|
Styczeń 2003
Drodzy bracia, drogie siostry, drodzy przyjaciele, w naszym ziemskim życiu są takie dni, w których budzi się życzenie wycofania się z bieganiny dnia powszedniego i zastanowienia się nad samym sobą lub też nad sytuacją panującą w naszym świecie.
Człowiek rozbudzony odznacza się tym, że nie zadowala się powierzchownymi przejawami swojego bytu, lecz przeżywa to, co dzieje się w dniu, zgłębia tego przyczyny i wyciąga z nich swoje wnioski. Ten, kto samokrytycznie analizuje swoje odczuwanie, myślenie i postępowanie, i osiągnięte rozpoznania wprowadza w czyn, żeby w przyszłości sprostać wyższym etyczno-moralnym zasadom, osiąga jasność i widzi to, co dzieje się zarówno wokół niego, jak i na całym świecie.
Taki rozbudzony człowiek sam kształtuje swoje życie i nie pozwala, żeby go inni kształtowali, formowali, a więc indoktrynowali i ujednolicali. On korzysta ze swojej wolności, samodzielnego myślenia i decydowania o samym sobie. On nie wypuszcza z rąk steru swojego życia i nie goni otępiały, zaślepiony i ogłuszony za ludzkimi masami tam, dokąd kierują go inni.
Jeżeli więc zastosujemy analizę do samych siebie, to często słowo "dlaczego?" stanie się punktem wyjścia dla naszej samokrytyki. Możemy zapytać siebie na przykład "Dlaczego czuję więcej sympatii dla jednego człowieka, a mniej dla innego lub nawet jestem przeciwko niemu?" Ale życie stawia nam jeszcze inne pytania, które wykraczają poza zakres naszej osobistej sfery: Dlaczego na świecie panują takie albo inne warunki? Dlaczego istnieją wojny, skoro przecież my, ludzie półkuli zachodniej, jesteśmy chrześcijanami? Dlaczego panuje terror, mord i zabójstwo, skoro przecież nazywamy się chrześcijanami? Dlaczego matka ziemia musi z powodu nas, ludzi, niewymownie cierpieć? Dlaczego wiele obelżywych słów zawiera w sobie nazwy zwierząt; gdyż często słyszymy na przykład "głupia gęś", "stara krowa", "ty ośle", "ty świntuchu" i wiele innych?
Na to wszystko można by po prostu odpowiedzieć: "Jest to skutek zaniku w naszym świecie wszelkich wartości i dobrych obyczajów". Ta odpowiedź narzuca się wprawdzie sama przez się i jest słuszna, ale nie posuwa nas naprzód. Zamiast tego wskazane jest więc pytać dalej: "Dlaczego tak się dzieje?" i skierować to pytanie również do siebie: "Czy także i ja przyczyniam się do tego?" oraz: "Dlaczego to robię?". Słowo "dlaczego" jest istotnym punktem i wciąż stoi przed nami.
Młodzi ludzie łatwiej i szybciej radzą sobie z sytuacją na świecie jak też i ze swoimi osobistymi sprawami i trudnościami. Niejednego młodego człowieka chętnie porównuję do wodospadu. Dorastający człowiek ma swoją przyszłość przed sobą. Potrzebuje on jeszcze wiele przeżyć. Wynikają z tego życzenia i tęsknoty na przyszłość, co w obliczu młodego wieku jest całkowicie naturalne.
Starszy człowiek natomiast często spogląda wstecz i pyta siebie na przykład: Dlaczego moje ziemskie życie nie przebiegło zgodnie z moimi życzeniami? Dlaczego właśnie mnie spotkał taki ciężki los? Dlaczego nie zdołałem osiągnąć tego lub owego? Starszy człowiek przeważnie zajmuje się tylko swoimi osobistymi sprawami. Niejedna wiadomość ze świata nasuwa mu pytanie, czy świat dawniej był lepszy niż jest dzisiaj?
Również i ja zastanowiłam się nad tym tematem i patrząc wstecz mogę powiedzieć: Przeżyłam i doznałam bardzo wiele i nie zawsze było to piękne, ale moje, jako instrumentu Pana, spojrzenie wstecz rozciąga się raczej na minionych 2000 lat. Ciągle przy tym rozmyślam o Jezusie, Chrystusie, naszym Zbawicielu, którego imię było w ciągu tych niemalże 2000 lat przez wielu ludzi, a zwłaszcza przez instytucje kościelne i ich przedstawicieli, dotkliwie nadużywane. I bezwiednie wyłoniła mi się myśl, jak długo to jeszcze potrwa - gdyż prawo siewu i zbioru, o czym wszyscy wiemy, rozlicza każdego sprawiedliwie.
Zapraszam Was, drodzy przyjaciele, do towarzyszenia mi przy tym moim krótkim przeglądzie. Spróbujmy razem naświetlić rozwój historii Kościoła w minionych stuleciach, przede wszystkim jednak jego obecną sytuację, jego sposób postępowania i wypowiedzi wysokich kościelnych dostojników, które niejednemu mogłyby otworzyć oczy.
Od czasów Konstantyna, który "chrześcijański" Kościół "wzniósł" do rangi Kościoła państwowego i z Wewnętrznej Religii Jezusa, Chrystusa, uczynił uzewnętrznioną religię państwową, rozpoczął się rozkład wszystkich dobrych obyczajów i wartości. Nauka Jezusa, Chrystusa, została ozdobiona, rozwodniona, wypaczona i okrojona, a więc sfałszowana i do dnia dzisiejszego jest deptana nogami. Imię Chrystusa zostało wprawdzie przyjęte - instytucje nazywają siebie "chrześcijańskimi" - ale Jego naukę, Jego posłanie podporządkowano żądzy władzy instytucji, które nie działały w Jego Duchu, lecz sprzecznie z Prawem. Odpowiednio do tego przebiegł też rozwój, przebiegły dzieje całego "chrześcijańskiego", a w następstwie również pozostałych obszarów świata. Wiele narodów musiało - po części bardzo dotkliwie - cierpieć: bezpośrednio przez wyprawy krzyżowe, przez kościelny terror podbijania, przez działalność misjonarską, która często znieważała wolność i życie pojedynczych ludzi jak i cały ich dorobek kulturowy, a pośrednio przez wpływ, jaki "chrześcijański świat" wywierał na pozostałe kraje ziemi.
Często myślałam: Gdyby postępowanie ludzi, szczególnie w zachodniej części świata, takie miałoby pozostać, to Jezus, Chrystus, nadaremnie przyszedłby na ten świat - ale nie należy się tego obawiać, gdyż Jego słowa - już nawet te, które również Biblia poprawnie przekazuje - są jednoznaczne. Kiedyś, jak wiemy, one spełnią się. Jezus powiedział na przykład:
"Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza".
Albo też: "A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust".
Albo, jak jest napisane: "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego".
Lub też jak wypowiedział: "Wielu powie mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twojego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twojego imienia i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twojego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie, wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!".
Jeżeli pomyśli się, że od prawie 2000 lat o Jezusie, Chrystusie, mówi się jako o inicjatorze religii chrześcijańskiej, jeżeli rozbudzony człowiek dzisiaj, po tym tak długim dla nas, ludzi, czasie i wobec wynikających z tego następstw, dokonuje podsumowania, to nie może obyć się bez zdumienia a nawet bezradności. Niejeden, który prawdziwą naukę Nazareńczyka - na przykład Kazanie na Górze - porównuje z nauką Kościoła i jego pełną okrucieństwa historią, a potem spojrzy na to całe bankructwo w naszym świecie, to zdezorientowany zapyta siebie: Czy Jezus w ogóle żył? Czy może jest tylko symboliczną, sztuczną figurą tak zwanych chrześcijańskich Kościołów?
Cokolwiek każdy z osobna człowiek może o tym pomyśleć - faktem jest, że bardzo mało ludzi urzeczywistniło naukę Jezusa, Chrystusa, a już najmniej instytucje kościelne, obojętnie czy są one katolickie, luterańskie czy prawosławne. Jeżeli porównamy naukę Jezusa, Chrystusa, z nauką kościelną i z postępowaniem kościelnych "dostojników", którzy każą się tytułować "ekscelencją", "eminencją", "biskupem", "proboszczem" i "księdzem" aż do tak zwanego "ojca świętego", to widzimy, że w kościelnym chrześcijaństwie panuje nie tylko mrok, ale wręcz ciemność.
Świat nie był więc dawniej lepszy - tylko mniej z tego wszystkiego wychodziło na jaw. Od czasów Konstantyna "chrześcijański" Kościół państwowy - a potem jego odgałęzienia - doprawdy zaciemniały naukę Jezusa, Chrystusa. Obecnie ta kościelna ciemność ujawnia się coraz wyraźnej.
Na tym wielkim przełomie czasu, w którym żyjemy, stworzone niegdyś przyczyny - zgodnie z prawem kauzalnym - coraz szybciej dochodzą do skutku; siew tysiącleci wschodzi - nastaje czas zbiorów. Potężne kosmiczne wpromieniowanie boskiego praświatła sprawia, że wszystko, co jest zagęszczone, będzie stopniowo przeistoczone. Nastaje epoka Ducha. Wszystko, co w tym świecie zostało kiedyś zbudowane i wzniesione ujawnia się takim, jakim jest: światłem albo ciemnością. To, co jest niezgodne z wolą Boga, traci na sile. To, co jest sprzeczne z Prawem, demaskuje siebie samo.
Że tak to jest drodzy przyjaciele, wynika jasno z niedawnych wypowiedzi papieża Jana Pawła II, który - tak jak i jego poprzednicy - zwie się namiestnikiem Boga na ziemi i wymaga od swoich wiernych, żeby uznawali go za nieomylnego.
W niemieckiej gazecie BILD-Zeitung z dnia 13.12.2002 czytamy co następuje: "... Bóg, tak powiedział papież na generalnej audiencji dla kilkuset wiernych, wycofał się do nieba, obrzydzony działaniem ludzkości. Bóg milczy". I dalej czytamy: "Papież: Bóg odwraca się, kiedy człowiek nim wzgardza. Jedynie z wiary, miłości i zaufania do Boga można by oczekiwać zbawienia, pojawiłaby się opoka ratunku. Jedynie człowiek, który zwraca się do Niego, może mieć nadzieję, że Bóg go ogarnie".
Podobnie pisze też gazeta Corriere della Sera (12.12.2002). Tam czytamy: "Poza mieczem i głodem istnieje jeszcze większa tragedia: milczenie Boga, który już się nie objawia i jak się wydaje, zamknął się w swoich niebiosach, jak gdyby zachowanie człowieka wzbudziło w Nim wstręt".
Dlaczego papież mówi, że "Bóg milczy"?
My wiemy, że Bóg nie milczy. On przemawiał we wszystkich czasach poprzez oświeconych, mężów i niewiasty, a od 28 lat wypowiada On swoje święte słowo poprzez swój instrument, swoją prorokinię. Papież o tym również wie, gdyż w roku 1980 Duch Boży za pośrednictwem upoważnionej do tego wzniosłej, boskiej istoty duchowej, zwrócił się na piśmie do Watykanu i zaoferował papieżowi swoją pomoc, "żeby uratować to, co jeszcze jest do uratowania". Papież świadomie więc wypowiada nieprawdę.
Przyczyną tych wypowiedzi papieża jest katastrofalna sytuacja na świecie ujawniająca globalne bankructwo o nieznanych dotychczas rozmiarach oraz fatalne położenie, w jakim znajduje się Kościół. Widać wyraźnie, że świat pod każdym względem stoi na skraju przepaści i że panowanie Kościoła - na skutek coraz mniejszej liczby wiernych i ogólnej utraty zaufania do niego - dobiega końca.
W czasopiśmie FOCUS 52/2002 wybitny ewangelicki profesor teologii historycznej i nauki wyznaniowej, Gerhard Besier, pisze co następuje:
"W roku 1950 Kościół ewangelicki w Niemczech (EKD) liczył 43 mln wiernych, dzisiaj jest ich już tylko 26,6 mln. Jeszcze tylko mniejszość Niemców, 39 procent, według ankiety przeprowadzonej przez firmę Alentzbach, ma wrażenie, że kościoły w ogóle starają się przekonać ludzi o konieczności wiary. Taka instytucja nie budzi ich zaufania. Od lat już Kościół doznaje raz za razem takich afrontów. Regularnie przynajmniej jedna trzecia zapytanych oświadcza, że nie ma już zaufania do Kościoła. Niedawno ankieta amerykańskiego Gallup-Institute wywołała wielką sensację na skutek stwierdzenia, że w porównaniu z 16 innymi publicznymi instytucjami, wspólnoty religijne w Niemczech zajmowały ostatnie miejsca w skali zaufania.
Dzięki pobieraniu kościelnych podatków przez państwo i znacznym państwowym subwencjom niemieckie Kościoły należą do najbogatszych na świecie, a mimo to opłakują ciągle malejące dochody. Nie tylko wysoki procent bezrobocia, ale również wzrastająca przewaga wiernych w podeszłym wieku, stwarza im problemy...". Fakty te mówią same za siebie.
Teraz, kiedy "dziecko zostało wylane z kąpielą", papież kapituluje i przypisuje winę - tak jak to było we wszystkich czasach - swoim współbraciom. On, "ojciec święty", "namiestnik Boga", "pasterz swoich owiec", tak jak Piłat obmywa swoje ręce na znak niewinności. Dopóki lud kościelny był ślepo posłuszny, dopóki wierni jak zastraszone owce pozwalali sobą manipulować, składali hołd "władcy na papieskim tronie" w Rzymie, wołali hosanna na widok ekscelencji i eminencji, sowicie płacili za obietnice swoich odpustów i rzetelnie uiszczali inne kościelne podatki, uważani byli za wierne owce, idące w ślady swojego papieskiego pasterza, który łaskawie przyjmował dowody ich czci i owacje.
Od czasu jednak, kiedy coraz więcej owiec buntuje się i odrzuca pańszczyznę, wymawiając posłuszeństwo papieskiemu "pasterzowi", ten "ojciec święty" w "Rzymie" potępia ich jako opuszczonych przez Boga.
Żeby to uwypuklić przytaczamy jeszcze raz cytat z prasy:
Gazeta BILD (13.12.2002): "... Bóg, tak powiedział papież na generalnej audiencji dla kilkuset wiernych, wycofał się do nieba, obrzydzony działaniem ludzkości. Bóg milczy". I dalej czytamy: "Papież: Bóg odwraca się, kiedy człowiek Nim wzgardza. Jedynie z wiary, miłości i zaufania do Boga można by oczekiwać zbawienia, pojawiłaby się opoka ratunku. Jedynie człowiek, który się zwraca do Niego, może mieć nadzieję, że Bóg go ogarnie".
Podobnie pisze też gazeta Corriere della Sera (12.12.2002): Czytamy tam: "Poza mieczem i głodem istnieje jeszcze większa tragedia: milczenie Boga, który już się nie objawia i jak się wydaje, zamknął się w swoich niebiosach, jak gdyby zachowanie człowieka wzbudziło w Nim wstręt".
Papież powołuje się na werset w Starym Testamencie i wykłada go. Jest on rzeczywiście dramatyczny: W rozdziale 14 (nadmieniony zostaje szczególnie wiersz 17-21) czytamy u Jeremiasza, że Bóg zamknął się przed swoim ludem dlatego, że ten za dużo i za długo grzeszył, i że On pozostawia go na pastwę skutków, a więc "miecza" (który równa się wojnie) i "głodu".
Ten, kto sprawdzi ten werset u Jeremiasza (VII wiek przed Chrystusem), stwierdzi że w jednym z kolejnych wersetów jest napisane, iż Pan, a więc Bóg, miał do Jeremiasza rzekomo powiedzieć: "... nawet gdyby Mojżesz i Samuel stanęli przede Mną, serce Moje nie skłoniłoby się ku temu ludowi. Wypędź ich z przed Mojego oblicza...". Dla człowieka, który nawet tylko mniej więcej wie, o co chodzi, wynika całkowicie jasno, że werset ten przedstawia jedną z wielu nieprawdziwych wypowiedzi znajdujących się w Starym Testamencie - sfałszowaną przez ludzi, którym zależało na tym, aby zaprezentować ludowi takiego Boga, którego trzeba się bać.
Ale postarajmy się wniknąć najpierw w punkt widzenia papieża, dla którego ma to z pewnością też swoje przyczyny. Jeżeli poszlibyśmy za "logiką" papieża, to Bóg już dawno wycofałby się do niebios.
A skoro tak, to nigdy nie było Go też w tak zwanych chrześcijańskich instytucjach.
Kościoły mogłyby wprawdzie przebiegle argumentować, że poprzez Chrystusa przyszedł On znowu do nas i ustanowił "chrześcijański Kościół", który spoczywa na opoce w Rzymie. Jednak logicznie rozumując wynikałoby, co następuje: Dzisiaj znowu jest tak samo źle jak za czasów Jeremiasza. Lub też, jeżeli Bóg od czasów Jeremiasza nie powrócił, to Jezusa, Chrystusa, też nigdy nie było w pozornie chrześcijańskich instytucjonalnych Kościołach. Czyn zbawczy Jezusa, Chrystusa, nie wrodził się w "Kościół", któremu potrzebne są "świątynie" z kamienia, lecz w dusze wszystkich ludzi. Dlatego to człowiek jest świątynią Boga, a nie świątynie lub kościoły z kamienia.
Bóg nigdy nie mieszkał w kościołach z kamienia ani w świątyniach z kamienia!
Drodzy bracia, drogie siostry, drodzy przyjaciele, Chrystus jest jedynym Dobrym Pasterzem. On jako Jezus oddał swoje życie dla nas, swoich owiec. On wszystkie je wyrwał z pazurów "wilka", darując nam ze swojego wiecznego niebiańskiego dziedzictwa nie dającą się ugasić, wspierającą i zbawczą iskrę, światło w naszym wnętrzu, w którym On jest każdemu z nas całkiem bliski. On daruje nam siłę. On pociesza, uzdrawia i pomaga, a w końcu prowadzi każdego z nas do domu, do Ojca.
Chrystus, Dobry Pasterz, dba o swoje owce. On upomina owcę, której zagraża zbłądzenie, pójście na manowce; On podnosi ją, kiedy upadła; On uwalnia ją z cierni, w które się być może zawikłała; On również dzisiaj, tak jak i we wszystkich czasach, woła "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię". On szuka każdej owieczki, każdego koźlątka, i sprowadza je do domu. On jest obecny, kiedy Jego owieczka woła Go i każdemu z nas pozwala znaleźć siebie w jego własnym sercu.
To jest dobry Pasterz, Chrystus.
W przeciwieństwie do tego w ewangelii Jana czytamy również o "najemniku": "Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach".
Słowa Karola Wojtyły, które zostały rozgłoszone przez media, dają nam wgląd w to, jak wygląda organizacja, której on przewodzi. Czy to deklaracja bankructwa złożona przez najwyższego kościelnego dostojnika, namiestnika rzekomo obrzydzonego Boga, nie powinna właściwie poskutkować zgłoszeniem przez niego swojej abdykacji? Ależ nie! Najwyższy pasterz Kościoła katolickiego demaskuje się raczej jako "najemnik", który winę za wycofanie się Boga przypisuje swoim owcom, służącym "Stolicy Apostolskiej" jako poddańczo wierne owce przez blisko 2000 lat.
Smutne jest to świadectwo, jakie wystawia papież "jedynie dającemu zbawienie Kościołowi"! Wypowiedź Jana Pawła II nie jest niczym innym, jak kapitulacją Kościoła katolickiego.
O ile, jak papież Jan Paweł II myśli, Bóg wycofał się do niebios, to nie znajduje się On też w tabernakulum ani w monstrancji, ani w dogmatach, a zatem nie znajduje się też w Watykanie ani w kościołach. On więc wyprowadził się. Pisał już o tym między innymi niemiecki satyryk Erich Kästner:
"Nadaremno człowiek przeklina i szydzi, W tej sytuacji wszystkie kościoły powinny więc zostać zamknięte. Tak zwani duszpasterze nie mieliby już wtedy swojej "pracy". Gdyby jednak kościoły nadal pozostały otwarte i "duszpasterze" odprawiali w nich swoje msze, to praktykujący katolicy i tak udawaliby się do pustych domów - jak to zresztą odbywa się dotychczas, gdyż jest napisane: "Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, Pan, nad niebem i ziemią nie mieszka w dziełach rąk ludzkich". Bóg, którego wierni chcą tam uwielbiać, nie jest obecny w tych budynkach. Czego więc ludzie mieliby szukać w kościele, w którym nie wieje Duch Boży? Kościoły powinny zatem całkowicie świecić pustkami, chyba że posłuszne owce nadal pozostałyby wierne tak zwanym świętym - urzędowo wybranym wstawiennikom, rzekomym petentom przed tronem Boga - skoro "okrutny Ojciec, Bóg" podobno ich opuścił.
W niebie jednak nie ma żadnych świętych, poza tym Jedynym Świętym, którym jest Bóg, gdyż jest napisane: "Nikt tak święty jak Pan, prócz Ciebie nie ma nikogo, nikt taką Skałą, jak Bóg nasz". Jezus, Chrystus, nauczał nas, ludzi: "Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem, jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie".
W następujących słowach papieża można znaleźć nawet prawdę, niezależnie od intencji, w jakich były one wypowiedziane:
Jan Paweł II oznajmił, że jedynie ten człowiek może mieć nadzieję na przygarnięcie przez Boga, który najpierw sam się do Niego skieruje. Oznacza to, że człowiek - nawet gdy nie przynależy do kościoła i nie uczęszcza na nabożeństwa odprawiane w budowlach z kamienia - może się zwrócić do Boga w swoim własnym wnętrzu, tak jak nauczał tego Jezus, Chrystus, mówiąc że Bóg, Duch nieskończoności, mieszka wewnątrz każdego człowieka, gdyż człowiek jest świątynią Ducha Świętego.
Wypowiedź papieża może być więc i tak zrozumiana - i to jest słuszne, to jest prawdziwe, że każdy sam jest świątynią Boga i każdy w samym sobie może znaleźć Boga w Chrystusie. Ten więc, kto zwróci się do Boga w swoim wnętrzu, może być pewien, że Bóg go przygarnie.
Natomiast stwierdzenie, że Bóg wycofuje się do niebios lub że nawet już się wycofał, świadczy o tym, jak przerażająco mało zwierzchnicy kościelni wiedzą o Bogu. Jedynie zabobon i wiara w karzącego, pogańskiego boga mogła skłonić papieża do takiej wypowiedzi.
Bóg nigdy nie wycofa się do nieba, gdyż Jego odwieczna siła jest Wszechsiłą, a zatem też substancją utrzymującą życie w materii. Bóg jest wiecznym prawem miłości, które jest wszechobecne i znajduje się też w każdym człowieku.
Jakże mało wiedzą ci kościelni zwierzchnicy o stosunku Boga do swojego dziecka, do człowieka! Czyżby jeszcze nigdy czegoś podobnego sami nie doznali? Jakże więc mogą swoich współbraci, którzy są braćmi i siostrami, prowadzić do Boga i Boga im przybliżać?
Wiemy przecież, że nawet kiedy człowiek odwraca się od Boga - Bóg nigdy nie odwraca się od człowieka. Gdyby obrażony i "obrzydzony" Bóg odwrócił się od ludzi, to Jego prawo miłości, wolności i jedności byłoby niedoskonałe; oznaczałoby to nawet, że On odwraca się od siebie samego i wycofuje się z siebie.
Gdyby życie, które przepływa przez czyste niebiosa i które jest substancją utrzymującą zarówno grubą materię jak i bardziej subtelną materię obszarów oczyszczania, gdzie znajdują się dusze zmarłych ludzi, wycofało się, to wówczas wszystko, co jest materialne, musiałoby się załamać. Rozwiązanie wszystkich form, również czystych form, byłoby wtedy dokonane. Tego chciał Lucyfer, to była jego myśl upadku, gdyż on sam, Lucyfer, chciał być Bogiem. On tego chciał i widocznie chce jeszcze dzisiaj - rozwiązać stworzenie Boga i utworzyć nowe, szatańskie stworzenie. Po co wówczas przyszedłby Syn Boży, który nam, wszystkim ludziom i obciążonym duszom, przyniósł iskrę zbawczą, która zadziałała przeciwko rozwiązaniu wszystkich form stworzenia?
Jan Paweł II w swojej wypowiedzi wyraźnie ukazuje, komu w rzeczywistości katolicki Kościół służy. Po prawie 2000 lat ten katolicki Kościół zadeklarował całkowite swoje bankructwo. Ani opłacanie kościelnych podatków, ani kupowanie odpustów, w niczym nie pomogło wiernym; również błogosławieństwo "urbi et orbi" nie skłoniło ludzkość do zawrócenia; także niezliczone kazania wygłaszane z ambon i tak zwane "msze święte" niczego nie zdziałały, podobnie jak i przymusowa chrystianizacja Indian, i morderstwa, których kościoły dopuszczały się na milionach Indian; także okrutne wyprawy krzyżowe przeciwko tak zwanym "poganom" od XI do XIII wieku niczego pozytywnego nie przyniosły, ani też niczego dobrego nie sprawiła kościelna nagonka na Żydów trwająca od XI do XIV wieku; również prześladowania heretyków, spalanie ich oraz czarownic na stosach Średniowiecza, w których kościół brał największy udział - nic, ale to zupełnie nic to nie przyniosło, ani pojedynczemu człowiekowi, ani całej ludzkości. Zaprawdę, od dawna, od dawna powinno już być dość tego!
Słowo "pokój" nie tylko z okazji Bożego Narodzenia rzucane bywało z ambon. Przedstawiciele Kościoła od zawsze lubowali się w pięknie brzmiących pojęciach i do dziś wiedzą, jak je w odpowiednich momentach umiejętnie zastosować. Jednak wprowadzanie w czyn tych etyczno-moralnych zasad, które w tych głoszonych słowach się zawierają - to jest już zupełnie inna sprawa.
W niemieckiej rozgłośni radiowej? B5-Aktuell 25.12.2002 ogłoszono, co następuje: "Ostrzeżenie przed wojną w Iraku i wezwanie do pokoju na tym świecie było wczoraj najsilniejszym akcentem we wszystkich pasterkach w Bawarii. W Monachium kardynał Wetter ostrzegał przed atakowaniem Iraku. Wetter wygłosił apel do zmobilizowania wszystkich ludzi na całym świecie na rzecz pokoju".
Byłoby oczywiście dobrze, gdyby chrześcijanie zrzeszyli się, aby wspólnie walczyć o pokój. Bowiem Jezus, Chrystus, przykazał ludziom pokój. Powiedział On: "Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną".
Dlaczego chrześcijaństwo jest tak wojownicze, skoro przecież Jezus, Chrystus, nauczał pokoju, gotowości do pokoju i swoim życiem dawał tego przykład? Dlaczego? Ponieważ instytucje kościelne dają pod tym względem zły przykład. Pokoju nie można uzyskać przez apele, wezwania skierowane do innych, lecz można go osiągnąć jedynie, krok za krokiem, przez świadome życie, przez samorozpoznanie i zawrócenie w sercu każdego człowieka. Jeżeli teraz instytucje kościelne nawołują do pokoju, to najpierw one same powinny zachowywać pokój ze swoimi współbraćmi.
Czy takie apele mogą mieć siłę i znaczenie, jeżeli pozostają tylko słowami? Dlaczego Kościoły nie wkraczają na przykład w wojnę religijną w Irlandii, gdzie katolickie organizacje terrorystyczne walczą przeciwko luterańskim organizacjom terrorystycznym, a luterańscy terroryści przeciwko katolickim terrorystom? Dlaczego nie wycofują wojskowych duszpasterzy, aby pokazać, że wojna równa się bratobójstwu? Dlaczego Kościół błogosławił i błogosławi broń, skoro Jezus wypowiedział się przeciwko używaniu broni?
Zastanówmy się nad tym, co następuje: Niemcy wśród dostawców broni zajmują piąte miejsce na świecie, a Kościół w Niemczech jest w posiadaniu miliardowego majątku. Dlaczego Kościoły nie korzystają ze swojego wciąż jeszcze wielkiego wpływu, apelując na przykład do władz państwowych o to, żeby nie produkowano już broni, zwłaszcza że niemiecki rząd ma tak przyjazny stosunek do Kościoła państwowego?
Dlaczego apelują jedynie do narodu o zrzeszenie się przeciwko wojnie, zamiast samym poczynić odpowiednie ku temu kroki?
Broń jest produkowana w celu używania jej na wojnie. Dlaczego Kościoły nie zaczynają od podstaw, czyli nie zwracają się do tych, którzy broń produkują i dlaczego nie apelują do państwa, które pozwala na import i eksport wyprodukowanej broni? Jest to "ładna" gra, której jesteśmy świadkami w tym zlepku interesów! Lecz ten, kto spojrzy za kulisy tej gry, musi zacząć wątpić w samego siebie.
Wprawdzie niejeden mógłby powiedzieć, że wojowniczy niegdyś Kościół zdołał już odłożyć swoje wojownicze nastawienie, ale co jest ze skradzionym dobrem zdobytym podczas wypraw wojennych, a więc zrabowanym innym krajom i ludziom? Co jest z tymi zdobyczami, które schowane są w Watykanie? Ten, kto nie oddaje wojennych, a więc ukradzionych łupów, ciągle jeszcze znajduje się w stanie wojny, a zatem nadal jest przeciwko tym krajom i tym ludziom, którym je zabrał. Jak wygląda sprawa z ludobójstwem w Chorwacji? Jeszcze nie tak dawno, w połowie XX wieku, między rokiem 1941 a 1943, zamordowano w Chorwacji przy wielkim udziale księży katolickich i z aprobatą Watykanu około 750 000 prawosławnych Serbów... Katolicka hierarchia, a na jej czele wojskowy wikary i arcybiskup Stepinac (w 1998 r. beatyfikowany przez papieża!), do samego końca wspierał moralnie faszystowski reżim (patrz w związku z tym Deschner, "Jedno stulecie historii zbawienia", tom 2, 1983, od str. 210 jak i Vladimir Dedijer, "Jasenowac - jugosłowiański Oświęcim i Watykan", 1988).
Jeżeli Kościół mówi już o pokoju, to powinien również zabić swojego, miliardowej wartości, złotego cielca, oddając jedną sztabę złota po drugiej tym ludziom, którzy do dziś jeszcze cierpią wskutek tego krwawego reżimu.
Radio B5-Aktuell podaje dalej: "... Chrześcijanie są głęboko dotknięci tym, jak despoci i terroryści chwytają ludzi za gardło i słyszą krzyki uciśnionych, bezdomnych i prześladowanych". Słowa te powinny być zastosowane przede wszystkim do Kościoła katolickiego, gdyż uciśnieni, bezdomni i prześladowani, których Kościół poprzez historię pozostawił za sobą na swoich drogach przerażenia jeszcze do dziś wołają o pomoc. Po części ich dusze jeszcze i dzisiaj przebywają w krainach dusz, przeklinając Chrystusa, gdyż to w Jego imieniu popełnionych zostało tyle okropności i zbrodni...
Rozgłośnia B5-Aktuell podaje dalej: "Biskup Würzburga Scheele określił Boże Narodzenie jako przezwyciężenie paraliżującego braku miłości. Coraz większe uzewnętrznienie świąt Bożego Narodzenia skrytykował arcybiskup Bamberga Schick w swoim kazaniu. "Dla wielu obywateli urlop, jedzenie i picie, choinka i święty Mikołaj są równoznaczne z Bożym Narodzeniem".
Musimy tu zadać sobie pytanie: Kto spowodował uzewnętrznienie i skierowanie na ten świat tych, którzy są wierni kościołom? Były to i są instytucje kościelne, nazywające siebie chrześcijańskimi. Na kpiny zakrawa nie tylko to, co wypowiadają starsi panowie w Rzymie i niektórzy biskupi w Niemczech, a co jest wyszydzaniem prawdziwego, wiecznego Boga i Jego Syna! Naczelny najemnik, i jego podwładni najemnicy - kardynałowie i biskupi - wzywają do pokoju, pozostając jednak przy swoich zdobyczach, które Kościół przywłaszczył sobie podczas swoich morderczych wojen i których do dzisiaj nie zwrócił. Kardynałowie i biskupi wskazują palcem na wiernych, im przypisują winę za to, co się odgrywa wśród kościelnych chrześcijan i co przebiega na tym świecie. To wierni są "uzewnętrznieni i skierowani na ten świat" - a Kościół świętoszkowato ich upomina.
Ci "najemnicy" zrobili ze swoich owiec służalczych wasali, podwładnych, lizusów i potakiwaczy, konformistów i oportunistów, którzy wiele, jeżeli nie wszystko, bezkrytycznie przyjęli z tego, co zwierzchnicy kościelni, najemnicy, przedstawiali im i wmawiali. Kto wprowadził pogańskie obrządki takie jak choinka, święty Mikołaj, dzieciątko w żłobie i podarunki na gwiazdkę? Kto zezwolił na jadanie mięsa, jak na przykład gęsi, indyka, pieczeni z dziczyzny, karpia, pstrąga i wielu innych? Kto zniszczył wzniosłość wspaniałego wydarzenia sprzed 2000 lat - na przykład opowiadaniem, że gwiazdka przychodzi z nieba i wtedy przynosi prezenty, kiedy rozbrzmiewa dzwoneczek, albo wytwarzaniem figurek dzieciątka z wosku, tworzyw sztucznych lub drewna, kiedy przecież Jezus, Chrystus już dawno jako dorosły człowiek powrócił do nieba? Kto przyzwalał na pogańskie obrządki takie jak pisanki, zajączki a nawet wielkanocne szynki, które są poświęcane przez księdza, jak również na zjadanie wielkanocnych baranków, którymi również niejeden ksiądz się rozkoszuje? Co to ma wspólnego ze zmartwychwstaniem Pana? Kto wyrwał ludzi z jedności, która istnieje między przyrodą a człowiekiem i skierował ich do kościołów z kamienia, w których prawdziwy Bóg nigdy nie mieszkał?
Kościelne instytucje sprowadziły na swoich wiernych największe nieszczęścia. A teraz ci, którzy przez tysiąclecia ćwiczyli się w taktycznych manewrach, uchylają się po prostu od odpowiedzialności, przypisując winę swoim służalczym wiernym. Oznacza to, mówiąc jasno, że sprawcy, najemnicy, prześladują swoje ofiary i przez przypisywanie im winy piętnują ich, jako sprawców, którzy rzekomo zdradzili ideę chrześcijaństwa.
Tę nielogiczną tradycję Kościoły same wprowadziły w ten świat. Tradycjonalne pogaństwo w kościołach stało się teraz tradycją jego wiernych. Pomyślmy o "Trzech Królach". Czy byli to królowie, czy mędrcy ze Wschodu, którzy znali się na gwiazdach - w każdym razie byli to ludzie, którzy przynieśli dziecku w żłobie swoje dary. Całe to wydarzenie również zostało pozbawione swojej doniosłości, a jego pierwotny sens został wypaczony. Przecież to zwierzchnicy kościelni powinni przynosić biednym ludziom na całym świecie, ze swoich pełnych złota skrzyń, dary; a zamiast tego wysyłają oni na ulicę przebrane za "Trzech Króli" dzieci, aby to one w domach ludzi żebrały o pieniądze dla biednych. To jest nie tylko pozbawione sensu, lecz świadczy także o wykorzystywaniu ludzi poddanych Kościołowi.
I oto teraz te niegdyś posłuszne Kościołowi owieczki zostają obciążone winą i Bóg rzekomo obrzydzony odwraca się od nich. Temu, kto stając się ofiarą Kościołów, które same są sprawcami, pozwala tym Kościołom dyskwalifikować siebie jako sprawcę, nie podejmując przy tym żadnych decyzji i nie odwracając się od tego "konsorcjum", naprawdę nie można już pomóc, bo ten wyzbył się już swojego rozumu, pozostawiwszy go przy drzwiach kościoła.
Powtarzam jeszcze raz: Prawdziwy Bóg nigdy jeszcze nie mieszkał w kościołach z kamienia. Bóg nigdy jeszcze nie pozwolił zamknąć się w tabernakulum. Bóg nigdy jeszcze nie był obecny w dogmatach i rytuałach. Bóg nigdy nie błogosławił broni. Bóg nigdy nie dawał odpustów za grzechy. Jego nie było i Jego nie ma też w żadnym konfesjonale. Bóg nigdy jeszcze nie pozwolił zastępować się przez człowieka, obojętnie jak on siebie nazywa. Prawdziwy Bóg jest nieprzekupny - On jest absolutny. Jego istota jest miłością, a miłość mieszka w każdym człowieku. We wszystkich formach życia królestw przyrody, w każdym atomie, w najmniejszym elemencie nieskończoności jest wszechwładne prawo miłości, jest BÓG.
Bóg nie odwraca się od swojego stworzenia i swoich stworzeń, również nie pozostawia samego największego nawet grzesznika. Miłość zawsze kołacze do drzwi serca i miłość pozostaje. Kiedyś największy nawet grzesznik zawróci i skieruje się do Boga. Do tego nie trzeba tak zwanego papieskiego "ojca świętego". Bóg, nasz wieczny Ojciec, prawdziwy Odwieczny, jest Bogiem, Ojcem-Matką, którego miłość i siła mieszka w każdym z nas. Prawdziwego Boga możemy być pewni. On kocha wszystkich ludzi, wszystkie istoty, każdą formę stworzenia nieskończoności.
Powtarzam: Prawdziwy Bóg nie jest najemnikiem i dlatego nie ma też służalczych owieczek. Chrystus Boży jest jedynym i prawdziwym pasterzem, który zwołuje swoje owce, a Jego owce znają Jego głos. Chrystus nie odrzuca żadnej owcy. On idzie za każdym grzesznikiem, za każdą owcą, żeby sprowadzić ją z powrotem i poprowadzić do wiecznego Ojca. To jest wielka miłość. A więc: Bóg pozostaje!
Drodzy przyjaciele, jeszcze jeden cytat godny zastanowienia się. Pochodzi on z książki "Karna sprawa Watykanu. Jezus oskarża". Autor tej książki, Uli Weyland, wkłada w usta Jezusa między innymi następujące słowa "... Ja ani nie chciałem organizacji kościelnej, ani jej nie ustanowiłem, ani też nie głosiłem nauki, którą ona mi przypisuje.
Ja głosiłem Królestwo Boże, Kościół głosił piekło. Bóg, którym ta organizacja grozi, jest Bogiem Starego Testamentu a nie Bogiem Mojej 'Dobrej Nowiny'. Zamiast miłości i miłosierdzia wkłada ona w serca ludzi strach, gwałci duszę i rozum".
I kolejna myśl:
Gdyby Mojżesz jeszcze raz dzisiaj przyniósł ludziom kamienne tablice z Dziesięcioma Przykazaniami, to mógłby je dzisiaj, tak jak i wtedy potłuc, gdyż od czasów Mojżesza nie nabrały one większej mocy. Ale złotego cielca nie mógłby Mojżesz już dzisiaj rozbić tak jak wtedy na pustyni, ponieważ osiągnął on w tym czasie miliardowy ciężar w porównaniu z Dziesięcioma Przykazaniami Boga.
Na skutek czego? Dlaczego? I znowu pytanie do nas samych: "Czy ja także przyczyniłem się do tego? - Dlaczego?".
Niemiecki tygodnik WELT przytoczył 22.12.2002 kazanie kardynała Ratzingera. Oto cytat: "Bóg nie narzuca nam swojej miłości, mówi również kardynał Ratzinger. Bóg się chowa, żebyśmy mogli go znaleźć. W narodzeniu Chrystusa Bóg daje nam znak, że jest wśród nas".
Papież Jan Paweł II powiedział, że Bóg wycofał się do nieba obrzydzony postępowaniem ludzi. Kardynał Ratzinger uważa, że Bóg się chowa, żebyśmy mogli Go znaleźć. Te dwie wypowiedzi, jedna papieża a druga kardynała Ratzingera, są ze sobą sprzeczne. Raz Bóg się wycofał, a innym razem mówi się, że Bóg się chowa.
Czy Bóg potrzebuje się chować? Czy to my, ludzie, odwróciliśmy się od Boga?
Dalej czytamy: "... On ciągle się o nas troszczy. Poprzez stworzenie ciągle do nas przemawia, jeżeli tylko chcemy się przysłuchiwać i widzieć...". Kardynał Ratzinger uważa, że "Poprzez stworzenie On do nas ciągle przemawia...". Z powodu takiej wypowiedzi władze Kościoła, którego on dzisiaj jest zwierzchnikiem, spaliłyby go kiedyś na stosie za głoszenie panteizmu. Jeżeli kardynał Ratzinger wierzy w to, co mówi, to powinien dołożyć też wszelkich starań; żeby stworzenie i matka ziemia ze swoimi minerałami, zwierzętami i królestwami przyrody nie cierpiały. Wtedy musiałby także zacząć protestować przeciwko nękaniu i zarzynaniu zwierząt. Jako zwierzchnik kościoła musiałby zabronić jadania mięsa.
Kardynał Ratzinger uważa, że Bóg przemawia przez swoje stworzenie. Tę wypowiedź samą w sobie należy potwierdzać. Czy jednak kardynał wie, o czym mówi? - Jeżeli człowiek w swoim wnętrzu pojął choćby tylko odrobinę tej Bożej "mowy", skierowanej do niego poprzez Jego stworzenie, to wtedy coraz bardziej również i w jego postępowaniu, a więc i w jego sposobie odżywiania się i w innych dziedzinach, to się ukazuje. Jeżeli więc prawdą jest, że Bóg przemawia przez swoje stworzenie, to logiczne jest, żeby nie wyzyskiwać matki ziemi, nie hańbić przyrody, nie nękać i nie zabijać zwierząt i nie zjadać części ich trupów.
Tak zwane chrześcijańskie Kościoły przez blisko 2000 lat głoszą takiego Boga, który nie istnieje. Była to i jest rzeźba stworzona z pogańskiej wiary wielobóstwa, zręcznie reklamowana i rzucana na rynek. Teraz, kiedy na tym światowym rynku odgrywany jest ostatni akt, "ojciec święty" w Rzymie stawia swoich dotychczasowych wiernych pod sąd.
Na podstawie wypowiedzi papieża zamieszczonej w gazecie BILD z 13.12.2002 oraz kazania kardynała Ratzingera w tygodniku "WELT am Sonntag" z 22.12.2002 jeszcze raz przemyślałam historię Kościoła, a więc spojrzałam wstecz. Chrześcijańskie Kościoły nie były niczym innym jak tylko wojowniczą armią, która stosując wyważoną taktyk włączyła w swoje kalkulacje państwo, żeby nie tylko móc dyskryminować lub niszczyć ludzi, którzy nie chcieli być posłuszni Kościołowi, lecz również żeby wykraczać przeciwko wszelkiemu stworzeniu w lasach, na polach, w morzach, rzekach, jeziorach i w powietrzu.
Kim lub czym był Kościół od samego początku, kiedy Konstantyn uczynił z niego Kościół państwowy - kim lub czym jest on dzisiaj? To, co ja dla siebie wypracowałam, jest moim rozpoznaniem. Nie chcę wpływać na żadnego człowieka. Każdy jednak może sam zastanowić się nad tym i zwrócić przy tym uwagę też na kolejny aspekt: na wojnę przeciw matce ziemi.
Większość ludzi - przede wszystkim ci, którzy bardzo cenią sobie tradycję i są zawikłani w swoje ego - oduczyło się jasnego i logicznego myślenia. Stali się oni naśladowcami, którzy jak błądzące owce, bezmyślnie czynią to, co pokazują i nakazują im inni, ci, którzy również są uwikłani w tradycje i bezmyślne podjudzanie odurzonych zmysłów. Ten, kto nie rozerwie więzów tradycji, pozostanie uwiązany do jej zwolenników, którzy często otoczeni są aureolą "świętości". Ten, kto kieruje się kościelną tradycją, automatycznie należy do wojowniczych zespołów, które wszystko, co znajduje się na ziemi, w ziemi i ponad ziemią, nękają, zabijają, mordują, masakrują - dla dobra tejże tradycji.
Do tego, co kryje się za tą "świętością", kardynał Ratzinger przyznał się ze zdumiewającą jasnością 10 stycznia 2003r. w Drugiej Niemieckiej Telewizji w ramach audycji "Aspekty". W audycji tej chodziło o zbrodnię inkwizycji przeciwko Giordano Bruno, dla którego wyrok śmierci podpisali co najmniej jeden późniejszy papież (Pius V) i jeden późniejszy święty (Bellarmin). W tej audycji Ratzinger powiedział: "Byli to przecież też święci, którzy zezwolili na to, którzy żyli w głębokiej wewnętrznej łączności z Bogiem i wewnętrznej bliskości z Jezusem, z Jego słowem, a mimo to na skutek tego historycznego kontekstu doznali oślepienia części swojego sumienia, które musi nas przerazić".
Ludzie kanonizowani przez Kościół na świętych doznają więc oślepienia części swojego sumienia do tego stopnia, że są zdolni nawet do morderstwa. Jakież to jest wykpiwanie naszego niebiańskiego Ojca, jedynego wiecznie świętego, kiedy inicjatorzy morderstwa zostają kanonizowani!
Karlheinz Deschner (1986) napisał w swojej książce pod tytułem "Obrażony Kościół": "Helwecjusz wiedział o tym: Kiedy czyta się legendy o ich świętych, znajduje się imiona tysięcy kanonizowanych zbrodniarzy".
Czy jako chrześcijanie zastanawialiśmy się już nad tym, co oznacza bratobójstwo? Niejednokrotnie słyszymy o tym, jak wiele ludzi traci swoje ziemskie życie na skutek wojen. Według chrześcijańskiej nauki wszyscy ludzie są dla siebie braćmi i siostrami. Na wojnie brat morduje brata. Czy to jest chrześcijańskie? Obecnie wielka armia znowu ćwiczy się w tym, aby popełniać bratobójstwo.
W wielu miejscach matki ziemi toczy się dziś walka przeciwko bratu, przeciwko siostrze i przeciwko matce ziemi. W tym celu po morzach krążą gigantyczne okręty i lotniskowce, które są wyposażone w cały arsenał ciężkiej broni, kursują również najnowszego typu samoloty wyposażone w wyrafinowaną broń, które po otrzymaniu rozkazu nie tylko niszczą miasta i wioski, lecz sprowadzają na niezliczoną ilość ludzi, swoich braci i swoje siostry śmierć, cierpienie i nędzę. Ogłuszający zgiełk tych maszyn oddziałuje między innymi zaburzająco na żywioły ziemi. Agresywny hałas samolotów, rakiet, czołgów, ciężkich maszyn i temu podobnych rozrywa powietrze. Śmiercionośne bomby nie tylko zabierają życie wielu ludziom i zwierzętom. One wstrząsają też matką ziemią, one rozrywają też kratery na planecie, zadając jej olbrzymie rany. Jak długo jeszcze ciemiężona Ziemia będzie to znosić?
Po morzach krążą nie tylko okręty wojenne; również olbrzymie zbiornikowce z ropą zanieczyszczają powietrze i potajemnie lub otwarcie spuszczają ropę do morza. Przypomnijmy sobie ostatnie katastrofy związane z zanieczyszczeniem wody ropą naftową. Również i to jest bestialska wojna - przeciwko morzom i żyjącym w nich stworzeniom, takim jak ryby, raki, muszle, wieloryby, foki, ptaki wodne, rośliny wodne i wiele innych. Jeżeli myślimy o połowie ryb, to musimy wiedzieć, że niezliczona ilość ryb na tych okrętach kona w męczarniach przez uduszenie. Nie dosyć okrucieństw spowodowanych przez człowieka-potwora: Małe foki zabijane są pałkami w celu pozyskania z nich futer. Raki gotowane są żywcem, innych mieszkańców morza rozrywa się w wodzie dynamitem. Ich trupy zostają później przyrządzone dla człowieka-smakosza. Grabieżca i zwierzożerca człowiek, połyka wtedy, przy pięknie nakrytym stole, estetycznie przygotowane i przyprawione części trupów. Pamiętajmy też o zatrutych ściekach wypływających z siłowni jądrowych i zakładów przemysłowych. Człowieka można ogólnie określić jako nosiciela śmierci, który niszczy wszystko, co nosi ziemia. A kardynał Ratzinger mówi, że Bóg przemawia do nas poprzez swoje stworzenie. Czy to, co właśnie zostało powiedziane, jest odpowiedzią człowieka?
Kiedy pomyślimy, że rakiety i satelity kosztują miliardy, to trzeba zapytać: Czy człowiek w ogóle ma jeszcze sumienie? Wiele rakiet i satelitów eksploduje w atmosferze, a ich części spadają z powrotem na ziemię. Również atmosfera ziemi stała się śmietniskiem i składowiskiem z powodu szatańskich eksperymentów. Podczas gdy na te cele wydawane są miliardy, w krajach Trzeciego Świata wiele milionów ludzi umiera z głodu.
Żeby to, co szatańskie nie było aż tak widoczne, odziewa się je w miłosierdzie i u ludzi stanu średniego i u biednych żebrze się dla tych najbiedniejszych. Bogaci ukrywają się za swoimi tradycjami. Wielu z tych "utalentowanych dobroczyńców" organizuje akcje żebracze, rozsyłając listy z prośbą o wsparcie lub też zaprasza na koncerty dobroczynne, żeby zbierać pieniądze dla ubogich w krajach Trzeciego Świata. Ile dają bogaci, a przede wszystkim ile daje miliardowej wartości złoty cielec, Kościół? Tyle tylko, żeby ani konto bankowe, ani sam złoty cielec nie poniosły straty.
Zdumiewające jest, że również niewymownie bogaty Kościół żebrze dla biednych. Nikt już nie uświadamia sobie, jak ten żebrzący, bogaty Kościół rozporządzał się wśród innych narodów, przymusowo chrystianizując je, na skutek czego wielu ludzi jeszcze dzisiaj żyje w największej biedzie.
Gdyby Kościoły oddawały ze swoich miliardowych bogactw większe kwoty potrzebującym, to niejeden mógłby jeszcze myśleć, że one się zmieniły. Jednak zwierzchnicy tego miliardowego reżimu żebrzą wśród kościelnego ludu dla biednych!
Drodzy bracia, drogie siostry, drodzy przyjaciele, jeżeli chcecie, możecie wywołać jeszcze więcej takich obrazów w waszej świadomości: Wojna przeciwko zwierzętom. Wiele milionów zwierząt trzymanych jest w gettach zwierzęcych. Przebywają one w ciasnych pomieszczeniach pozbawionych dziennego światła i wystarczającej ilości powietrza, tuczone są paszą składającą się z mielonych trupów zwierzęcych, z ich masakrowanych braci i sióstr, zmieszaną z hormonami i innymi chemikaliami, które mają zwiększyć zyski ze sprzedaży mięsa. Żeby te przeznaczone na rzeź zwierzęta szybciej się rozmnażały, ingeruje się w naturalny proces ich rozmnażania. Przez stosowanie hormonów i feromonów robi się z nich maszyny do produkcji nowego "narybku" w tych gettach.
Kiedy już osiągnięta jest rzeźna dojrzałość zwierząt, strażnik getta ładuje je na ciężarówkę transportującą do komory śmierci, gdzie kat, strzelając trzpieniem, zwierzęta te zwala, zabija, zawiesza i rozdziera - dla tych stworzeń jest to niewymowna męka, panika, strach... A potem padlinożerny człowiek z wielką przyjemnością, ewentualnie przy pięknie nakrytym i ozdobionym płonącymi świecami stole, spożywa smacznie przyprawione, odleżałe już przez kilka dni kawałki trupów.
Już dzieciom, z których niejedne instynktownie bronią się przed jadaniem mięsa wmawia się, że "jedzenie mięsa, to nie jest nic złego, zawsze tak było i jest to całkowicie normalne". Jest to "tradycja". Obcinać głowy kurom, kaczkom, gęsiom, indykom i tak dalej, wyrywać im pióra, przyprawiać ich ciała i zjadać je - to jest tradycja.
Drodzy przyjaciele, kiedy czytacie mój list i wyłaniają się w was, w waszych sercach, obrazy ciemiężonych, torturowanych i zarzynanych zwierząt, naszych młodszych braci, to zapytajcie siebie, jak wy chcecie postępować z życiem.
Dlaczego kościoły nie mówią o tym masakrowaniu zwierząt, skoro przecież kardynał Ratzinger uważa, że Bóg przemawia do nas poprzez swoje stworzenie? Czyż to nie dlatego zwierzęta i przyroda muszą tak straszliwie cierpieć, że zwierzęta nie należą do żadnej kościelnej instytucji i nie zasilają jej swoimi datkami? Ten, kto nie płaci Kościołowi haraczu, zostaje z niego wykluczony. Zwierzęta wydawane są na pastwę losu myśliwych, katów i konsumentów mięsa.
Trwa wojna w lasach i na polach. Bezwzględny i brutalny łupieżca, człowiek, zabierał i nadal zabiera zwierzętom ich życiową przestrzeń dla swoich celów i czyni z nich ofiary. Sprawca, człowiek-złodziej, który okrada zwierzęta, na dodatek jeszcze wyznacza myśliwych po to, aby ci je wystrzelali, ponieważ rzekomo za dużo z nich pozostało przy życiu. Sprawcy poruszają się na wolności. Ofiary, zwierzęta, zostają podstępnie odstrzeliwane, łapane w sidła i zabijane. Padlinę, części trupów, znowu zabiera człowiek-sęp. Jeżeli większa ilość zwierząt zostaje zabita, a więc zamordowana, to tak zwany "duchowny" podczas mszy na cześć świętego Huberta błogosławi - kogo? Czy myśliwych, którzy tego dokonali? Czy też zamordowane zwierzęta, żeby ich kawałki trupów dobrze smakowały tym, którzy są wierni kościelnym tradycjom?
Jagniątko, które pełne ufności biega po łące, bawi się ze swoimi rówieśnikami i skacze, które chętnie daje się pogłaskać dzieciom - staje się smacznie przyrządzonym barankiem wielkanocnym. Drodzy przyjaciele, niech te straszne obrazy powstają w was. Moje pióro już się wzdraga...
Ofiary zostają zamordowane, sprawcy, ludzie, rozmnażają się. Jeżeli jednak któryś z brutalnych towarzyszy umiera, to nawet kiedy Kościół udziela mu "ostatniego namaszczenia" jego dusza i tak nie wchodzi do Królestwa Bożego, lecz powraca wciąż na nowo, gdyż będąc człowiekiem nie przyjęła nauki Jezusa, Chrystusa i nie poszła drogą do życia.
Taśma filmu wojny przeciw matce ziemi nie przerywa się. W prawie siewu i zbioru, które człowiek sam stworzył, wszystko jest kosmicznie dokładnie zapisane i każda przyczyna, o ile nie została rozpoznana, o ile nie pożałowano za nią i nie oczyszczono jej, będzie miała skutki.
Wojna przeciwko polom i lasom trwa. Pan lasów, człowiek, bezwzględnie ścina drzewa, swoich braci lub też wypala całe lasy, żeby zaspokoić swoją żądzę zysku. Jest mu przy tym obojętne, że w wielkich mękach i niewymownych cierpieniach spalają się miliardy żywych organizmów. Drzewa, które zagradzają człowiekowi drogę, są wycinane, a nowe, które sadzi się na zysk i pożytek, także podzielają później ten sam los. A Kościół, który rzekomo jest Kościołem Jezusa, Chrystusa, milczy. Ile tak zwanych choinek zostaje corocznie ściętych? Czyż nie jest to pogański obrządek? Kardynał Ratzinger mówi: Bóg przemawia przez swoje stworzenie. Czy ten pogański obrządek ścinania "choinek" jest stosowną odpowiedzią kościelnych chrześcijan? Świerk staje się "choinką" przez to, że zabiera mu się życie. Kilka dni lub tygodni wolno mu wyziewać ducha, kiedy stoi obwieszony świecącymi łańcuchami, ozdobiony świecami i błyszczącymi bombkami - potem wyrzuca się go na śmietnik. Czy tego chciał Chrystus? Czy On to przykazał? Dlaczego wobec tego tak się postępuje? - Chrystus jest Duchem życia!
Wciąż toczy się wojna przeciw polom matki ziemi. Przez chemikalia, obornik i gnojowicę mordowane są większe zwierzęta i drobnoustroje. Kościół milczy - i mówi, że to "Bóg milczy".
Bóg nie milczy! On mówi. Podawane jest to na przykład w kasetach i w książce "Wszechduch, BÓG, przemawia bezpośrednio poprzez swoją prorokinię dla naszych czasów. On nie wypowiada słów Biblii":
"Jak chcecie jeszcze stać się dziećmi Boga? Spójrzcie na wasze pola. Nawozy sztuczne, środki do opryskiwania - posługuję się waszymi słowami. Nękacie i maltretujecie wasze pola. Kiedy ziemia wam to oddaje i wy chorujecie, wtedy oskarżacie Boga? Zanoście swoje skargi do boga podziemia, ten tego chce - a wy w końcu również tego chcecie, gdyż jemu służycie.
Ziemia woła Mnie, Stworzyciela, o zmiłowanie, o oswobodzenie. Co wy czynicie? Wy oskarżacie Mnie, ale skarżcie się temu, któremu służycie i któremu pozwalacie się inspirować...".
Oraz:
"Wielu z was mówi, że zwierzęta mają zakaźne choroby. Kto je zaraził - Bóg, czy też człowiek? Te informacje wy pobieracie i doznajecie zakaźnych chorób na waszym fizycznym ciele. Kto jest winien? Bóg? Czy wy sami?
Ujrzyjcie to wszystko w waszych obrazach! Zwierzę, w waszych rzeźniach, zawieszone jak gdyby na szubienicy - ono krwawi i odczuwa.
Zwierzęta trzymane w ciasnych pomieszczeniach. One cierpią. Poczujcie to!
Zwierzęta podczas waszych transportów do rzeźni. Poczujcie jak niejedno z nich w przeraźliwy sposób doznaje śmierci.
Gdyby wam to wszystko uczyniono, co byście na to powiedzieli? Tych wszystkich obrazów doznacie osobiście i zależnie od waszego udziału odczujecie ból i udrękę zwierząt, roślin i minerałów.
Kiedy w świecie doczesnym trafiają was ciosy losu, to oskarżacie Mnie. Skarżcie się bogu podziemia i jego bożkom, którym służyliście i służycie, z taką bezwzględnością traktując życie. Podobnie bezwzględni jesteście wobec swojego własnego fizycznego ciała, jak i wobec waszej duszy, która najpóźniej w obszarach oczyszczania będzie musiała cierpieć, gdyż wtedy zależnie od swojego udziału, będzie przeżywać to, do czego człowiek w tym świecie dopuścił. Cóż pomoże wam wtedy wasze milczenie? Cóż pomoże wam wtedy wasze protestowanie?...
Okrutni i niemiłosierni są ludzie. Okrutni i niemiłosierni pozostają - a potem, w ostatniej godzinie swojego fizycznego życia wołają do Mnie? O zrozumcie, Przykazania nie zostały wam dane przez Mojżesza na waszą ostatnią godzinę ani też - Kazanie na Górze Jezusa! Te prawidłowości dla wyższego życia zostały wam dane dla waszego ziemskiego bytu, żebyście rozpoznali wasze grzechy i za te rozpoznane grzechy z pomocą Ducha Zbawczego, Chrystusa Bożego w was, pożałowali, oczyścili je i więcej grzechów tych nie popełniali. To jest rozwój, który prowadzi do Wewnętrznego Życia. Do tego nie potrzeba pośredników. Do tego potrzeba rozświetlonego rozumu, który jeszcze wie jak rozróżniać, co jest dobre, a co haniebne...".
Myśl upadku, żeby wszystko zniszczyć i zgasić, tkwi nadal w wielu głowach - bo przecież człowiek chce panować nad Bogiem.
Instytucje kościelne najwidoczniej korzystają z tego, bo jeśli papież mówi, że Bóg wycofał się do nieba, to to oznacza, że Bóg się wycofuje, a pozbawiony sumienia grabieżca i morderca, człowiek, maszeruje naprzód. To dopiero byłby triumf dla tych sił, które stoją za brutalnością człowieka i każą głosić wycofanie się Boga. Te siły mogłyby wtedy zrobić jeden wielki krok naprzód do osiągnięcia swojego celu, żeby móc jeszcze pokonać Boga.
Od czasu upadku w grzech, który skierował się przeciw Bogu, istnieje życzenie sił sprzecznych z Prawem, żeby wszystkie formy życia rozwiązać. A to oznaczałoby śmierć dla wszystkich stworzeń Bożych na matce ziemi, w lasach, na polach, w wodach, w powietrzu oraz śmierć dla rzesz ludzi, tak że pozostałoby tylko niewielu tych, którzy czuliby się panami stworzenia, którzy - zanim przeszliby jako duchowo martwi do obszarów szatańskich - mogliby planetę Ziemię jeszcze wysadzić w powietrze. Ale tak się nie stanie, gdyż Bóg Wszechmogący, Stworzyciel, powiedział: Ziemia jest Moja.
Świat stoi na skraju przepaści. Szatański reżim myśli, że mógłby zniszczyć matkę ziemię. On znosi całe masywy górskie i przeprowadza potężne przemieszczenia mas ziemskich, zmienia naturalne drogi wodne ziemi, buduje sztuczne kanały i tworzy potężne zalewy. Ziemia zostaje wydrążana przez wieże wiertnicze, maszyny kopalniane i inne, krzywdzące ją urządzenia. Szatański reżim chce Ziemię wyniszczyć. Jeżeli nie uda mu się przejęcie planety, to sięgnie po swoje straszliwe arsenały broni jądrowej, rozmieszczone na całej ziemi, po to, aby wysadzić ją w powietrze.
Jednak mimo papieskiej "przepowiedni", Bóg nie znajduje się w odwrocie i nie wycofuje się do nieba. Bóg jest życiem również w każdej cząsteczce matki ziemi. Matka ziemia nie może być zniszczona, gdyż Duch nieskończoności jest absolutny i doskonały.
Chrystus jest zwycięzcą! On też pokona szatańskich wojowników, ponieważ Duch nieskończoności, który działa też w matce ziemi ma większą moc.
Zbliżamy się do punktu zwrotnego, gdyż cierpienie matki ziemi jest niewyrażalne. Cierpią żywioły; cierpią i skarżą się ludzie; niewymownie cierpi świat zwierząt i roślin; rany matki ziemi sprawiają jej ból.
Papież Jan Paweł II wyraźnie się przyznał do bankructwa swojego Kościoła. Ludziom o rozbudzonych duszach kościelne instytucje ukazują teraz, jaki naprawdę duch nimi kieruje.
Okręt instytucji kościelnych jednak tak długo nie zwinie żagli, jak długo jego wierni będą chcieli być uwikłani w dogmaty i nie będą mogli rozpoznać, dlaczego ten okręt jeszcze ciągle ma krzyż z ciałem Jezusa na pokładzie, mimo że Jezus, Chrystus, zmartwychwstał już 2000 lat temu. Czy jest to tylko tradycja - czy może coś więcej? A dlaczego ten okręt błogosławi broń na wojnę? Czy też dlatego, że jest to tylko tradycja - czy może...? Jezus przecież mówił coś innego: "Ci, którzy za miecz chwytają, od miecza giną". Dlaczego największe kościelne święta, Boże Narodzenie i Wielkanoc stają się największą rzezią dla zwierząt? Dlatego, że jest to taka tradycja? Niezliczona ilość drzewek, "wzniesionych" do stanu choinek, ścinana jest dla tych pogańskich obrządków. Dlaczego? Dlatego, że jest to taka tradycja - czy też...? Dlaczego podczas uroczystości na cześć świętego Huberta myśliwi i ich zabójcza broń otrzymują błogosławieństwo instytucji kościelnych? Dlatego, że jest to tylko tradycja - czy też...?
Matka ziemia ze swoimi zwierzętami, ze swoją przyrodą i swoimi minerałami nie chce błogosławieństwa kościelnych instytucji. Dlaczego? Od Kościołów też matka ziemia błogosławieństwa nie otrzyma. Dlaczego?
Na te pytania "Dlaczego?" coraz więcej ludzi daje sobie samym odpowiedź. Intuicyjnie spełniają oni słowa zapisane w objawieniu Jana 18,4: "Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli!"
Drodzy bracia, drogie siostry, drodzy przyjaciele - co będzie dalej?
Na zakończenie kilka słów naszego boskiego brata i Zbawiciela, Chrystusa, z Jego potężnego objawionego dzieła To jest Moje Słowo. Alfa i Omega. Ewangelia Jezusa. Objawienie Chrystusowe, które prawdziwi chrześcijanie znają już na całym świecie:
"To zawsze ci sami, prześladują Mnie w Moich, gdyż mimo Mojego Dokonało się Ja jestem wciąż jeszcze cierniem w oku tych, którzy pragną utrzymać i rozbudować państwo demonów. W dzisiejszych czasach (1989 r.) są nimi znowu uczeni w Piśmie i posłuszni im ludzie w kościelnych i świeckich instytucjach. Również i oni kłamstwami podżegają lud przeciwko następcom Chrystusa.
Lecz wszystko dobiega końca. To, co stało się w przeciągu niemal dwóch tysięcy lat, przynosi teraz skutki i trafia tych, którzy przez dwa tysiące lat ciągle tak postępowali, jak za Moich czasów, kiedy byłem Jezusem z Nazaretu. Również i dzisiaj boją się oni stracić swoje stanowiska i uznanie, lecz ich władza powoli dobiega końca, a skutki stworzonych przez nich przyczyn spadają na nich.
Pozycja sił przeciwnych jest coraz słabsza. Uczeni w Piśmie, faryzeusze i zwierzchnicy państwowi i kościelni wołają dzisiaj, jak ludzie którzy toną. Czują oni, że nadchodzi już powódź, która ich zaleje. To, co w zakłamaniu zostało zbudowane w Moim imieniu w ciągu dwóch tysięcy lat - zanika. Jest to moc, która nazywała i nazywa siebie chrześcijańską, jednak nie była i nie jest chrześcijańską, a jedynie nadużywała i nadużywa w wieloraki sposób Mojego imienia - Chrystus.
Nastaje Nowy Czas; powstaje na gruzach przeszłości...".
Drodzy Bracia, drogie siostry w Chrystusie. Tym moim listem - który jest nieco dłuższy niż było to przewidziane - nie chcę indoktrynować żadnego człowieka. Moje serce odczuwa ciężar, kiedy myślę o miłości naszego boskiego brata i Zbawiciela, i o tych wielu wprowadzonych w błąd ludziach, i też kiedy myślę o matce ziemi z jej zwierzętami, roślinami i minerałami.
Moim najgorętszym życzeniem jest, żeby jeszcze wielu ludzi zastanowiło się nad swoim ziemskim życiem i znalazło drogę do Chrystusa, który jest miłością i jednością. Ten, kto znajdzie w sobie samym wielkiego Ducha nieskończoności, poczuje też i w swoim własnym sercu jak cierpi matka ziemia i wszystkie formy życia, które ona nosi.
W głębokiej wewnętrznej łączności
Gabriela
PS: Właśnie wpadł mi do ręki tekst pewnej piosenki Reinharda Meya, którego nie chciałybym zachować tylko dla siebie.
Godność świni jest nienaruszalna
Jej domem stało się ciężkie więzienie,
Wówczas zajechała ciężarówka dla bydła
Nigdy nie widziała na oczy nieba, |
![]()
Universelles Leben, Postfach 5643, D-97006
Würzburg, Niemcy
tel.: +49 931 3903-0, fax: +49 931 3903-233
e-mail: info@universelles-leben.org
Internet: www.universelles-leben.de
Stowarzyszenie dla Popierania Życia Uniwersalnego
Koło w Stargardzie Szczecińskim, Os. Zachód B22, 73-100 Stargard Szczeciński
konto: Pekao SA, I Oddział w Stargardzie Szczecińskim, 48 1240 3901 1111 0000 4227 3622
e-mail: info@zycie-uniwersalne.pl
Internet: www.zycie-uniwersalne.pl
Adresy korespondencyjne
[an error occurred while processing this directive]