 |
|
 |

 Doznawanie jedności życia w przyrodzie, doświadczenie »ja« w »my«. »Mowa« przyrody: procesy przekazywania obrazów

Tam, gdzie są moi przyjaciele, zwierzęta, które w głębi serca nie noszą zła, gdzie przemawia do mnie przyroda, gdzie rozbrzmiewają melodie żywiołów, tam jestem w domu.
Nieskończony Duch ukazał mi i nadal ukazuje w przepiękny sposób, że On, Wszechduch, Stwórca wszelkiego bytu i siła, która działa w wielkiej i nieskończenie różnorodnej jedności, jest życiem. Również i żywioły niosą w sobie energię życia Wszech-Jedynego. Powietrze śpiewa swoją pieśń poprzez poruszające się liście, konary i gałęzie drzew; śpiewa swoją pieśń poprzez poruszające się krzewy i trawy. Liście i kwiaty mienią się w blasku słońca, zwiastując promienie światła i promieniują pieśnią słońca.
Kropla wody ma swoją szczególną melodię. Zaczyna się ona od »kap, kap«, a potem zaczyna rozbrzmiewać czysto kryształowym blaskiem swojej pieśni i cała przyroda odbiera go z wdzięcznością. Ziemia otwiera swoje pory i z wolna zanurza się w niej kryształowy blask. Pieśń wody unosi się wtedy na cześć Stworzyciela poprzez ziemię i przyrodę. Wszystko w przyrodzie kwitnie, rośnie i dojrzewa.
Żywioły i przyroda darują się w owocu, który śpiewa pieśń wszystkich pieśni przyrody, darując się człowiekowi i zwierzęciu. Pieśni żywiołów, drzew, krzewów, kwiatów i traw tworzą jako jedność potężną symfonię jedności, która objawia się w owocach. Dobrze usłyszeć można ją tylko sercem.
Jako istota w Bogu kocham moją odwieczną ojczyznę. Jako człowiek w Duchu jedności kocham moją ziemską ojczyznę, w której czuję się jak w domu. Są to lasy i pola, matka Ziemia, która jest nosicielką wszystkich form życia. Miłość pozbawiona samolubstwa jest wolnością. Prawdziwa miłość łączy, prawdziwa miłość uwalnia i daje wolność każdej formie życia. Każde zwierzę, każdy kwiat i każdy krzew ma prawo do rozwijania się w wolności, tak jak to w swoim stworzeniu ustanowił Bóg.
Przez moje osobiste doświadczenia ze zwierzętami w lasach i na polach musiałam niestety stwierdzić, że jest przed nami jeszcze długa droga, zanim człowiek i zwierzę staną się przyjaciółmi. Właściwie to nam, ludziom, powinno być smutno, że zwierzęta boją się nas i na nasz widok uciekają pełne lęku. Ten, kto chce się zbliżyć do zwierząt żyjących w lasach i na polach, musi się im całkowicie oddać. Trzeba się nauczyć rozumieć ich strach, cierpienie i ból, jak również ich radość i pragnienie wolności. Każdy ruch zwierzęcia, niezależnie od tego, czy sygnalizuje strach, cierpienie czy ból, radość czy poczucie wolności, wyraża się w odpowiedniej formie. Należy się na nią otworzyć, w pełni się na nią skierować i wczuć się w nią. Należy się uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć, żeby móc zrozumieć wzorce postępowania zwierząt, jakie one odzwierciedlają w swoim zachowaniu.
Pierwsze kroki do moich przyjaciół w lesie stawiałam w oparciu o swoje własne postanowienia, takie jak zachowanie wewnętrznej i zewnętrznej dyscypliny, nie stawianie żadnych wymagań i nie oczekiwanie niczego. Starałam się o to, by zachowywać się tak, jak sobie to postanowiłam: wejść do lasu jako przyjaciel przyrody i zwierząt. Jako pierwszych spotkałam moich braci - drzewa, moje rodzeństwo w przyrodzie - krzewy, trawy i kwiaty.
Zaczęłam się wszystkiemu dokładnie przyglądać, żeby się uczyć, bo zależało mi na tym, by przede wszystkim zrozumieć tę mowę, żywiołową pieśń jedności, która rozbrzmiewa w przyrodzie. Patrzyłam i wsłuchiwałam się sercem.
Podczas wielu krótszych i dłuższych spacerów nauczyłam się nie mieć żadnych życzeń i niczego nie chcieć, aby móc wędrować po lasach i polach z otwartym sercem. Oto, co się pewnego dnia wydarzyło: Gałąź krzewu nagle zagrodziła mi drogę. Tak jak to jest przyjęte, chciałam odsunąć ją na bok, żeby móc pójść dalej. Jednak ta gałąź chciała czegoś innego. W chwili kiedy chciałam sobie utorować drogę, gałąź zaczepiła się o moje włosy i powstrzymała mnie. W tym momencie uświadomiło mi się, że czegoś chciałam. Chciałam pójść dalej! Jednak przyroda pragnęła czegoś innego, a więc powiedziałam sobie: »Zatrzymaj się! Zachowaj ciszę w swoim wnętrzu - nie miej żadnych wymagań ani oczekiwań!«.
Zatrzymałam się. Nagle poczułam, jak w moim sercu przepływa strumień ciepła. Dopuściłam ten przepływ bez pytania, dlaczego on się pojawił i co oznacza. Mój oddech był spokojny, a wzrok skierował się na jeden z liści, na który padały promienie słońca i który poruszał podmuch powietrza. Ogarnęło mnie uczucie, jakby w jednej chwili cała orkiestra rozbrzmiewała pieśnią jedności. To rozbrzmiewała nieskończoność, która na krótko mnie przeniknęła, pozwalając rozpoznać i doznać, że wszystko żyje, że potężny, odwieczny Duch jest wielkim objawieniem jedności.
Już wiele lat odbieram słowo Boże, to, co Bóg, Wszechmądry, daruje poprzez swój instrument, przez proroka, ludziom, którzy chcą tego słuchać. Teraz Jego głosem przemawiała przyroda. W jednej chwili pojęłam i zrozumiałam, co wszechmogący Duch przyrody mówi do mnie. Jego strumień poruszał moje serce, a ja zrozumiałam mowę przyrody.
Uczyłam się i nadal się uczę. Patrzę swoim sercem na moich braci, drzewa, doświadczam i pojmuję ich w moim wnętrzu. Czuję sercem, co oni i dalsze rodzeństwo w przyrodzie - krzewy, trawy i kwiaty - pragną mi powiedzieć. Słyszę pieśń przyrody, gdy żywioły używają liści, gałęzi, traw i kwiatów jako instrumentów, które z kolei rozbrzmiewają jako jedność, wydobywając z siebie pieśń jedności na cześć i chwałę wszechmocnego Ducha Stworzyciela.
Wypełniona tym wzniosłym i radosnym uczuciem szłam dalej przez las, przez pola i łąki. Wciąż odczuwałam w sobie, że jestem otoczona siłą, która przenika mnie i wszystko dokoła, która sprawia, że jestem szczęśliwa. Co chwilę zatrzymywałam się, żeby to, co przeżyłam, odczuć ponownie. To uczucie przenikało mnie zawsze wtedy, gdy w swoim wnętrzu zagłębiałam się w przyrodę, nie mając przy tym żadnych oczekiwań ani wymagań, na przykład życzeń, żeby znowu coś usłyszeć.
Podczas moich kolejnych spacerów nauczyłam się stopniowo odczuwać siebie jako część przyrody, stawać się jednością z moimi braćmi, drzewami, z rodzeństwem w przyrodzie - krzewami, trawami i kwiatami. To nie byłam już ja - czułam, się włączona w »My«, w bycie jednym z życiem.
Podczas, gdy fale doznawania w głębi mego serca wzmagały się, potknęłam się nagle o kamień. Na podstawie moich doświadczeń w przyrodzie zrozumiałam natychmiast, że powinnam zatrzymać się, aby odebrać posłanie, które przygotował dla mnie dzisiejszy dzień. Znowu dałam sama sobie rozkaz, żeby nie stawiać żadnych wymagań i nie mieć żadnych oczekiwań wobec świadomości minerałów, na przykład kamienia, o który się potknęłam. Potwierdzałam, że wszystko jest częścią mnie samej. Każdy kamień nosi w sobie wielkość Stworzyciela i należy do matki Ziemi, tak jak gleba i każdy mieszkaniec lasów i pól, każda trawka, a także ja, człowiek, jestem częścią wielkiej całości.
Ponownie odebrałam w sobie odruch życia, który bardzo trudno jest w całej pełni wyrazić słowami, gdyż wewnętrzne przeżycia objawiają się w postaci obrazów i wiedzy. W jednej chwili ujrzałam w sobie jedność przyrody i minerałów. Stałe formy, materia przyrody, duże i małe zwierzęta, rośliny i minerały były wprawdzie widoczne, jednak z ich wnętrza wypływał fluid, który łączył się w jedność i również jako jedność zaczął promieniować. Światło nie zatrzymało się przede mną, przed człowiekiem. Ono objęło i przeniknęło również mnie, tak że stałam się jednym z fluidem przyrody i minerałów.
W tej świadomości jedności odczułam w głębi serca mojej duszy dialogi tych form życia, które uwidoczniły się w obrazach. W ich obrazowej mowie ujrzałam i jednocześnie widziałam, jak gleba przekazuje formom przyrody - roślinom i minerałom - sygnały, informacje o tym, co się w niej dzieje, na przykład to, że świat roślin musi oszczędnie gospodarować zasobami żywiołu wody. Mowa żywiołów i matki Ziemi jest procesem przekazywania obrazów roślinom i zwierzętom, które mogą one w swojej świadomości odebrać, że na przykład aktualny poziom wody gruntowej nie jest zbyt wysoki i że nie da się z niej pobrać zbyt wiele wody. W ten sposób mogą być nadawane impulsy przez matkę Ziemię jako sygnały do traw, aby utrzymywały rosę tak długo, jak to tylko jest możliwe, żeby drobnoustroje i inne małe żyjątka miały co pić. Poza tym matka Ziemia stara się zaopatrzyć osłabione rośliny w odpowiednie substancje odżywcze oraz wystarczającą ilość wody na tyle, na ile tylko jest to dla niej możliwe, gdyż wiemy, że wszędzie tam, gdzie wkroczył człowiek, matka Ziemia ma niewielkie możliwości pomagania.
Piękne jest doświadczenie tego, jak matka Ziemia troszczy się o zwierzęta, rośliny i minerały! Bez przerwy ukazywały się we mnie kolejne obrazy, pokazujące mi, człowiekowi, jak matka Ziemia walczy o to, by dotrzeć do swoich podopiecznych, do swoich dzieci - do roślin, a także do zwierząt. Matka Ziemia wydaje z siebie nie dające się opisać impulsy, które, jak się później dowiedziałam, zawierają w sobie sygnały zapachowe skierowane do zwierząt, informujące, gdzie na przykład znajduje się źródło wody lub kałuża. Wszechduch, poprzez matkę Ziemię, troszczy się o wszystkie formy życia, by miały pożywienie i wodę. Niestety, stale muszę to podkreślać, możliwe jest to tylko wtedy, gdy człowiek nie ingeruje i nie niszczy wielkiego pomostu między Wszechduchem i wszystkimi formami życia na ziemi i w ziemi.
Kiedy ja, człowiek, zaczęłam, na przykład myśleć »Co właściwie tu przeżywam?«, to nagle nie znajdowałam się już we wszechstrumieniu przyrody. Czułam się znowu jak człowiek, który widzi i słyszy tylko to, co go otacza.
Zawsze wtedy, kiedy my, ludzie, chcemy się czegoś koniecznie dowiedzieć albo coś zgłębić przy pomocy swojej głowy, oddalamy się od jedności i stanowimy o sobie samych. Słuchać sercem oznacza odbierać w ciszy sercem duszy to, czego głowa, rozum, pojąć nie może.
następny rozdział
|
 |