|
||
|
Czerwiec 2003
Spis treści
Słowo Boże,
prawo miłości i jedności,
Drodzy przyjaciele, słowo prorocze jest skierowanym do ludzi słowem Bożym,
wypowiadanym z miłości i wszech-jedności, aby ludzie ponownie mogli rozpoznać i
odnaleźć drogę, prowadzącą do miłości i wszech-jedności Bożej. Najwspanialszym
darem Boga dla nas, ludzi, jest możliwość myślenia i życia we wszechmogącym
Duchu miłości i wszech-jedności.
Siła Chrystusa Bożego w człowieku - iskra czynu Poprzez Jego słowo prawdy darowana jest ludzkości szczegółowa wiedza o prawdziwej nauce Jezusa z Nazaretu, która - wskutek skostniałej w uzewnętrznionych kultach religii, należącej do myśli upadku nauki kościelnej - poszła w zapomnienie. I tak słowo zbawienia wyjaśnia nam również znaczenie Czynu Zbawczego Chrystusa Bożego, gdyż każdy człowiek powinien sobie uświadomić, że Jezus, Chrystus, wpromieniował we wszystkie dusze, również w duszę każdego człowieka, Iskrę Zbawczą, która jest wsparciem, drogą, prawdą oraz życiem. Każda dusza i każdy człowiek nosi w sobie wielką miłość do Boga i do bliźniego, miłość i wszech-jedność. Niezłomne wszech-prawo miłości i jedności jest życiem, jest duchową substancją nośną wszystkich zagęszczonych form, do których należą również zwierzęta i przyroda naszej ziemi. Boska wszech-jedność obejmuje wszelkie minerały, rośliny i zwierzęta. One, tak jak i człowiek, są nosicielami wiecznego życia. Zwierzęta, rośliny i minerały są uformowanymi boskimi siłami świadomości, które w czystym bycie w cyklach ewolucyjnych osiągają pełną dojrzałość boskiej istoty. Ten cały, prawidłowy rozwój dokonuje się w prawie wszech-jedności, w Bogu. Ziemskie formy życia przyrody nie niosą w sobie Iskry Zbawczej; one nie potrzebują zbawienia, gdyż nie należą do myśli upadku, tak jak dusze w obszarach oczyszczania i ludzie tej ziemi. Minerały, rośliny i zwierzęta nie obciążyły swojej wewnętrznej, pierwotnej, duchowej substancji tym, co jest sprzeczne z Prawem. Nie wypadły one z wszech-jedności, tak jak istoty upadku, których odwrócenie się od Boga było możliwe ze względu na ich wolną wolę.
Siłą zbawczą jest iskra Chrystusa Bożego, która wniknęła we wszystkie dusze i we wszystkich ludzi, kiedy Jezus wypowiedział na Golgocie »Dokonało się«. Siła Chrystusa Bożego, z której wywodzi się Iskra Zbawcza, jest wszech-jednością, gdyż jest ona wszechobecną, boską siłą stworzycielską, z której pochodzi wielka jedność wszystkich istot i form stworzenia. Siła Chrystusa Bożego w człowieku jest również iskrą czynu, co oznacza, że sama wiara nie wystarcza, lecz że z tej wiary powinien wyniknąć prawdziwy czyn w Duchu Bożym, w Duchu Chrystusa. Na końcu Kazania na Górze Jezus mówił o prawym czynie w Jego Duchu i z Jego Ducha: »Każdy więc, kto słucha słów Moich i wypełnia je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce. I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale nie zapadł się on, gdyż był postawiony na opoce. A każdy, kto słucha słów Moich i nie wypełnia ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował dom swój na piasku. I przyszedł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, a on zapadł się i wielki był upadek jego«. My, ludzie, powinniśmy zatem spełniać to, czego nas nauczał Jezus, Chrystus. Poprzez wypełnianie Jego nauki prawdziwy chrześcijanin czynu roznieca Iskrę Zbawczą, która rozpala się coraz bardziej i staje się wewnętrznym płomieniem, rozżarzającym duszę i człowieka. Ten, kto Jego nauki słucha, a także według niej postępuje, kroczy drogą prawdy i z głębi wnętrza zostaje oświecony przez Chrystusa Bożego. Dzięki temu wędrowiec na drodze prawdy wysubtelnia swoje zmysły, gdyż jego myśli, słowa i czyny stają się coraz bardziej świetliste, a więc miłe Bogu. Wzmagające się rozświetlanie świadomości sprawia, że przeniknięty światłem człowiek rozpoznaje wolę Bożą w różnych aspektach swojego ziemskiego życia. Ludzie w Duchu prawdy widzą sprawy i zdarzenia zachodzące w ich bezpośrednim otoczeniu i na świecie oczami wszechprawa, Bożej miłości i wszech-jedności. Dzięki klarownemu spojrzeniu, które daje perspektywę i wgląd we wszystko, i które oświecony człowiek osiąga idąc w ślady Jezusa, Chrystusa, staje się on czujnym, potrafiącym myśleć analitycznie obserwatorem. W ten sposób rozwija się w nim serce i rozum, które stają się instrumentami duchowej świadomości. Ludzie kierujący się sercem i rozumem nie są ograniczeni, nie są też
duchowymi fantastami, lecz poważnymi duchowymi realistami, którzy trafiają w
samo sedno, rozpatrując sprawy i zdarzenia z rozwagą, sprawiedliwie i mądrze,
tak jak to odpowiada odwiecznemu wszechprawu.
Faryzeusze i uczeni w Piśmie oraz ich wasale:
Ten, kto szczerze pragnie
okazać się prawdziwym chrześcijaninem, kieruje się Dziesięcioma Przykazaniami i
nauką Jezusa, Chrystusa. Jego nie obchodzą ludzkie matactwa tych, którzy swoją
pogoń za uznaniem i władzą skrywają pod płaszczykiem pochlebstw i krasomówstwa;
tych którzy za pomocą podstępnej taktyki świadomie i celowo faworyzują swoich
sługusów, a każdego, kto nie chce być im posłuszny, poniżają, dyskryminują i
szkalują. Ten, kto idzie w ślady Jezusa, Chrystusa, rozpozna więc tych, którzy
Niestety wielu ludzi to tchórzliwi obłudnicy, którzy podporządkowują się poglądom kościelnych i świeckich tyranów. Oni dają się wciągać w ich machinacje w nadziei, że uda im się upiec przy magicznym ogniu władzy kawałek własnej pieczeni. To są ci, którzy uniżenie wszystkiemu przytakują, gdyż za wszelką cenę pragną uprawiać hazardową grę o władzę. Za taką cenę, zdradzają wielkiego Ducha jedności i swoich bliźnich. Być może niejednego z tych, którzy w śmiertelnej rozgrywce o władzę dostali jedynie kilka atutów, ale niczego nie wygrali, oświeciło już, że wielu ludzi na Zachodzie to tylko pogańscy hazardziści w zarzuconym na siebie »chrześcijańskim« płaszczyku i że cała ta ich gra nie ma nic wspólnego z Chrystusem. Mimo tych spostrzeżeń, jeszcze wielu trzyma się kurczowo faryzeuszy i uczonych w Piśmie, wytrawnych graczy, którzy ludzi od dawien dawna zwodzili i nadal jeszcze zwodzą. Właśnie tchórze, którzy wiele zauważyli i zauważają, a których nie stać jednak na prostolinijność i szczerość, przyznają władzę tym, którzy posługując się błędną, inspirowaną przez myśl upadku nauką, trzymają swoje »owce« w zagrodzie. Tchórze, konformiści i poddani pozwalali i pozwalają, żeby kościelni iluzjoniści, faryzeusze i uczeni w Piśmie, wyciągali ze swojego magicznego kapelusza różnorodne absurdy i otaczali je nimbem »niezgłębionych tajemnic Boga«, aby nikt nie ośmielił się w nie wątpić. Z Boga, z Wszech-Jedynego, z odwiecznego Ojca, uczyniono Boga kary, zemsty, tyrana, którego zaklęciami trzeba nakłaniać, aby uznał i zaakceptował magiczne sztuczki ogarniętych obsesją przywódców. Jednak pustota świątobliwych frazesów widoczna jest gołym okiem. Powstaje pytanie, dlaczego wciąż jest jeszcze tylu, którzy nie widzą albo nie chcą widzieć, że urzędowi magicy nie traktują poważnie własnych magicznych praktyk, lecz używają ich jedynie do zastraszenia swoich wasali i sługusów, by nie wpadła im przypadkiem do głowy »zuchwała« myśl, żeby użyć własnego rozumu. Drodzy przyjaciele, Bóg nie ma nic wspólnego z tym cyrkiem. Bóg jest i pozostaje Bogiem miłości i dobroci, Bogiem wszech-jedności. Kościelni magicy trzymają w szachu tchórzy i poddanych, stwarzając psychozę lęku za pomocą nauki o wiecznym potępieniu. Ponieważ ogólnie jest przyjęte, że tak musi być, trzeba w końcu jasno powiedzieć, że jest to wołająca o pomstę do nieba zdrada Boga i Chrystusa, że jest to perfidne oszukiwanie ludzi, którzy przecież są braćmi i siostrami każdego wielebnego »pasterza«. Bóg, który bez wyjątku kocha wszystkie swoje dzieci - wszystkich ludzi, wszystkie dusze, wszystkie istoty - jest nie tylko w ten sposób oczerniany i szkalowany przez ludzi, którzy w dodatku nazywają siebie jeszcze »chrześcijanami«, lecz ponadto mocno wykorzystywany do ujarzmienia wielu. Kościelni, żądni władzy intryganci świadomie posługują się Bogiem niczym biczem lub środkiem do wywierania nacisku na tych, którzy kiedyś im zawierzyli, a teraz ośmielają się poddawać w wątpliwość zasadność ich organizacji oraz ich antyboskie i antychrześcijańskie nauki! Ponieważ sługusy uniżenie zginają karki, to żądnym władzy udało się zbudować strukturę, którą nazwali »chrześcijańską«. Używając »chrześcijańskiej« etykietki, zwalczają oni otwarcie lub z ukrycia wszystkich tych, którzy przejrzeli ich grę pozorów i przestali milczeć i którzy nie biorą udziału w tej grze skrywającej się pod »chrześcijańskim« płaszczykiem. Duchowo ślepy, nie dostrzega sępa, który słowami: »No cóż, Bóg ma swoje tajemnice« ukrywa przed łupem swoją prawdziwą naturę. Rzekome tajemnice Boga są owczą skórą, którą wilk nakłada na siebie, żeby porwać owce.
Prawdziwy Bóg nie ukrywa się przed ludźmi. Człowiek, który nie ma odwagi stanąć przed obliczem Boga jako Jego dziecko, spełniające Jego wolę, stworzył słowo »tajemnica«, łudząc się, że zakryje nim to, co nie odpowiada woli Boga. Ten, kto wierzy w tajemnice Boga, pozostaje zatem ślepy na Jego prawdę. Kto przez dłuższy czas »zasłania innym światło«, a więc zaciemnia prawdę, ten jest coraz bardziej przykuty do gmachu cieni, który sam zbudował. Wcześniej czy później sam przestanie już wiedzieć, co jest prawdą, a co kłamstwem, i w konsekwencji zacznie wierzyć w tak zwane »tajemnice Boże«. To oznacza, że ślepy prowadzi ślepego, który wierzy w to samo co on; w efekcie obaj wpadają do dołu. Świat stał się czeluścią pełną ognia, która z czasem pochłonie tych
wszystkich, którzy nie rozniecili w sobie wewnętrznego ognia, Iskry Zbawczej, i
którzy kurczowo trzymają się cieni, wspierając w ten sposób nieodpowiedzialnych
funkcjonariuszy kościelnych.
Rzekome »tajemnice Boga«
- do dzisiaj trwające
Dlaczego Kościół katolicki i ewangelicki stale mówi o »tajemnicach Boga«, powołując się nawet na słowa: »Credo quia absurdum«, co oznacza: »Wierzę, bo jest to absurdalne«? Wszechwładne, odwieczne, niezaprzeczalne prawo Boże nie jest absurdalne. Wręcz przeciwnie. Ono jest logiczne, mądre, wielkie, niezrównane i genialne w swojej prostocie, ono jest najwyższą świadomością, boską inteligencją, jasnością, prawdą - jest absolutne. I jak odwieczny Duch powiedział nam kiedyś poprzez prorocze słowo: »Absolutne jest absolutne. Ponad to nie ma nic więcej«. Prawo Boże jest wszystkim we wszystkim. W każdym aspekcie prawa ujawnia się całość, która działa i żyje, i odwrotnie, Prawo Absolutne jako całość jest zgodne z każdym swoim aspektem. Wszystko jest więc jasne i absolutnie do siebie dostrojone, gdyż Bóg jest odwiecznym i niezmiennie tym samym JAM JEST. Jednak ludzie do prawdy, która jest Bogiem, domieszali nieprawdę, kłamstwa, i taka mieszanina nie może już być logiczna i konsekwentna. Słusznie zatem jest określana jako absurd. Jeśli dwie, wzajemnie wykluczające się wypowiedzi, dotyczące tej samej sprawy, umieści się obok siebie, to tylko jedna z nich może być prawdziwa i słuszna. Wtedy pozornie chrześcijańska nauka Kościoła mówi o »tajemnicach Boga«. Bóg, Odwieczny, nie potrzebuje tajemnic. Potrzebują ich tylko ci, którzy szczycą się wykształceniem teologicznym, a jednak wiedzą o Bogu mniej, znają Go mniej niż niejeden prosty człowiek, który stara się świadomie żyć w Bogu i zachowywać pokój ze swoim bliźnim. Rzekome tajemnice Boga są skutkiem ludzkiego oddalenia się od własnej istoty, braku sumienia tych, których uczucia, myśli i zamiary są odmienne od tego, co wypowiadają i głoszą w swoich kazaniach, i których czyny odpowiadają myśli upadku. »Tajemnice Boga« to jedynie kościelne wypowiedzi, gdyż instytucje te straciły z oczu całość życia. Na soborze w Konstantynopolu w roku 553 większością głosów zostało potępione to, czego nauczał we wczesnym chrześcijaństwie Orygenes, a mianowicie, że dusze ludzi istniały już jako istoty duchowe przed fizycznymi narodzinami i że proces upadku wprowadził je w ziemskie ciało. Jednocześnie potępiono wiarę w to, że pewnego dnia wszystkie dusze i wszyscy ludzie powrócą do Boga. Na jej miejsce sobór wprowadził naukę o wiecznym potępieniu. Na tym soborze ludzie odrzucili zatem naukę Jezusa z Nazaretu, posłanie o kochającym Bogu Ojcu, który nikogo nie potępia, a już na pewno nie potępia na całą wieczność, lecz wszystkie dusze i wszystkich ludzi sprowadza z powrotem - z pomocą siły zbawczej Chrystusa Bożego, która zaczyna działać przez spełnianie Jego nauki. Odrzucona została wiedza o preegzystencji duszy, która jest jedną z podstaw nauki o reinkarnacji, jaką głosił też Jezus z Nazaretu, na co wskazują liczne, wczesnochrześcijańskie źródła. Jest to nauka ściśle związana z prawem siewu i zbioru. Nauka o reinkarnacji pozwala nam zrozumieć, dlaczego ludzie w krajach Zachodu stali się takimi, jakimi dzisiaj są. Ludzie, którzy nie mogli lub nie chcieli pojąć posłania Boga - gdyż ich celem nie było spełnianie Jego woli - wypaczyli i zmienili nauki darowane z królestwa Bożego. To, co oświeceni i prorocy przekazali z boskiej mądrości niebios, zostało przez ludzkie zarozumialstwo wtłoczone w zawężenie spraw niepojętych.
W ciągu stuleci posłanie Boga nabrało coraz więcej ludzkich cech i w końcu zostało dopasowane do życzeń i ambicji uzewnętrznionych przywódców religijnych. Oni obraz Boga i prawa Boże, a także prawo reinkarnacji: »To, co dzisiaj zasiejesz, jutro lub w którymś kolejnym wcieleniu zbierzesz« przycięli i wypaczyli, jak im się żywnie podobało. Ponieważ rozmyta nauka oficjalnych Kościołów stała się sama w sobie coraz bardziej sprzeczna, »dostojnicy« kościelni nałożyli na nią płaszczyk »tajemnic Boga«. Gdyby na soborze w Konstantynopolu w roku 553 tylko kilku z tych duchowo nieświadomych zdecydowało inaczej, to ta »tajemnica« zostałaby ujawniona i ludzie w krajach Zachodu wiedzieliby o egzystencji ludzkiej duszy przed jej fizycznym wcieleniem, a zatem znaliby podstawy nauki o reinkarnacji. To fatalne postanowienie pozbawiło wielu ludzi wiedzy o sensie i celu ich życia na ziemi. Oni nie mogli poznać współzależności swoich losów, nie wiedzieli, że dalsza wędrówka duszy w innych światach, a więc w zaświatach, zależy od postępowania człowieka w jego ziemskim życiu, od tego, co człowiek myślał, mówił i czynił, nie wiedzieli, że ponowne wcielenie duszy powinno być wykorzystane do naprawienia tego, co człowiek w poprzednich inkarnacjach spowodował. Uświadommy sobie: Człowiek wtedy - w roku 553 - zuchwale rościł sobie prawo do decydowania o tym, co jest prawdą i co jest słuszne, i tak jest też do dnia dzisiejszego. Jeżeli człowiek, chodzący do kościoła, stawia pytania, to ksiądz, który sfałszował Prawdę, zakrywa to tajemnicą Boga, uzasadnieniem: »Bóg nie pozwala zaglądać w swoje tajemnice«. Rozmiarów fatalnych skutków tej błędnej decyzji nie da się w pełni pojąć. Uświadommy sobie: Nieszczęsnym następstwem tej niewiedzy jest pozostawanie wielu ludzi w przekonaniu, że ich egoistyczny sposób myślenia i życia, poniżanie i uciskanie współbraci, nękanie, wykorzystywanie i mordowanie ludzi i współstworzeń, bezwzględna walka przeciwko życiu innych, chcenie bycia kimś i posiadania w różnorodnych wariantach i, i, i... umożliwia im bezkarnie osiąganie korzyści.
Bóg nigdy nie karze. Człowiek sam siebie karze, gdyż sam stworzył skutki, których potem musi doznać w tym ziemskim życiu lub też w krainach dusz, lub w kolejnych inkarnacjach - na samym sobie. Ten, kto wciąż na nowo wykracza przeciw prawu wolności, przeciw odwiecznej miłości, robiąc dalej to samo lub podobnie, kto więc tymi samymi myślami i słowami wykracza przeciwko prawu Bożemu, ten dryfuje w kierunku katastrofy: cierpienia, choroby lub nędzy. Ale to jeszcze nie wszystko; nieszczęście, które wynika z duchowej niewiedzy, sięga o wiele dalej. Ponieważ człowiek nie zna kauzalnych współzależności siewu i zbioru, przyczyny i skutku, to i doświadczenie pełne bólu i cierpienia nie może być dla niego nauką, gdyż brak mu podstawowej wiedzy, bazy dla samo rozpoznania. Zamiast zgłębiać swoje własne błędy, swoją winę i współwinę, przeważnie przypisuje winę jedynie bliźniemu, oskarża go, potępia i osądza, i w ten sposób powiększa jeszcze obszary swojego własnego obciążenia, zamiast niejedno z niego usunąć.
Prachrześcijańska Wewnętrzna Religia zna drogę sprawdzania się, która jest drogą samorozpoznania, oczyszczenia i nie czynienia już więcej tego, co zostało rozpoznane. Istnieje też droga znoszenia: Zmazanie winy przez odcierpienie tego, co człowiek wcześniej uczynił - także królestwom przyrody. Bez rozpoznania swojego błędnego postępowania, własnej winy, rozwiązanie tego negatywnego potencjału energii nie jest możliwe. Jak człowiek ma siebie rozpoznać w doznawanych przeciwnościach losu, skoro nie wie, że zgodnie z prawem siewu i zbioru, sam jest ich sprawcą? W efekcie wszystkie bóle i cierpienia są ostatecznie znoszone nadaremnie, wszelka bieda i nędza przecierpiana na próżno, gdyż nie prowadzą do rozpoznania i zawrócenia. A na tym świecie i w krainach dusz było i jest bardzo wiele cierpienia! Widzimy więc jak fatalne i dalekosiężne konsekwencje, sięgające dnia dzisiejszego, miała dla wielu, bardzo wielu ludzi, także dla moralności i etyki w życiu prywatnym i publicznym, decyzja podjęta w Konstantynopolu w 553 roku! Siła zbawcza Chrystusa Bożego może zadziałać jedynie w niewielkim zakresie, skoro na przykład »sama wiara wystarcza«; w ten sposób wszelka duchowa wiedza i wszelkie doznanie Boga, wszelkie wewnętrzne życie religijne, zostają uznane za zbędne, za niebyłe i nieważne. Od czasu Konstantynopola to, co »chrześcijańskie«, przestało więc już być chrześcijańskie - »chrześcijaństwo« stało się narzędziem, instrumentem w rękach przeciwnika Boga, ciemności.
Ponieważ tak jest, Bóg, Odwieczny, posyłał wielu zwiastunów głoszących prawdę także po ziemskiej wędrówce Jezusa z Nazaretu. A dzisiaj, kiedy nie da się już powstrzymać upadku bezbożnego i dalekiego od Boga świata, wypowiada On ponownie i potężnie swoje słowo prawdy do trzymanej w ślepocie ludzkości, do tych czasów pełnych zamętu i zakłamania, aby światłem prawdy rozniecić światło rozpoznania w wielu nie wiedzących ludziach. Powróćmy jednak do pytania: Dlaczego Kościół katolicki i ewangelicki stale mówi o »tajemnicach Boga«? Odpowiedź brzmi: Gdyż nie chcą być rozpoznane jako te, którymi naprawdę są: wasalami antyboskich sił, zgubą ludzkości, także przyrody i zwierząt - antychrystem.
Nadszedł czas, żeby wielu rozpoznało, co ich związuje, aby następnie uporządkować swoje życie i uzyskać prawdziwą wolność. Jako czyste istoty mamy absolutną wolność, gdyż spełniamy wolę Bożą; jest to wolność, która jest wolnością woli w Jego prawie, obejmującym wszystko, co dobre, piękne i szlachetne. Prawo wolności jest w nas i my jako istoty w Bogu jesteśmy i pozostajemy wolni. Jeśli jednak człowiek występuje przeciwko prawu Bożemu, przeciwko miłości do Boga i bliźniego, przeciwko prawu jedności i wolności, które jest jego boskim dziedzictwem, do którego więc wiecznie należy, to sam ponosi tego konsekwencje i związuje się ze swoimi przyczynami, które zgodnie z niezłomnym prawem kauzalnym dochodzą do skutku. To, co człowiek zmienił w wielkim porządku, w stworzeniu Bożym - którego prawidłowości obowiązują również w materialnej - w ziemskiej formie, będzie miało swoje następstwa także na tamtym świecie, gdzie znajdzie się jego dusza po śmierci ciała. Prawo siewu i zbioru, które wskazuje na reinkarnację, jest sprawiedliwością Boga, a szczególnie Jego wielką miłością, która jest dla człowieka i dla duszy szansą przebaczenia i naprawienia sprzecznych z Prawem czynów, a zatem uwolnienia się od brzemienia, które nałożyliśmy naszej duszy. Jeżeli to, co jest w nas grzeszne, oczyścimy i nasza wina zostanie zmazana, to dusza i człowiek znajdą się na wyższym poziomie wibracji, gdyż wszystko jest promieniowaniem, wibracją, i potem, gdy nadejdzie czas odłożenia ciała, dusza - lekka i uskrzydlona - będzie mogła powrócić do odwiecznej ojczyzny, do odwiecznego królestwa o subtelnej substancji, które jest naszą odwieczną ojczyzną. Reinkarnacja, ponowne wcielenie, daje zatem nowemu człowiekowi w tej inkarnacji możliwość naprawienia, a więc wyrównania błędów, które popełnił w poprzednich egzystencjach. Prawdziwa wolność jest nieograniczona, wszechobejmująca, obecna we wszystkim, w każdym człowieku, w prawach przyrody. Prawdziwie wolnym jest jedynie ten człowiek, który żyje w prawie Bożym.
Niejeden tchórz świadomy jest tego, że Stary Testament został przez kastę kapłańską nie tylko wypaczony, lecz pozbawiony swoich zasadniczych założeń. Mimo to powołuje się on na Stary Testament, szczególnie wtedy, kiedy nie może już opanować swoich agresji. Obawa, że nie zdoła utrzymać swoich agresji w ryzach, predestynuje takiego człowieka do noszenia broni, którą to nader często zwraca przeciwko zwierzętom sprowadzonym przez aparat władzy tego świata do roli tarczy. To on narzucił zwierzętom »prawo«, decydując jaki los przypadnie im w udziale: zarżnięcie albo zastrzelenie, w lesie, na polu lub w rzeźni. Brawurowi akrobaci agresji potrzebują usprawiedliwienia dla zabijania zwierząt. Wsparcie otrzymują od podobnie myślących i od mięsożernych faryzeuszy, którzy dla zaspokojenia rozkoszy podniebienia uknuli spisek - przeciwko matce Ziemi, ale za to na rzecz władzy i przez nią opętanych. Prawdziwy realista, jasno myślący człowiek, widzi, że Stary Testament jest w dużej części dziełem pogańskiej sztuki, której luki wypełniono w imieniu teologii kwiatkami teologicznej przebiegłości i ozdobiono słowem »chrześcijańskie«. Przez dwa tysiące lat ich roślinny ornament był wciąż na nowo »dyplomatycznie« przycinany, aby utrzymywać w niewiedzy ludzi tchórzliwych i zaślepionych, co się zresztą udało. Ten przebiegły sposób wpływania na wasali spowodował, że pleniące się kwiatki oplotły ich jak »lichwiarz«, nazywający się katolicki i ewangelicki. Ponieważ masy ludzkie pozostają nadal ślepe, to nie straciły na aktualności słowa Reinharda Meya: »[...] Minister, biorąc biskupa pod rękę, szepce mu na ucho: „Ty trzymaj ich w głupocie - a ja przytrzymam ich w biedzie!” [...]«. Ponieważ ślepi prowadzą ślepych, to ślepi kościelni możnowładcy nie muszą udzielać jakichkolwiek wyjaśnień, gdyż hasło »tajemnice Boże« sprawia, że buntująca się ewentualnie owieczka, szybko zamilknie.
Instytucje kościelne, które dzięki swoim wpływom zdominowały życie publiczne i koniec końców także wszystkie organy władzy państwowej, stworzyły sobie pogański aparat medialny, dzięki któremu sprytnie ingerują we wszystkie dziedziny życia - w politykę, w życie gospodarcze, w naukę i kulturę... - wszędzie tam rządzą i dyrygują. W ten sposób rozszerza się infiltracja oraz powiększa się sprzeczne z Prawem pole energii indoktrynacji, które można nazwać »kościelnym chrześcijaństwem«. Jest to duże pole negatywnych sił, wielki potencjał pogańskiej świadomości, w którą zanurza się już niemowlę, podając je do chrztu. Dziecku od maleńkości sączy się do ucha to samo, co spowodowało, że jego rodzice już dawno stali się takimi, jakimi są. Jeżeli Bóg jest wszech-jednością i chrzest niemowlęcia należy do wszech-jedności, to dlaczego chrzest nie jest potrzebny zwierzętom? Dlaczego zwierzęta nie budują dla siebie świątyń, aby uwielbiać w nich Boga? Odpowiedź jest prosta: Ponieważ one żyją w swoim Stworzycielu. I właśnie dlatego są prześladowane przez wszystkich tych, którzy od kołyski aż po grób pławią się w zanieczyszczonej pogaństwem wodzie święconej, którą chrzci się niemowlęta. Odwieczny i Jego Syn, Jezus, Chrystus, są niezmiernie cierpliwi. Przed Jezusem, Chrystusem, i po Nim, wciąż przybywali na ziemię oświeceni mężowie i niewiasty, upominając i wzywając aparat władzy kościelnej, który w ciągu ostatnich dwóch tysiący lat rzekomo działał i działa w imieniu Jezusa, Chrystusa, do zawrócenia oraz do przypomnienia sobie nauki Jezusa, Chrystusa, i nie wprowadzania już więcej ludzi w błąd. To, co kościelni funkcjonariusze zrobili tym oświeconym mężom i niewiastom, zostało częściowo udowodnione i zapisane. Aparat władzy kościelnej nie zastosował się jednak do żadnych wskazówek Wszechmogącego, które otrzymał przez oświeconych mężów i niewiasty oraz proroków. I tak jak dawniej działał niszcząco, tak też działa do dnia dzisiejszego. Jego hasło brzmi: Wszystko, co się nie podporządkuje - czy to człowiek, zwierzę czy przyroda - ma być wyeliminowane.
Przeciwnik Boga z radością wita ofiary z ludzi i zwierząt. Dlatego też nauka kościoła sankcjonuje wojnę obronną i uznaje ją za oczywistą. Tak, ona mówi nawet o »wojnie sprawiedliwej«. A to oznacza, że ci wszyscy, którzy podczas niej umierają - ludzie i zwierzęta - umierają słusznie, skoro wojna ta według Kościoła jest sprawiedliwa. Drodzy przyjaciele, aby pojąć sens tej wypowiedzi, trzeba sobie jasno uzmysłowić: Jeżeli Kościół - ustalona rzekomo przez Boga etyczno-moralna instancja - uznaje coś za »sprawiedliwe«, to oznacza to: sprawiedliwe w obliczu Boga! Potworność! Jednakże jeszcze wielu zgnuśniałych współczesnych ludzi, którzy w wyniku tysiącletniej indoktrynacji stracili sumienie, pogrążyli się w letargu i stali się zbyt leniwi, by myśleć, »łyka« takie kościelne oświadczenia i skwapliwie potakując, przyjmuje je do wiadomości. »Sprawiedliwe« jest też wobec tego niszczenie przyrody. Jezus, Chrystus, nie mówił o »sprawiedliwej wojnie«. Przeciwnie, nauczał nas, byśmy kochali naszych nieprzyjaciół i czynili dobro tym, którzy nas nienawidzą. Nauczał nas, jak wznosić potężny pomost miłości do Boga i do bliźniego i nigdy nie mówił o żadnej wojnie. Każda wojna - czy to skierowana przeciwko ludziom, zwierzętom czy przyrodzie - niesie ze sobą zapach śmierci. W przykazaniach jest napisane: Nie zabijaj! To przykazanie obejmuje wszystko. Zostało ono wypowiedziane z jedności dla jedności w życiu doczesnym. Dotyczy to ludzi, zwierząt, całej matki Ziemi. Ten, kto opowiada się za »sprawiedliwą wojną«, na przykład kościelni
dostojnicy, sam powinien dać dobry przykład i stanąć jako dowódca na pierwszej
linii frontu, by uczyć żołnierzy »prawidłowego« zabijania. Jak zachowałby się
katolicki dowódca, gdyby niespodziewanie stanął przed nim wróg i odbierając mu
broń, skierował ją przeciwko niemu, pytając: »Czy mam ciebie zabić, czy
zamordować twoją własną bronią? Co ci bardziej odpowiada? Twoja religia zezwala
na zabijanie, więc cię zabiję!«. Jak w takiej sytuacji zachowałby się kościelny
dowódca, który w swojej nauce akceptuje zabijanie? Czy odpowiedziałby
bohatersko: »Zabij mnie, pozwalam na to!« czy też rzuciłby się do ucieczki, gdyż
nie chciałby być ani zabity, ani zamordowany?
Można naprawdę dojść do wniosku, że wszelkie zło wywodzi się z kasty kapłańskiej. Trzyma ona w swoich rękach władzę państwową i albo skraca, albo popuszcza jej cugli - w zależności od tego, czy wychodzi to na dobre kościelnej instytucji czy nie. Doprowadziła ona do tego, że bez ograniczeń może wpływać na sprawy państwowe. W ten sposób kasta kapłańska wodzi na postronku państwo i odpowiednio oddziałuje na poddanych - na wiernych. Na przykład wydaje nieszczęsny nakaz, by zwierzęta widzieć jako pozbawione praw, bezduszne istoty, zdane na brutalną naukę Kościoła, która mówi, by zabijać je lub przetrzymywać w gettach dla zwierząt, póki nie nadejdzie czas na rzeź, na zjedzenie ich zwłok przez wiernych, posłusznych Kościołowi ludzi. Myślenie hierarchiczne, które wywodzi się z kasty kapłańskiej, jako ostateczną możliwość zawiera w sobie zawsze śmierć i taki też jest tego koniec. Jasno widać, co się za tym kryje: Jest to myśl upadku, której celem jest rozwiązanie każdej formy życia, by z przeistoczonej energii - gdyż żadna energia nie zanika - uzyskać nową energię stworzycielską. Ten model - rozwiązać wszystko, co Odwieczny stworzył - ma stopniową, hierarchiczną strukturę i zawsze prowadzi do zabijania. Myśl upadku, demoniczna wola upadku, jest demonem, który wiał we wszystkich czasach we wszystkich opanowanych przez faryzeuszy oraz uczonych w Piśmie strukturach wpływu i władzy. Jezus z Nazaretu kierował do ówczesnych kapłanów niezmiernie dobitne, jasne i jednoznaczne słowa. Przetrwały one o dziwo, jak widać bez retuszu, w zapisach współczesnych Biblii u Mateusza w rozdziale 23, gdzie między innymi Jezus powiedział: »Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. |
||
|
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych, i mówicie: „Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków”. Przez to samo przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie i wy miary waszych przodków! Węże, plemię żmijowe, jak wy możecie ujść potępienia w piekle?«.
|
|
|
Proroka Izajasza spotkała |
||
W ten sposób instytucje kościelne poprzez swoje Pismo Święte, Biblię - »prawdziwe słowo Boże«, księgi, które »wiernie i bez błędu nauczają prawdy«, których »autorem jest Bóg«, tak jak napisane jest to w ich katechizmie - same dają nam najlepszy dowód na to, że Kościoły i ich funkcjonariusze zabijają lub pozwalają zabijać wszystko, co stoi im na drodze. Dzisiaj co prawda nie zabija się już proroków, jednak o tym, co spotyka proroka naszych czasów, możecie, drodzy przyjaciele, dowiedzieć się na przykład z ostatnich dwudziestu stron Listu Gabrieli nr 3. Dokładniejsze informacje znajdziecie w książce wydanej przez wydawnictwo Das Weiße Pferd, zatytułowanej Der Steinadler.
W swoich naukach Pan udowadnia stale, że Kościół jest myślą upadku, skoro twierdzi, że sama wiara wystarczy. Już jako Jezus z Nazaretu mówił On: »Każdego więc, kto tych słów Moich słucha i wypełnia je można porównać z człowiekiem roztropnym [...]«. Również i u Mateusza znajdziemy to, co On powiedział: »Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebiańskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie«.
Jak już wspomniano, najwyższą instancją myśli upadku jest kasta kapłańska, która wchłonęła państwo. Drugą instancją upadku jest lobby rolnicze, które pociąga za sobą wielkie i małe gospodarstwa rolne. Wielu rolników to wierni Kościoła, co oznacza, że zgodnie z jego zasadami, są chciwymi ekspertami zagarniania, pijawkami, które przysysają się do wszystkiego, co przynosi im korzyść. Oni są głównymi inicjatorami, jeśli chodzi o odstrzał zwierząt w lasach i na polach, które mogłyby ewentualnie wyrządzić szkodę ich wchłaniającej wszystko chciwości »wszystko tylko dla mnie, dla mnie najwięcej i dla mnie najlepsze«.
Wielu ludzi, częściowo łatwowiernych konsumentów, widzi rolników jako walczących o ochronę środowiska, zaangażowanych w ochronę fauny i flory, w ochronę pól, lasów i zwierząt. Przyglądając się z bliska, można zobaczyć coś zupełnie innego. Często są oni mordercami przyrody i zwierząt. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia rolnik zabija miliony żyjątek i mikroorganizmów rocznie poprzez wywożenie na pole obornika, gnojowicy oraz niszczących chemikaliów. Na ciała tych żyjątek wylewana jest trucizna, bo taka jest mordercza, nieszczęsna tradycja. Męczarnie, które przed śmiercią musi przeżywać niezliczona ilość zwierząt obojętne są temu, kto jest owładnięty żądzą posiadania i pozbawiony sumienia. Zabija się dla »opłacalności i zarobku«. Rolnicy ci nie cofają się też przed wycinaniem drzew i krzewów, rzucających nieco cienia na skraju ich pól. Obojętnie, czy drzewa i krzewy znajdują się w fazie pełnej wegetacji czy też nie, padają one ofiarą chciwości rolnika: Przecież nawet ten niewielki cień może zmniejszyć plony. Rolnik jest najczęściej zwolennikiem Kościoła. Kościelni zwierzchnicy, którzy podczas kościelnych świąt, występując w swoich ozdobnych ornatach i tiarach, każą się wielbić - przy czym Bóg odgrywa tu rolę całkowicie drugorzędną - są najgorszym przykładem dla wielbiących ich wiernych. Na czas obchodzonych świąt każą również ścinać drzewa, krzewy i kwiaty. Inną odmianą rolników są strażnicy gett dla zwierząt. Zwierzęta przetrzymywane są w wyznaczonych dla nich gettach, zapewniających rolnikom wysoki zysk, gdzie karmione są skomponowaną w wyrafinowany sposób paszą, nieodpowiednią dla danego gatunku. Temu przyświeca zawsze jedna myśl: zwierzę to tylko towar przeznaczony dla zwierzożerców, za który można otrzymać dobrą cenę. W taki sposób oferuje się konsumentom kawałki zwierzęcej padliny, ciało stworzenia, które pod batem strażnika skończyło swój straszny żywot. Już od urodzenia pisana mu była śmierć na rzecz zwierzożercy, człowieka, który delektuje się mięsem zniewolonego i tuczonego zwierzęcia.
Zdaje się, że nie ma końca tym okropieństwom, gdyż w tych gettach dla zwierząt matki przeznaczone, podobnie jak i ich młode, na śmierć, są przez strażników tego getta oddzielane od dzieci, aby mleko i wszystkie produkty, jakie można z niego otrzymać, znalazły się również w ofercie. Zarówno zwierzęca matka jak również jej dziecko naznaczone są piętnem śmierci - dla amatora fragmentów zwierzęcych zwłok oraz produktów mlecznych, któremu udostępnia się je za cenę niewyobrażalnego cierpienia. Kolejną instancją w tej śmiercionośnej hierarchii jest lobby myśliwskie ze swoimi wyszkolonymi strzelcami-zabójcami, myśliwymi, mówiącymi o sobie, że są strażnikami przyrody. Wszyscy, którzy popierają wojnę, również wojnę w lasach i na polach, popierają śmierć. Oni mają błogosławieństwo instytucji kościelnych. Wszyscy i wszystko, co służy zabijaniu, było i jest pobłogosławione przez Kościół - również i myśliwi za ich krwawy »Darz Bór«. Oni włączeni są w działanie kościelnej spirali śmierci. Gdy tylko zabrzmi bojowy zew, róg myśliwski, myśliwi wszczynają wojnę przeciwko zwierzętom w lasach i na polach. Każdy myśliwy, którego nazwano by maszyną do zabijania, zapewne poczułby się oburzony słysząc takie określenie. Posłużyłby się argumentami, że zwierzęta muszą być eliminowane, żeby przeciwdziałać przerostowi populacji; te argumenty są wojowniczą spuścizną, z której wszyscy poplecznicy Kościoła czerpią stosowne odpowiedzi i instrukcje. Takie uzasadnienie jest bardzo osobliwe, gdyż mówi, że człowiek »chroniący środowisko przyrodnicze« musi ograniczyć liczebność zwierząt, wyznaczając według swoich ludzkich kryteriów obszar, na którym pozwala im żyć. Kim jest ten, kto wyznacza wielkość terenu, na którym zwierzęta mogą żyć oraz określa ich liczbę? Oczywiście jest to myśliwy, któremu kasta kapłańska służy przykładem, i to nie tylko dlatego, że sami pastorzy, księża i wysocy dostojnicy kościelni oddają się rozkoszom myślistwa, lecz również i dlatego, że kościelni funkcjonariusze już w Średniowieczu postępowali podobnie z każdym człowiekiem, który krzyżował im plany. Poza tym kasta kapłańska już od czasów Średniowiecza zaszczepiała w świadomość ludzi, na których wywierała wpływ, przekonanie, że zwierzęta nie mają nieśmiertelnej duszy, lecz jedynie instynkt - przy czym mało kto wie, co właściwie to słowo oznacza. W encyklopedii można przeczytać naukową definicję słowa »instynkt«. Czy odpowiada ona prawdzie czy też nie, trudno orzec, biorąc pod uwagę fakt, jak często nauka popełniała już błędy. Zwolennikom Kościoła jest wszystko jedno. Jest po prostu tak, jak głosi kasta kapłańska i jak sama postępuje. W ten sposób każda ocena zgodna z odczuciem własnego sumienia zostaje odrzucona. Mam nadzieję, że mimo tego hierarchicznego sposobu zachowania się wielu ludzi
spowodowanego myślą upadku, nie wszyscy dmuchają w wojenny, myśliwski róg, w
mniemaniu, że wojna obronna toczona z ludźmi, zwierzętami, przyrodą i całą matką
Ziemią jest dozwolona. Dozwolona z pewnością przez kościelną instancję upadku,
ale nie przez Jezusa, Chrystusa, Księcia Pokoju, który nauczał miłości i miłości
do bliźniego, a także miłości do zwierząt, gdyż zwierzęta są młodszym
rodzeństwem człowieka.
Harmonijny porządek Odwiecznego
w Jego stworzeniu
Wojna przeciwko zwierzętom. Czy jest to wojna zaczepna, czy wojna obronna? Do której z tych kategorii kasta kapłańska zalicza tę wojnę? Czy może sądzi, że zdegradowane przez nią do bezdusznych istot zwierzęta, należy = można bez skrupułów zabijać? Widocznie jako wymówka, żeby przeprowadzać mord na zwierzętach, służy też fakt, że nie noszą one ubrań, ponieważ w katechizmie ewangelickim (Evangelischer Erwachsenenkatechismus, 5. Aufl., 1989 - Katechizm Ewangelicki dla Dorosłych, wydanie V, rok 1989) czytamy: »U zwierząt szczególnie nieludzka i odległa istocie człowieka wydaje się nam być profanacja, pozbawiona jakiegokolwiek tabu, swoboda w odniesieniu do płodzenia, rodzenia i śmierci. Przecież historia człowieczeństwa zaczyna się w ogóle najpierw od poczucia wstydu i od rytuałów pogrzebowych. Żadne zwierzę nie zasłania swoich genitaliów i nie składa czci ani nie sprawia pogrzebów swoim zmarłym«. Wbrew temu, co Kościół przypisuje zwierzętom, żyją one w sposób bardziej szlachetny niż niejeden człowiek. Rodzą swoje potomstwo dwa, a co najwyżej trzy razy do roku. Ich stosunki płciowe wolne są od nadpobudliwości płciowej, która człowieka popycha do ekscesów seksualnych wynaturzeń. Zwierzęta nie należą również do »gatunku« pedofilów. Uświadommy sobie, że każdego dnia ludzie odbierają zwierzętom bardzo dużo przestrzeni. Są one coraz bardziej spychane, tak że ich przestrzeń życiowa staje się coraz mniejsza, ich getto w naturze jest coraz ciaśniejsze. Każdego dnia człowiek walczy przeciwko matce Ziemi, która jest ojczyzną roślin i zwierząt, a w końcu również ojczyzną ludzi. Jak zachowuje się człowiek w stosunku do matki Ziemi? On, zwolennik myśli upadku, zwiastun śmierci pod ziemią, w ziemi, na ziemi i ponad ziemią, prowadzi wojnę przeciwko Bożym stworzeniom, które żyją w jedności z matką Ziemią. Z tym wojowniczym i egoistycznym nastawieniem, w myśliwskim amoku i ze strzelbą w ręku wypędza on zwierzęta żyjące w lasach i na polach z przeznaczonych im do życia ojczystych obszarów i wpędza je do wyznaczonego przez siebie getta. Gdy uważa, że w tym getcie żyje zbyt wiele zwierząt, strzela do nich, żeby w ten sposób uzyskać »właściwą liczebność populacji«. Myśliwy uważa siebie za »boga« lasu. On decyduje o ilości zwierząt żyjących w lasach i na polach. On, który wyładowuje się w getcie dla zwierząt i którego otacza zapach śmierci, stał się podstępną, śmiercionośną maszyną. Zwierzęta, które często są inteligentniejsze niż niejeden człowiek, czują ten śmiercionośny oddech i uciekają. Wydostająca się z lufy kula sprawia, że zwierzę zmienia się w padlinę, myśliwy zjada pewne jej części i dlatego przeniknięty jest zapachem śmierci. Wojna przeciwko ludziom, wojna przeciwko światu zwierząt, wojna przeciwko światu roślin, wojna przeciwko całej matce Ziemi - oto myśl upadku, prowadząca do rozwiązania wszystkiego, co stało się uformowanym życiem. Ludzie mogą się bronić, zwierzęta nie. One nie posiadają śmiercionośnej broni. One zawsze są słabsze. Na to liczy tchórzliwy myśliwy, który podstępnie, z ukrycia, strzela i zabija stworzenia Boże. Wiele zwierząt wcale nie próbuje atakować, tylko ratuje się ucieczką. Ich strachu i ich niedoli nie bierze się pod uwagę. Myśliwi najpierw otaczają zwierzęta zamkniętym kręgiem, a potem polują na nie. Tak spędzone zwierzęta padają jedno po drugim z rąk bohaterów polowania. |
||
![]() |
Na koniec Kościół odprawia mszę św. Huberta na cześć polowania i błogosławi wiernych hierarchii myślicieli, których poziom świadomości nie przekracza swoim zasięgiem zasięgu ich strzelby, przy pomocy której zadają bezbronnym stworzeniom potworny ból i cierpienie i przynoszą im śmierć. Jak Kościół nazywa tę wojnę? Może wojną obronną? Czy też jest to wojna przynosząca zysk, gdyż zabite zwierzę, jego zwłoki, zapewnia zarobek temu, kto je sprzedaje? |
|
|
Makabryczne
widowisko: |
||
|
Bóg, Stworzyciel życia, jest jednością i jest miarą we wszystkim. W świecie przyrody i w świecie zwierząt istnieje jedność, równowaga, wszechogarniający porządek Boga. On reguluje płodność w świecie zwierząt i wielkość plonów w świecie roślin. Żywioły i pory roku udzielają człowiekowi informacji o porządku Odwiecznego. Cztery siły żywiołów działają dla dobra matki Ziemi. Ponieważ Bóg jest życiem we wszystkim, działa On również dla dobra matki Ziemi i wszystkich form życia. Dzięki siłom żywiołów, którymi są: słońce, światło i ciepło, woda i deszcz, królestwo ziemi wraz z życiem gleby, powietrze i wiatr - potężny Duch dokonuje tego, że wiosną wszystko zaczyna kwitnąć, latem owoce osiągają dojrzałość, a późnym latem dochodzi do zbiorów. Podczas jesieni życie przyrody stopniowo wycisza się, żeby później, na wiosnę, gdy dana część ziemi znowu zwróci się ku żywiołowi słońca, a więc ognia, wszystko mogło ponownie rozkwitnąć. Zima to czas spokoju, a zarazem czas przygotowania do nowego życia na wiosnę. Jest to harmonijny porządek tego, co zachodzi w przyrodzie, obieg życia, do którego należy równocześnie rozwój i ewolucja. W ramach, które tworzą wiosna, lato, jesień i zima, wielki Duch troszczy się również o świat zwierząt. W okresie późnego lata możemy zauważyć, że okrycie zwierząt staje się coraz grubsze, że szata z sierści staje coraz gęściejsza. Bóg, odwieczne życie, w różnorodny sposób przygotowuje zwierzęta na okres zimowych miesięcy. Wiele zwierząt latem zbiera zapasy na zimę. Czują one, że nadchodzi dla nich czas odpoczynku. W zwierzętach wielu gatunków jesienią odzywa się zew życia. Jesienią dochodzi do aktu zapłodnienia, który wiosną przynosi życie - młode zwierzęta, a więc zwierzęce dzieci. Jeżeli człowiek nie zbierze z pola wszystkiego do ostatniego ziarnka i pozostawi zwierzętom wystarczająco dużą przestrzeń życiową, to przez cały rok mają one dosyć pożywienia. O to troszczy się Bóg. Na wiosnę ponownie zaczyna działać Boży porządek, na przykład zwierzęta zmieniają stopniowo zimowe okrycie na letnie. Pomyślmy o zwierzętach w powietrzu, o zwierzętach w wodach, o tych na ziemi, w ziemi i w lasach - wszędzie panuje porządek Boży pod warunkiem, że nie zakłóca go człowiek. Często mówi się: »Natura sama się reguluje!«. Tak też jest. Siły życia w przyrodzie naszej ziemi podłączone są do wielkiego kosmicznego pulsu bytu, który wszystko utrzymuje, ożywia i sprawia, że wszystko rozwija się i dojrzewa w harmonii. Są to siły odwiecznego Ducha Stworzyciela, które rodzą wszystkie formy życia i w wielkiej jedności wypełniają życiem wszystko, co jest zgodne z Jego porządkiem, Jego wolą, Jego mądrością i Jego harmonią. Czyż więc wszechmogącemu i wszechobecnemu Wszech-Duchowi, Bogu, jedno się nie udało, jedno było dla Niego niemożliwe - regulacja liczebności zwierząt?
Nie zapominajmy: Bóg dał matkę Ziemię nie tylko ludziom, lecz także zwierzętom, roślinom; wszystko, co ziemia nosi, powinno żyć razem w jedności i pokoju. To jest prawo Boże. Człowiek jednak nie tylko wyznacza zwierzętom coraz mniej przestrzeni życiowej, ale również zabija je. On stawia siebie nawet ponad Boga, myśląc, że to do niego należy utrzymywanie równowagi w przyrodzie i regulowanie stanu liczebnego zwierząt. Arogancki i bezczelny jest człowiek, który nie waha się ingerować w boskie, subtelnie wyważone stworzenie i ośmiela się nawet odgrywać rolę stworzyciela. Jest to zuchwała gra z energią życia, która pochodzi wyłącznie od Boga. Jest to ingerencja w Jego harmonijny porządek, którego człowiek nigdy by nie wymyślił ani nie mógłby stworzyć. Człowiek, bezwzględny tyran na Bożej ziemi, ponosi odpowiedzialność za nieodwracalne w swoich skutkach wydarzenia zachodzące na naszej planecie, których zwiększanie się obserwujemy obecnie i które zmierzają do katastrofalnego globalnego punktu krytycznego. Przyczyna tego zgubnego rozwoju leży w myśli upadku, w »ja chcę - dla mnie!«, w egoizmie, w odwróceniu się człowieka od jedności, w bezwzględnym postępowaniu wynikającym z postawy »jestem przeciw bliźniemu« i »przeciw dalszemu bliźniemu-zwierzęciu«. Prawo Boże to darująca się miłość, absolutnie konstruktywna siła. Życie polega więc na dawaniu. Dawanie uwalnia. Dawanie prowadzi do wewnętrznego bogactwa, do pełni, gdyż ten, kto z serca daruje, również zostanie obdarowany. Niestety człowiek - zgodnie z myślą upadku - jest nastawiony na branie. Branie, chęć posiadania tylko dla siebie, jest destruktywne i ostatecznie prowadzi do zubożenia. »Nowoczesne«
rolnictwo pozbawia praktycznie zwierzęta resztek ziarna. Maszyny rolnicze można
przyrównać do wielkich odkurzaczy. Pora żniw oznacza zbieranie z powierzchni
ziemi każdego kłosa, każdego ziarenka. Rolnik nie pozwala zwierzętom na zbyt
wiele Człowiek kradnie codziennie zwierzętom niewyobrażalne ilości hektarów z ich przestrzeni życiowej. Bóg troszczy się o całą ziemię. On jest wagą we wszystkim. Bóg nie będzie redukował liczebności zwierząt tylko dlatego, że człowiek odbiera im teren na którym one żyją. One znajdują się w harmonii jedności, która zawsze pozostaje w równowadze. Jeżeli człowiek ogranicza obszar, na którym żyją zwierzęta, to zmusza je do życia w większym zagęszczeniu. Wówczas mówi się: Przerost populacji! I wtedy człowiek wkracza i zabija. Ostatnio w niemieckim programie radiowym B5 aktuell zatytułowanym »Ochrona przyrody - można było usłyszeć - Tereny przemysłowe, budowa dróg i mostów oraz zwiększająca się rozbudowa osiedli mieszkaniowych pochłaniają coraz więcej ziemi«. Oraz »W Bawarii co minutę zabudowuje się dwieście metrów kwadratowych powierzchni«. W ten właśnie sposób miłośnicy zwierząt dowodzą, jak dochodzi do rabunku ziemi, w wyniku którego zwierzęta spychane są do naturalnych gett. Z kolei wymówka myśliwych brzmi: »Mamy za dużo zwierzyny; trzeba przeciwdziałać przerostowi populacji. W odpowiednich okresach trzeba przeprowadzać selekcję - co nie oznacza nic innego, jak odbierać życie pewnej ilości zwierząt. Człowiek jest tym, który w tuczarniach sztucznie zapładnia zwierzęta, żeby konsument - znowu człowiek - mógł jeść mięso, mięso, mięso. Człowiek jest tym, który wycina lasy, zatruwa pola i zabija żyjątka i mikroorganizmy. Człowiek jest sprawcą wszelkiego zła, z powodu którego sam zostanie kiedyś zniszczony. Człowiek jest wojowniczym sprzymierzeńcem upadku, który wszystko zakłóca i niszczy, który sam na siebie, a także na niewinne stworzenia, zwierzęta, sprowadza niewymowne cierpienie. Człowiek oczernia i dyskryminuje swoich współbraci. Człowiek kłamie. Człowiek uciska i krzywdzi swoich bliźnich. Człowiek znęca się nad zwierzętami i morduje je. Człowiek, zwierzożerca, zjada swoje młodsze rodzeństwo, zwierzęta. Człowiek wdziera się do lasów i na pola, wycina drzewa w pełni wegetacji i spryskuje pola trucizną, kierując ją na ciała żyjątek i mikroorganizmów. Wyrusza na wojnę przeciwko swoim braciom i siostrom, prowadzi bratobójcze walki i twierdzi, że jest koroną stworzenia. Wielu z tych
złoczyńców, uważających się za koronę stworzenia, nazywa siebie chrześcijanami.
Ci tak zwani chrześcijanie są przeważnie kościelnymi chrześcijanami. Tym
sposobem należą oni do klanu upadku, którego celem jest unicestwianie
wszystkiego, co zawiera w sobie Boży porządek. Egoistyczny pomocnik wodzirejów
upadku - człowiek, wkracza wszędzie, powodując tylko zniszczenie i klęskę.
Wzorem dla niego są instytucje kościelne, które od prawie dwóch tysięcy lat
sieją zamęt i bezustannie starają się wszystko, co nie leży w sferze ich
interesów, dyskryminować, szkalować, eliminować i niszczyć.
Być może niejeden czytelnik zada sobie pytanie: Czy rzeczywiście Kościół jest wspólnikiem w zbrodni, zgubną mocą, która jest wszystkiemu winna - również cierpieniu zwierząt? Kościoły, które postrzegają siebie jako instytucje chrześcijańskie, od początku swego istnienia przynosiły człowiekowi, przyrodzie i zwierzętom jedynie cierpienie, nędzę i śmierć. Pomyślmy choćby o wojnach krzyżowych w Średniowieczu, o paleniu na stosach rzekomych czarownic, pomyślmy o niewolnictwie czy o masakrach dokonanych przez katolickich Chorwatów na prawosławnych Serbach w latach 1941 - 1943 w Jugosławii. |
||
|
Faszystowski dyktator Ante Pavelic (z prawej) oraz papieski nuncjusz Marcone (w środku) doskonale się rozumieli i ściśle ze sobą współpracowali. (Zdjęcie: Ahrimann Verlag, Freiburg) |
||
|
Instytucje kościelne popierają też tak zwane wojny obronne oraz mordowanie i zwalczanie zwierząt. Zdradziły one naukę Jezusa, robiąc to, co stanowi przeciwieństwo tego, czego nauczał Jezus. Zmieszały klarowną naukę Nazareńczyka z pogańskimi kultami. Dnia 8 kwietnia 2003 r. w programie ARD-Teletex, w rubryce zatytułowanej Z całego świata, można było przeczytać: »Na Haiti uznano Woodoo za religię. Po dwustu latach od czasu otrzymania przez Haiti niepodległości, Woodoo zostało oficjalnie uznane za religię. Prezydent Jean Bertrand Aristide wydał odpowiednie rozporządzenie. Od tego momentu Woodoo zostało prawnie postawione na równi z wyznaniami chrześcijańskimi. Z ośmiu milionów Haitańczyków trzy czwarte to wyznawcy kultu Woodoo. Jest to religia politeistyczna, którą w XVIII wieku przywieźli ze sobą, wywiezieni jako niewolnicy z Afryki, przodkowie dzisiejszych mieszkańców Haiti, zmieszana z elementami chrześcijańskimi«. Nauka Jezusa w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z »chrześcijańskimi elementami« zawartymi w Woodoo! Są to elementy instytucji kościelnych, które swoje pogańskie zabobony wymieszały z nauką Jezusa, Chrystusa, i wszystko poplątały. Encyklopedia Brockhausa informuje: »W Woodoo stopione są wraz z katolicyzmem elementy różnych religii, które od XVI wieku przywozili ze sobą czarnoskórzy niewolnicy z zachodniej Afryki [...] czczone są tu [...] boskie istoty z afrykańskiego świata wyobraźni, na które przeniesione zostały częściowo cechy katolickich świętych«. Tę całą mieszaninę kultów określano po części jako »chrześcijańską«. Takie i podobne wypowiedzi, które mówią o tym, że religia Woodoo zawiera elementy chrześcijańskie, świadczą o tym, jak dalece wypaczona została nauka Jezusa, Chrystusa. Fakt, że to Kościół spowodował niedolę, cierpienia zwierząt oraz przyczynia się do ich zabijania, stwierdził już w początkach lat dziewięćdziesiątych profesor teologii dr Erich Gräßer. Był on profesorem Nowotestamentowej Teologii na Uniwersytecie w Bonn, a dzisiaj wykłada na Wydziale Teologii Uniwersytetu w Greifswald. Mówiąc o tym w swoim wystąpieniu, powołał się na wypowiedzi byłego przewodniczącego Niemieckiego Związku Ochrony Zwierząt, dr Andreasa Grasmüllera, według którego stan ochrony zwierząt nie daje powodów do radości, lecz jest powodem do wstydu, że w ogóle jej potrzebujemy. Tego wstydu, pisze teolog, Kościoły chrześcijańskie nie podzielają: »Co mówi Kościół na temat ochrony zwierząt? [...] Jeśli kiedyś zostanie spisana kronika naszego Kościoła, to temat „Kościół i ochrona zwierząt” w XX wieku będzie w niej równie ponurym rozdziałem, jakim był niegdyś temat „Kościół i palenie czarownic” w Średniowieczu. Tak jak Kościoły zawiodły w sprawach natury socjalnej w XIX wieku i wypędziły robotników z Kościoła, tak samo dzisiaj nie spełniają swojego zadania, jeśli chodzi o ochronę przyrody i zwierząt, i wypędzają obrońców zwierząt z Kościoła, gdyż Kościół nie czuje się kompetentny w sprawie ochrony zwierząt«. Profesor Gräßer wyjaśnia również historyczne przyczyny tej kościelnej pogardy dla zwierząt: »Skąd bierze się to zaniedbanie zwierząt w Kościele? Otóż bierze się ono z tego, że etyka, tak teologiczna, jak i filozoficzna, uważa, iż ma do czynienia wyłącznie z postawą człowieka wobec człowieka lub człowieka wobec społeczeństwa«. Profesor Gräßer cytuje Alberta Schweitzera, który powiedział kiedyś, że europejscy myśliciele zachowują się jak skrupulatne gospodynie domowe i »pilnują tylko, żeby żadne zwierzę nie przebiegło im po etyce«. Gräßer dodaje od siebie: »To wręcz niewiarygodne, na jakie bzdury sobie pozwalają, żeby utrzymać tradycję małoduszności i ją uzasadniać. Albo ignorują całkowicie współczucie dla zwierząt, albo starają się o to, żeby było tak nikłe, by nie odgrywało żadnej roli. To, co dzisiaj przeżywamy, to wyrachowana, wyrafinowana, straszna, piekielna gra, w której z naszych zwierząt domowych robimy w masowej hodowli zwierzęta-maszyny. Produkowana w ten sposób przez zachodnie społeczeństwa dobrobytu nadmierna ilość jaj, mięsa i masła, opłacona jest uwłaczającym ludzkiej godności męczeniem zwierząt. Napisane przez Alberta Schweitzera słowa o etyce pełnej szacunku dla życia, w świetle tej potworności, którą wszędzie się bezkarnie praktykuje, czyta się jak posłanie z innej planety. Natomiast Kościół, przemilczając to wszystko, ogłasza w ten sposób bankructwo własnych kazań o miłosierdziu!« (Źródło: Arbeitskreis gegen Vivisektion, Interlaken) Są to przejrzyste słowa jednego z niezależnie myślących chrześcijan, który zrozumiał, czego Jezus, Chrystus, pragnął i czego nauczał, i jaka odpowiedzialność przypada w udziale każdemu prawdziwemu chrześcijaninowi! Ponadto profesor Gräßer stawia wiele krytycznych pytań, które każdemu współcześnie żyjącemu człowiekowi i niejednemu kościelnemu chrześcijaninowi mogłyby dać impuls do zastanowienia się lub nawet coś mu uzmysłowić. Na przykład: »Co wiemy o historycznym Jezusie? Jakiego rodzaju są źródła z jakich czerpiemy wiedzę? [...] Czy nie powinniśmy zrezygnować z historycznych doniesień i zdać się na samo świadectwo wiary? Czy wiara nie stanie się niewiarą, jeśli uzależni się ją od historycznej wiedzy? Ponadto: Czy historyczny Jezus jest miarą wszystkich rzeczy, czy też wraz ze swoim posłaniem należy tylko do teologicznych przesłanek Nowego Testamentu?«. Wyniki historyczno-krytycznych badań dotyczące życia i nauki Jezusa z Nazaretu nie są mi znane. Jednak istnieje dzieło w którym On, Chrystus, sam dokładnie wyjaśnia, co się działo, kiedy jako Jezus przebywał na ziemi. Dzieło to nazywa się »To jest Moje Słowo. Alfa i Omega. Ewangelia Jezusa. Objawienie Chrystusowe, jakie znają już prawdziwi chrześcijanie na całym świecie«. Gräßer stawia również ciekawe pytanie: »Kto ma słuszność: Jezus i Paweł, Jezus czy Paweł?«.
Powróćmy do tematu ochrony zwierząt w wypowiedziach przedstawicieli Kościoła. Niektórzy z nich zaczynają mieć przebłyski zrozumienia, że wprowadzona przez instytucje kościelne pogarda dla zwierząt, jest skrajnie sprzeczna z Przykazaniami Bożymi. Przykładem jest radca Kościoła ewangelicko-luterańskiego Helmut Breit. W programie radia bawarskiego Auf ein Wort zwrócił on uwagę na smutny los zwierząt, który daje się codziennie zauważyć na naszych ulicach: »W światłach samochodu prawie nic nie widać. Pośrodku jezdni leży rozjechany jeż. Niezliczona ilość samochodów rozjechała go już na placek. Okrąglutkiej sylwetki nie da się już rozpoznać. Przypomina mi się opowiadanie o zającach i jeżu, w którym jeż był sprytniejszy od zajęcy i wygrał z nimi. Wobec człowieka nie ma on żadnych szans. Któż w przyrodzie może zmierzyć się z człowiekiem? Zadaję sobie pytanie: »Czy jeż został od razu zabity?« Czy ten jeż wiedział, co się dzieje? Czy miał rodzinę, dzieci? Czy poczują oni jego stratę? Dziwne myśli - powiecie Państwo - to przecież tylko jeż! Ileż to ludzi bez przerwy traci na drogach życie. Czy człowiek jest więcej wart niż jeż? Oczywiście, ze swojego punktu widzenia każdy to potwierdzi. Ale na tym polega właśnie nasz błąd, nasz błąd myślowy. Życie ma zawsze tę samą wartość. Chrześcijanie powinni to wiedzieć. Bóg jest moim Stworzycielem i jest również Stworzycielem tego zmarłego jeża. Szacunek dla życia - tak to nazwał kiedyś Albert Schweitzer. Miał rację. Szacunek dla życia. W Biblii zapisano, że przyroda wzdycha pod ciężarem człowieka i z tęsknotą czeka na zbawienie. Również i ten jeż«. (Źródło: Igel-Bulletin, wydanie 9, maj 1993) Postawa, z jaką człowiek bez żadnych skrupułów ingeruje w życie swoich współbraci i swoich współstworzeń, zwierząt, jest doprawdy zadziwiająca. Bez zastanowienia używa on swoich bliźnich i swoich dalszych bliźnich do własnych celów. Zależnie od potrzeby odbiera im na przykład części ciała, żeby sztucznie przedłużyć byt na ziemi jakiegoś człowieka, którego czas już właśnie dobiegł końca. Nie zważa na to, co w życiowym planie tego człowieka było przewidziane i czy pacjent może w ogóle sensownie wykorzystać te dodatkowe lata na ziemi w obliczu wiecznego życia. Słychać obecnie wiele skarg dotyczących rosnącej liczby zarazków chorobotwórczych, wirusów, które powodują szerzenie się epidemii wśród ludzi. Zarazki pochodzą od niektórych gatunków zwierząt i przechodzą na ludzi. Jest to proces, wobec którego medycyna i nauka są bezradne. Jednak zastanówmy się, kto zaczął, kto przekroczył naturalną granicę między organizmem człowieka i zwierzęcia, na przykład poprzez przeszczepy narządów? Kościół potwierdza zasadność przeszczepów. Jak bardzo to potwierdzanie sprzeczne jest z prawami Bożymi, pomału zauważają już co niektórzy teolodzy. Dr teologii Erhard Meier, wykładowca Nauk Religijnych na Uniwersytecie w Hildesheim i Kiel, który wykłada w akademiach katolickich i ewangelickich oraz w ośrodkach kształcenia dla dorosłych, zajął się intensywnie tematem etyki ochrony zwierząt. W jednym ze swoich odczytów powiedział: »Watykan (Akademia Życia) nie sprzeciwia się zasadniczo transplantacji zwierzęcych narządów do organizmu ludzkiego«. I dalej Meier mówi: »Możliwość przeszczepu narządu (np. serca) ze zmarłej świni do organizmu chorego człowieka uważam za niedopuszczalne. Człowiekowi nie wolno w zaślepieniu, z pozycji wszechwładcy, wkraczać w życie swoich współstworzeń tylko dlatego, że zwierzęta nie potrafią się bronić. Zabrania tego także i Pismo Święte, które mówi o ochronie słabych i najsłabszych. Podstawowym przekazem duchowym Biblii jest to, żeby pojąć wydarzenia związane z Chrystusem - narodziny, życie, działanie, śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie i powrót Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, to znaczy Mesjasza, powrót Baranka Bożego, do którego będziemy się modlić. Tu została nam objawiona przez Boga rozległa historia zbawienia, które jest zbawieniem wszystkich istot. W Liście do Rzymian (8,18), tak jak i w Apokalipsie, wyraźnie widoczne jest zasadnicze posłanie, które to objawienie przekazuje, a mianowicie poszanowanie tajemnicy samego życia oraz konieczność zawrócenia, tak aby żywe stworzenia zwracały się ku sobie z pełną miłości życzliwością. Jako człowiek nie mam żadnego prawa do korzystania dla własnych celów z narządu żadnego zwierzęcia (ani człowieka), gdyż każde stworzenie jest wyrazem misterium życia, w którym wszyscy NA RÓWNI uczestniczymy. Szczególnie w obliczu nieskończenie dalekosiężnych i ciężkich wykroczeń ludzi (między innymi terroryzmu) słuszne byłoby skierowanie się do wnętrza w celu uzmysłowienia sobie, KIM MY, LUDZIE, JESTEŚMY - czyniąc to z godnością, którą przecież nie sami z siebie mamy, lecz z Bożej łaski [...]«. Podsumowanie teologa brzmi: »Apeluję o opamiętanie, analizę, medytację, ascezę, modlitwę, wegetarianizm [...]«. Ostatnie słowa Meiera pobudzają do refleksji: »Prawdziwe wartości życia
oraz radość osiągamy przez spojrzenie na istniejące piękno stworzenia Bożego«.
»Zwierzęta są nosicielami
chorób zakaźnych
Człowiek niestety stał się wrogiem zwierząt. Szerzy on wśród nich postrach i poluje na nie, trzyma w przeznaczonych dla nich gettach, przenosi na nie zarazki, które wywołują u nich choroby. W lutym 1997 roku, niektórzy z pewnością pomyśleli, że się przesłyszeli, gdy Bóg, Stworzyciel, a zarazem Oskarżyciel, powiedział w swoim objawieniu: »Wielu z was mówi, że zwierzęta są nosicielami chorób zakaźnych. Kto je zaraził - Bóg czy człowiek? Te informacje sami później odbieracie i odczuwacie na waszym fizycznym ciele jako choroby zakaźne. Kto jest temu winien? Bóg? Czy wy sami?«. (»Wszechduch, BÓG, mówi bezpośrednio przez swoją prorokinię dla naszych czasów. On nie wypowiada słowa Biblii«.)
Dzisiaj, po katastrofalnych epidemiach BSE, SARS, a ostatnio w obliczu dżumy drobiu, każdy wie, w czym rzecz. Komentatorzy mediów widzą już, że nie można bagatelizować problemu przez stonowane przedstawianie wydarzeń. Wręcz przeciwnie. Znaki ostrzegawcze nadchodzących katastrof stały się zbyt wyraźne, by dalej ludziom mydlić oczy. Jeżeli zastanowimy się, na co narażaliśmy zwierzęta przez setki, tysiące lat, a szczególnie przez ostatnie dziesięciolecia, to nie powinniśmy się dziwić, że my, ludzie, otrzymujemy z powrotem to, co uczyniliśmy i czynimy zwierzętom nadal. W gettach dla zwierząt trzymane są setki i tysiące zwierząt. Przetrzymywane masowo jak rzeczy, wystawiane na działanie feromonów pobudzających ich płodność, docierają jako wyprodukowany »towar« do konsumenta, który wprost tuczy się mięsem uciśnionych i pozbawionych praw zwierząt. Nagromadzone w tych gettach ekskrementy, pełne chemii, wywozi się na pola, tak jak i inne trucizny, na przykład pestycydy, fungicydy i temu podobne toksyczne chemikalia, które później wchłaniają nie tylko ludzie, lecz także zwierzęta pól i lasów. Czy zwierzętom pozostaje coś innego, jak tylko połykanie tych trucizn? Przecież żyją dzięki temu, co oferują im pola i lasy. Chorobotwórcze wirusy i bakterie przenoszą później na ludzi, co jest słuszne, gdyż sprawcą wszystkiego, co zwierzęta spotyka, co muszą znosić i cierpieć, jest człowiek.
Człowiek-bestia sam ginie z powodu własnego bestialstwa. W czasopiśmie Das Friedensreich, z maja 2003 r., czytamy:
»SARS - przeniesiony ze zwierząt na ludzi. Kolejny zarazek przekroczył bez żadnych przeszkód granicę gatunku, przechodząc ze zwierzęcia na człowieka, i zapoczątkował w ten sposób niebezpieczną epidemię SARS (Syndrom Ostrej Niewydolności Oddechowej) Spowodowała ona do dziś na świecie śmierć ponad 120 osób, a ponad 3000 osób poddano już szczepieniom, także w Niemczech. W chwili, gdy czytacie Państwo ten artykuł, liczby te mogą być już znacznie większe. W epoce globalizacji epidemie rozprzestrzeniają się o wiele szybciej, niż miało to miejsce dawniej. Ustalono, że zarazkiem wywołującym tę chorobę jest tak zwany Corona-Virus. Jego wygląd pod mikroskopem elektronicznym przypomina koronę słońca. Tego rodzaju wirusy wywołują u ludzi jedynie niewielkie przeziębienie, natomiast u kotów, krów, kur i świń mogą spowodować śmierć. Jak doniesiono, w chińskiej prowincji Guangdong, wirus ten pochodził od człowieka i uległ takiej mutacji, że potrafi wprowadzić w błąd system odpornościowy człowieka. Przypuszcza się, że w tym przypadku nosicielem zarazka była kura i że pierwszymi zarażonymi ludźmi byli handlarze drobiem i kucharze. Bierze się również pod uwagę możliwość, że wirus ten mógł pochodzić od dziko żyjącego zwierzęcia, które po upolowaniu spożyto jako „egzotyczny delikates”. Na chińskiej wsi ludzie i domowe zwierzęta żyją bardzo blisko siebie. Zasady higieny przestrzegane są w niewielkim stopniu. Woda jest zanieczyszczona. Dzieci bawią się w pobliżu świń, kur i kaczek. Chusteczki do nosa są nieznane. Również gęsto zasiedlone miasta, jak na przykład Hongkong, w których ludzie i trzymane na ubój zwierzęta żyją razem w ciasnych pomieszczeniach, dawno już stały się siedliskiem nowych epidemii. Takie właśnie środowisko sprzyja rozprzestrzenianiu się raz po raz niebezpiecznych epidemii grypy po całym świecie.
Cierpienia zwierząt wracają do człowieka
Czy chodzi tu jednak tylko o poprawę higieny? Czy może choroba chce wyrazić coś więcej? Przypuszcza się, że również AIDS i BSE przeszły na ludzi ze zwierząt. Wszędzie, nawet w najdalszych zakątkach dżungli, gdzie człowiek poluje na zwierzęta i zjada je, gdzie przetrzymuje zwierzęta w sposób przynoszący im udrękę, po to, by je zabić i zjeść, stworzył sprzyjające warunki do powstawania zarazków chorobotwórczych. To, co człowiek robi zwierzętom, wcześniej czy później wraca do niego w postaci choroby. W międzyczasie również w Holandii dżuma panująca wśród drobiu przeniosła się na człowieka. Pięciu pracowników holenderskiego Ministerstwa Zdrowia doznało infekcji oczu. Wcześniej, z powodu tej epidemii, zabito w Holandii tysiące kur. Takie przenoszenie się zarazka ze zwierzęcia na człowieka w postaci śmiertelnej epidemii jest z punktu widzenia zarazka właściwie „błędem” albo ślepym zaułkiem. Taki zarazek nie może mieć na celu szybkiej śmierci swojego „żywiciela”, ponieważ wtedy sam umiera razem z nim. Może my, ludzie, również powinniśmy się w tej sytuacji przyjrzeć sobie dokładniej: Czy to nie my sami staliśmy się śmiertelnymi „zarazkami” dla matki Ziemi? Czy nie staliśmy się mutacją horroru, zagrożeniem dla zwierząt i roślin, zagrożeniem dla ich prawa do życia? Czy przez to nie stoimy w obliczu samozniszczenia? Człowiek, który rości sobie pretensje do bycia „koroną stworzenia”, stał się w rzeczywistości jej „Corona-Virusem” (Corona-Virus pochodzi od łacińskiego Corona - korona!)«.
Kolejny artykuł czasopisma Das Friedensreich, wydanie z czerwca 2003 r., opisuje dalszy tok tych tragicznych wydarzeń: »Dżuma drobiu. Człowiek zaraża zwierzęta - i w ten sposób samego siebie
Zaraza SARS wybuchła w Chinach - a to jest bardzo daleko [...]. Obecnie jednak całkiem blisko mamy do czynienia z innym siedliskiem zarazy, która tylko na pierwszy rzut oka wydaje się być dla człowieka niegroźna. W marcu, w Holandii, wybuchła dżuma drobiu. Stamtąd dotarła do Belgii i zachodnich Niemiec. „Profilaktycznie” zabito już około 30 milionów (!) kur i kaczek. Są już także ofiary wśród ludzi. W Holandii zmarł 57-letni weterynarz, który dokonywał przeglądu skażonych tym wirusem zabudowań. Wielu pracowników, biorących udział w akcji likwidowania drobiu, zachorowało na zapalenie spojówek. Nawet jeśli człowiek nie przechodzi ciężko dżumy drobiu, to mimo wszystko zdaniem ekspertów zagrożenie jest duże: Jeśli na przykład zarazek dżumy drobiu w organizmie człowieku zetknie się z »normalnym« zarazkiem grypy, to może wówczas dojść do powstania nowego „super-zarazka”, który będzie miał zwielokrotnioną zdolność zarażania, a nawet może spowodować śmierć człowieka. „Nikt spośród sześciu miliardów ludzi nie posiada wystarczającej odporności, by nie ulec temu nowemu rodzajowi zarazka”, powiedział Klaus Stõhr, ze Światowej Organizacji Zdrowia. Coś podobnego miało już miejsce: W 1918 roku szalała »grypa-hiszpanka«, powodująca w krótkim czasie śmierć 20 do 40 milionów ludzi. Przypuszcza się także, że taki »super-wirus« może powstać w ciele domowej świni, w którym wirusy drobiowe i ludzkie mogą wspólnie przebywać i przenikać się nawzajem. W niektórych miejscach, gdzie panowała dżuma drobiu, znaleziono w ciałach przebywających tam świń obecność przeciwciał, chroniących przed tą chorobą [...]. A w jaki sposób doszło do wybuchu epidemii dżumy drobiu w Holandii? Przypuszcza się, że zarazek przedostał się ze stada dzikiego ptactwa do fermy, gdzie znajdowało się tysiące kur, co prawda na wolnej przestrzeni, ale jednak wegetujących w dokuczliwej ciasnocie. Czy zatem winne są dzikie zwierzęta? Byłby to typowy dla ludzi błędny wniosek. Podobnie jak było z dżumą świń - dziko żyjące zwierzęta są tylko nosicielami. Zarazki są »hodowane« i rozmnażane w zakładach masowej hodowli, gdzie zwierzęta muszą żyć w sposób nienaturalny i pozbawione właściwej, odpowiadającej ich gatunkowi paszy. W ten sposób zwiększa się ich skłonność do chorób. Człowiek jest sprawcą chorób zwierząt, a później się dziwi, że choroby te z powrotem na niego spadają. Pewien czytelnik czasopisma „Der Spiegel” napisał: „Obawiam się, że wkrótce alternatywą dla człowieka będzie: albo być weganinem i wyrzec się nawet posiadania kanarka, albo nieustannie trząść się ze strachu przed nową pandemią”«. Jeszcze kilka słów na temat współzależności między siewem i zbiorem, przyczyną i skutkiem: O ile sobie dobrze przypominam, w naszym państwie obowiązuje zasada, że nieznajomość prawa nie chroni przed odpowiedzialnością. Tak więc ten, kto występuje przeciwko istniejącemu na ziemi ustawodawstwu, musi liczyć się z konsekwencjami. Ponosi karę nawet wtedy, kiedy nie wie o tak zwanym prawie karnym. A jak sprawa wygląda z prawami Bożymi? Bóg ma swoje odwieczne prawo - jest to miłość, pokój, jedność, wolność; jest to doskonałe odwieczne prawo, które pulsuje w głębi duszy każdego człowieka. Tak więc każdy człowiek jest nosicielem odwiecznego życia, nosicielem odwiecznego, nienaruszalnego prawa. Jeżeli człowiek występuje przeciwko swojemu boskiemu dziedzictwu, przeciwko życiu, prawu miłości, wolności i jedności, to sam ściąga na siebie karę.
Bóg, nasz odwieczny Ojciec, i Chrystus, nasz Zbawiciel, nie pozostawili nas w nieświadomości naszego prawdziwego bytu. Poprzez Mojżesza Bóg dał nam wyciąg z odwiecznego prawa, Dziesięć Przykazań. Od Jezusa, Chrystusa, otrzymaliśmy konkretne nauki, jak te Dziesięć Przykazań stosować w życiu na ziemi. Kazanie na Górze Jezusa wytyczyło nam drogę do domu Ojca. Tak więc dostaliśmy do ręki narzędzia, dzięki którym możemy odnaleźć powrotną drogę do prawdziwego życia, do naszego prawdziwego bytu. Jeżeli odrzucamy te narzędzia, jeżeli występujemy przeciwko naszemu prawdziwemu, odwiecznemu życiu, jak i przeciwko nienaruszalnemu prawu miłości, pokoju, jedności i wolności - to będziemy musieli też ponieść tego skutki. My, ludzie, mamy niejedno przysłowie, które mogłoby nam przybliżyć prawo siewu i zbioru, jak na przykład: »Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz« albo »Kto nie słucha, ten poczuje«. Ta lapidarna wypowiedź nie jest niczym innym, jak wskazówką dotyczącą działania prawa siewu i zbioru, prawa przyczyny i skutku: Tego, jak postępujesz wobec swojego, prawdziwego jestestwa, będziesz musiał doznać - na tym świecie, jako dusza w zaświatach albo w kolejnym ludzkim wcieleniu.
Obecnie znaki czasu przemawiają do nas bardzo wyraźnie. Szczególnie dobitnie mówi też do nas Duch Boży, poprzez swoją prorokinię dla naszych czasów. Bóg, Wszechmogący, skierował do ludzi 27 lutego 2001 roku między innymi następujące słowa: »[...] Przestańcie pożerać wasze współstworzenia, które są waszym rodzeństwem - zwierzęta! Przestańcie je dręczyć, przeprowadzając na nich doświadczenia, odbierając im wolność przez hodowlę w zamknięciu, co jest niegodne zwierząt. Zwierzęta kochają wolność tak samo jak wy, ludzie. Przestańcie zabijać mikroorganizmy, życie gleby, przez stosowanie sztucznych nawozów, obornika i tym podobnych! Przestańcie wycinać lasy, wypalać je i zabierać przestrzeń życiową zwierzętom na polach i w lasach. Oddajcie im znowu ich przestrzeń życiową - lasy, pola i łąki; inaczej wasz los, który sami sobie nałożyliście, zabierze wam wasze domy i zagrody oraz źródła waszego pożywienia przez kataklizmy na całym świecie, które sami spowodowaliście waszym wykraczaniem przeciwko życiu, przeciwko królestwom przyrody - łącznie ze zwierzętami. Jeżeli ludzie ponownie rzucą Moje słowa na wiatr, to rozpęta się dla nich huragan - ciosy losu na światową skalę - i zmiecie z tej ziemi setki tysięcy ludzi; z jednej strony przez kataklizmy, a z drugiej przez choroby, które spadną na nich niczym zarazy, które przez swoje odwrócenie się od wszelkiej duchowej etyki i moralności nałożyli zwierzętom, spalanym teraz tysiącami. Ten, kto nie zawróci, będzie musiał znosić podobny los. Moje Słowo jest wypowiedziane. Globalna apokalipsa jest w toku. Ten, kto nie chce słuchać, coraz częściej będzie odczuwał skutki przyczyn, które sam sobie stworzył. Ja wzniosłem do Mnie ziemię i jej rośliny, zwierzęta i minerały. Ten, kto będzie nadal podnosił rękę na matkę Ziemię ze wszystkim, co na niej żyje, poczuje skutki. Przestańcie nękać, zabijać i mordować! Ludzie, zaniechajcie waszego bestialskiego postępowania, które trafia wyłącznie was samych, a nie kogoś innego, gdyż to, co czynicie najmniejszemu waszemu współstworzeniu, czynicie Mnie i sobie samym. Dość tego! Zawróćcie, inaczej nie ustaną zbiory tego, co zasialiście [...]«.
Już przeszło 20 lat temu Hubert Weinzirl, były przewodniczący niemieckiego Związku Ochrony Przyrody, stwierdził, że czas polowań dobiega końca. Powiedział: »Wszystko ma swój koniec. Czas polowań skończył się«. Już wtedy miał rację! A teraz skończył się nie tylko czas polowań, lecz
również czas człowieka, który nie zmienia swojego nastawienia i zachowania w
stosunku do zwierząt i
przyrody i na przykład nadal zjada mięso swoich współstworzeń. Głosy upomnienia na przestrzeni tysiącleci
Nigdy nie brakowało głosów upomnienia. Dlatego też poniżej znaleźć możemy przegląd wypowiedzi oświeconych mężów i niewiast. Zacznijmy od wielkiego proroka Starego Testamentu - Izajasza, przez którego Bóg powiedział: »Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choć byście nawet mnożyli modlitwy, ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się, czyści bądźcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego«. Oraz: »Jest taki, co zabija w ofierze wołu, a morduje człowieka; ofiaruje barana, a psu łeb ukręca [...]. Podobnie jak oni obrali sobie drogi i dusze ich upodobały sobie obrzydliwych bożków«. Przez proroka Ozeasza dane były następujące słowa: »Lubią ofiary krwawe i chętnie je składają, lubią też mięso, które wówczas jedzą, lecz Pan nie ma w tym upodobania. Wspominam wtedy na ich przewinienia i karzę ich za grzechy«. Słowa »Karzę ich za grzechy« nie są niczym innym, jak prawem siewu i zbioru, przyczyny i skutku. Również grecki filozof i matematyk, Pitagoras, żyjący w VI wieku przed Chrystusem, wiedział dobrze o działaniu prawa kauzalnego i ostrzegał: »Wszystko, co człowiek czyni zwierzętom, spadnie na człowieka z powrotem. Kto podcina nożem gardło wołu, a na jego ryk i lęk pozostaje głuchy, kto z zimną krwią potrafi zabić wyjące cielę i kto zjada ptaka, którego sam karmił - jak d21eko jest jeszcze od popełnienia zbrodni?«. Lao-tse (ok. IV-III w. przed Chrystusem), chiński filozof, upominał: »Bądź dobry dla ludzi, dla roślin, dla zwierząt! Nie ścigaj ani ludzi, ani zwierząt, ani nie sprawiaj im bólu«.
Wraz z Jezusem, Chrystusem, przyszła na ziemię wielka miłość i miłosierdzie Boże. Spisano wiele wypowiedzi i wydarzeń, które opisują Jego miłość do wszystkich istot. Oczywiście, w Biblii nie można nic znaleźć na ten temat. W przeciwieństwie do niej wiele przykładów świadczących o miłości Jezusa do zwierząt można znaleźć w »Ewangelii Życia Doskonałego« i w »Ewangelii Jezusa«, która od 1989 roku jest częścią składową wielkiego, objawionego przez Chrystusa dzieła »To jest Moje Słowo«:
»Jezus uzdrawia konia I stało się, że Pan wyszedł z miasta i szedł z uczniami swymi przez góry. I doszedł do góry, której ścieżki były bardzo strome. Tam spotkali człowieka z jucznym zwierzęciem. Lecz koń upadł na ziemię, gdyż ciężar był dla niego za wielki. A człowiek ów bił go, aż krew płynęła z ciała zwierzęcia. Jezus, przystąpiwszy do niego rzekł: „Ty synu okrucieństwa, dlaczego bijesz swoje zwierzę? Czyż nie widzisz, że ono jest za słabe do takiego ciężaru i czy nie wiesz, że ono cierpi?”. Człowiek zaś, odpowiadając, rzekł: „Co Cię to obchodzi? Mogę bić moje zwierzę, ile mi się podoba; należy ono do mnie, kupiłem je bowiem za piękną sumę pieniędzy. Zapytaj tych, którzy są przy Tobie, oni są z mego sąsiedztwa i wiedzą o tym”. A niektórzy z uczniów, odpowiadając, rzekli: „Tak, Panie, tak jest zaiste, jak on mówi. Myśmy byli przy tym, jak kupował konia”. Pan zaś odrzekł: „Czyż nie widzicie, jak on krwawi, i czyż nie słyszycie, jak jęczy i żali się?”. Oni zaś odpowiedzieli: „Nie, Panie, my nie słyszymy, jak on jęczy i żali się!”. Wtedy Jezus zasmucił się i rzekł: „Biada wam ludzie o kamiennych sercach, że nie słyszycie, jak on skarży się i woła o zmiłowanie do swego niebiańskiego Stwórcy i po trzykroć biada temu, przeciwko któremu on woła i jęczy w swoim cierpieniu!”. I postąpiwszy dalej, dotknął konia, a zwierzę to podniosło się i rany jego zostały uzdrowione. Zaś do człowieka tego powiedział: „Idź swoją drogą i w przyszłości nie bij go więcej, jeżeli i ty spodziewasz się znaleźć zmiłowanie”«.
»Biada myśliwym! A gdy Jezus szedł z kilkoma uczniami, spotkał człowieka, który tresował psy, by polować na inne zwierzęta. I rzekł do tego człowieka: „Dlaczego to czynisz?”. A człowiek ów odpowiedział: „Ponieważ z tego żyję. Jaki pożytek przynoszą te zwierzęta? Zwierzęta te są słabe, psy natomiast są silne”. A Jezus rzekł mu: „Brak ci mądrości i miłości. Oto życie każdego stworzenia, które Bóg stworzył, posiada swój sens i cel. I któż może powiedzieć, jakie dobro jest w nim i na jaki pożytek dla ciebie albo dla innych ludzi?”. A co do zaspokojenia twoich potrzeb: „Spójrz na pola, jak są żyzne i jak rośliny na nich rosną, i na drzewa, jak przynoszą owoce, i na zioła! Czego więcej pragniesz jeszcze nad to, co przynosi ci uczciwa praca twoich rąk? Biada mocarzom, którzy źle używają swej siły! Biada przebiegłemu, który rani stworzenia Boże! Biada łowcom! Albowiem oni sami złowieni będą”. I zdziwił się ten człowiek bardzo, i przestał zaprawiać swoje psy do łowów, a uczył je, jak ratować życie, a nie jak je zatracać. I przyjął naukę Jezusa, i stał się uczniem Jego«.
Jezus mówił też o niejedzeniu mięsa: »Lecz Ja wam powiadam: Nie rozlewajcie krwi niewinnej ani nie spożywajcie mięsa. Bądźcie rzetelni, miłujcie miłosierdzie i czyńcie sprawiedliwość, a dni wasze długo trwać będą w tej krainie«.
I powiedział On też: »Przyszedłem, aby znieść ofiary i krwawe uczty. A jeśli nie przestaniecie ofiarowywać mięsa i krwi zwierząt i spożywać ich, nie przestanie gniew Boży spadać na was, tak jak spadał na pustyni na przodków waszych, którzy oddawali się spożywaniu mięsa, aż zgnilizną zostali napełnieni i zarazą wyniszczeni«.
Jeden z ojców Kościoła, Hieronim (331-420 po Chrystusie), wiedział już o tym i przekazał to następującymi słowami: »Spożywanie zwierzęcego mięsa było nieznane do czasu potopu. Jednak po potopie wepchnięto nam w usta strzępy zwierzęcego mięsa i jego cuchnące soki. Jezus, Chrystus, który pojawił się, kiedy wypełniły się czasy, znowu połączył koniec z początkiem, tak że nie mamy teraz pozwolenia na jedzenie mięsa zwierząt«.
Paweł był tym, który napisał w liście do Rzymian: »Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych«. Jan Chryzostom (354-407 po Chrystusie) opisuje, jak pewna grupa chrześcijan żyła za jego czasów: »Nie płynie u nich krew; nie kroi się u nich mięsa ani się go nie sieka [...]. Nie czuje się u nich okropnych oparów mięsnych potraw [...], nie słyszy się żadnych trzasków ani uciążliwych hałasów. Oni spożywają tylko chleb, zdobyty za swoją pracę, i wodę darowaną im przez czyste źródło. Jeśli mają życzenie spożyć bogaty posiłek, to wówczas jedzą również owoce, delektując się przy tym nimi niczym potrawami z królewskiego stołu«.
Większość ludzi żyje z dnia na dzień. Chodzą oni do kościoła, słuchają być może kazania. Sami jednak nie uzyskują żadnej jasności co do siebie samych. Dlatego też rzadko zadają sobie pytanie: Kim jest człowiek? W Życiu Uniwersalnym uczymy się widzieć prawdę jako całość, a to oznacza: Skąd przychodzę i dokąd idę? Właśnie w Życiu Uniwersalnym uczymy się również rozumienia nienaruszalnych praw Bożych i praw stworzenia, które są w nich zakotwiczone. W stworzeniu Bożym rozpoznajemy wolę Bożą, która jest niezmienna i nieodzowna. Mówimy o materii, o zagęszczeniu, a wielu jest takich, którzy czują potrzebę przynależenia do niej, tak jakby byli dziećmi materii. Z fizyki wiemy, że wszystkie rzeczy nie są niczym innym jak tylko wibracją i impulsami niewidocznego pola energii i że każdy człowiek jest wibracją. Pozorna stałość, którą nazywamy materią, nie polega na niczym innym, jak tylko na wibracji. Istota boska ma budowę subtelną, człowiek budowę masywną. Dopóki nie zwracamy się do Ducha w naszym wnętrzu, nie przyjmujemy i nie wypełniamy absolutnego i nienaruszalnego Prawa, to zarówno człowiek, jak i świat, znajdują się w procesie postępującego zagęszczenia. Odwieczne stworzenie zawiera także prawa przyrody. W potężnym prawie przyrody każda trawa, każdy kwiat, każdy krzew, każde zwierzę, jak i każdy minerał jest częścią składową życia. Matka Ziemia ze wszystkimi formami życia jest w Stworzycielu, w prawie przyrody. Stworzenie wraz z prawem przyrody jest doskonałością Bożą, która jest nienaruszalna. Człowiek sądzi, że musi wkraczać w prawa przyrody. Gdy przyjrzymy się, jak wygląda dzisiaj świat, który człowiek sobie stworzył, to musimy rozpoznać, a także przyznać, że człowiek coraz bardziej szkodzi samemu sobie. Cierpi z powodu swojego samolubstwa. Człowiek nie może zmieniać praw przyrody, one są nietykalne. Jego wykroczenia stają się jego losem.
Bardzo wiele działań człowieka skierowanych przeciwko prawu przyrody polega na uczuciu pogardy do stworzeń Bożych, do zwierząt, o których Karol Darwin (1809-1882) powiedział: »Zwierzęta podobnie jak ludzie odczuwają radość i ból, szczęście i nieszczęście«. Polowanie na zwierzęta i zabijanie ich jest szczególnie niegodnym zachowaniem się człowieka w stosunku do stworzenia Bożego i w stosunku do praw przyrody. Takie postępowanie jest sprzeczne z działaniem świetlistych sił w głębi duszy człowieka, które pragną rozwinąć się podczas jego ziemskiego życia. Człowiek, który z premedytacją zabija zwierzęta, działa przeciwko swojemu prawdziwemu jestestwu i poniża siebie, zrzeka się więc swojej ludzkiej godności.
Erazm z Rotterdamu (1465-1536), humanista i pisarz, ostro scharakteryzował to postępowanie: »Myśliwi-furiaci, którym chodzi tylko o straszenie zwierzyny, z czego mają nieprawdopodobną przyjemność, myślą, że ilekroć słyszą ohydny odgłos myśliwskiego rogu i ujadanie sfory psów [...], kiedy skosztują kawałek dziczyzny, to czują się prawie zaszczyceni. Poprzez to ciągłe polowanie i obżarstwo doprowadzają jedynie samych siebie do zwyrodnienia, a myślą przecież, że prowadzą królewskie życie«. Inne osobowości wielkiego serca i ducha nie tylko wypowiadały się przeciwko polowaniu, lecz komentowały również postępowanie każdego, kto kierował się przeciwko bezbronnym istotom. Theodor Heuss (1884-1963), pierwszy prezydent Republiki Federalnej Niemiec: »Słowo polowanie to tylko tchórzliwe obejście nazwania po imieniu morderstwa popełnianego na współistotach pozbawionych wszelkich szans. Polowanie jest uboczną formą choroby psychicznej«.
George Bernhard Shaw, irlandzki dramaturg, który w 1950 roku otrzymał Nagrodę Nobla, powiedział: »Kiedy człowiek chce zabić tygrysa, nazywa się to sportem. Kiedy tygrys chce zabić człowieka nazywa się to bestialstwem«. Shaw stwierdził dalej: »Zwierzęta są moimi przyjaciółmi, moich przyjaciół nie zjadam«. Aleksander von Humboldt (1769-1859), znany badacz przyrody, wypowiedział następujące słowa: »Tam, gdzie żyje jeden myśliwy, może żyć dziesięciu pasterzy, stu rolników i tysiąc ogrodników. Okrucieństwo wobec zwierząt nie daje się pogodzić ani z prawdziwym wykształceniem, ani z rozległą wiedzą. Jest ono najbardziej znamienną przywarą niegodziwego i nieszlachetnego narodu«.
Ryszard Wagner (1813-1883), niemiecki kompozytor, wyraził się w następujący sposób: »Chociaż widok składanego bogom w ofierze byka stał się już dla nas zgrozą, to teraz codzienna krwawa masakra w zmytych do czysta wodą rzeźniach uchodzi uwadze wszystkich tych, którzy podczas obiadu mają się delektować przyrządzonymi do niepoznania kawałkami zwłok zamordowanych zwierząt domowych. Powinno nam odtąd zależeć tylko na tym, aby religia współczucia - wbrew opinii wyznawców doktryny utylitaryzmu - znalazła u nas żyzną glebę do nowego jej pielęgnowania. Czego możemy oczekiwać od religii, jeżeli wyłączymy z niej współczucie dla zwierząt?«. Bertha von Suttner (1843-1914), pacyfistka, laureatka Nagrody Nobla w 1905 r.: »Jestem przekonana, że nadejdzie taki czas, kiedy nikt nie będzie pragnął już odżywiać się trupami, kiedy nikt już nie zechce sięgać po rzeźnicze rzemiosło. Ilu już z nas nie jadłoby mięsa, gdybyśmy sami musieli podcinać nożem gardło zwierzęciu!«. »Na sto wykształconych i wysubtelnionych osób już dzisiaj prawdopodobnie dziewięćdziesiąt nigdy więcej nie zjadłoby mięsa, gdyby same musiały zwierzę, które jedzą, przebić nożem lub zabić«. »Kto nie może znieść krzyku ofiar, nie chce widzieć, jak drżą, ale kiedy tego nie widzi i nie słyszy, jest obojętny na to, że ofiary krzyczą i drżą - ten ma co prawda nerwy, ale nie ma serca«.
Widocznie myśliwym nie przeszkadzają męczarnie ustrzelonych lub umierających współstworzeń. To wskazuje na to, w jakim stanie są ich nerwy oraz serce... Pasują do tego słowa francuskiego pisarza i filozofa François Voltaire (1694-1778): »Polowanie jest najbardziej skuteczną metodą, by zabić w człowieku uczucia dla jego współstworzeń«.
Znana niemiecka pisarka Luise Rinser (*1911) zauważyła: »To anonimowość naszych zwierząt-ofiar powoduje, że jesteśmy głusi na ich krzyki«. »Dzisiaj nie widzimy już nic z tego, w jakich męczarniach żyje i umiera bydło przeznaczone na rzeź. To jest już dla nas automatyczne. No właśnie, to jest jeszcze zwierzę, a w następnym momencie to już tylko pokrojone mięso: nasze pożywienie. To jest nasza forma kanibalizmu«. »Jeszcze długo potrwa, zanim ludzkość pojmie, że nie tylko narody ziemi są jednym ludem, lecz że ludzie, rośliny i zwierzęta tworzą razem „królestwo Boże” i że los jednego jest losem drugiego«. To wszystko pokazuje wyraźnie, na jakim poziomie znajduje się człowiek, który szkodzi zwierzętom, zabija je lub te zbrodnie popiera - swoim milczeniem albo jedzeniem mięsa. Joseph von Görres (1776-1848), pisarz epoki Romantyzmu, stwierdził wyjątkowo trafnie: »Kto pragnie przekroczyć granice zwykłego życia, ten omija krwawe pożywienie i na swego kulinarnego mistrza nie wybiera śmierci«. Greckiemu lekarzowi, żyjącemu w III wieku przed Chrystusem, Empedoklesowi, przypisuje się następujące słowa: »To wielka skaza, gdy odbiera się czyjeś życie i połyka się szlachetne części jego ciała«.
Carl Anders Skriver (1903-1983), filozof i pisarz, mówił o etyce odżywiania. Ona »polega na czystości rąk nieskażonych krwią, na wewnętrznej czystości pod skórą i czystości serca. Jednak o czystości serca nie może być mowy, jeśli chodzi o jedzącego wszystko, niepohamowanego człowieka, który bez zastanowienia i krztyny skrupułów przygląda się przestępstwom popełnianym na zwierzętach, jakie codziennie mają miejsce w chrześcijańskim świecie - i to dlatego, by ludziom dostarczyć pożywienia«. Jak ważny jest stosunek do świata zwierząt ze względu na kształtowanie charakteru oraz ze względu na jasność spojrzenia i zdolność oceny, wynika ze słów Theodora Heussa: »Im wcześniej nasza młodzież sama nauczy się traktować każdą arogancję
wobec zwierząt jako niegodny postępek, tym bardziej będzie uważać na to, by
obcowanie ze zwierzętami i zabawa z nimi nie stały się dla nich męczarnią i tym
jaśniejsza stanie się później jej zdolność rozróżniania tego, co jest w świecie
dorosłych prawem, a co bezprawiem«.
Myśl upadku - przeogromna w swoich
skutkach.
W niniejszym Liście Gabrieli często już była mowa o upadku, szczególnie o myśli upadku. Zachodzi więc pytanie - jak mogło do tego dojść? Sprawa myśli upadku, ze względu na swoją rozległość i różnorodność tematu, której skutki były i są niestety przeogromne, może być tu poruszona tylko ogólnie i w niewielu słowach. Upadek skierowany przeciwko Bogu rozpoczął się w centrum królestwa Bożego, w jego wspaniałości. Doszło do odłączenia części stworzenia od Boga, od boskiej jedności i boskiego porządku. To odszczepienie nie będzie trwało wiecznie - Chrystus, poprzez swój Czyn Zbawczy zakończył ten zgubny proces. W ten sposób nastąpił zwrot, rozpoczęło się sprowadzanie wszystkiego, co upadło, z powrotem do domu Ojca. Przełomowy czas, w którym znajduje się ziemia i ludzkość, coraz bardziej ukazuje, w jaki czas wkraczamy, a mianowicie w czas światła, w czas Ducha, w czas Chrystusa. W naszych czasach przybyło już na ziemię światło niebios poprzez słowo Prawdy, poprzez słowo prorocze. W ten sposób Bóg, odwieczny Duch, podaje każdemu dłoń. Ten, kto ją naprawdę uchwyci, otworzy królestwo Boże w swoim wnętrzu. Ziemia oczyszcza się ze wszystkiego, co sprzeciwia się Bogu. Po tych procesach powstanie Królestwo Pokoju Jezusa Chrystusa na całej ziemi. Chrystus, książę pokoju, będzie jego władcą.
Upadku nie można pojąć rozumem, a już na pewno nie intelektem. Wydarzenia te, jak również skutki, jakie miały i mają te przyczyny, można ostatecznie poczuć jedynie sercem. Człowiek, który myśli analitycznie, posługując się sercem i rozumem, szybko zauważy, jakie decydujące znaczenie ma absolutnie wolna wola, którą Bóg dał dojrzałym istotom niebios, istotom duchowym, i którą posiada również zamroczona istota, człowiek. Ten fakt jest podstawą do częściowego choćby zrozumienia olbrzymich konsekwencji upadku.
Upadek zapoczątkowany został przez boską istotę, która chciała być taka jak Bóg: wszechpromieniującym, twórczym światłem. To pragnienie, to roszczenie sobie praw, by stać się takim, jak Bóg, przetrwały do dzisiaj: »Chcę tak, jak ja chcę - a nie jak Bóg tego chce!«. Jeden błędny odruch woli, pragnienie, by stać się takim jak Bóg, jedna, jak mówimy, »myśl«, która skierowała się przeciwko Stworzycielowi wszystkich czystych boskich istot i form życia, spowodowała rozwój wypadków na ogromną kosmiczną skalę - wywołała upadek, źródło cierpień wielu dusz i ludzi.
Bóg jest i pozostaje wszechpromieniującym, wiecznym światłem, wiecznym prawem miłości, jedności i wolności. Egoistyczna myśl, myśl upadku - »chcę tak, jak ja chcę!« - jest cieniem. Jak wiadomo w cieniu niewiele może wyrosnąć lub w ogóle nic; potrzebujemy światła. Bez światła nie ma wzrostu, nie ma dojrzewania. Podobnie jest i z nami, ludźmi. Ten, kto pozostaje w cieniu, kto sprzeciwia się woli Bożej, kto lekceważy Jego przykazania, stwarza swoje własne źródło cierpienia, chorobę, udrękę i ułomność. Ten zaś, kto rozwija się i wydobywa z tego, doznaje światła, ciepła, szczęścia rozkwitu, postępu i dojrzewania w Duchu Bożym.
Raz jeszcze: Bóg jest wszechpłynącym Prawem, absolutnym, wszechpłynącym światłem miłości, miłości do bliźniego, jedności, wolności i mądrości. Boskie istoty, które wywodzą się z Bożego wszechprawa i w nim żyją, są istotami wszech-miłości, wszech-miłości do bliźniego, jedności, mądrości i wolności. Są one boskimi istotami, ale nie samym Bogiem. Bóg, odwieczny Wszech-Jedyny, jest Stworzycielem boskich istot, które nazywane są również istotami duchowymi. Bóg jest Stworzycielem czystych planet i światów. Jest Stworzycielem wszystkich zwierząt, roślin i minerałów w czystym bycie. Bóg jest więc Stworzycielem wszystkich czystych form i Stworzycielem doskonałego wszechświata. Boska istota, która poprzez myśl upadku chciała być taka jak Bóg, stała się istotą upadku. Będąc pochłonięta myślą upadku, co było równoznaczne z wolą upadku, nie mogła pozostać w absolucie, w czystym bycie, w czystym stworzeniu. Przez to, co istota ta spowodowała, działając przeciwko Prawu, przeciwko dziełu Bożemu i Jego stworzeniu, coraz bardziej oddalała się od wiecznego bytu, aż w końcu odpadła. Podczas tego upadku - kościelna historia stworzenia mówi o »wypędzeniu z raju« - istota ta, którą możemy nazwać Satana, zaraziła swoimi wyobrażeniami, chęcią bycia taką jak Bóg, jeszcze inne boskie istoty, które, jak ona, stanęły przeciwko Bogu i Jego stworzeniu. Te istoty i im podobne zostały wyprowadzone z odwiecznego bytu przez nosiciela boskiej Woli, którego my, ludzie, nazywamy Michałem, i w ten sposób opuściły »raj«. Odwieczny, który jest prawem miłości, miłości do bliźniego, prawem jedności i wolności, dał na drogę istotom upadku, swoim dzieciom, części duchowych słońc i planet. Te częściowe planety, tak jak wszystkie duchowe planety, niosły też ze sobą minerały, rośliny i zwierzęta, gdyż i one należą do jedności, do życia. Te częściowe planety znalazły się poza obrębem czystego bytu, poza królestwem Bożym, tam gdzie potężny Duch nie doprowadził jeszcze do doskonałości swojej myśli stworzycielskiej i stały się miejscem zamieszkania istot upadku. W tych obszarach myśl upadku rozbudowywała się coraz bardziej, gdyż istoty upadku świadomie i nieustannie występowały przeciwko prawu Bożemu, przeciwko miłości i jedności. Odwracanie się od królestwa Bożego, pragnienie bycia takim jak Bóg, które potęgowało się na kształt spirali woli, doprowadziło do coraz większego zagęszczenia słońc i planet. Poszczególne fazy zagęszczania poprzedzone były niewyobrażalnie wielkimi erupcjami. Naukowcy mówią o »wielkim wybuchu«, który ostatecznie nie jest niczym innym, jak nowym kształtowaniem się w warunkach upadku. W trakcie tego przekształcania się istoty upadku, zarówno pod względem charakteru jak i postaci, stawały się coraz bardziej zagęszczone i zamroczone. W niewyobrażalnych, ogromnych procesach przeistoczenia - człowiek mówi tu o »czasach« - skrystalizowała się materia, a tym samym planeta mieszkalna Ziemia, na której, odpowiednio do stopnia jej zagęszczenia, skrystalizowały się istoty ludzkie, nie będące niczym innym, jak uformowanymi powłokami, w których działają mniej lub bardziej obciążone istoty upadku, które na skutek swojego zamroczenia i okalającego te istoty zagęszczenia nazywamy »duszami«. Taka ucieleśniona, »otoczona ciałem« dusza, jest wtedy jako całość »człowiekiem«. Ponieważ Bóg jest jednością, to również w tym odszczepieniu, w materii, panuje jedność pomiędzy człowiekiem, duszą, minerałami, przyrodą i zwierzętami. Istoty upadku dążyły i po części dążą jeszcze i dzisiaj do tego, by rozwiązać boskie stworzenie. Świadczą o tym wojny, które nie są niczym innym, jak bratobójstwem, wojny prowadzone przeciwko zwierzętom, a więc nękanie, zabijanie i mordowanie zwierząt, postępowanie skierowane przeciw przyrodzie, przeciw całej matce Ziemi, przeciw planetom. Wszystko to jest wytworem upadku, bowiem myśl upadku prowadzi do tego, by rozwiązać wszystkie formy, a ich duchową substancję, jako płynącą energię, skierować z powrotem w eteryczny strumień, którym jako całość jest Bóg, Jego promieniujące prawo.
Jezus, Chrystus, wypowiadając na Golgocie słowa »Dokonało się«, powstrzymał możliwość jakiegokolwiek rozwiązania. Poprzez siłę »Dokonało się« Jezus, Chrystus, został Zbawicielem wszystkich ludzi i dusz oraz Wyzwolicielem świata zwierząt spod jarzma męki i mordu. Dzięki Jego zbawczej sile nie może już dojść do rozwiązana jakiejkolwiek formy życia. To oznacza, że wszystkie negatywne energie, które przetransformowane zostały na niższy poziom, wzniesione będą znowu do czystych, wysoko wibrujących, boskich energii, a więc będą ponownie przeistoczone. Jezus, Chrystus, stał się zatem drogą do domu Ojca. W związku z istnieniem prawa siewu i zbioru, które zawiera wolną wolę, jak również odpowiedzialność za niegodziwe czyny, człowiek może występować przeciwko człowiekowi, zwierzętom, roślinom i planecie Ziemi, którą zamieszkuje. Jednak to, co boskie - Duch we wszystkim - nie może być rozwiązane; jest chronione przez siłę zbawczą. Według niezłomnego prawa jedności wszystko znowu powróci do jedności. Nie nastąpi to w walce przeciwko Bogu ani przez wojny i zniszczenia, lecz przez rozpoznanie, że Bóg jest miłością, miłością do bliźniego, mądrością, jednością i wolnością. Każdy człowiek nosi w sobie, w swojej duszy, absolut, odwieczne prawo. Odwieczne prawo jest jednością, dlatego jest powiedziane | ||