Listy Gabrieli

Listy Gabrieli


Bożonarodzeniowe i noworoczne logo

Grudzień 2002


1.

Drodzy przyjaciele na całym świecie, trzymacie w ręku jeden z Listów Gabrieli i z pewnością zapytacie: Czy będą kolejne? - One także ukażą się niebawem.
Listy Gabrieli mają na celu uświadomienie rozbudzonemu człowiekowi, jaką słabością charakteru cechuje się nasze społeczeństwo i jakie jest ono schizofreniczne. Masy ludzkie bezmyślnie i w otępieniu przyjmują wszystko, co narzucają im zajmujący wysokie stanowiska. Niestety tylko nieliczni ludzie są krytycznie nastawieni do samych siebie. Większość się nie kontroluje i dlatego też nie potrafi krytycznie spojrzeć na swoje otoczenie ani też przejrzeć tych, którzy dosłownie wodzą ich za nos.
Listy Gabrieli nie mają na celu wpływać na żadnego człowieka - one mają jedynie pobudzić go do tego, aby mógł odnaleźć i właściwie ocenić samego siebie, a potem - obserwując czujniej rozgorączkowanie tego świata - nadać swojemu życiu właściwy kierunek.
Proszę nie wzruszać ramionami, nie rezygnować, nie dołączać do szeregu uległych i wciąż od nowa w przygnębieniu powtarzających argument: "Przecież i tak niczego nie można zmienić".
Prawdą jest, że jeden nie powinien zmieniać drugiego, ale też nie musi pozostawać łatwowierny. Każdy może zacząć od siebie samego, stawiając pod znakiem zapytania własny sposób myślenia, a przez podcinanie narośli, jaką jest tradycja, przyczyniać się do tego, żeby coraz więcej ludzi rozbudzało się tak, żeby w końcu lepiej zaczęło się powodzić tak zhańbionej przez człowieka Matce Ziemi, jej roślinom i zwierzętom.
Zbliża się czas adwentu. Ponownie nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Są one kościelnym festynem, obchodzonym przez każdego, czy chodzi do kościoła czy też nie. Za każdym razem organizuje się go dużym wysiłkiem i tworzy wokół niego istny cyrk. Przyjrzyjmy się więc bliżej, jak wygląda ten tradycyjny festyn Bożego Narodzenia i czas adwentu.
Kościelne instytucje (katolicka i ewangelicka) bardzo stawiają na tradycję. Słowo tradycja w Encyklopedii Bertelsmanna jest objaśnione tak: "Religia: W wielu religiach jest to podstawa ich nauk przekazywana w słowie lub na piśmie. W katolicyzmie tradycję przekazywaną ustnie oraz Biblię uważa się za wspólne źródło boskiego objawienia. Kościoły ewangelickie traktują tradycję obok Biblii tylko jako materiały źródłowe.
Podstawą nauk Kościoła katolickiego są przede wszystkim dogmaty i obrzędy."
Tak więc w Encyklopedii Bertelsmanna czytamy: "W katolicyzmie tradycja ustna i Biblia uchodzą za wspólne źródło boskiego objawienia". Stratą czasu byłoby zastanawianie się tu nad każdym słowem. Wiemy przecież, że Biblia jest dla Kościoła księgą tylko na pokaz, z której, co prawda się czyta, ale według zawartości której większość kościelnych "dostojników" nie żyje. Dlaczego więc wierni mieliby jej przestrzegać?
Kościoły składają się z tradycji i obrządków. Z tego utkały one sobie płaszcz, któremu nadano nazwę: "chrześcijański" i "Biblia".
Czas adwentu i świąt Bożego Narodzenia stał się tradycyjnym obyczajem pogańskim. Ten niezrównany dar, który otrzymaliśmy 2000 lat temu - wrodzenie się Syna Bożego w ludzkie ciało - został zapomniany przez chrześcijaństwo, które utonęło w odurzaniu się świątecznymi nastrojami, w upajaniu się prezentami, świecidełkami i błyskotkami. Syn Boży przyszedł do nas ludzi. Jednak czas adwentu i świąt Bożego Narodzenia nie ma dzisiaj nic wspólnego z przyjściem Pana ani też z Jego nauką. Tłumy kościelnych "chrześcijan", którzy ulegli otępieniu i zobojętnieniu, obchodzą tradycyjne kościelne święto pogańskie, którego korzenie tkwią jeszcze w bałwochwalstwie zamierzchłych czasów.
Mało kto chce o tym słyszeć. Bo to przecież takie uroczyste i sentymentalne, rodzinne święto!
Byłoby dobrze, gdyby to święto było świętem prawdziwej rodziny, jaką symbolizowała przepełniona pokojem rodzina Józefa i Marii. A jak to wygląda w wielu tradycyjnych rodzinach? Na ogół bywa tak, że przez kilka godzin wszyscy udają, że wszystko jest w porządku, zwłaszcza, kiedy wspólnie zasiadają do stołu i spożywają indyka, gęś, kaczkę lub porcję sarniny, pieczeń z dzika, dorsza w galarecie albo inne mięsne przysmaki. Pierwsze zgrzyty słychać już nieraz przy rozpakowywaniu prezentów. Nic nie przemawia przeciwko prezentom, jeśli darowane są z serca, a nie z obowiązku zaspakajania "radosnych" oczekiwań.
Na ołtarzu kościelnej tradycji z okazji "świętych" uroczystości zarzyna się miliony zwierząt, żeby przez co najwyżej trzy do czterech godzin podtrzymywać sentymentalne uczucia rodzinne. Bo są przecież "święta Bożego Narodzenia".
Święta Bożego Narodzenia nie są już uroczystością upamiętniającą wrodzenie się Pana, Chrystusa Bożego, w świat doczesny. Nie jest to już uroczystość rodzinna, ku pamięci Marii i Józefa, lecz jest to uwielbianie kościelnego boga słońca, który zarzucił na siebie "chrześcijański" płaszcz - ten sam, którego uosobieniem w Kościele katolickim jest "ojciec święty" w Rzymie i do którego w Kościele ewangelickim modli się przy relikwiach Lutra.
Bóg słońca, to boskość w postaci męskiej, którą ludzie zamierzchłych czasów ubóstwiali w sposób naturalny i oczywisty, widząc ją w słońcu. Dzisiaj Kościoły ustanowiły symboliczną figurę, której trzeba składać ofiary i to nie tylko przez ofiarowanie samego siebie, przez wiarę i poddanie się, lecz również przez składanie datków lub podatków, jak i przez zarzynanie niezliczonej ilości zwierząt.
W pradawnych czasach zwierzęta ofiarowano bogom, żeby ich udobruchać lub przyjaźnie usposobić albo też żeby złożyć ofiarę, która byłaby "przyjemną wonią dla Pana", jak to jest napisane w II Księdze Mojżeszowej: "I zabijesz potem tego barana, a wziąwszy nieco jego krwi pokropisz ołtarz dokoła. I podzielisz barana na części, i obmywszy jego wnętrzności i jego nogi i położysz je na innych jego częściach i na głowie. I spalisz całego tego barana na ołtarzu. Jest to ofiara całopalenia dla Pana, miła woń, ofiara spalana dla Pana" (Księga Wyjścia 29, 16-18).
Dawniej tylko kapłani mogli dostąpić zaszczytu zjadania wybranych porcji zarżniętych stworzeń Bożych - dzisiaj "bóg słońca" zezwala również i swoim wiernym na spożywanie zwłok zwierzęcia, którego ciało już przez kilka dni wisiało na haku. Tak wygląda "chrześcijańskie" święto Bożego Narodzenia.
Jednak niejeden łatwowierny człowiek nadal mógłby uważać, że jest to święto rodziny, którą należy chronić i która znajduje się pod opieką państwa. To wywołuje u mnie taki oto obraz:
To prawda, że rodzina powinna być chroniona przez państwo. W rodzinie powinno przyjść na świat dziecko. Ojciec i matka powinni opiekować się dzieckiem lub dziećmi oraz wychowywać je w miłości, otaczać opieką, podobnie jak to było w rodzinie Marii i Józefa. Tak więc rodzina ma pełne prawo do ochrony ze strony państwa. Jeżeli jednak pomyślimy o wojnach na całym świecie, to wiele z tych stwierdzeń okazuje się paradoksem. Bo przecież na wojnę powołuje się nikogo innego jak tylko ojców rodzin i to ich składa się w ofierze na rzecz czegoś, no na przykład na rzecz złóż naftowych jakiegoś kraju. Śmierć ojca zawsze wstrząsa rodziną. Matka i dzieci muszą odtąd radzić sobie sami. Gdy zabraknie tego, kto utrzymywał rodzinę, matka zmuszona jest zarabiać sama na jej utrzymanie. Często jest ona tym przeciążona, a dzieci pozostawione same sobie. I czy ma to coś wspólnego z poczuciem więzi rodzinnej i ochroną rodziny? Instytucje kościelne, które tak gwałtownie występują przeciw aborcji, a więc wstawiają się za życiem jeszcze nienarodzonym, czy równie zdecydowanie obstają przy tym najwyższym prawie mającym chronić rodzinę w przypadku, kiedy grozi wojna?
Ten, kto trzeźwym okiem patrzy na ten świat, widzi, że ta perwersja, choć nie jest bezgraniczna, ogarnia cały świat. Z powodu tego perwersyjnego społeczeństwa cierpi również Matka Ziemia, a przede wszystkim cierpią zwierzęta. Dlaczego to właśnie zwierzęta muszą nadstawiać swoje głowy, żeby dorocznym uroczystościom stało się zadość? Bo one po prostu nie pozwalały i nie pozwalają się indoktrynować, tak jak pozwalały i pozwalają na to masy ludzkie. Zwierzęta nie są wyznania katolickiego ani ewangelickiego, nie należą do żadnej kościelnej instytucji - one pozostają wierne prawdziwemu Bogu.
Dla tak zwanych bogów słońca jest to odrazą. Pozostaje więc albo ofiarować się pogańskiemu obrządkowi, albo być pozbawionym praw, tak jak na przykład zwierzęta. Zwierzęta, na które poluje się w lasach i które trzyma się jako towar mięsny w tuczarniach, są istotami pozbawionymi wszelkich praw. Pogańscy bogowie żądają ciągłego haraczu, a lud przytakuje temu, chcąc pozostać "wierny". Sam w ten sposób podtrzymuje przemoc instytucji kościelnych, które są tylko pozornie chrześcijańskie. Lud nadal składa daniny w formie datków lub podatków, w zależności od kraju, do wypchanych już kieszeni i ofiarowuje im pozbawione praw zwierzęta, które właśnie przez te instytucje przeznaczane są na odstrzał i zarżnięcie - a wszystko to na cześć obrzędów i tradycji i na rzecz tych, którzy czerpią z tego zyski.
Z Jezusem, Chrystusem, nie ma to nic wspólnego.
Dlatego święta Bożego Narodzenia są jawnym pogaństwem.
A teraz przykład na to, jak postępują myśliwi, na ich fanfaronadę: Do gospodarstwa rolnego położonego daleko od miejsc zamieszkania wśród pól i lasów przyjeżdża duży samochód po zboże. Raz lub kilka razy w tygodniu z magazynu zbożowego wsypuje się do niego ziarno. Zdarza się przy tym, że spadają z niego na ziemię ziarna i tam pozostają. Zauważyły to okoliczne dziki, które są sprytniejsze od niejednego człowieka. Dokuczający im jesienią i zimą głód powoduje, że podchodzą bliżej i wyszukują leżące na ziemi ziarna. Rolnicy obserwują zgłodniałe zwierzęta i jest dla nich oczywiste, by ziarno leżące na ziemi im pozostawić. Oprócz dzików interesują się tym ziarnem również kury, które dziobią je i biorą sobie to, co im potrzeba. Tak więc zboże pozostające na ziemi również znajduje swoich odbiorców. Dziki spostrzegają też, że rolnicy ich nie przepędzają. Zwierzęta są przecież głodne.
W czasie adwentu, w tak zwanym czasie miłości, doszło do następującej sytuacji: Dziki nie wyczuwając już na sobie "myśliwskiego piętna", oswoiły się. W języku duchowym oznacza to, że poczuły jedność między człowiekiem a zwierzęciem. Ponieważ zwierzęta są istotami Bożymi i czują pokój oraz jedność jako boskie, wewnętrzne życie, przestały odbiegać od spacerujących po lesie ludzi. Dla myśliwych w tej okolicy, którzy, jak sądzę, są katolikami albo ewangelikami, stało się to sprawą niebezpieczną. Dzikie zwierzęta są przecież tylko wtedy dzikimi zwierzętami, kiedy uciekają przed ludźmi. I w tym tkwi perwersja. Bo skoro nie można im już przypisać, że są sprawcami pomoru, który notabene występuje wyłącznie w tuczarniach, masowej hodowli, to deklaruje się je jako niebezpieczne, z tego powodu, że dają się oswoić. Teraz hasło brzmi: Trzeba na nie polować, bo one muszą bać się człowieka i przed nim uciekać. A jakie jest tego podłoże? Myśliwym zależy na tym, żeby zwierzęta wpędzać w strach, bo tylko wtedy odstrzelanie sprawia im prawdziwą przyjemność. Zwierzęta muszą więc być ścigane do utraty tchu, żeby myśliwy, katolik lub ewangelik, miał swój dreszczyk emocji. Myśliwego z upolowaną zwierzyną pozdrawia się triumfalnie słowem "darzbór!", a spożywanie zwłok takiego zaszczutego zwierzęcia i rozkoszowanie nim swojego podniebienia stanowi uznaną "biesiadę myśliwską". Taki sam los spotyka zające, sarny i właściwie wszystko, co porusza się w lasach i na polach. Oto jak wygląda okres adwentu, okres świąt Bożego Narodzenia.
Drodzy przyjaciele, być może logika takiego postępowania wprowadza was w zakłopotanie? Nie ma się czemu dziwić. Wiele z tego, co my, ludzie, myślimy i to jak się zachowujemy, okazuje się często bezsensowne, gdy tylko zaczynamy stawiać pod znakiem zapytania to, do czego się tak bardzo przyzwyczailiśmy. Również i myśliwy mógłby to zrobić, o ile jego sumienie jeszcze się odzywa. Pytanie tylko, czy on tego chce.
"Tradycja" jest często tylko usprawiedliwianiem tego, co przy bliższym przyjrzeniu się, a więc przy krytycznym podejściu do sprawy, okazuje się zwykłą potwornością. Polowanie ma długą tradycję...
Z tego powodu polowanie stało się też usankcjonowaną przez państwo "koniecznością". Często powtarza się, że trzeba polować. I nazywa się to konieczną "ochroną". "Pielęgnacją" zajmuje się człowiek, który najpierw zabite zwierzęta usuwa jako padlinę, podobnie jak lis. A potem wykorzystuje tę padlinę jako smakowitą pieczeń dla siebie.
Podobnie dzieje się z wszelkiego rodzaju drobiem, ze wszystkimi zwierzętami, które tuczone są przez człowieka. Słowo "tuczarnia" mówi samo za siebie. Zwierzęta trzymane są tam w ciasnych pomieszczeniach, tak żeby żaden niepotrzebny ruch nie powodował utraty wagi. Karmione są w sposób nienaturalny, wysokokaloryczną karmą - "pożywieniem tuczącym". Specjalnie dobrane dodatki, wymyślne chemiczne substancje powodują, że ciało zwierzęcia nie przetwarza pożywienia w tkankę tłuszczową, lecz w masę mięsną, która później, kiedy zwierzę zostaje zabite, staje się sztuką mięsa, kotletem, pieczenią lub kiełbasą. Ponieważ białe mięso ceni się szczególnie, w tuczarniach panuje półmrok.
Po to by zwierzęce trupy były smaczniejsze, mięso smaży się, dusi lub gotuje, dodając najróżniejsze przyprawy. Razem z kawałkami tych zwierzęcych trupów smakosze zjadają wspomniane składniki chemiczne, leki hormonalne, środki anaboliczne, antybiotyki itp., które zwierzę, będąc jeszcze żywym, pobrało w swoje ciało. Do tego dochodzi również inny czynnik, którego nie można wykazać chemicznie, a który jednak istnieje realnie na poziomie energetycznym jako wyraz lęku, paniki, agresji, grozy, smutku, bólu i cierpienia zwierzęcia. Wszystko to składa się na potencjał negatywnej energii, która działa i ma swoje skutki w ciele tego, który spożywa mięso.
Zwierzęta tuczone są aż do momentu, kiedy przy użyciu odpowiednich narzędzi, jak strzelba, pistolet, trzpień, nóż rzeźniczy czy jakkolwiek to się nazywa, zostaną zabite, a więc przemienione w zwierzęce trupy. Bowiem jedynie jako takie mogą przynieść zysk i oczekiwaną rozkosz podniebienia.
Wszystko to dzieje się dla dobra "pokojowo usposobionego człowieka" w czasie świąt Bożego Narodzenia.
Radośnie dźwięczą kasowe dzwonki, gdy bezmyślny zjadacz mięsa płaci gotówką za pieczeń z trupa. Potem tym trupem rozkoszuje się podczas świątecznej biesiady. Cicha noc, święta noc - smacznego!
A może teraz ktoś powie, że przecież istnieją na ziemi zwierzęta drapieżne, które ścigają i zjadają inne zwierzęta, co ludzie zwykle nazywają "pożeraniem". Zadajmy sobie jednak pytanie: Ile zwierząt taki drapieżnik napadnie w ciągu jednego roku, używając przy tym wszystkich swoich sił, ponieważ jest głodny? A ile boskich istot, zwierząt, które są przecież naszymi współbraćmi, zostaje co roku zabijanych przez człowieka? I to na dodatek bez większego wysiłku, w sposób prosty, za pomocą technicznych coraz to "doskonalszych" narzędzi mordu, często na taśmie produkcyjnej, akordowo?
Ileż to ludzi już od dawna zatraciło swoje naturalne poczucie umiaru co do ilości swojego pożywienia, w tym także spożywania mięsa! Tak zwany drapieżnik nie przyjmuje nigdy więcej pokarmu, niż potrzebuje. On wyrusza na łowy, aby wyżywić siebie i swoją rodzinę i musi przy tym biec, walczyć i narażać się na niebezpieczeństwo.
Żadne zwierzę nie zostało stworzone przez Boga jako zwierzę drapieżne, a jak się to stało, że teraz jest drapieżnikiem, będzie wyjaśnione w jednym z kolejnych Listów Gabrieli.
Myśliwi nie muszą biegać za swoją zdobyczą i narażać się na niebezpieczeństwo. Podstępnie chowają się albo w tak zwanej ambonie, albo w jakiejś innej bezpiecznej kryjówce. Mają strzelbę i z niej z całym spokojem strzelają do zwierzyny. Często śmierć zwierząt nie następuje natychmiast, niestety przeważnie przeciąga się, co dla nieszczęsnego stworzenia oznacza niewyobrażalne cierpienie, ból, lęk i rozpacz.
Myśliwi zastawiają też sidła, w które niespodziewanie zwierzęta wpadają i okrutnie zranione, umierają potem przez wiele godzin lub też zostają zabite przez dzielnego myśliwego, który "zgodnie z wymogami myśliwskiej sztuki" dobija je, zarzyna lub do nich strzela.
Wielu myśliwych wykłada nawet w pobliżu ambony karmę - po to, by zwabiwszy zgłodniałą zwierzynę, móc ją bez wysiłku ustrzelić.
Drapieżnik, jak już wspomniałam, musi walczyć o swój łup. Ile zwierząt na całym świecie pada ofiarą myśliwych, a ile w porównaniu pada ofiarą tak zwanych drapieżników? Zupełnie słusznie można powiedzieć, że najbardziej niepoczytalnym i najbardziej dzikim drapieżnikiem jest człowiek! To on uśmierca miliony, miliony zwierząt, biorąc do ręki strzelbę, pistolet, trzpień, nóż rzeźniczy i temu podobne. On nie poluje z narażeniem własnego ciała i życia, nie poluje też walcząc, lecz zabija z ukrycia, przy użyciu broni.
Myśliwy wciąga w swój okrutny i krwawy proceder również psy, które są specjalnie do tego celu tresowane, a więc przymusowo programowane. Rozwijanie w nich morderczych popędów powoduje, że psy oddalają się od swojej prawdziwej istoty. Ale i ten fakt z pewnością nie wpływa na to, żeby ktokolwiek z zaszczytnego grona myśliwych poczuł się szczególnie obciążony. Widocznie za mało wiedzą o prawie przyczyny i skutku. Jednak wielu myśliwych, mianowicie tych, którzy są jednocześnie księżmi lub pastorami powinno właściwie znać biblijną wypowiedź z listu do Galatów (6,7): "Nie łudźcie się, Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie".
Widocznie polowanie nie jest sprzeczne z nauką "chrześcijańskich" Kościołów. Wręcz przeciwnie - odprawiane są msze na cześć św. Huberta i publicznie poświęca się zabite i ułożone pokotem ciała zwierząt.
Katolickie i ewangelickie hasło myśliwych przed każdymi wyborami brzmi: Polowanie jest konieczne. Musi istnieć tak zwana "ochrona", inaczej zostanie zachwiana równowaga. Zwierzyny będzie za dużo. Nikt jednak nie zadaje sobie pytania: Właściwie dlaczego jest jej tak dużo?
Ludzie okradli zwierzęta z ich przestrzeni życiowej, z ich ojczyzny. One rozmnażają się odpowiednio do powierzchni ziemi, która im się należy. Stworzyciel nie mówi: Ponieważ ludzie zabrali zwierzętom ziemię, to zmniejszę ilość urodzeń. Zwierzęta mają tyle młodych, ile może pomieścić ziemia, łącznie z tymi obszarami, które skradzione zostały przez człowieka. Dzisiaj liczba zwierząt bywa czasem większa, ale spowodowane jest to postępowaniem człowieka, który rozprzestrzenia po polach zapachy wzmagające rozrodczość zwierząt, lub też w tuczarniach sztucznie zwiększa produkcję zwierząt, czyli produkcję mięsa. To, co poprzez obornik i gnojowicę zostaje przeniesione na pola, ulatnia się w powietrze i potem przejmowane jest przez zwierzęta pól i lasów.
Oczywiście, że blagierstwo myśliwych w zupełnie inny sposób tłumaczy ten niezwykły przyrost na przykład dzików. Zależy on podobno od wielkiej ilości żołędzi i łagodnego klimatu. Wśród myśliwych mówi się, że podczas mroźnej zimy wymierają młode i słabe zwierzęta. Jednak kto ponosi winę za takie zmiany klimatu - człowiek czy zwierzę? Człowiek liczy raczej na to, że nastąpią coraz to mroźniejsze zimy, co jest mało prawdopodobne, ażeby jeszcze więcej zwierzyny padało z głodu, zamiast oddać zwierzętom ich życiową przestrzeń i pożywienie.
Pozbawionemu prawa do życia zwierzęciu bez zmrużenia oka odbiera się tchnienie. Na zwierzęta poluje się coraz częściej, ponieważ mimo zmiany klimatu, długie i mroźne zimy jakoś nie nadchodzą. Wyjęte spod prawa dzikie zwierzęta, którym zabrano ojczyznę, i te, które upychane są przez człowieka w tuczarniach i służą jego samowolnej produkcji mięsa, są dziś najbardziej cierpiącymi istotami. Ale kogo to obchodzi? Przecież wszędzie rozbrzmiewa "Wesołych Świąt"!
W pierwszym dniu świąt wygłaszane są corocznie szumne frazesy. Te "świąteczne przemowy". Nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Ten kto zajmuje się polityką sam może przekonać się o tym, jak politycy nawzajem siebie "kochają". "Chrześcijańskie" partie i wszyscy, którzy należą do klanu katolików lub ewangelików, używają osobliwego języka miłości. Wszyscy wmawiają sobie to, co należy do ich szczególnej "chrześcijańskiej etyki i moralności". Ten, kto uważnie słucha, zrozumie, że te obydwa klany nie mają żadnej chrześcijańskiej idei.
Mimo minionych tłustych lat nic nie straciły na aktualności słowa, które napisał Fiodor Dostojewski w swoim słynnym dziele (Bracia Karamazow), w części zatytułowanej "Wielki inkwizytor". Wielu ludzi nadal jeszcze ma nadzieję, że potężne instytucje kościelne i politycy znajdą jakieś wyjście z sytuacji i będą w dalszym ciągu zapewniać "duchową" i fizyczną obfitość hulaszczemu rajowi "Zachodu". Tylko że ta obfitość doprowadziła już do przesytu i nadkwasoty - a teraz ukradkiem nadchodzą chude lata. Chociaż duch czasu nadgryza już giełdy, masy ludzkie jeszcze się nie rozbudziły. Nadal panuje służalczość, podleganie autorytetom, wygodnictwo i głupota. Z tego korzystają jastrzębie. To one konsekwentnie utrzymują system przemocy i władzy, który naszkicował Dostojewski. Cytuję "Wielkiego inkwizytora":
"... A wówczas dobudujemy do końca ich wieżę, bo dobuduje ten, kto da jeść., my zaś damy im jeść w imię Twoje. O, nigdy, nigdy bez nas nie zdołają zdobyć pożywienia! Żadna nauka nie da im chleba, póki będą wolni. Ale skończy się na tym, że przyniosą nam swoją wolność do naszych nóg i powiedzą: Weźcie nas raczej w niewolę, ale dajcie nam jeść. Zrozumieją wreszcie sami, że wolność i chleb ziemski dla każdego - nie dadzą się pogodzić, albowiem nigdy, nigdy nie potrafią rozdzielić go między siebie! Przekonają się również, że nie mogą być nigdy wolni, ponieważ są skąpi, występni, nędzni i zbuntowani. Przyrzekłeś im chleba niebieskiego, lecz znowu powtarzam: czy może się on równać w oczach słabego, wiecznie występnego i wiecznie niewdzięcznego rodzaju ludzkiego z chlebem ziemskim? I jeżeli za Tobą, w imię chleba niebieskiego, pójdą tysiące i dziesiątki tysięcy, to cóż się stanie z milionami i dziesiątkami tysięcy milionów istot, które nie będą miały tyle mocy, aby wzgardzić chlebem ziemskim dla niebieskiego? Czy może drogie są tobie tylko owe dziesiątki tysięcy wielkich i silnych, a pozostałe miliony, liczne jak piasek morski, słabych, lecz kochających Cię, mają być tylko materiałem dla wielkich i silnych? Nie, drodzy są nam również i słabi. Występni są, zbuntowani, ale w końcu i oni będą posłuszni. Będą nas podziwiać i czcić jako bogów za to, że stanąwszy na ich czele, zgodziliśmy się znosić za nich wolność, której się zlękli, i panować nad nimi, tak nieznośna w końcu stanie się dla nich wolność! My jednak powiemy, że jesteśmy posłuszni Tobie i panujemy w imię Twoje. Oszukamy ich ponownie, albowiem już nie dopuścimy Cię do siebie".
Drodzy przyjaciele, nie przechodźcie od razu do opozycji po przeczytaniu tej wypowiedzi Dostojewskiego. Opozycja tak bardzo przypomina mi "chrześcijańską" partię, która wszystko odrzuca, ale sama nie ma żadnej koncepcji, nie wskazuje na żadne rozwiązanie wyjścia z gospodarczego dylematu, nie mówiąc już o rozkładzie wszelkich etyczno-moralnych wartości, który zarysowuje się wszędzie.
Teraz pragnę przytoczyć słowa piosenki Reinharda Meya, w której to wzywa on ludzi, żeby byli czujni, żeby uświadomili sobie własne znaczenie i wartość, żeby się dokładnie przyglądali i wsłuchiwali, aby samemu móc zdemaskować frazesy serwowane dziś przez polityków, ekonomistów i w końcu też przez instytucje kościelne, które kadzą ludziom szczególnie w czasie świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy.

(przekład wolny, prozą)

"Bądź czujny.
Plakat wyborczy, podarty na mokrym trawniku -
Szczerzą się do mnie stare,wyświechtane frazesy,
twarze zgrzybiałych starców stylizowanych na młodzieniaszków,
którzy zachwalają średniowiecze jako postęp ...
Jakże oni naród do rozwagi i ofiar wzywają!
Mówią o "narodzie" a myślą o poddanych.
Cały ten kit, lep na muchy, nie da się dłużej wytrzymać,
gdy nauczysz się rozumieć, co naprawdę mówią:
Minister biorąc biskupa pod rękę szepce mu na ucho:
Ty trzymaj ich w głupocie - a ja przytrzymam ich w biedzie!

Bądź czujny,
zapamiętaj te słowa dobrze!
Bądź czujny
i nie daj się nabrać!
Uważaj, żebyś skorzystał ze swojej wolności;
wolność zużyje się, jeśli z niej nie skorzystasz!
Bądź czujny,
zapamiętaj sobie dobrze te twarze!
Bądź czujny,
zachowaj w sobie odwagę.
Bądź czujny
i miej się na baczności!

Włączasz telewizję - a oni skamlą znowu o starych,
dobrych wartościach.
Ich stare, dobre wartości są prawie zawsze na opak.
A ci, którzy tak wyrywają się przemądrzale w talk-show'ach,
są dokładnie tymi, którzy zadeptują nogami wszelkie zasady:
król mediów i car gazet -
najgorsze wilki w owczarni, wspaniale!
Nawołują głośno do krzyża, do obyczajów
i do dobrych manier...

Zdziczenie, ogłupienie, przemoc są Przykazaniami,
ich bogami są nakład i ilość włączeń.
Przekręcają prawdę i naginają prawo -
tyle dobrych, starych wartości, aż mi się źle robi...

To ogromna koniunktura dla szczurołapów,
gapowiczów i łapówkarzy,
czas hipermarketów i wielkich koncernów,
obłudy, wycia i podziału stanowisk.
A wszyscy oni są wielce szanowani i bardzo poważani,
a imionami tych najgorszych nazywa się ulice i lotniska.
Aresztuje się złodzieja kieszonkowego - tego co bronią handluje
puszcza się wolno,
nie możesz kupić lufki trawki, ale za to całą fabrykę trucizny...

Mamy konstytucję, która powinna gwarantować prawo w państwie.
Co z tego, jeśli manipuluje się nią, jak tylko się komu podoba...

Tęsknię za ludźmi, którzy mnie nie oszukają,
którzy nie będą łgać w każdej przemowie świątecznej
i zaoszczędzą mi fałszywie uczciwych,
fałszywie uczciwi - prawdziwie niebezpieczni!
Tęsknię za odrobiną prawdziwości,
za odrobiną charakteru w tych podłych czasach.
Ale spróbuj powiedzieć prawdę, a wkrótce przestaniesz się śmiać...
Jeśli tylko powiesz prawdę, bądź gotów do ucieczki,
powiedz ją wtedy głośno i szybko, bo jak przysłowie mówi:
Kto prawdę mówi, ten potrzebuje diabelnie szybkiego konia.

Bądź czujny,
zapamiętaj te słowa dobrze!
Bądź czujny
i nie daj się nabrać!

Uważaj na to,
byś skorzystał ze swojej wolności;
wolność zużyje się,
jeśli z niej nie skorzystasz!

Bądź czujny,
zapamiętaj sobie dobrze te twarze!
Bądź czujny, zachowaj w sobie odwagę.
Bądź czujny
i miej się na baczności!"

Drodzy przyjaciele, bądźcie czujni, a szczególnie w tym czasie, kiedy pogańskie kulty przesłaniają prawdę o Jezusie, Chrystusie. Czy chcecie być prawdziwymi chrześcijanami i spędzić uroczyście Boże Narodzenie, w duchu rodziny Józefa i Marii? Czy też chcecie współuczestniczyć w otumaniającym, pełnym rauszu kulcie, który w obliczu dzisiejszej sytuacji gospodarczej chyba nie potrwa już długo? Ziemia pełna katastrof i wojen potrząśnie i rozbudzi niejednego z tych, którzy dzisiaj myślą jeszcze, że mogą dalej spać spokojnie na łonie polityki i Kościoła.
Drodzy przyjaciele, każdemu z was życzę świąt Bożego Narodzenia w duchu rodziny Józefa i Marii. Wewnętrznych świąt Bożego Narodzenia, powrotu do ciszy serca, gdzie możemy odczuć i doznać, że nie jesteśmy sami. Siła Boża, światło naszego Zbawiciela, Chrystusa, są w każdej chwili w nas obecne. Wewnętrzne oddanie się Chrystusowi oznacza świadome życie w czujności wobec samego siebie. W ten sposób odzyskamy ufność, stabilność i dynamikę oraz wejrzenie w potrzeby dnia codziennego.
Boże Narodzenie jest też świętem pokoju. Pożyczmy sobie nawzajem pokoju serca i jedności, a to oznacza jedność i pokój ze wszystkimi ludźmi, istotami i formami życia.
W tej świadomości
pozdrawiam wszystkich moich braci i wszystkie moje siostry
z całego serca
Gabriela



Universelles Leben, Postfach 5643, D-97006 Würzburg, Niemcy
tel.: +49 931 3903-0, fax: +49 931 3903-233
e-mail: info@universelles-leben.org   Internet: www.universelles-leben.de

Stowarzyszenie dla Popierania Życia Uniwersalnego
Koło w Stargardzie Szczecińskim, Os. Zachód B22, 73-100 Stargard Szczeciński
konto: Pekao SA, I Oddział w Stargardzie Szczecińskim, 48 1240 3901 1111 0000 4227 3622
e-mail: info@zycie-uniwersalne.pl   Internet: www.zycie-uniwersalne.pl
Adresy korespondencyjne

[an error occurred while processing this directive]