»Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości.
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych, i mówicie: „Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków”. Przez to samo przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?«.
W ten sposób instytucje kościelne poprzez swoje Pismo Święte, Biblię - »prawdziwe słowo Boże«, księgi, które »wiernie i bez błędu nauczają prawdy«, których »autorem jest Bóg«, tak jak napisane jest to w ich katechizmie - same dają nam najlepszy dowód na to, że Kościoły i ich funkcjonariusze zabijają lub pozwalają zabijać wszystko, co stoi im na drodze.
Dzisiaj co prawda nie zabija się już proroków, jednak o tym, co spotyka proroka naszych czasów, możecie, drodzy przyjaciele, dowiedzieć się na przykład z ostatnich dwudziestu stron Listu Gabrieli nr 3. Dokładniejsze informacje znajdziecie w książce wydanej przez wydawnictwo Das Weiße Pferd, zatytułowanej Der Steinadler.
W swoich naukach Pan udowadnia stale, że Kościół jest myślą upadku, skoro twierdzi, że sama wiara wystarczy. Już jako Jezus z Nazaretu mówił On: »Każdego więc, kto tych słów Moich słucha i wypełnia je można porównać z człowiekiem roztropnym [...]«.
Również i u Mateusza znajdziemy to, co On powiedział:
»Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebiańskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie«.
Jak już wspomniano, najwyższą instancją myśli upadku jest kasta kapłańska, która wchłonęła państwo. Drugą instancją upadku jest lobby rolnicze, które pociąga za sobą wielkie i małe gospodarstwa rolne. Wielu rolników to wierni Kościoła, co oznacza, że zgodnie z jego zasadami, są chciwymi ekspertami zagarniania, pijawkami, które przysysają się do wszystkiego, co przynosi im korzyść. Oni są głównymi inicjatorami, jeśli chodzi o odstrzał zwierząt w lasach i na polach, które mogłyby ewentualnie wyrządzić szkodę ich wchłaniającej wszystko chciwości »wszystko tylko dla mnie, dla mnie najwięcej i dla mnie najlepsze«.
Wielu ludzi, częściowo łatwowiernych konsumentów, widzi rolników jako walczących o ochronę środowiska, zaangażowanych w ochronę fauny i flory, w ochronę pól, lasów i zwierząt. Przyglądając się z bliska, można zobaczyć coś zupełnie innego. Często są oni mordercami przyrody i zwierząt. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia rolnik zabija miliony żyjątek i mikroorganizmów rocznie poprzez wywożenie na pole obornika, gnojowicy oraz niszczących chemikaliów. Na ciała tych żyjątek wylewana jest trucizna, bo taka jest mordercza, nieszczęsna tradycja. Męczarnie, które przed śmiercią musi przeżywać niezliczona ilość zwierząt obojętne są temu, kto jest owładnięty żądzą posiadania i pozbawiony sumienia. Zabija się dla »opłacalności i zarobku«.
Rolnicy ci nie cofają się też przed wycinaniem drzew i krzewów, rzucających nieco cienia na skraju ich pól. Obojętnie, czy drzewa i krzewy znajdują się w fazie pełnej wegetacji czy też nie, padają one ofiarą chciwości rolnika: Przecież nawet ten niewielki cień może zmniejszyć plony.
Rolnik jest najczęściej zwolennikiem Kościoła. Kościelni zwierzchnicy, którzy podczas kościelnych świąt, występując w swoich ozdobnych ornatach i tiarach, każą się wielbić - przy czym Bóg odgrywa tu rolę całkowicie drugorzędną - są najgorszym przykładem dla wielbiących ich wiernych. Na czas obchodzonych świąt każą również ścinać drzewa, krzewy i kwiaty.
Inną odmianą rolników są strażnicy gett dla zwierząt. Zwierzęta przetrzymywane są w wyznaczonych dla nich gettach, zapewniających rolnikom wysoki zysk, gdzie karmione są skomponowaną w wyrafinowany sposób paszą, nieodpowiednią dla danego gatunku. Temu przyświeca zawsze jedna myśl: zwierzę to tylko towar przeznaczony dla zwierzożerców, za który można otrzymać dobrą cenę. W taki sposób oferuje się konsumentom kawałki zwierzęcej padliny, ciało stworzenia, które pod batem strażnika skończyło swój straszny żywot. Już od urodzenia pisana mu była śmierć na rzecz zwierzożercy, człowieka, który delektuje się mięsem zniewolonego i tuczonego zwierzęcia.
Zdaje się, że nie ma końca tym okropieństwom, gdyż w tych gettach dla zwierząt matki przeznaczone, podobnie jak i ich młode, na śmierć, są przez strażników tego getta oddzielane od dzieci, aby mleko i wszystkie produkty, jakie można z niego otrzymać, znalazły się również w ofercie. Zarówno zwierzęca matka jak również jej dziecko naznaczone są piętnem śmierci - dla amatora fragmentów zwierzęcych zwłok oraz produktów mlecznych, któremu udostępnia się je za cenę niewyobrażalnego cierpienia.
Kolejną instancją w tej śmiercionośnej hierarchii jest lobby myśliwskie ze swoimi wyszkolonymi strzelcami-zabójcami, myśliwymi, mówiącymi o sobie, że są strażnikami przyrody.
Wszyscy, którzy popierają wojnę, również wojnę w lasach i na polach, popierają śmierć. Oni mają błogosławieństwo instytucji kościelnych. Wszyscy i wszystko, co służy zabijaniu, było i jest pobłogosławione przez Kościół - również i myśliwi za ich krwawy »Darz Bór«. Oni włączeni są w działanie kościelnej spirali śmierci. Gdy tylko zabrzmi bojowy zew, róg myśliwski, myśliwi wszczynają wojnę przeciwko zwierzętom w lasach i na polach.
Każdy myśliwy, którego nazwano by maszyną do zabijania, zapewne poczułby się oburzony słysząc takie określenie. Posłużyłby się argumentami, że zwierzęta muszą być eliminowane, żeby przeciwdziałać przerostowi populacji; te argumenty są wojowniczą spuścizną, z której wszyscy poplecznicy Kościoła czerpią stosowne odpowiedzi i instrukcje.
Takie uzasadnienie jest bardzo osobliwe, gdyż mówi, że człowiek »chroniący środowisko przyrodnicze« musi ograniczyć liczebność zwierząt, wyznaczając według swoich ludzkich kryteriów obszar, na którym pozwala im żyć. Kim jest ten, kto wyznacza wielkość terenu, na którym zwierzęta mogą żyć oraz określa ich liczbę? Oczywiście jest to myśliwy, któremu kasta kapłańska służy przykładem, i to nie tylko dlatego, że sami pastorzy, księża i wysocy dostojnicy kościelni oddają się rozkoszom myślistwa, lecz również i dlatego, że kościelni funkcjonariusze już w Średniowieczu postępowali podobnie z każdym człowiekiem, który krzyżował im plany.
Poza tym kasta kapłańska już od czasów Średniowiecza zaszczepiała w świadomość ludzi, na których wywierała wpływ, przekonanie, że zwierzęta nie mają nieśmiertelnej duszy, lecz jedynie instynkt - przy czym mało kto wie, co właściwie to słowo oznacza. W encyklopedii można przeczytać naukową definicję słowa »instynkt«. Czy odpowiada ona prawdzie czy też nie, trudno orzec, biorąc pod uwagę fakt, jak często nauka popełniała już błędy. Zwolennikom Kościoła jest wszystko jedno. Jest po prostu tak, jak głosi kasta kapłańska i jak sama postępuje. W ten sposób każda ocena zgodna z odczuciem własnego sumienia zostaje odrzucona.
Mam nadzieję, że mimo tego hierarchicznego sposobu zachowania się wielu ludzi spowodowanego myślą upadku, nie wszyscy dmuchają w wojenny, myśliwski róg, w mniemaniu, że wojna obronna toczona z ludźmi, zwierzętami, przyrodą i całą matką Ziemią jest dozwolona. Dozwolona z pewnością przez kościelną instancję upadku, ale nie przez Jezusa, Chrystusa, Księcia Pokoju, który nauczał miłości i miłości do bliźniego, a także miłości do zwierząt, gdyż zwierzęta są młodszym rodzeństwem człowieka.
następny rozdział