Jesteś tutaj: Strona początkowa > Proroctwo > Publikacje > Listy Gabrieli > Wielki List Gabrieli,
Nr 4

Faryzeusze i uczeni w Piśmie
oraz ich wasale:
tchórzliwi obłudnicy
i uniżeni poddani


Ten, kto szczerze pragnie okazać się prawdziwym chrześcijaninem, kieruje się Dziesięcioma Przykazaniami i nauką Jezusa, Chrystusa. Jego nie obchodzą ludzkie matactwa tych, którzy swoją pogoń za uznaniem i władzą skrywają pod płaszczykiem pochlebstw i krasomówstwa; tych którzy za pomocą podstępnej taktyki świadomie i celowo faworyzują swoich sługusów, a każdego, kto nie chce być im posłuszny, poniżają, dyskryminują i szkalują. Ten, kto idzie w ślady Jezusa, Chrystusa, rozpozna więc tych, którzy - mówiąc ogólnie - kłamią bez najmniejszych skrupułów i będzie trzymał się od nich z daleka.

Niestety wielu ludzi to tchórzliwi obłudnicy, którzy podporządkowują się poglądom kościelnych i świeckich tyranów. Oni dają się wciągać w ich machinacje w nadziei, że uda im się upiec przy magicznym ogniu władzy kawałek własnej pieczeni. To są ci, którzy uniżenie wszystkiemu przytakują, gdyż za wszelką cenę pragną uprawiać hazardową grę o władzę. Za taką cenę, zdradzają wielkiego Ducha jedności i swoich bliźnich.

Być może niejednego z tych, którzy w śmiertelnej rozgrywce o władzę dostali jedynie kilka atutów, ale niczego nie wygrali, oświeciło już, że wielu ludzi na Zachodzie to tylko pogańscy hazardziści w zarzuconym na siebie »chrześcijańskim« płaszczyku i że cała ta ich gra nie ma nic wspólnego z Chrystusem. Mimo tych spostrzeżeń, jeszcze wielu trzyma się kurczowo faryzeuszy i uczonych w Piśmie, wytrawnych graczy, którzy ludzi od dawien dawna zwodzili i nadal jeszcze zwodzą.

Właśnie tchórze, którzy wiele zauważyli i zauważają, a których nie stać jednak na prostolinijność i szczerość, przyznają władzę tym, którzy posługując się błędną, inspirowaną przez myśl upadku nauką, trzymają swoje »owce« w zagrodzie. Tchórze, konformiści i poddani pozwalali i pozwalają, żeby kościelni iluzjoniści, faryzeusze i uczeni w Piśmie, wyciągali ze swojego magicznego kapelusza różnorodne absurdy i otaczali je nimbem »niezgłębionych tajemnic Boga«, aby nikt nie ośmielił się w nie wątpić. Z Boga, z Wszech-Jedynego, z odwiecznego Ojca, uczyniono Boga kary, zemsty, tyrana, którego zaklęciami trzeba nakłaniać, aby uznał i zaakceptował magiczne sztuczki ogarniętych obsesją przywódców.

Jednak pustota świątobliwych frazesów widoczna jest gołym okiem. Powstaje pytanie, dlaczego wciąż jest jeszcze tylu, którzy nie widzą albo nie chcą widzieć, że urzędowi magicy nie traktują poważnie własnych magicznych praktyk, lecz używają ich jedynie do zastraszenia swoich wasali i sługusów, by nie wpadła im przypadkiem do głowy »zuchwała« myśl, żeby użyć własnego rozumu.

Drodzy przyjaciele, Bóg nie ma nic wspólnego z tym cyrkiem. Bóg jest i pozostaje Bogiem miłości i dobroci, Bogiem wszech-jedności.

Kościelni magicy trzymają w szachu tchórzy i poddanych, stwarzając psychozę lęku za pomocą nauki o wiecznym potępieniu. Ponieważ ogólnie jest przyjęte, że tak musi być, trzeba w końcu jasno powiedzieć, że jest to wołająca o pomstę do nieba zdrada Boga i Chrystusa, że jest to perfidne oszukiwanie ludzi, którzy przecież są braćmi i siostrami każdego wielebnego »pasterza«.

Bóg, który bez wyjątku kocha wszystkie swoje dzieci - wszystkich ludzi, wszystkie dusze, wszystkie istoty - jest nie tylko w ten sposób oczerniany i szkalowany przez ludzi, którzy w dodatku nazywają siebie jeszcze »chrześcijanami«, lecz ponadto mocno wykorzystywany do ujarzmienia wielu. Kościelni, żądni władzy intryganci świadomie posługują się Bogiem niczym biczem lub środkiem do wywierania nacisku na tych, którzy kiedyś im zawierzyli, a teraz ośmielają się poddawać w wątpliwość zasadność ich organizacji oraz ich antyboskie i antychrześcijańskie nauki!

Ponieważ sługusy uniżenie zginają karki, to żądnym władzy udało się zbudować strukturę, którą nazwali »chrześcijańską«. Używając »chrześcijańskiej« etykietki, zwalczają oni otwarcie lub z ukrycia wszystkich tych, którzy przejrzeli ich grę pozorów i przestali milczeć i którzy nie biorą udziału w tej grze skrywającej się pod »chrześcijańskim« płaszczykiem.

Duchowo ślepy, nie dostrzega sępa, który słowami: »No cóż, Bóg ma swoje tajemnice« ukrywa przed łupem swoją prawdziwą naturę. Rzekome tajemnice Boga są owczą skórą, którą wilk nakłada na siebie, żeby porwać owce.

 

Prawdziwy Bóg nie ukrywa się przed ludźmi. Człowiek, który nie ma odwagi stanąć przed obliczem Boga jako Jego dziecko, spełniające Jego wolę, stworzył słowo »tajemnica«, łudząc się, że zakryje nim to, co nie odpowiada woli Boga. Ten, kto wierzy w tajemnice Boga, pozostaje zatem ślepy na Jego prawdę.

Kto przez dłuższy czas »zasłania innym światło«, a więc zaciemnia prawdę, ten jest coraz bardziej przykuty do gmachu cieni, który sam zbudował. Wcześniej czy później sam przestanie już wiedzieć, co jest prawdą, a co kłamstwem, i w konsekwencji zacznie wierzyć w tak zwane »tajemnice Boże«. To oznacza, że ślepy prowadzi ślepego, który wierzy w to samo co on; w efekcie obaj wpadają do dołu.

Świat stał się czeluścią pełną ognia, która z czasem pochłonie tych wszystkich, którzy nie rozniecili w sobie wewnętrznego ognia, Iskry Zbawczej, i którzy kurczowo trzymają się cieni, wspierając w ten sposób nieodpowiedzialnych funkcjonariuszy kościelnych.

następny rozdział

 

© 2009 Universelles Leben e.V. • E-mail: info@universelles-leben.orgImpressum