 |
|
 |

 Przyroda daje temu, kto ofiarnie daje zwierzętom

Przypomina mi się wypowiedź pewnego rolnika, która potwierdza powyższe słowa: Na swoim gospodarstwie nie zbiera on plonów z kilku pól, lecz zostawia je zwierzętom. Tego, co zwierzęta zabierają z tych pól na swoje potrzeby, jest niemało, zwłaszcza wtedy, gdy na pola wchodzą dziki. Rolnik ten jednak stwierdził, że wielkość plonów z innych jego pól wzrosła tak, że po żniwach ma zawsze większe zbiory niż w roku poprzednim. To pokazuje wyraźnie, że matka Ziemia nie tylko wyrównuje ofiarne dary dla zwierząt, lecz nawet wynagradza przyjaciela przyrody i to ponadto.
Szczególnie w miesiącach letnich zwierzęta pokazywały nam, jak ścisła jest ich łączność z matką Ziemią i matki Ziemi z nimi, z jej dziećmi przyrody. Ona, matka Ziemia, jest dobrotliwa; jej dzieciom wolno chodzić po soczystych, leśnych polanach, wchodzić w zarośla, pełne listowia, w których zwierzęta znajdują cień, schronienie i miejsce odpoczynku. Matka Ziemia pozwala dzieciom przyrody na wszystko; nie zabrania im wstępu do żadnego miejsca. Zupełnie inaczej dzieje się, gdy zwierzęta pól i lasów spotykają ludzi, którzy mylnie uważają, że dany kawałek ziemi, część matki Ziemi, należy do nich. Wtedy zazwyczaj nie ma miejsca na ugodowe, a zatem dobre porozumienie, lecz ze strony człowieka jest jedynie dochodzenie jego rzekomych praw, jego roszczeń. Człowiek podejmuje środki obronne, co prowadzi do niezgody, chaosu i zamętu.
Nie wszyscy ludzie obstają przy tym, że ziemia, którą uprawiają, przeznaczona jest jedynie i wyłącznie dla nich, chyba że należą do wyznaniowych reżimów. Wraz z kilkoma sadownikami obserwowaliśmy, jak w sadzie dziki raczyły się dojrzałymi, soczystymi jabłkami z nisko położonych gałęzi jabłoni stojących w szpalerach i jak ryły w ziemi w pobliżu krzewów agrestu i porzeczek, żeby zbierać leżące tam przejrzałe owoce. Sadownicy uśmiechali się, a nawet cieszyli. Pozwalali również wchodzić na orzech włoski wiewiórkom, które zabierały jeden orzech po drugim, zabezpieczając się w ten sposób na zimę. Dlaczego uśmiechali się i cieszyli? Dlaczego nie postąpili tak, jak inni rolnicy, którzy są zdania, że jeżeli jakieś zwierzę przebywa na ich polu, to muszą wezwać myśliwego, aby je zastrzelił? Nie wszyscy rolnicy mają serce z kamienia. Niektórzy wiedzą, że dobrze widzieć, słyszeć i doświadczać można tylko sercem, gdyż Boże królestwo przyrody jest jednością między człowiekiem, zwierzęciem, rośliną i kamieniem.
Ci sadownicy i rolnicy, którzy mają serce dla przyrody i zwierząt, opowiadali, że dzięki zwierzętom zdobywają wiele doświadczeń. Zwierzęta pomagają im na przykład w uprawie roli. Dla nich zwierzęta są o wiele bardziej przydatne niż pług lub motyka. Ich wewnętrzne przekonanie, że Bóg jest Stworzycielem wszystkich żyjących istot sprawia, że tak właśnie postępują, gdyż każda żywa istota należy do stworzenia Bożego. Bóg wie, o czym każdy myśli i dlaczego jest oddany przyrodzie, zwierzętom, jest oddany Stworzycielowi i Jego stworzeniu.
Inaczej jest w przypadku wielu przywiązanych do swego wyznania rolników. Oni myślą podobnie jak zwierzchnicy ich Kościoła, że to Bóg jako Stworzyciel jest za wszystko odpowiedzialny, również za chaos, a oni, rolnicy, znajdują się w najlepszych rękach. Kaznodzieje ich Kościoła mówią bowiem o demonicznym bogu, który karze i potępia wszystkich, którzy nie podążają za nauką Kościoła, który niweczy wszystko, co nie służy jego królestwu ciemności, jak na przykład ludzi skierowanych na królestwo Boże i modlących się do Stworzyciela porządku i wieczności. W tych kaznodziejskich szablonach zwierzęta, przyroda, tak samo jak cała matka Ziemia, zajmują miejsce naznaczone jedynie poniżeniem i pogardą. Są co najwyżej tolerowane jako źródło zysku dla wyzyskiwacza, człowieka.
Kto nie postrzega siebie jako gościa na tej ziemi, kto myśli, że Boga można uczynić odpowiedzialnym także za chaos, ten popiera wyznaniowych kaznodziejów, wasali ciemności, którzy siebie i sobie podobnych uważają za koronę stworzenia. Ten, kto się do tego przyznaje, nosi na sobie to samo piętno, co i jego wyznaniowe wzorce w czarnych, białych lub czerwonych sutannach.
Nadchodzi kolejna pora roku. Lato stopniowo podaje rękę jesieni. My, miłośnicy wypraw, podobnie jak w poprzednich porach roku, udajemy się w drogę, aby obserwować i uczyć się.
Znowu dni stają się krótsze, tak że i my, dwunożni, musimy się przestawić, gdyż przebywając na łonie przyrody późnym wieczorem - gdy zmierzch zapada już na polach i w lasach - nieraz słyszymy głos rogacza. Z królestwa Wszechmądrości dowiedzieliśmy się, że wiele ptaków, a także rogacz, upomina ludzi, żeby opuścili las, aby mieszkańcy pól i lasów mogli w spokoju i bez zakłóceń przygotować się do snu w obliczu zapadającej ciemności.

Na podstawie tej duchowej wiedzy i naszego doświadczenia przełożyliśmy czas naszych wypraw na późne popołudnia. Podobnie jak przed rokiem byliśmy świadkami tego, jak zwierzęta czyniły niezbędne przygotowania do zimy i zbierały zapasy. Teraz wyjeżdżaliśmy kilka godzin wcześniej niż latem i naszym »czworonożnym«, jeepem, przemierzaliśmy pola i lasy.
Ośmieleni bogatymi, zebranymi przez dwa lata doświadczeniami, coraz częściej chodziliśmy pieszo, tak że zwierzęta mogły się przyzwyczaić do dwunożnych, do nas, do ludzi. Zaczęły nas przyjmować w swój obraz doświadczeń. Rozpoznawaliśmy to po tym, że zające i sarny nie uciekały już tak, jak dotychczas. Utrzymywały wprawdzie na wszelki wypadek niewielki dystans do nas, ludzi, i nadal jeszcze go utrzymują. Także i ptaki nie odfruwały i nie odfruwają już w popłochu na widok dwunożnych.
W międzyczasie poznaliśmy już w lasach miejsca, gdzie gromadzą się określone gatunki ptaków, oraz miejsca, gdzie przebywają sarny. Szanujemy ich domostwa i miejsca spotkań, gdyż nauczyliśmy się rozumieć zwyczaje ich gatunku, a więc zachowujemy stosowną odległość, żeby nie zakłócać trybu ich życia, w którym wyraża się ich istota.
Wiele, bardzo wiele gatunków zwierząt, których brakowało nam latem, nagle znowu można było ujrzeć w żywopłotach Benjesa, na polach i w lasach.
Nie było jednak dzików. Zapytaliśmy o to i otrzymaliśmy odpowiedź, że dziki przebywają na polach, z których jeszcze nie zebrano plonów. Później, kiedy plony zostaną zebrane, dziki powrócą do lasu, żeby żywić się żołędziami, orzechami, buczyną, czyli tym wszystkim, co las oferuje, a więc zaopatrzyć swe ciała w substancje odżywcze, niezbędne do przetrwania zimy. To wyjaśnienie nasza trójka tak uzupełniła: Ponieważ od ludzi, którzy powinni być dla nich przyjaciółmi i starszymi braćmi, nie mogą, ogólnie mówiąc, spodziewać się niczego dobrego ani pożytecznego, co najwyżej odpadków albo też kukurydzy od myśliwych, którzy w ten sposób świadomie przywabiają dziki, żeby później strzelać do nich znienacka. Obraz, jaki większość zwierząt ma o człowieku, nacechowany jest nieobliczalnym, złośliwym, brutalnym postępowaniem, zabijaniem i zjadaniem przez zwierzożercę, człowieka, trupów ich niemiłosiernie ściganych i zarzynanych współtowarzyszy, które potem - jako porcje mięsa i wędliny - można znaleźć na półkach sklepowych.
Aby zawrzeć przyjaźń ze zwierzętami pól i lasów, potrzeba wielkiej cierpliwości i wytrwałości. To zadanie jest bezwarunkowym oddaniem się i może być spełnione tylko wtedy, kiedy potraktuje się je sumiennie i z całą powagą. Każda nerwowa reakcja z naszej strony wywoływała strach i ucieczkę. Kiedy chodziliśmy zbyt szybko, nagle odwracaliśmy się lub poruszyliśmy rękami w sposób nie znany zwierzętom, to natychmiast uciekały albo odlatywały. Musieliśmy się nauczyć absolutnej dyscypliny, także w sposobie myślenia, po pierwsze dlatego, że myśli sterują reakcjami ciała, a po drugie, ponieważ zwierzęta wyczuwają zawartość naszych myśli w swoich »wywęszonych« obrazach.
Jak już wspomniano, zwierzęta porozumiewają się mową obrazową. Zwierzęta tworzą w sobie obraz danego miejsca lub obszaru, różnych gatunków zwierząt, a także nas, ludzi. Zapamiętują specyficzne reakcje i ruchy ciała. Jeśli zatem jakiś ruch - szczególnie nasz, ludzki - nie odpowiada zawartości ich obrazu, to uciekają przed nami albo nas atakują, kiedy czują, że mają przewagę nad intruzem.
Podczas naszych wypraw i spacerów byliśmy i nadal jesteśmy świadkami permanentnego lęku zwierząt. Każda z naszych reakcji, której nie mogły do niczego dopasować, wywoływała u nich panikę. Zmotywowało nas to do zwracania sobie nawzajem uwagi, gdy tylko traciliśmy poczucie świadomości jedności.
następny rozdział
|
 |