprawdę wierzący nie tylko wierzy, lecz oddaje się też w dobrotliwe dłonie Wszechmogącego i spełnia krok po kroku wolę Boga. Dzięki temu w życiu takiego człowieka zachodzi zmiana, rodzaj pewności, którą osiąga przez wzmożone wpromieniowywanie wiecznego światła w jego duszę i w jego fizyczne ciało; przez dalsze kroki do Boga zdobywa on pewność, że Bóg, wieczny Ojciec chce dla niego tego, co najlepsze. Wtedy nie tylko wierzy, lecz wie z aspektów swojego doznania Boga, że Bóg trzyma jego życie w swoich rękach. To jest życie człowieka, który się powierza Bogu i ukierunkowuje swoje odczuwanie, myślenie, mówienie i postępowanie na Boga, na Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze, które Duch Boży dał nam, ludziom, jako zasady życia. Wtedy religijna wiara nie pozostaje mglistą wiarą. Taki człowiek osiąga coraz większe rozszerzenie swojej świadomości i dzięki temu oświecenie i mądrość przez Boga. Dla tego, kto żyje świadomie w Bogu, życie jest teraźniejszością, gdyż nie popędza go już żadna bojaźń odnośnie przeszłości i przyszłości. On sumiennie planuje swoje życie, które obejmuje jego rodzinę, jego samego i jego pracę - i przekazuje ten plan Bogu w pewności, że Bóg prowadzi go w tym planie tak, jak to jest dobre dla jego duszy, ale też dla człowieka.

 

Przyjaciel Chrystusa:

Jeszcze raz chcę powrócić do wiary, która kieruje się na materialne aspekty, na zewnętrzne ubezpieczenia i która, jak mówisz, jest również aktywną wiarą, gdyż za to człowiek często płaci w nadziei otrzymania z tego zysku. W odróżnieniu od religijnej wiary można by określić tę wiarę jako "wiarę materialną".

 

Odpowiedź proroka:

Nadzieja na materialny zysk równa się graniu w totolotka. Każdy stawia mniej lub bardziej na materialną wiarę, ale też na religijną wiarę, która według nauki ewangelickiego kościoła może być widocznie bierną wiarą, gdyż według Lutra "sama wiara" w zbawienie przez Chrystusa wystarcza. Za swoją "wiarę" niejeden płaci poważne sumy pieniędzy, a ostatecznie wcale nie wie, czy to się opłaca.

 

Przyjaciel Chrystusa:

Tak to jest w naszym życiu. Przecież wszystko w końcu jest graniem w totolotka! Każdy z nas uaktywnia przecież mniej lub bardziej swoją wiarę i każdy odpowiednio do swojej wiary stara się przezornie zabezpieczyć swoją przyszłość.

 

Odpowiedź proroka:

To jest słuszne, że każdy uaktywnia swoją wiarę, również przez swoje utajone myśli. Zachodzi jednak pytanie czy to, co wkładamy w wiarę nie jest przypadkiem fatamorganą? Moglibyśmy odpowiednio do naszej wiary stworzyć obraz przyszłości i zainwestować wiele pieniędzy, żeby to się zrealizowało. To jednak, czy wyjdzie nam to na dobre, pozostaje niepewne, gdyż nie mamy wglądu w przyszłość i nie wiemy, co ona ma dla nas w pogotowiu. Możemy, ile chcemy, różnymi argumentami za i przeciw poruszać się w tej niepewności - nasze życie pozostaje grą na loterii, jeżeli nie oddamy się w ręce Tego, który jest naszym bezpieczeństwem - w ręce Boga.

 

Przyjaciel Chrystusa:

Wielu ludzi wierzy również w Boga, może nawet w zbawienie przez Chrystusa. Ta wiara nie wymaga inwestycji materialnych środków...

 

Prorok:

Stop... Chyba, że należy się do jakiejś kościelnej instytucji. Tak np. ewangelicki kościół chciałby wprawdzie wmawiać ludziom, że sama wiara w zbawienie przez Chrystusa wystarcza. Gdyby jednak sama wiara wystarczała, to dlaczego ewangelicki kościół wymaga płacenia składek kościelnych? Często mówi się: za usługi świadczone przez kościół, ale płacić trzeba też, gdy się z tych usług wcale nie korzysta. Ta instytucja każe sobie więc - tak jak kościół katolicki - płacić za nieaktywną wiarę. To znaczy, że każdy ewangelik musi być mimo to aktywny, aby przez swoją pracę i swoje zarobki móc płacić podatki kościelne, a więc opłacać tę nieaktywną wiarę. A więc i tutaj trzeba coś robić, aby finansować nieaktywną wiarę. Czy wobec tego sama wiara naprawdę wystarcza czy też żąda ona, żeby lud kościelny przez płacenie popierał tych, którzy głoszą tę "samą wiarę"? Ci kaznodzieje również uaktywniają głoszoną przez siebie wiarę, ucząc wierzących, co oni powinni robić. Już takim nauczaniem nadawany jest pośrednio kierunek tej wierze, a więc zostaje ona uaktywniona np. przez wyznanie wiary. W najszerszym tego słowa znaczeniu naucza tego też katolicki kościół, gdyż przypina do wiary w Boga swoje sakramenty i kieruje tym samym swoich wierzących na to, żeby je przyjmowali. To wszystko polega znowu na niepewności. Za to ludzie płacą podatki kościelne, wkładając w to zarazem nadzieję, że kościelni urzędnicy - ze swoją nauką tej mniej lub bardziej nieaktywnej wiary - sprawią, że Bóg się dla nich uaktywni.

 

Przyjaciel Chrystusa:

Nie przypadkiem mówisz o "mniej lub bardziej". W ewangelickim katechizmie dla dorosłych czytam: "Słowo »wierzyć« jest wieloznaczne". Tak więc niektórzy teolodzy nauczają wiary jako "czegoś w co nie ma wglądu", jako "niewiedzę", a nawet jako "po prostu poczucie zależności". W katechizmie są przytoczone jeszcze inne interpretacje, do których należy "ufność". Dla Marcina Lutra było to widocznie najistotniejsze znaczenie, ale prawdziwą ufnością do Boga jest przecież to, że człowiek powierza się przykazaniom Boga i żyje według nich. Wtedy ufam Bogu, że ta droga krok za krokiem poprowadzi mnie do celu. Ale czy nauka o wierze jako ufności nie została wielokrotnie tak przedstawiana, że człowiek pozostaje w nieaktywnej wierze i ufa w to, że Bóg mu już pomoże, jeżeli tylko wierzy w to, że potrzebuje Jego pomocy?

 

Odpowiedź proroka:

Po co Bóg ma wylewać w nas swoją siłę, jeżeli my potem zakładamy ręce i pozostajemy bierni? Boska energia jest nie tylko utrzymującą energią, lecz przede wszystkim twórczą energią, żebyśmy spełniali Jego wolę, aktywnie wprowadzali ją w czyn, aby coraz bardziej powstawało to, co pozytywne, to, co jest wolą Boga. "Jak w niebie tak i na ziemi".

Jak ludzie modlili się przez wiele stuleci? "Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja..." Jakżeż ma się stać Jego wola, jeżeli nie przez nas, ludzi, którzy stają się aktywni w Jego Duchu przez stopniowe spełnianie Jego przykazań? W woli Bożej, w Jego "niech się stanie" leży dynamika, czyn. Czyż dzieci Boże mają pozostać bierne i pozwalać, żeby Ojciec sam wszystko robił? Dlatego my prachrześcijanie w Życiu Uniwersalnym modlimy się tak: "Nadchodzi królestwo nasze, staje się wola Twoja".

 

Przyjaciel Chrystusa:

Dotychczas wiara i ufność przynosiły dobrobyt tylko tym, którzy to głosili. Rzadko jednak prostym ludziom należącym do kościoła. Wielu z nich jest bezrobotnych, mimo że płacili dziesiątki tysięcy marek składek kościelnych. To jest moim zdaniem wykorzystywanie, gdyż wierzący zapłacił za coś, czego często nie otrzymał: ani pewności, że Bóg mu pomoże, a nawet nie pewności, że Bóg istnieje. Jak można więc rozproszyć tę mgłę, jeżeli chodzi o religijną wiarę?

 

Odpowiedź proroka:

Ten, kto pozostaje w nieaktywnej wierze, a więc wierze, która ma ponoć sama wystarczyć, pozostaje we mgle i ma nadzieję, że pewnego dnia ujrzy światło. Nadzieja może stać się fatamorganą, jeżeli w "samą wiarę" jest wkładane, a więc i głoszone w kazaniach coś, co nie odpowiada Prawdzie. Wtedy widzimy i przekazujemy twory mgliste, ale nie Prawdę. Wielu kościelnych wierzących stało się produktem kościelnych urzędników, którzy propagują samą wiarę, ufność bez czynu lub też sakramenty. Urzędnicy instytucji kościelnych mają swój świat wyobrażeń, z którego nauczają, co sama wiara, ufność lub sakramenty przyniosą wierzącym. Wierzący muszą mniej lub bardziej wierzyć w to, co mówi urzędnik kościelny - ksiądz. Jeżeli księdzu postawi się pytanie czy to, co wmawia swoim wiernym, naprawdę jest mądrością Bożą i czy może dowieść tego, co mówi w kazaniu, to on często mówi o "tajemnicach Bożych". Ten cały kompleks "nieaktywnej wiary" i nauki, która się z niej wywodzi, ale też związanie przez sakramenty oznacza dla mnie uzależnienie od kościelnych urzędników, uzależnienie od kościelnej instytucji.

Wierzący w kościoły płacą więc kościelne składki, aby ufać w coś, na co nie ma dowodu. Za tym stoi moim zdaniem wyrafinowana psychologia promocyjna. Tą nieaktywną wiarą lub wiarą w sakramenty robi się interesy, za co płacą wierzący, nie wiedząc ostatecznie, co za to dostaną. Każdy z nas pyta przecież o cenę danego towaru. Towar, który ma zamiar kupić jest realny. Może więc na podstawie tego zadecydować. Jeżeli nie chodzi o religijną wiarę, to obowiązuje zasada: Lepszy wróbel w garści niż kanarek na dachu. Jeżeli jednak chodzi o religijną wiarę, to niejeden wierzący staje się nielogiczny i zostawia zarówno wróbla jak i kanarka na dachu. Nie ma więc nic realnego w ręku.

Ewangelicki kościół, który naucza, że wiara, względnie zaufanie w zbawienie przez Chrystusa wystarcza, sprzedaje więc coś, co jest zakryte mgłą. Tutaj "nabywca" staje się fatalistą wiary. Niewolniczo wierzy w to, że może oferent jego wiary, przedstawiciel tej instytucji potrafi spojrzeć za mglisty mur, za zasłonę. Ponieważ kościelni urzędnicy pod względem realności, do której odnoszą się zawartości wiary przez nich głoszonej, nie mogą wykazać się niczym innym jak tylko tymi przytoczonymi już "tajemnicami Boga", sama wiara jest więc tylko przekonaniem, ale nie musi być Prawdą; ten bowiem, kto tego naucza, nie może swojej nauki dowieść. Za to jednak żąda pieniędzy, składek kościelnych, a niewolniczo wierzący płaci.

 

Pytanie przyjaciela Chrystusa:

W ostatnim czasie oficjalne kościoły starają się coraz bardziej przekonać swoich wiernych o rzekomej konieczności tych opłat. Wciąż na nowo wskazuje się przy tym na "dobre uczynki" kościoła, które według ich własnego wyznania dokonywane są "dla Boga" (Wyznanie augsburskie VI), a więc, aby podobać się Bogu. W rzeczywistości jednak te działalności są przeważnie finansowane przez władze państwowe. A poza tym wygląda to tak, że jakby to dla ludzi wskazywało się na tę czy inną działalność, a więc wkładało się wieniec laurowy, żeby podtrzymać chęć ludzi do świadczenia opłat. Przy tym ewentualnie podkreślało się jeszcze osobiste zaangażowanie jako dalszy aspekt tej, w tak wieloraki sposób, wykładanej wiary. Również "zaangażowanie" w powiązaniu z "miłością", można zrozumieć jako "wiarę" według ewangelickiego katechizmu. Ponieważ w ewangelickich książkach nie ma mowy o tym znaczeniu, wydaje się, że ta interpretacja powstała dopiero niedawno. Skoro jednak wielu wierzących zadowala się raczej nieaktywną wiarą zamiast osobistego zaangażowania, to dla niektórych płacenie podatków kościelnych jest pewnego rodzaju kompensacją i służy do uspokojenia ich sumienia. Do "zaangażowania" nie ma się ewentualnie dosyć czasu lub wystarczającej motywacji, lecz płaceniem podatku pomaga się za to duchowieństwu i kościelnym urzędnikom, tak że oni z tych pieniędzy mogą robić "dobre uczynki", a jednocześnie prawić kazania, że do zbawienia wystarcza już sama wiara, względnie zaufanie do Chrystusa bez żadnego wysiłku.

 

Odpowiedź proroka:

Jeżeli tak jest, to właściwie potrzeba jedynie kościelnych urzędników nauczających swojej wiary, w którą potem ludzie powinni wierzyć. To byłaby tania wyprzedaż nauki Jezusa, który mówi o spełnianiu Jego nauki, a nie o samej wierze. Przez to wiara pozostawałaby w mglistych wyobrażeniach, gdyż sama wiara nie prowadzi do doznania rzeczywistości, Prawdy, Boga. Bóg jest Prawdą, a Prawda jest życiem, a więc akcją, a nie jedynie wiarą. Jeżeli ewangelicki katechizm mówi o "osobistym zaangażowaniu", to powinien też zapytać, dlaczego w tym kościele wielu raczej woli pozostawać przy nieaktywnej wierze. I jeżeli wiara w ewangelickim kościele rozumiana jest w tak różnoraki sposób, to trzeba się zapytać, czy wierzący tam w ogóle może się czegoś uchwycić poza tym, że jest zobowiązany do regularnego płacenia składek.

Z prachrześcijańskiego punktu widzenia można powiedzieć, że wiara jest jednym z kroków do Prawdy. Jest ona koniecznym warunkiem, aby w ogóle móc uczynić kroki urzeczywistnienia, a więc wprowadzenia w czyn wiary w życiu codziennym. Wiara nadaje jak gdyby cel, który człowiekowi idącemu w ślady Jezusa z Nazaretu przyświeca na drodze, na której powinien aktywnie kroczyć, a więc wprowadzać ją w czyn. Jeżeli uczynimy to, co najpierw przyjęliśmy jako Prawdę, jako zawartość wiary, to to, w co wierzyliśmy, to w czym pokładaliśmy nadzieję, stanie się stopniowo coraz bardziej konkretne i uchwytne dla nas, gdyż możemy tego doznać w czynie.

Po fazie samego tylko wierzenia musi nastąpić faza aktywnej wiary i te kroki muszą być uczynione, aby wejrzeć w tak zwane "tajemnice", które przypisuje się Bogu. Bóg jednak nie ma żadnych tajemnic przed nami, Jego dziećmi. Gdyby Bóg miał tajemnice, to byłby niedoskonały, gdyż każdy, kto musi coś ukrywać, kto nie może więc czegoś ujawnić, pozostaje nieprzejrzysty. Bóg natomiast jest jasnością i czystością. W odwiecznym bycie nie ma niczego ukrytego, żadnego skarbu, który jest schowany, który należałby tylko do jednego, a mianowicie do tego, kto strzeże tej tajemnicy. Bóg, nasz odwieczny Ojciec ustanowił nas dziedzicami boskiego królestwa; nie ma więc niczego ukrytego, gdyż jesteśmy dziedzicami królestwa Bożego. My ludzie przez nasze grzechy utkaliśmy zasłonę i stworzyliśmy mgłę, która odbiera nam widok na życie, na nasze boskie dziedzictwo.

Zasłonę i mgłę, które są przed nami, można by też przyrównać do muru, za którym ukryty jest skarb, nasze boskie dziedzictwo, a tego możemy znowu doznać, jeżeli z pomocą Chrystusa Bożego prześwietlimy lub usuniemy ten mur przez oczyszczenie naszych grzechów. Pierwszym krokiem do tego muru, aby w ogóle móc przystąpić do czynu jest wiara. Wierzę w Boga, mojego odwiecznego Ojca, i w Chrystusa, mojego Zbawiciela. Wierzę w to, że Bóg jest życiem, które mnie uwalnia.

Jeżeli uświadomimy sobie obecność Boga, to uczynimy następny krok; on nazywa się nadzieją. Mamy nadzieję, że Bóg będzie nas wspierać, abyśmy ten mur, te niezliczone kamyczki grzechów rozpoznali, za nie z Jego pomocą pożałowali i oczyścili, tak że będą mogły być przeistoczone w światło i w siłę. Jeżeli spełnimy to, czego Jezus nauczał nas w Kazaniu na Górze: "Każdy więc kto słucha słów Moich i wypełnia je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale nie zapadł się on, gdyż był postawiony na opoce. A każdy kto słucha słów Moich i nie wypełnia ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował dom swój na piasku. I przyszedł deszcz ulewny i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, a on zapadł się i wielki był upadek jego", wtedy nasza wiara stanie się aktywną wiarą, gdyż czynimy to, co jest wolą Boga i usuwamy z pomocą Chrystusa Bożego, naszego Zbawiciela, jeden kamień po drugim z naszego muru, co znaczy, że mgły i zasłony się rozpraszają, gdyż grzechy, które napiętrzyły się jak mur przed naszym boskim dziedzictwem, coraz bardziej się zmniejszają. Z nadziei rodzi się ufność, którą jesteśmy coraz bardziej natchnieni. Z pomocą naszego Zbawiciela będziemy wtedy też dzień po dniu oczyszczać rozpoznane grzechy, jak np. zazdrość, złośliwość, nienawiść i zawiść i więcej ich nie popełniać. Naszą duszę rozświetlamy więc przez duchową aktywność - oczyszczanie rozpoznanych grzechów - a nie przez samo wierzenie. Jedynie dzięki temu dostąpimy naszego boskiego dziedzictwa, gdyż idziemy duchową ścieżką stopniowego spełniania boskich Przykazań i Kazania na Górze i dążymy w ten sposób do Boga. Wtedy z czasem będziemy czynić to, czego nauczał nas też Jezus i uzyskamy nasze boskie dziedzictwo, aby stać się znowu podobieństwem naszego Ojca. Aktywna wiara prowadzi do Prawdy i nie pozostaje fatamorganą. Wtedy patrzymy głębiej i pojmujemy więcej. Doznajemy prowadzenia Boga i - co jest najpiękniejsze - głosu serca. To jest droga od wiary do oświecenia. Wiara znaczy, że uświadamiamy sobie nieskończoną siłę i miłość naszego Ojca, która jest we wszystkim i mieszka też w nas, ale dopiero nasze starania, nasze działanie uaktywnia błogosławieństwo Boga. Aktywna wiara oznacza decyzję, oznacza własny wysiłek, aby zbliżyć się do celu, do Boga i boskości w nas. Im większa jest miłość do Boga, tym mniej musimy się wysilać, gdyż miłość do Boga jest siłą, dzięki której stajemy się znowu dziedzicami miłości.

 

Przyjaciel Chrystusa:

To jest więc aktywna wiara w odróżnieniu od pasywnej, nieaktywnej, niewolniczej wiary. Do tego przychodzi mi jeszcze myśl, jak w ogóle doszło do tej nauki ewangelickiego kościoła, że wiara sama wystarcza. Podłożem tej nauki jest sfałszowanie tekstu biblijnego przez Lutra. Ten werset znajduje się w liście Pawła do Rzymian. W przekładzie ujednoliconym jest w znacznym stopniu dosłownie oddany i brzmi tak: "Sądzimy bowiem, że człowiek osiąga usprawiedliwienie przez wiarę, niezależnie od pełnienia nakazów Prawa". Ta zmiana pierwotnej chrześcijańskiej nauki została więc spowodowana przez Pawła. Luter wreszcie po prostu przekręca pierwszą i drugą część tego zdania i dodaje jeszcze słówko "jedynie". Przez to nauka Pawła jeszcze jest wzmocniona. Ten tekst brzmi wtedy tak: "Uważamy więc, że człowiek staje się sprawiedliwy bez dzieł Prawa, jedynie przez wiarę". Ta pozornie mała zmiana stała się szybko programem nowej ewangelickiej nauki: Sola fide - sama wiara. Sola gratia - sama łaska - sama, sama. Jak uderzenie młotem przeciwko własnej duszy brzmi to wymyślone przez Lutra i dodane słowo "jedynie" sprzeciwiając się cichym upominaniom sumienia i serca. Tym wielu wierzących zagłuszyło głos swojego wnętrza słuchając na gwałt nowej wiary nawet, kiedy zostali oni żołnierzami lub katami i musieli zabijać. W ufności, a więc w wierze, że to wiara, sama wiara i sama łaska, jest prawdziwą nauką.

Duch Chrystusa Bożego nauczał i uczy nas w Życiu Uniwersalnym ścieżki oświecenia, doznawania i pojmowania wszystkich spraw. On naucza nas jednak także naszego boskiego dziedzictwa, którego dostąpimy znowu wtedy, gdy uaktywnimy naszą wiarę, a więc pójdziemy drogą do wnętrza, żeby znowu usłyszeć głos serca, który zatraciliśmy przez mur naszych grzechów.

Co do tego jeszcze jedno pytanie. Ile kosztuje ta droga w Życiu Uniwersalnym? Czy Życie Uniwersalne ma członków, którzy płacą podobnie jak przynależni do kościołów oficjalnych, którzy muszą płacić swoje składki i podatki kościelne, żeby być członkiem?

 

Odpowiedź proroka:

Życie Uniwersalne, obejmująca cały świat wspólnota wiary nie jest zbudowana na członkostwie i składkach członków. Ze względu na ustawy państwowe jedynie kilkaset braci i sióstr aktywnej wspólnoty "Gmina Przymierza Nowa Jerozolima" jest członkami stowarzyszenia Życie Uniwersalne. Boskie prorocze słowo nic nie kosztuje. Bóg nie mówi "musisz". Bóg pozostawia każdemu wolną wolę, aby przyjąć Jego naukę lub też nie. Za tą wolność Bóg nie żąda żadnej ceny. Gdyby było inaczej, to Bóg przywiązałby swoje dzieci finansowo, a więc energetycznie do siebie i uzależnił od swojej nauki. Odwieczny nie głosiłby też wtedy nauki wolności "powinieneś", która zawiera wolność, aby powiedzieć tak albo nie. Wtedy byłoby to "musisz". Wtedy Bóg nie byłby tym, którym odwiecznie jest.

Życie Uniwersalne ma wiele milionów zwolenników, którzy nie mają żadnych obowiązków. Wolni i nie zobowiązani, a więc bez przymusowych składek, mogą przyjąć słowo Boże, żyć według niego lub je też pozostawić. Wielu z tych zwolenników daruje dobrowolnie, ale nie dla ludzi, lecz dla rozpowszechnienia boskiego słowa. Ceny książek i kaset są tak obliczone, że pokryte są koszty produkcji i słowo prorocze może być też przetłumaczone na inne języki i rozpowszechnianie w dalekich krajach. Bardzo mała część kosztów dotyczy współpracowników pracujących przy produkcji książek i kaset.

Wielu braci i wiele sióstr w Życiu Uniwersalnym doznaje - wtedy, kiedy urzeczywistniają wiarę w Boga, naszego Ojca, i Chrystusa, naszego Zbawiciela, jeżeli spełniają to, co Bóg dał przez Mojżesza - Dziesięć Przykazań, i to, czego Jezus uczył - Kazanie na Górze - że zbliżają się krok za krokiem do Tego, który mieszka w każdym z nas: Ducha miłości i wolności.

Gdyby nie było niczego innego oprócz "wiary" w Boga bez możliwości, żeby jej zawartości w nas stały się realne - przez nasze starania, przez naszą aktywność w wprowadzaniu w czyn Przykazań Bożych i Kazania na Górze - pozostalibyśmy uzależnieni, zniewoleni i ślepi.

Żadna kościelna instytucja, żadna z rozmaitych wspólnot i grup religijnych ani też żadne kręgi biblijne nie mogą dowieść, że to, w co wierzą, odpowiada Prawdzie. Jedynie pojedynczy człowiek może sobie sam dowieść, że Bóg jest rzeczywistością - wtedy, kiedy uaktywnia swoją wiarę i mierzy to, co czyni, lub czego nie czyni Dziesięcioma Przykazaniami i Kazaniem na Górze. Swojego wewnętrznego doznawania, komunikacji z Wszechjedynym nie może dowieść nikomu, dlatego kościelna instytucja, również wspólnota religijna lub ugrupowanie nie powinny żądać żadnych składek, nie mówiąc już o podatkach kościelnych. Dobrowolne datki owszem, ale i te jedynie na absolutnie dobrowolnej bazie.

Absurdalne jest żądanie podatków albo składek członkowskich za coś, co jest otoczone mgłą. Czy kupilibyśmy samochód, który stoi we mgle i ledwie go widać nawet wtedy, gdy włączone są reflektory skoro nie wiemy jak on wygląda, w jakim jest stanie, jak go obsługiwać i w jakim kierunku jechać, aby wydobyć się z mgły. W Życiu Uniwersalnym mówimy od wiary do wiedzy i od wiedzy do mądrości, a więc oświecenia, aby stopniowo znowu stać się tym, co Jezus nam przekazał na drogę naszego życia, podobieństwem Boga. Również prachrześcijanie mają swoje zasady wiary, które można przeczytać w broszurce Prorok nr 5.

Ten, kto nie zawikła się w dogmaty, lecz żyje w świadomości prostej nauki - która mówi też o świątyni Bożej, jaką jest każdy człowiek, gdyż Bóg mieszka w każdym człowieku, która mówi też o miłości do Boga i bliźniego i o cichej izdebce, w której każdy aktywnie wierzący może modlić się z całego serca, a zatem podjąć komunikację z Odwiecznym - zbliża się do Boga w swoim wnętrzu. Temu więc, kto spełnia to, czego Jezus uczył, a więc żałuje za grzechy, których aspekty codziennie poznaje i oczyszcza je na drodze prośby o przebaczenie, ale też przebaczenia i kto tych grzechów więcej nie czyni, temu będą one przeistoczone przez światło Wszechjedynego, tak że dusza człowieka stanie się bardziej świetlista, a człowiek bardziej świadomy Boga. Wtedy mglisty mur się rozprasza, zasłona opada, wiara nie jest już potrzebna, gdyż człowiek nie tylko stał się wiedzący, lecz osiągnął boską mądrość. Dla niego nie ma już wtedy żadnych tajemnic, gdyż wszystko jest prześwietlone dzięki oczyszczaniu ciężkich grzechów. Taki człowiek uświadamia sobie, co to znaczy stać się stopniowo podobieństwem Boga. On żyje wtedy coraz bardziej w Bogu; jego odczucia, uczucia, myśli, słowa i czyny są klarowne, to znaczy w znacznym stopniu w zgodzie z Dziesięcioma Przykazaniami i Kazaniem na Górze.

Człowiek mądry buduje na Jezusie, na Chrystusie i na Jego nauce idąc w Jego ślady, to znaczy spełniając Jego naukę. Prawdziwy następca Jezusa staje się stopniowo mądry i widzi wszystkie sprawy takimi, jakimi są, a nie jakimi się wydają. On podniósł zasłonę i przezwyciężył mglisty mur. Nie ma dla niego już żadnych tajemnic, gdyż jego drogą był Chrystus, Zbawiciel wszystkich dusz i ludzi, który poprowadził go do Prawdy, do życia.

Aby pójść tą drogą z Chrystusem i przez Chrystusa nie potrzeba żadnych ceremonii, rytuałów, kultów ani kardynałów, biskupów, księży, pastorów nie mówiąc już o ludzkim "Ojcu Świętym". Tylko jedno jest potrzebne: szczerość względem siebie samego i iskierka miłości do Tego, który kocha wszystkie swoje dzieci. Przez czyny spełnione z miłości do Boga i do bliźniego człowiek znajduje drogę do Tego, który jest miłością, wolnością i jednością i znajduje też drogę do tych braci i sióstr, którzy Jego wolę krok za krokiem spełniają. To jest centralna nauka Chrystusa Bożego w Życiu Uniwersalnym. Kto może to pojąć, niech pojmie, kto chce pozostawić, niech pozostawi.

 

Przyjaciel Chrystusa:

Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że aktywne staranie się o to, żeby w dniu powszednim krok za krokiem spełniać wolę Boga, przynosi wewnętrzną pewność, rozszerzenie horyzontu świadomości, przynosi ufność i dobre braterskie stosunki ze współbraćmi. Z doświadczenia wiem też jednak, że potrzeba wciąż na nowo wewnętrznej decyzji, aby wydobyć się z bierności i uaktywnić wiarę na nowo. Znaczy to, że trzeba wciąż na nowo przezwyciężać ludzkie wygodnictwo, aby nie popaść z powrotem w stare utarte wzory postępowania.

Jeżeli nie wezmę sam swojego życia w ręce i z wiary, z rozpoznania nie rozwinę konsekwentnego działania, to pozwalam się popędzać i pozostawiam innym ster łódki mojego życia. Wygodnie jest pozostawić innym decydowanie, zamiast samemu podejmować decyzje, ale dokąd to prowadzi? Dokąd poprowadziła ta bierność tak zwane chrześcijaństwo? Ono w znacznym stopniu wpłynęło na to, co dzisiaj dzieje się na ziemi. Rezultat tego można odczytać ze stanu przyrody i ludzkiego społeczeństwa. To nie jest wolą Bożą. Czyją w takim razie? Czy nie mogłoby to być świadomym, wyrafinowanym manewrem, żeby wyłączyć przykazanie czynu, przykazanie spełniania nauki Nazareńczyka? Wygodnictwo człowieka, dla którego np. używanie, dobrobyt i władza są przyjemne poddało się tym wpływom - a skutki tego jak wiemy są katastrofalne.

 

Prorok:

Wygodnictwo jest tendencją mas ludzkich, żeby pozostać w tym stanie, w jakim się znajdują.

Pytanie: Czy wiara nie jest koniec końców spekulacją? Ja spekuluję, co najlepiej pasuje do mojego ludzkiego dobra. To jest wtedy dla mnie prawdziwa wiara. Mój bliźni szuka sobie swojej wiary, w której są zawarte aspekty, jakie są dla niego przyjemne i pożyteczne. Czyż nie jest tak, że często warianty "prawdziwej wiary" stają się hasłem ludzkiej samowoli i nietolerancji? Pomyślmy tylko o tak zwanych wojnach religijnych. Ale ponad prawdziwą wiarą, którą osiągamy przez uaktywnienie wiary stoi nieodwołalnie sprawiedliwość Boga, Jego Prawda, która  j e s t  wieczna.


następna broszura "Prorok" / powrót do listy broszur "Prorok"

 

© 2009 Universelles Leben e.V. • E-mail: info@universelles-leben.orgImpressum