|
|
|
Zasadnicze sprawy w naszym czasie Numer 6 Huśtawka życia, los, Pytanie przyjaciela Chrystusa:
Gabrielo,
dzisiaj mam niezwykłe pytanie. Czy wierzysz w horoskopy, to jest w astrologię? Za
każdym razem, gdy otwieram jakieś czasopismo, znajduję w nim horoskop. Od czasu do
czasu czytam, co gwiazdy mają mi dzisiaj do powiedzenia. Czasem myślę też, że to, co
tam wyczytałem mogłoby mnie dotyczyć, ale przeważnie są to takie ogólniki, że
pasowałyby do każdego. Czy ty zajmujesz się astrologią, wierzysz w to?
Odpowiedź proroka:
W najszerszym znaczeniu tego słowa wierzę w klasyczną astrologię, ale nie w horoskopy,
które znajduje się w wielu czasopismach. Astrologia zajmuje się podstawą ludzkiego
życia, drogą życia, tymi wydarzeniami i losami, które mają wynikać z momentu
narodzin, a zatem z odpowiedniej konstelacji planet. O ile mi wiadomo astrologia
uwzględnia jedynie planety naszego systemu słonecznego, do którego należy też Ziemia.
Głos serca nie mówi o astrologii, chyba że w większym powiązaniu -
a więc między innymi - o planetach naszego układu słonecznego. Mówi o tym jak
wszechobejmująca jest czysta istota i jakie są obciążenia duszy; mówi o planetach
czystego bytu, o konstelacjach planet w obszarach oczyszczania i w całym materialnym
kosmosie i o spleceniu tych kosmosów z duszą i człowiekiem. Mówi też o tym, że
każda dusza, która się inkarnuje przynosi ze sobą swój plan życia, aby z niego jako
człowiek rozpoznać swoje duchowe lekcje. Są to zadania jej życia, które ona jako
człowiek, powinna pokonać w swoim ziemskim cyklu życia. Głos serca mówi też o tym,
że każdy człowiek znajduje się w szkole życia na ziemi i powinien ją stopień po
stopniu pokonać z dobrymi duchowymi wynikami. Dowiadujemy się też od Ducha Bożego, że
każdy człowiek posiada wolną wolę, żeby się zdecydować na to, co dobre, co mniej
dobre, lub na to, co złe, i że nasza czysta istota w głębi wnętrza naszej duszy
pochodzi z odwiecznego bytu, a więc z tego, co dobre, co jest prawem wiecznego życia.
Prawem życia jest miłość do Boga i bliźniego, bycie szczęśliwym, bycie zdrowym,
bycie wolnym i pełnym pokoju, harmonia, wspólne działanie i w końcu, jako całość,
dobro ogółu - dobro dla wszystkich. Z tego wynika, że wszyscy ludzie - skoro we
wszystkich jest to, co boskie - są nosicielami dziedzictwa nieskończoności. Boskie
wieczne prawo miłości do Boga i do bliźniego, prawo wolności i odwieczne życie we
wspaniałości Bożej znajdują się w strukturze duchowego ciała każdej duszy.
Wolność wnosi ze sobą również odpowiedzialność za nasze postępowanie, które
składa się z naszych uczuć, odczuć, myśli, słów i czynów.
Jesteśmy więc sami odpowiedzialni za nasze życie. To znaczy, jeżeli
czynimy to, co dobre, mniej dobre lub złe, to to są energie, które wysyłamy; to samo
lub podobne będziemy odbierać zgodnie z zasadą, że nasze uczucia, odczucia, myśli,
słowa i czyny, nasze namiętności i tęsknoty znowu do nas powracają tak jak echo w
lesie. To jest prawo przyciągania, zwane też prawem przyczyny i skutku, lub prawem siewu
i zbioru: co człowiek sieje, to zbierze.
Z odpowiedzialności za samych siebie, którą otrzymaliśmy od Boga,
naszego Ojca, jako samodzielne i dojrzałe istoty, jako dziedzice nieskończoności,
wynika wolna wola, którą Bóg pozostawił nam też jako ludziom. Zgodnie z zasadą
królestwa Bożego - wszystko należy do wszystkich czystych istot - każda istota duchowa
jest też odpowiedzialna za nieskończoność, za odwieczny byt. Ponieważ jesteśmy
nosicielami wiecznego prawa wolności, a zarazem dziedzicami czystego bytu, wolność jest
niepodważalna. Na skutek tego ponosimy też jako ludzie odpowiedzialność za nasze
postępowanie, za nasze ludzkie ja obejmujące świat naszych życzeń i namiętności,
które wywodzą się z naszego odczuwania, myślenia, mówienia i postępowania.
Suma kilku lub wielu podobnych wykroczeń przeciwko prawu naszego
boskiego dziedzictwa wolności, którego pierwszą i najwyższą zasadą jest miłość do
Boga i do bliźniego, buduje nasz los zgodnie z prawem siewu i zbioru. To nie bliźni
zostawił nam to, co nas spotyka, to nie on przenosi na nas coś na co nie zasłużyliśmy
- to, co nas trafia jest bezpośrednim wynikiem naszych zakodowań w naszą duszę, w
materialny kosmos, a także w planety obszarów oczyszczania, w których po śmierci
ciała będzie żyć nasza dusza. Każdy człowiek jest więc w komunikacji ze swoimi
osobistymi zakodowaniami, ze swoimi osobistymi konstelacjami planet odpowiadającymi jego
wibracji. Jeżeli jedna z dusz z tego kauzalnego splotu obszarów oczyszczania, w którym
się w danej chwili znajduje, schodzi do inkarnacji, to w tych różnych planetach
skupiających się w szczególne gęste konstelacje i podążających do punktu
kulminacyjnego uaktywniają się zakodowania jej byłego ludzkiego życia, które
ustanawiają drogę, jaką dusza podąża do inkarnacji. W duszy, która ponownie wkracza
w życie na ziemi, uaktywniają się teraz krok za krokiem te zakodowania, będące
energiami. To jest wtedy łańcuch kauzalny duszy i w dalszym przebiegu człowieka, w
którego się inkarnowała. W całym kosmosie nie ma niczego przypadkowego. Jeżeli
uaktywniła się droga życia, a więc łańcuch kauzalny duszy, to na ziemi spotka się
też dwoje ludzi, kobieta i mężczyzna, którzy włączeni są w łańcuch kauzalny
chcącej się inkarnować duszy; również w nich staną się aktywne podobne aspekty ich
zakodowań. Wtedy mężczyzna spłodzi dziecko, a kobieta je urodzi. Tak więc można
powiedzieć, że już przy zagnieżdżeniu się komórki jajowej w macicy, zaczyna się
uaktywniać plan życia chcącej się inkarnować duszy. On jest jak gdyby energetycznie
wprowadzony w ruch i kształtuje powstającą formę życia. Plan życia przybywającej na
świat duszy zawiera też w zalążku strukturę jej ziemskiego ciała.
Przyjaciel Chrystusa:
Chciałbym
wtrącić pytanie: Jeżeli więc płodzenie i zagnieżdżenie się komórki jajowej w
macicy ma coś wspólnego z duszą chętną do inkarnowania się, jeżeli więc dwoje
ludzi związanych jest z łańcuchem kauzalnym tej duszy i gotowa do inkarnacji dusza z
kolei ze swoimi przyszłymi rodzicami, a oni przerywają ciążę, to co się wtedy
dzieje?
Odpowiedź proroka:
Tacy
ludzie nie tylko wkraczają w plan własnego życia, z czego może powstać dla nich nowa
karmiczna gałąź dla jednej lub wielu kolejnych inkarnacji, ale uniemożliwiają też
duszy, która jest z nimi związana przez łańcuchy komunikacji, spełnienie jej planu
życia w ludzkim ciele. Z tego - przede wszystkim dla rodziców, którzy przerywają
ciążę - powstaje dalszy łańcuch kauzalny prowadzący ich ewentualnie w kolejną
inkarnację, w której te grzeszne zakodowania w punkcie kulminacyjnym skupiają się w
kompleks winy i mogą jako cios losu spaść na oboje. Los obojga zawiera skutki tego, co
spowodowali w poprzednich inkarnacjach. Zanim jednak te zakodowania spadną na nich w
postaci ciosów losu, łaska Boża daje sygnały, które oczywiście znowu odpowiadają
przyniesionemu ze sobą planowi życia, a więc przedstawiają aspekty z tego losu. O tym,
co pojedynczy człowiek z tym zrobi, decyduje on sam na podstawie prawa wolnej woli.
Każdego dnia otrzymujemy sygnały, wskazówki z naszego planu życia.
Nie ma żadnych przypadków. Wszystko, co nas spotyka, na co np. pada nasz wzrok, jest w
łączności z naszym planem życia, bo inaczej nie mogłoby nas spotkać. Wszystko,
każde zdarzenie, każda sytuacja, która nas wzburza, ma coś do powiedzenia właśnie
nam. Również chwila, która pobudza nas do namysłu pozwala nam ewentualnie coś
usłyszeć, tak że możemy z tego rozpoznać aspekty naszego planu życia. Impuls z
energii naszego dnia może zadziałać również poprzez inne funkcje doznawania jak
wąchanie, smakowanie i dotykanie, abyśmy z tego, co nas pobudza, z tego, co w
następstwie mówimy, myślimy i jak postępujemy rozpoznali to, co dzisiaj powinno być
oczyszczone, abyśmy uczynili nasze kroki, zanim trafi nas cios losu.
Ponieważ wszystko to, co przynosi ze sobą nasze ziemskie życie,
przedstawia impulsy z naszego planu życia, to jest nam przykazane, abyśmy w każdej
godzinie, a nawet w każdej minucie żyli świadomie, żeby uchwycić te impulsy,
wskazówki z naszego planu życia - energie, które ukazują nam, co mamy zmienić.
Jeżeli się z tego uczymy i odtąd postępujemy tak, jak nam to proponuje Bóg w
Dziesięciu Przykazaniach i Jezus w Kazaniu na Górze, to rozwiązujemy stopniowo błędne
postępowanie, które przynieśliśmy z sobą. Przez siłę Chrystusa Bożego w nas
przeistacza się ono w duchowe życie, w wolność, w miłość do Boga i bliźniego.
Wtedy opanowaliśmy naszą drogę życia i spełniliśmy plan. Spotyka nas tylko to, co
jest aktywne w naszym planie życia, czy są to sytuacje, problemy, ciosy losu, czy też
sympatyczni lub niesympatyczni ludzie - wszystko jest już przedtem zakodowane przez nas
samych, a nie przez kogoś innego i w żadnym przypadku nie przez Boga. To wszystko to nic
innego jak tylko zadania, które sami sobie postawiliśmy, aby je rozwiązać, aby znowu
powędrować do naszego prapoczątku, który jest boski i oznacza wolność.
Większość ludzi beztrosko wędruje przez swoje ziemskie życie, mimo
że wszyscy wiedzą, że życie na ziemi jest przechodzeniem przez życie, bo dla każdego
pewnego dnia nadchodzi godzina śmierci. Niewielu ludzi zastanawia się nad tym, co
będzie po ziemskim życiu, kiedy wędrówka się skończy i kiedy przekroczą wrota
śmierci. Nie podlega dyskusji, że każdy przeżywa swoją śmierć, a nie śmierć
kogoś innego. Tak samo każdy żyje swoim własnym życiem. W tym ziemskim bycie
doznajemy części tego, co w poprzednich wcieleniach zakodowaliśmy, a więc zasialiśmy
i czego nie oczyściliśmy. Nasz osobisty plan życia, który składa się z części
pozytywnych i negatywnych aspektów naszych poprzednich inkarnacji jest zarejestrowany w
planetach materialnego kosmosu i w kosmosie obszarów oczyszczenia, który ma bardziej
subtelną substancję; ten plan życia odnosi się więc nie tylko do planet naszego
systemu słonecznego.
Rzadko stawiamy sobie pytanie: dlaczego koniec mojego życia będzie
wyglądał zupełnie inaczej niż koniec życia innych ludzi? Niejeden powie:
"Nieboszczyk to nieboszczyk". Ale dlaczego śmierć każdego człowieka poprzedzają
inne sygnały? Kto może powiedzieć, że śmierć jest śmiercią, a więc końcem? Nikt
z nas nie może dowieść, że śmierć jest końcem życia, tak jak i nikt nie może
dowieść, że każdy z tych wielu miliardów ludzi przed śmiercią ma inne myśli.
Każdy natomiast może doświadczyć, że ziemskie życie każdego człowieka przebiega
inaczej, gdyż na całej ziemi nie ma dwóch ludzi, których uczucia, odczucia, myśli,
słowa i czyny są absolutnie takie same.
Powierzchowna odpowiedź mogłaby wyglądać tak: Jesteśmy właśnie
jednostkami ukształtowanymi przez swoje cechy dziedziczne i przez wychowanie. Jednostki
mają przecież swoje indywidualne i specyficzne nawyki i sposób życia. Poza tym każdy
ma swoje cechy dziedziczne, które leżą w genach i które w pewnym przedtem
nieprzewidzialnym momencie - na który człowiek też nie może wpływać - zaczynają
działać.
Przyjaciel Chrystusa:
To wszystko może być słuszne. Ale kto przekazał nam cechy dziedziczne? Mówisz, że
pochodzimy wszyscy z czystego bytu, od Boga i że obciążyliśmy się. W takim razie
przynajmniej część tych cech dziedzicznych to obciążenia. Jak one dostają się w
nasze geny?
Odpowiedź proroka:
Moglibyśmy
nadal spekulować, intelektualnie argumentować i powiedzieć: My ludzie mamy przecież
wielkie drzewo genealogiczne, co znaczy długi łańcuch przodków. Bez względu na to,
jak ono jest wielkie, w jakiś sposób musiały być te cechy dziedziczne w człowieka
włożone przez kogoś, kto miał współudział w kształtowaniu naszych linii życia,
naszych substancji dziedzicznych. My ludzie zawsze szukamy winnego. Rzadko mówimy: "To
jest moja wina". Tak więc moglibyśmy w tym przypadku, np. przypisać winę Adamowi i
Ewie. Jeżeli jednak spojrzymy na ludzkość dzisiaj, to trzeba by usprawiedliwić Adama i
Ewę. Czy można bowiem przypisać Adamowi i Ewie wszystkie te niskie ekscesy ludzkości
jak wyzyskiwanie bliźniego, wykorzystywanie seksualne dzieci, przerywanie ciąży, gwałt
i brutalność, handel narkotykami i wszystko, co się wśród narkomanów dzieje,
kłamstwo i oszustwo, rozwody, kaleczenie roślin i zwierząt przez hodowanie,
krzyżowanie, manipulację genami, wiwisekcję, zanieczyszczanie mórz i jezior,
zanieczyszczenie atmosfery i wiele, wiele innych? To my sami j e s t e ś m y s p r a w c a m i.
Mówi się, że pochodzimy od małpy. Czy nie powinniśmy
zrehabilitować także tych wyższych form życia? Jeżeli zbadalibyśmy ich materiał
genetyczny, to z pewnością nie znaleźlibyśmy w nich tego, co zbyt ludzkie, naszego
ego, a więc tego, co egoistyczne, co dąży do zniszczenia życia.
Jeżeli chodzi o zniszczenie atmosfery, o zanieczyszczanie mórz i
jezior, to nikt nie powie, że winne są temu "ufoludki". Tutaj rozpoznajemy prawo
przyczyny i skutku. Gdyby ktoś stwierdził, że nie jest winny gwałciciel dziecka, ale
ktoś inny, kto nie miał z tym nic wspólnego, to złapalibyśmy się za głowę i
powiedzielibyśmy: "Nie można przecież potępiać niewinnego, skoro sprawca został
przyłapany". Jeżeli jednak chodzi o nasz osobisty łańcuch obciążeń składający
się z naszych samolubnych nieżyczliwych uczuć, odczuć, myśli, słów i czynów oraz z
naszych zdrożnych życzeń i tęsknot, z których już układają się plany na nasze
kolejne inkarnacje, to wielu z nas sprzeciwia się: "To jest niemożliwe!" Jesteśmy
więc nielogiczni, gdy chodzi o nas samych. A dlaczego? Dlatego, że nie chcemy się
przyznać do tego, jacy naprawdę jesteśmy. Chcemy zawsze uchodzić za innych, niż na to
wskazuje nasz obecny charakter.
Zgodnie z prawem wolnej woli każdy ukuł swój własny łańcuch
obciążeń, z którego wynika plan życia dla jego ziemskich bytów. Kto wie o tych
powiązaniach kauzalnych, słusznie mówi: "Byliśmy wczoraj tym, czym jesteśmy
dzisiaj".
Każdy człowiek nacechowany jest tym, co go spotyka, zarówno pod
względem pozytywnym jak i negatywnym. To, czym jest dzisiaj, i co dzisiaj układa się na
drodze jego życia, spowodował "wczoraj". To "wczoraj" obejmuje poprzednie
inkarnacje. Każdy z nas znajduje się w ziemskiej szkole życia, aby uczyć się z tego,
co mu życie pokazuje. Jesteśmy więc teraz znowu na ziemi, aby uczyć się z naszych
minionych błędów, z tego, co jeszcze nie jest oczyszczone, z czego jeszcze nie
wyciągnęliśmy dla obecnego życia żadnych wniosków. Powinniśmy sobie dużo
częściej uświadamiać, że spotkać może nas tylko to, co leży w planie naszego
życia. To są wciąż na nowo te same sprawy, których nie nauczyliśmy się w
poprzednich inkarnacjach lub jako dusze w obszarach oczyszczania. Każdy krok nauki,
który wyprowadza nas z naszego kauzalnego splecenia wprowadza nas o krok bliżej do
wolności. Im bardziej uwalniamy się od naszych duchowych obciążeń przeistaczając
grzeszne, a więc negatywne programy z pomocą Chrystusa, naszego boskiego Zbawiciela, i
nie czyniąc więcej tego samego, tym bardziej zbliżamy się do wolności. Będzie wtedy
przed nami coraz mniej lekcji, ponieważ zbliżyliśmy się do naszego boskiego
dziedzictwa, do miłości Boga i bliźniego, do czystości, która równa się wolności i
sprawiedliwości.
Pytanie przyjaciela Chrystusa:
Skoro
istnieje plan życia dla naszego ziemskiego bytu, to nie ma z pewnością żadnych
przypadków, gdyż przypadek oznacza, że coś mi przypada w udziale. Przeważnie
myślimy, że to przychodzi z zewnątrz od innych, którzy życzą nam źle. Teraz
słyszymy, że to, co nas spotyka, nie jest niczym innym, jak tylko naszym własnym
pozytywnym lub negatywnym zakodowaniem odpowiednio do planu naszego życia. Mam pytanie:
Jak docierają do nas nasze pozytywne i negatywne zakodowania? Kto ustanawia ten plan życia?
Odpowiedź proroka:
Niejedno
przypada nam w udziale, ale nie przychodzi z zewnątrz. Nie spowodowali tego inni ludzie.
Trafia nas tylko to, co zakodowaliśmy w poprzednich wcieleniach w planety, w kosmiczny
komputer, i z tego w tym ziemskim bycie powinniśmy rozpoznać i oczyścić tę część,
która jest w planie życia naszego obecnego ziemskiego bytu. To znaczy, że
promieniowanie tych planet, które niosą uaktywnioną lub zaczynającą się obecnie
uaktywniać część naszych przyczyn, prowadzi nas do wcielenia. My, jako dusza,
zabieramy więc ten aktywny plan życia, w którym zawarty jest też plan struktury
naszego ciała, w swój ziemski byt.
Pytasz jak docierają do nas nasze pozytywne i negatywne zakodowania i
kto ustanawia plan naszego życia. Według kosmicznych praw kosmosy czystego bytu, kosmos
obszarów oczyszczania i materialny kosmos są bezustannie w ruchu. Obszary oczyszczania i
materialny kosmos, dusze i ludzie, są ze sobą ciągle połączeni, a więc są w stałej
komunikacji. Każda dusza jest w komunikacji ze swoimi zakodowaniami. W rytmicznym obiegu
ciał niebieskich uaktywniają się w różnych planetach obszarów oczyszczania
zakodowania czyli impulsy, które działają jak nadajniki. One natychmiast podejmują
łączność nadawania z zakodowaniami o tej samej wibracji w odpowiednim odbiorniku.
Aktywna energia, specyficzne promieniowanie, wychodzące w tym momencie z planet w
zaświatach precyzyjnie znajduje swój odbiornik - a nie inny, który ewentualnie podobnie
lub tak samo wibruje - znajduje więc dokładnie tego człowieka, który zakodował to w
planety, gdyż właśnie ten jest w komunikacji z wszystkimi swoimi zakodowaniami. W ten
sposób powstają wtedy aktywne źródła promieniowania, energetyczni dawcy impulsów o
określonej częstotliwości informacji, które działają tak długo, aż planety
połączą się w odpowiedniej konstelacji, aby utorować drogę dla ostrzeżeń przed
jakimś ciosem losu lub już dla tego ciosu losu. Te aktywne energie są też planem
życia dla duszy, która na tych torach promieniowania schodzi do inkarnacji. Droga
życia, strumień energii, prowadzący duszę do inkarnacji jest w swojej wibracji
identyczny z planem duszy w danym człowieku.
Plan życia jest więc zestawiany przez rytmiczny obieg ciał
niebieskich, a ostatecznie też przez duszę w obszarach oczyszczania, do której
docierają pewne sytuacje obrazowe - gdyż życie dusz przebiega w obrazach - które przez
błędne postępowanie zakodowała jako człowiek. Z tego dusza rozpoznaje cykl znoszenia
winy, który prowadzi ją też do inkarnacji, po pierwsze wtedy, kiedy ona sobie tego
życzy, a po drugie, kiedy na ziemi powinna wiele naprawić sama lub ze swoimi
współbraćmi. Podobnie jest ze świetlistą duszą, która od świata boskiego
otrzymała zadanie. Również ta dusza ma swój plan zadań na czas pobytu na tej ziemi,
który uaktywnia się z chwilą gdy to, co było przewidziane, zaczyna się dziać. Wtedy
również ta dusza idzie do wcielenia i jej droga życia jest planem zadań dla Boga na
tej ziemi.
Sami jesteśmy więc odpowiedzialni za nasze ziemskie życie. Zbierzemy
to, co siejemy. Jeżeli postępujemy niedojrzałe wykraczając przeciw naszemu boskiemu
dziedzictwu, przeciw prawu miłości do Boga i bliźniego i przeciw wolności, to musimy
też znosić sami to, co z tego wynika. Los pojedynczego człowieka jest więc j e g o losem. Składa się on z jego indywidualnych uczuć, odczuć, myśli, słów,
życzeń i czynów. Kodowane są nie tylko sama myśl lub pięknie zabarwione słowo, lecz
także ich treść. Tym, co wkładamy w nasze uczucia, odczucia, myśli, słowa i czyny,
budujemy nasz los. To kodujemy, jak już było powiedziane, w naszej duszy i w
odpowiednich planetach. Kiedy nasza dusza podąża znowu do inkarnacji, to niezależnie od
swojego planu życia, sprzęży się znowu z łańcuchem przodków w miejscu, od którego
zacznie się potem cykl jej życia z wszystkimi sytuacjami, pro-blemami, ostrzeżeniami,
ciosami losu i spotkaniami z ludźmi.
Od momentu zapłodnienia, a zarazem zagnieżdżenia się komórki
jajowej nasze życie ziemskie jest kodowane przez nas samych, a nie przez kogoś innego.
Byliśmy ludźmi w naszym łańcuchu genealogicznym, który może się też połączyć z
innymi łańcuchami genealogicznymi, kiedy oddziałujemy na innych współbraci i
włączamy ich w ten sposób w nasz łańcuch karmiczny - jeżeli oni zmuszeni przez nas
czynią to, czego chcemy.
Nie możemy rozpoznać chwili, w której zaczyna działać nasz plan
życia. Dlatego astrologia opiera się na chwili narodzin, która również ma wpływ na
moment otwarcia się planu naszego życia. Przy pierwszym krzyku dziecka dusza podejmuje
intensywny kontakt ze swoim fizycznym ciałem. W tej chwili podłączyła się do rytmu
oddychania swojej nowej szaty ziemskiej, który aż do śmierci fizycznej ciała jest jej
rytmem życia. Przy pierwszym krzyku dziecka nowy obywatel ziemi odłącza się od ciała
matki i jest teraz samodzielnym życiem, które jednak poprzez drzewo genealogiczne jest
związane z ojcem i matką.
Przyjaciel Chrystusa:
Wszystko
jest więc przez nas samych wyznaczone. Nie możemy już zatem ingerować w nasz plan, aby
go zmienić, a więc skasować to, co nami steruje.
Odpowiedź proroka:
Tak
nie jest. Sterowanie to nasze błędne postępowanie, które kieruje się przeciw nam
samym, gdyż zostaliśmy przez Boga od naszego prapoczątku stworzeni inaczej, a
mianowicie dla jedności i wolności, dla miłości do Boga i bliźniego. Te
prawidłowości przyjęliśmy dobrowolnie jako czyste istoty. I tak pozostanie, gdyż
jesteśmy dziećmi Boga i nimi pozostaniemy. My, każdy z nas, wykraczamy mniej lub
bardziej przeciw swojemu boskiemu dziedzictwu, przeciw niepowtarzalnym procesom wiecznych
praw, jeżeli postępujemy niezgodnie z nimi. Wszystkim, co jest przeciw odwiecznemu
prawu, przeciw naszemu boskiemu dziedzictwu, występujemy przeciwko sobie. Każdego dnia
stajemy twarzą w twarz ze sobą w każdej sytuacji, we wszystkim, co nas spotyka, twarzą
w twarz z jednym z aspektów naszego aktywnego ziemskiego planu życia albo z grzechami,
które kiedyś popełniliśmy, albo też z pozytywnymi aspektami, w których czujemy
wolność i bliskość Boga. Jak już wyjaśniono, jeżeli uczymy się z tego, co w nas
jest sprzeczne z Prawem, i czynimy nasze kroki do wolności, to staniemy się też wolni i
rozwiążemy nasz łańcuch kauzalny. Albo też stwarzamy w każdej sytuacji, która nas
spotyka i której nie oczyszczamy, zakodowania, elementy nowego planu dla jednej lub kilku
dalszych inkarnacji lub też dla łańcucha astralnego, który oznacza znoszenie winy w
obszarach oczyszczania, w krainach dusz, do których pójdziemy po odłożeniu fizycznego
ciała. Tak, jak dzisiaj się zachowujemy, takimi będziemy jutro. Z tych powiązań
wynika też, że każdy jest odpowiedzialny za swoje życie i ponosi odpowiedzialność za
swoje uczucia, odczucia, myśli, słowa i czyny. To oznacza, że powinniśmy kontrolować
nasze wzory postępowania i uczyć się rozpoznawać, co nam chcą powiedzieć sytuacje
dnia. Wszystko, co w nas napiera, abyśmy w określony sposób myśleli, mówili i
czynili, chce nam coś powiedzieć. Ten nacisk, to napieranie w nas pochodzi ze
sprzecznych z Prawem programów, z aktywnych zakodowań, które chcą nas popchnąć w
kierunku naszego losu. Jeżeli czujemy nacisk i napieranie, to może to być też sygnał
ostrzegawczy, który pozwoli nam przeczuć to, czego powinniśmy się nauczyć, aby
zawczasu zmienić nasz los. Sygnały ostrzegawcze przychodzą też w postaci małych
wydarzeń, które nas dotyczą lub też w tym, co czynimy; później rozpoznajemy, że
byłoby lepiej, gdybyśmy tego nie uczynili. Również większe lub mniejsze przełomy w
życiu wskazują na to, że mamy się czegoś nauczyć, a więc coś zmienić.
Jeżeli nie bierzemy tych sygnałów ostrzegawczych na serio lub
ulegamy jakiejś pokusie, jeżeli więc ustąpimy przed tym naciskiem, przed tym
napieraniem w nas, przychodzącym z naszego planu życia i chcącym nam dać wskazówkę,
to pozwalamy się wtłoczyć w nasz los, w odpowiednie wydarzenia lub sytuacje.
Rozpoznanie i oczyszczenie ich zawczasu mogłoby temu zapobiec lub też złagodzić ciosy
losu. W ten sposób jednak niczego się z tego nie nauczyliśmy. Na skutek tego doznajemy
teraz tego, co właśnie uaktywniło się w naszym planie życia, w naszym łańcuchu
karmicznym i teraz na nas spada. Załamania w naszym życiu nie muszą następować
bezpośrednio po napieraniu i nacisku z wnętrza. Jest też możliwe, że załamania i
ciosy losu spotkają nas dopiero w kolejnym ziemskim bycie lub w obszarach oczyszczania,
mimo że te sygnały ostrzegawcze upominały nas już w tym ziemskim bycie.
Sygnały ostrzegawcze zapowiadają to, co dosłownie jest aktywne w
planetach i w naszej duszy, ale też w łańcuchu genealogicznym, do którego należymy i
który związuje nas z pewnymi ludźmi. Los, który już w tym ziemskim życiu wysyłał
swoje sygnały ostrzegawcze dopełni się ewentualnie w kolejnej inkarnacji w młodości
człowieka. Szkoła na ziemi, w której znajdują się wszyscy ludzie jest zbudowana tak,
że z pomocą Chrystusa Bożego, naszego Zbawiciela, Ducha wolności i miłości możemy
się nauczyć rozpoznawać to, co wiąże, rozdziela i sprawia ból, nasze grzechy,
pożałować za to, oczyścić i więcej tego nie czynić.
Przyjaciel Chrystusa:
Często
mówimy: "Gdybym zwrócił uwagę na te sygnały, które ostrzegały mnie przed ciosem
losu to postąpiłbym inaczej", lub też: "Miałem takie przeczucie i nie zważałem
na nie".
Odpowiedź proroka:
Słusznie.
Tak często jest, gdyż nie bierzemy swojego ziemskiego bytu w swoje ręce, gdyż nie
obejmujemy za siebie odpowiedzialności. Jeżeli trafiają nas ciosy losu lub jesteśmy
ich świadkami u bliskich nam ludzi, to czasami podczas tego cierpienia mamy przebłysk
prawdy. Uświadamia nam się nagle, że to, co spotkało nas lub naszego bliskiego,
często było zapowiedziane przez różne impulsy, ale nie zmieniliśmy niczego zawczasu,
a więc ciosy losu poszły swoim biegiem.
Pytanie przyjaciela Chrystusa:
Mam
do tego pytanie: Jeżeli przecierpię to, co przez niezważanie na sygnały ostrzegawcze,
na wskazówki z energii mojego dnia ściągnąłem na siebie, a więc ciosy losu, to czy
ta część mojego potencjału grzechu, ten aspekt mojego planu życia jest potem zmazany?
Czy te negatywne zakodowania są wtedy skasowane? Czy to wszystko jeszcze raz mnie spotka
w tym życiu lub w kolejnych inkarnacjach?
Odpowiedź proroka:
Wielu
ludzi z pewnością stawia sobie takie pytanie, gdyż nikt nie chciałby być obarczony
ciężkim losem. To, czy te losy, a więc potencjał grzechów, który przecierpieliśmy i
przez który jeszcze cierpimy, jest skasowany, zależy całkowicie od naszego
postępowania. Zmazany jest on wtedy, gdy rozpoznajemy w naszym losie zadanie, które w
końcu sami sobie postawiliśmy przez nasze grzeszne oddalone od Boga zakodowania. Jeżeli
w tym cierpieniu uczyniliśmy nasze kroki, to ten aspekt jest zarazem skasowany z naszego
planu życia, przeistoczony w pozytywną energię, która wtedy też stopniowo podejmuje
komunikację z wiecznym bytem, z naszym prawdziwym życiem.
Jeżeli jednak przypisujemy winę za nasz los naszym bliźnim, jeżeli
oskarżamy o to naszych współbraci i jeżeli nasze uczucia, odczucia, myśli, słowa i
czyny pozostają takie same, to niczego się nie nauczyliśmy z tego cierpienia, a zatem
nie zrobiliśmy naszych kroków; wtedy znieśliśmy a więc skasowaliśmy ewentualnie
kilka minimalnych elementów tego losu, ale dużo więcej obciążenia dodaliśmy przez
swoje nieustanne błędne postępowanie, gdyż nie rozpoznaliśmy niczego w swoim
nieszczęściu. Nie uczyniliśmy kroków, które z niego wynikały; nasze życie nie
zostało ustawione na nowych torach. Budujemy wtedy plan życia dla kolejnych inkarnacji
lub zawiązujemy łańcuch znoszenia winy, przez który będziemy cierpieć jako dusza w
obszarach oczyszczania.
Pytanie przyjaciela Chrystusa:
Czy
mogę poza obrębem planu mojego życia w tym ziemskim bycie już dzisiaj rozpoznać i
rozwiązać następne jeszcze nieaktywne aspekty mojego obciążenia, które jest
zakodowane w planetach? Czy mogę zatem sięgając już do dalszych planów życia
uwolnić się od obciążeń, które mogą sprowadzić na mnie ciosy losu?
Odpowiedź proroka:
Tak,
to jest możliwe, gdyż miłość i łaska Boża są zawsze obecne, aby każdego z nas
wspierać. Nie na darmo Bóg dał nam przez Mojżesza Dziesięć Przykazań, nie na darmo
Jezus, Chrystus Boży w szacie ziemskiej, nauczał nas głównego przykazania miłości do
Boga i bliźniego, nie na darmo mówił o belce i źdźble. On darował nam Kazanie na
Górze, które zawiera reguły życia dla całego naszego ziemskiego bytu, dla uczniów,
dla ludzi, którzy już pracują w swoim zawodzie, dla rodziny, na wszystkie sytuacje i
problemy życia. Ten, kto orientuje się według Przykazań Bożych i nauki Jezusa,
będzie sobie wciąż na nowo stawiał pytanie: Czy wolno mi tak myśleć, mówić i
postępować? Czy to, co czuję, myślę i czynię odpowiada Przykazaniom Boga i nauce
Jezusa? - w życiu człowieka wiele spraw bardzo szybko zmieniłoby się na pozytywne,
gdyby każdego dnia stawiał on sobie częściej te pytania; gdyby przeciwstawiał swoje
postępowanie przykazaniom i nauce Jezusa, aby zgłębić, co jest wolą Boga, a co wolą
człowieka; gdyby potem dał pierwszeństwo woli Boga, a za to, co jest w nim sprzecznego
z Prawem, za to, co sprzeciwia się przykazaniom i nauce Jezusa - pożałował, poprosił
bliźniego o przebaczenie, przebaczył temu, kto zadał mu ból, naprawił grzeszne czyny
na tyle, na ile jest to możliwe, i gdyby - co jest bardzo istotne - tych pożałowanych i
oczyszczonych grzechów już więcej nie czynił. Niejeden mógłby w ten sposób w ciągu
kilku lat nie tylko oczyścić istotne aspekty swojego planu życia z pomocą Chrystusa
Bożego - ale przez codzienne oczyszczanie mógłby też podjąć kontakt z dalszymi,
przez niego zakodowanymi w planety informacjami, które zaczynają się stopniowo
spiętrzać w kolejną drogę inkarnacji lub znoszenia dla jego duszy. Człowiek, który
więc w sensie nauki Jezusa aktywnie korzysta ze swoich ziemskich dni i usuwa kamienie ze
swojej drogi życia, a więc przeistacza obciążające go programy z pomocą siły
Chrystusa w pozytywną energię życiodajną, staje się coraz bardziej wolny. Światło
jego duszy powiększa się, a jego świadomość rozszerza. Ma on możliwość wysłania
części z fragmentów swoich zakodowanych informacji, które tworzą razem przyszłą
drogę inkarnacji lub znoszenia, i wcześniejszego przywołania ich. One wyłaniają się
wtedy w świecie jego uczuć, odczuć i myśli, ale ujawniają się też przez jego pięć
zmysłów. Zdarzają mu się wtedy sytuacje chcące dać mu wskazówki, a zarazem
zdarzenia, o których może z całkowitą pewnością powiedzieć: "W tym ziemskim
życiu nic takiego nie myślałem ani niczego takiego nie chciałem". Jeśli na takiego
człowieka spadają trudne problematyczne sytuacje, albo niespodziewanie napływają
masywne myśli, życzenia, a nawet namiętności, to mogą one pochodzić z przyniesionego
planu tego ziemskiego życia, ale także z potencjału programów i informacji z
kształtującej się dalszej drogi inkarnacji lub znoszenia. To, czy dany impuls dnia
bazuje na przyniesionym planie życia, czy nie, jest dla człowieka prawie nie do
odróżnienia. Ale czy ta wiedza jest istotna dla naszego duchowego rozwoju? Ważne jest,
żebyśmy aktywnie przyjęli odpowiedzialność za swoje życie i codziennie przyswajali
sobie kolejne lekcje.
Nasze życie leży w naszych rękach. Sami decydujemy, co z niego
zrobimy. Pomyślmy o tym, że mieszka w nas Duch Boży, który wie o wszystkim i który
chce wspierać nas i pomagać nam, tak żebyśmy znów osiągnęli nasze prawdziwe życie,
które jest wolnością.
Przyjaciel Chrystusa:
Wydaje
mi się, że w tym, co mówisz, ważne jest to, że powinniśmy stać się aktywni. Jest
to aktywna wiara, którą Chrystus Boży przybliża nam w swoich objawieniach. W zasadzie
jest to bardzo proste. Dziwię się tylko, że przez te długie lata jako kościelny
chrześcijanin tego tak nie robiłem. Przecież jest napisane w Biblii, szczególnie w
Kazaniu na Górze, jak po-winniśmy postępować w życiu codziennym, aby zbliżyć się
do Boga i jak możemy osiągnąć pokój w sobie i z naszymi współbraćmi. Teraz już
wiele razy doznałem, jak to działa, kiedy idę w ślady Nazareńczyka i aktywnie
korzystam z impulsów zawartych w planie mojego życia: lżej mi na sercu, na zewnątrz
też znajdują się drogi i rozwiązania; wzrasta ufność w Boga, w Chrystusa i powraca
nadzieja. Czy nie mógłbym tak postępować już wcześniej? Dlaczego tego nie
uczyniłem? Dlaczego większość chrześcijan tego nie robi? Co jest przyczyną tej
biernej postawy? Podłożem tego musi być jakieś błędne zaprogramowanie. Być może
już to, co teraz powiem zawiera odpowiedź.
Kiedy ty, Gabrielo, mówiłaś o wolności myślałem o instytucjach
katolickiego i ewangelickiego kościoła. Tam już od stuleci dyskutuje się o nauce
predestynacji. Ta nauka w jej najbardziej konsekwentnej (= "podwójnej") formie mówi,
że Bóg przez wieczny wyrok swojej woli wybrał pewnych ludzi do wiecznej błogości,
innych natomiast z powodu ich już przewidzianych grzechów przeznaczył na wieczne
potępienie. W swojej bardziej łagodnej (= "pojedynczej") formie ta nauka mówi, że
Bóg wybrał pewnych ludzi do wiecznej błogości, a u drugich wprawdzie nie ustalił tego
z góry, ale przewidział, że będą potępieni z powodu swoich grzechów.
Rzadko który chrześcijanin wie dzisiaj o tym, że ta nauka w swojej
najbardziej konsekwentnej formie jest nie tylko rezultatem przemyśleń szwajcarskiego
reformatora Jana Kalwina (1509 - 1564), lecz, że również Marcin Luter (1483 - 1546) tak
myślał i że ten temat wciąż na nowo powracał w kościele katolickim. Luter i Kalwin
powoływali się na Pawła i na ojca kościoła, Augustyna (354 - 430), który w wielkich
kościelnych instytucjach jest wysoko ceniony jako prawowierny i który również
powoływał się na Pawła. Paweł z kolei interpretował odpowiednie wersety z tak
zwanego "Starego Testamentu" i uważał że może z nich wyciągnąć następujący
wniosek: "[Wybranie] więc nie
zależy od tego, kto go chce lub się o nie ubiega, ale od Boga, który okazuje
miłosierdzie... A zatem komu chce, okazuje miłosierdzie, a kogo chce, czyni
zatwardziałym" (List do Rzymian 9, 16.18).
Odpowiedź proroka:
O ile dobrze rozumiem, to mimo starań o wyprostowanie tego, co zostało skrzywione, do
dzisiaj zostało przekonanie, że wyrok woli Odwiecznego miał mówić: Jednych wybrano do
wiecznej błogości, a dla innych ustalono lub w każdym razie przewidziano, że będą
wiecznie odrzuceni i potępieni.
Smutne, smutne są takie wyroki woli, które z pewnością nie
pochodzą od Boga, naszego Ojca, ani od Chrystusa, naszego Zbawiciela. Niejeden powie, że
przecież ten wieczny wyrok woli Bożej znaleziono w Biblii. Ten, kto coś takiego z niej
wyczytuje, nie sprawdził swojej osobistej woli, woli swojego ja. Zarówno katolicka jak i
ewangelicka instytucja powołuje się bardziej na Pawła niż na Jezusa. Tam, gdzie Paweł
tak interpretuje sprawy, tam się omylił. Jezus - o ile wiem - nic o tym nie mówił.
Zdumiewa mnie, co ludzie, którzy nazywają się chrześcijanami, którzy więc udają,
że zachowują i przekazują naukę Jezusa z Nazaretu według Jego zdania, a więc
dosłownie w Jego Duchu, zrobili i robią z Jego prostej nauki. W słowach Biblii - a
jeszcze bardziej w pierwotnych ewangeliach - można by jeszcze znaleźć niejedną
prawdę, gdyby przyjmowało się te słowa sercem, ale słowa Biblii zostały przez
intelekt teologów rozciągnięte i naciągnięte jak guma zależnie od ich ludzkich
wyobrażeń. Urzędnicy obu kościelnych instytucji jeszcze raz przerobili słowa Biblii,
które przykroił już Hieronim, aby dostosować je do swojej woli i przywiązać prosty
lud do tych instytucji.
"Prosty lud" to jest pole działania dla tych, którzy chcą
wywierać władzę. Cóż to byłaby za władza bez obiektów jej oddziaływania, bez
uzależnionych posłusznych prostych ludzi, bez tej masy, którą można sterować? Czyż
te instytucje, które nazywają się chrześcijańskimi, nie widzą tak ludzi i nie
używają ich często w ten sposób?
Jak jednak widział swoich współbraci Nazareńczyk i jak widzi nas
wieczny Ojciec? Każdy z nas jest Jego dzieckiem, zrodzonym z Jego wiecznej miłości.
Wprawdzie zamroczyliśmy się i obciążyliśmy się przez grzech, ale każdy człowiek,
każda dusza z głębi wnętrza pozostaje boską istotą i jako taka powróci w odwieczny
byt, gdyż jesteśmy dziećmi wiecznej miłości - dziećmi Boga, który jest miłością,
który nigdy nie odrzuca i nie potępia. Jezus nauczał nas sprowadzenia z powrotem
wszystkich dusz, gdyż powiedział: Dziewięćdziesięciu dziewięciu pozostawiam, aby
pójść za jednym zatraconym. On mówił o pełnej liczbie, a więc o wszystkich duszach.
Pytanie przyjaciela Chrystusa:
O ile mi wiadomo kościoły katolicki i ewangelicki twierdzą też, że człowiek i dusza
stwarzani są przez Boga dopiero w chwili poczęcia.
Odpowiedź proroka:
Bóg,
Odwieczny, który jest tym, co czyste, wiecznym bytem i doskonałą miłością, nigdy nie
stworzył żadnej duszy ani przed poczęciem, ani podczas poczęcia. Słowo "dusza"
jest zawsze wyrazem obciążenia, obojętnie jakiego stopnia. Bóg, wielka miłość
stworzył czyste boskie istoty, z których niektóre się obciążyły przez upadek, a
więc przez odwrócenie się od Boga. W duchowej terminologii nazywa się tych, którzy
się odwrócili od Boga "duszami". Dusze lub istoty duchowe inkarnowane na ziemi
nazywa się "ludźmi". Bóg nie stworzył więc nigdy dusz ani dla nieba, ani dla
piekła. Powtarzam: Bóg stwarzał i stwarza boskie istoty w wiecznym bycie, czyste ciała
duchowe, istoty miłości i pokoju, które są z Nim w absolutnej jedności i w absolutnej
harmonii. Fakt, że jedna dusza dąży do niebios, druga natomiast obciąża się nadal i
musi znosić swój los, jak gdyby męki piekielne, nie jest wolą Boga, lecz samowolą
egoistycznego człowieka, którego wnętrze jest jednak tym, co czyste, wiecznym prawem
miłości i wolności - jest to dziedzictwo czystej istoty, które każdy człowiek nosi w
głębi swojej duszy i którego każdy może znowu dostąpić.
Przyjaciel Chrystusa:
Zgodnie
z nauką kościelną człowiek nosi jednak w sobie inne dziedzictwo, a mianowicie tak
zwany "grzech pierworodny". To dziedzictwo zeszło na nas poprzez upadłe anioły i
pierwszych ludzi "przez rozmnażanie się". I z powodu tej tak zrozumianej
"jedności rodu ludzkiego" (Tomasz z Akwinu) grzech pierworodny jest przypisywany
także każdemu człowiekowi jako "osobista wina" przy czym proces ten pozostaje
"tajemnicą, której nie możemy do końca zrozumieć" (Katechizm katolickiego
Kościoła Nr 404 str. 134).
Przez chrzest - również niemowlęcia - ta wina według kościelnej
nauki już jest zmazywana. Jednocześnie chrzest jest "pieczęcią", a więc
gwarancją, że ochrzczony należy do tych, którzy zostali przeznaczeni na zbawienie -
przy czym trzeba by dodać - o ile później nie opuści on kościoła. Tutaj
rozpoznajemy, jak wszystko łączy się w oficjalnych kościołach: chrzest i wieczne
zbawienie lub obciążenie przez grzech pierworodny i wieczne potępienie.
Odpowiedź proroka:
I
jak to wszystko ma zrozumieć człowiek szukający Boga? Tego nie można pojąć rozumem,
a tym bardziej sercem. Czy pozostaje wiernemu kościołów coś innego oprócz cofania
się "w ciszy i z pokorą" do ostatniej iskierki "wiary"? Niejeden zawiesi
prawdopodobnie swoją wiarę na księdzu, który ją przekazuje, w nadziei, że
przynajmniej on to rozumie i może przejrzeć na wskroś. Czy jednak fakt, że ksiądz nie
może rozwikłać zagadek ani odsłonić tajemnic przed kościelną owieczką, nie czyni z
niego strażnika tajemnicy - skarbu? Czy nimb strażnika nie daje mu dodatkowej władzy?
Każdy człowiek o zdrowym rozsądku musi przecież stawiać sobie takie pytania - chyba
że już się z tym pogodził, że przestał myśleć. Dlaczego to np. grzech pierworodny
ma być wszczepiony w duszę, którą podobno Bóg na nowo stworzył? I co miałby to być
za Bóg, który dodatkowo do tych niekorzystnych warunków startu dodaje nam perspektywę
wiecznego potępienia. Nawet kiedy nie ustala go dla każdego, lecz tylko przewiduje -
natychmiast przy stworzeniu swojej nowonarodzonej istoty - to jednak dla tego, któremu
grozi potępienie, nie jest to miłe.
Przyjaciel Chrystusa:
Dlatego
też Marcin Luter ostrzegał przed zajmowaniem się tymi kwestiami. Powinno się raczej
wierzyć w to, że samemu jest się wybranym do zbawienia i trzymać się tego mocno.
Prorok:
Po
co więc ten cały teatr? Po co więc chrzest niemowląt, aby zmazać grzech pierworodny,
skoro już Luter naucza, że jedni są przeznaczeni na wieczne potępienie, a inni znowu
na pójście do nieba. Po co więc ci, którzy są przeznaczeni na wieczne potępienie,
mają płacić kościelne podatki, skoro i tak będą wiecznie potępieni i odrzuceni.
Wszyscy ci, których Bóg wybrał do nieba, nie potrzebowaliby kościelnych instytucji,
gdyż Bóg i tak przeznaczył dla nich niebiosa. Po co więc wiara w Boga, kiedy On już
wszystko ustalił. Po co modlić się do takiego Boga, który rozróżnia obie grupy? W
jakim celu rozwijać wyższe etyczne wartości, kiedy losem jednej grupy dusz i tak jest
wieczne odrzucenie - potępienie, a druga grupa i tak pójdzie do nieba? Dlaczego
korzystać z sakramentów kiedy przez "wyrok woli" Odwiecznego los i niebiosa są już
wyznaczone? Skoro więc Bóg dla każdego z nas już przy rzekomym stworzeniu duszy
wypowiedział wyrok albo przewidział nasz los, to po co ludzie mają wierzyć w łaskę?
Jeżeli to wszystko jest nam już przeznaczone i pojedynczy człowiek nie może w tym
niczego zmienić, to byłoby najlepsze, żeby każdy żył nie zakładając sobie cugli i
starał się innych oszukiwać, żeby dla swojego ziemskiego bytu mieć jak najwięcej
korzyści i przyjemności, gdyż dla tych odrzuconych z końcem ich ziemskiego życia
wszystko, co przyjemne, już by się skończyło.
Przyjaciel Chrystusa:
Ewangelickie
pisma wyznaniowe wyjaśniają mi, że nie mogę kierować się ani własnym rozsądkiem,
ani prawem Bożym, lecz że to Bóg miałby się zlitować nad "wszystkimi". W końcu
mógłbym się trzymać Pawła, który nawoływał najpierw do opamiętania i do
posłuszeństwa wobec Boga, zanim wspomniał o "wiecznym wyborze Boga", według
którego jednak nie wszyscy zostają wybrani do zbawienia.
Odpowiedź proroka:
Nie
mogłoby być większego zamieszania. Wszystko to jest moim zdaniem nielogiczne. Bóg
jednak jest logiczny, gdyż On jest Logosem, a zatem mądrością.
Bóg nie włożył też żadnemu człowiekowi grzechu pierworodnego w
kołyskę ani nie dopuścił do tego, żeby jedno z Jego dzieci od prapoczątku zostało
tak obciążone i jeszcze za to miało ponosić karę.
Powtarzam: Każdy człowiek nosi boskie dziedzictwo w sobie. W
najszerszym tego słowa znaczeniu za grzech pierworodny może być uznane zakrycie
boskiego światła - jako pewna wina częściowa upadku u czystej istoty schodzącej do
wcielenia, lub też u istoty upadku, która odwróciła się od Boga.
Bóg pozostawił swojemu dziecku wolność grzeszenia wobec boskiego
dziedzictwa lub dążenia do niego ponownie w ten sposób, że człowiek krok za krokiem
pozostawia to, co grzeszne, i oddaje się przykazaniom Bożym. To jest prawo wolnej woli.
Przyjaciel Chrystusa:
Mówisz,
że Bóg dał swojemu dziecku prawo wolnej woli. W ewangelickiej nauce odczytuję to
jednak znowu zupełnie inaczej. Ewangelicki kościół naucza, że mam wolną wolę tylko
w tych sprawach, które "pojmuje rozum". W sprawie wiary i zbawienia nie mam jednak
wolnej woli. Duch Święty albo może zdziałać we mnie prawdziwą wiarę albo nie.
Ewangelickie wyznanie znowu cytuje w tym miejscu Pawła, który napisał: Człowiek
zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha". (1 List do Koryntian 2.14).
Również Marcin Luter powołuje się jak powiedziałem na Pawła i porównuje człowieka
do konia, którego ujeżdża albo Bóg albo szatan. W związku z tym poucza też jednych,
że Bóg przeznaczył ich do wiecznej błogości, a innych, że Bóg przeznaczył ich na
wieczne potępienie. Wolnej woli, żeby zdecydować się na jednego z obu jeźdźców,
człowiek nie posiada. Luter pisze dosłownie: "I nie ma on wolności decyzji,
zwrócenia się do jednego z jeźdźców lub szukania go, lecz jeźdźcy sami kłócą
się o to, żeby go przytrzymać i posiadać".
Opierając się na Lutrze ewangelicko-luterański kościół naucza do
dzisiaj, że w sprawach wiary brak jest wolnej woli. Tylko w teorii predestynacji
pojedynczych ludzi na wieczne potępienie pisma wyznaniowe kościoła złagodziły naukę
swojego założyciela i nauczają teraz, że wieczne potępienie zostało "tylko"
przewidziane. Zgodnie z tym Bóg nie przeznacza dla nikogo wiecznego potępienia, ale -
jak kościół argumentuje - przewiduje wszystko, co się stanie, a więc również to,
kto ostatecznie będzie wiecznie potępiony.
Odpowiedź proroka:
Słyszę,
że Luter nauczał, a jego następcy złagodzili jego naukę. Co to znaczy? Czy Luter się
pomylił? Wtedy powstaje pytanie ile prawdy jest zawartej w tym, czego Luter jeszcze
nauczał. Jakie części jego nauki mogą być również fałszywe i jak to teraz wygląda
z wiarygodnością kościelnej nauki?
Duch Boży nigdy się nie myli. To, czego nauczał sam, i przez swojego
Syna, który jako Jezus nauczał boskiego Prawa, jest tym samym wczoraj i dzisiaj, gdyż
jest to Prawda. Bóg jest Odwiecznym, Absolutnym i Jego Prawo jest wieczne i absolutne,
niepodważalne. To jest pewność i na tym można polegać.
Nawet kiedy w tym świecie błędy i omyłki są takie wielkie - Jeden
nigdy się nie myli i nie pozwala się oszukiwać, a zatem nigdy nie rozczaruje tego, kto
do Niego przychodzi jako Jego dziecko, kto zwraca się do Niego i czyni kroki, które On
wskazał nam przez Jezusa - np. w Kazaniu na Górze.
Jeżeli to, co tutaj powiedziałeś o ewangelickiej nauce, odpowiada
rzeczywistości, to jest to dla mnie bardzo oddalone od Prawdy, od właściwej realności.
Dzień po dniu słyszę głos serca. On jest miłością, dobrocią, życzliwością,
pomocą i mówi: Każdy, ale naprawdę każdy powróci do Boga, naszego Ojca, przez
Chrystusa, naszego Zbawiciela. Każdy jest jednak sam odpowiedzialny za to, co myśli,
mówi i czyni. Dzięki wiecznej miłości Boga i dzięki iskrze zbawczej w każdej duszy
każda dusza rozpozna kiedyś swoje prawdziwe pochodzenie, które jest wolnością
wpływającą w Boga. Do tej wolności podąży kiedyś, nawet, gdy ma za sobą wiele
losów i inkarnacji.
Każdy człowiek, który wierzy w Boga, a nie w "Boga" instytucji
kościelnych, rozpozna pewnego dnia, że treść Przykazań Bożych i Kazania na Górze
Jezusa przedstawia drogę do królestwa niebiańskiego. Ten, kto dąży do spełniania
Przykazań Bożych i Kazania na Górze, dozna, że jest świątynią Boga i że Bóg,
wielka miłość, w nim mieszka. Na to nie potrzeba tego całego cyrku oficjalnych
kościołów.
Nic dziwnego, że mamy coraz więcej ateistów, gdyż kto używa
swojego rozumu, aby zastanowić się nad tym, czego niekiedy nauczają oficjalne
kościoły, traci wiarę w Boga. Dopiero przez twoje pytanie zwróciłam uwagę na naukę
predestynacji. Teraz coraz lepiej rozumiem, czemu Chrystus Boży stworzył swoje
obejmujące cały świat dzieło poza obrębem oficjalnych kościołów. On, wielki Duch
nieskończoności pragnie swoją prostą nauką miłości do Boga i bliźniego, nauką
duchowo-moralnych wartości osiągnąć wielu ludzi, aby odebrać im strach przed
ustalonym lub przewidzianym potępieniem, przed wiecznym piekłem, ale też przed karą
boską.
Drogie siostry, drodzy bracia, jeżeli to, co przyjaciel Chrystusa
przedstawił odpowiada prawdzie, a więc można to sprawdzić, to każdy powinien
postępować zgodnie ze swoim sumieniem, a nie zgodnie z dawną tradycją. Jestem
przerażona, że coś takiego wymyślono o Bogu, Ojcu miłości i oficjalnie się to
głosi. Teraz rozumiem dlaczego oficjalne kościoły odmawiają prachrześcijanom nazwy
chrześcijan. Zaprawdę z oficjalnym chrześcijaństwem my, prachrześcijanie, nie mamy
nic wspólnego. Chrystus oficjalnych kościołów nie jest tym Chrystusem, którego
Odwieczny Ojciec przysłał do ludzi.
Przyjaciel Chrystusa:
Obok
nauk kościołów ewangelicko-luterańskich kościołów istnieją też nauki kościołów
ewangelicko-reformowanych. Te kościoły powołują się na Kalwina, który jeszcze
bardziej niż Luter podkreślał naukę o predestynacji. Ten kościół rozpowszechniony
jest przede wszystkim w Szwajcarii, Holandii, Szkocji i w niektórych regionach Niemiec i
w nim przez długi czas pielęgnowano wiarę Kalwina, że predestynację na zbawienie lub
potępienie można odczytać też z sukcesów pojedynczego człowieka.
Jeżeli ludzie w tradycji tej wiary starali się spełniać boskie
przykazania, to często to, co robili, uważali za znak swojej predestynacji na zbawienie
i tym sobie zapewniali, że nie należą do potępionych.
Dopiero w roku 1973, a więc 400 lat po śmierci Kalwina
ewangelicko-reformowany kościół w Europie złagodził wiarę Kalwina i przyznał, że:
"Nie istnieje wieczny wyrok Boga na ostateczne odrzucenie pewnych osób". Wyręczono
się jednak czcią przed "tajemnicą boskiego działania".
Prorok:
Założyciel
religii ustanawia więc swoją naukę, formułuje zasady wiary, a potem jest to
rewidowane; to, co dawniej było prawdą i obowiązywało, teraz już nie ma znaczenia,
jest przestarzałe.
Z tego przecież można wnioskować, że to, co dzisiaj, jeszcze
obowiązuje i czego się broni, może być jutro nic nie warte. W związku z tym myślę o
tych wielu ludziach, którzy na skutek tego twardego sformułowania nauki o predestynacji
rozpoznali, że są przez Boga odrzuceni. Czy nie musieli się oni poczuć jak najbardziej
nędzni pośród nędznymi? Jak mogli jeszcze wierzyć w Ojca, który jest sprawiedliwy,
nie mówiąc już o miłosiernym Bogu? Skąd mieli brać ufność do Niego i wiarę w Jego
miłość? Czy nie byli zdani na beznadziejność, na otępiałą rezygnację? Czy ci,
godni pożałowania, zwodzeni, nie musieli popaść w bierność bez żadnego bodźca, aby
postarać się o życie, w którym spełnia się boskie przykazania, gdyż wszystko
byłoby nadaremne i bez sensu?
Czy to mogłoby być ewentualnie jedną z przyczyn biernej i
zrezygnowanej wiary tylu chrześcijan, ślepego posłuszeństwa i uległości, ale też
rozpaczy, zatwardziałości serca i braku miłości?
Przyjaciel Chrystusa:
Podobnie
jest też w kościele rzymsko-katolickim. On wprawdzie w postanowieniach soboru
zadeklarował, że nikt nie jest przeznaczony na wieczne potępienie, ale jednak naucza
możliwości wiecznego potępienia. Ono jest przewidziane dla każdego, kto umiera w
stanie "ciężkiego grzechu" (Leksykon teologii kościoła, tom 8, 1963,669), który
Kościół zdefiniował tak: kto nie jest posłuszny Kościołowi, jest potępiony. Bóg
widzi to już przy stworzeniu niemowlęcia - i mimo to stwarza je.
Prorok:
Nie
mogę uwierzyć, że jest tak, jak to przedstawiłeś. Moje poczucie sprawiedliwości
mówi mi, mi, że katolicy i protestanci, którzy chcą sprawdzić te nauki, mogliby
wczytać się w odpowiednią literaturę zamiast pytać jednego ze swoich kościelnych
urzędników, który wymówkami, własnymi wyobrażeniami, okrężnymi określeniami i
upiększeniami wypowiada coś innego, niż jest to autentycznie przykazane. Pozostawiam to
bez komentarza. To jest dla mnie nie do pomyślenia, że takie nauki rozpowszechniane są
pod płaszczykiem imienia Jezusa, Chrystusa. Moim jedynym życzeniem byłoby, żeby to, co
mówisz, było omyłką. Nie wierzę w katolicką, luterańską i kalwinistyczną naukę o
potępieniu lub predestynacji, gdyż wolno mi doznać Boga w moim sercu. Żaden człowiek
nie może zgłębić Wielkiego Ducha, lecz każdy może Go doznać, jeżeli krok za
krokiem spełnia Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze. Wtedy doznaje, że Bóg kocha
nas wszystkich i że dał nam największy podarunek: prawo miłości i wolności, dzięki
czemu staliśmy się dziedzicami wiecznego bytu. Wszyscy dziedzice królestwa Bożego
dostąpią znowu swojego boskiego dziedzictwa: to jest niepodważalne. Powrócimy znowu
tam, skąd pochodzimy, do Boga naszego wiecznego Ojca przez Chrystusa, naszego Zbawiciela.
Przyjaciel Chrystusa:
To,
co tu przedstawiasz, kościelne nauki nazywają: "nauką wszechpojednania", którą
odrzucają, mimo że coraz więcej ludzi, również katolików i protestantów, przeczuwa,
wie i doznaje, że jest tak, jak mówisz. Oficjalne kościoły nie mówią też swoim
wiernym, że proces oczyszczania i uszlachetniania każdej duszy ma dalszy ciąg w
zaświatach i ewentualnie w kolejnych inkarnacjach. One "zakazują" nawet człowiekowi
"liczyć na pojednanie i zmazanie winy dla wszystkich i za wszystko, co czynimy lub
czego nie czynimy" (katolicka uchwała synodalna "Nasza nadzieja" z roku 1975, cytat
z czasopisma Weltbild 20/96). Potem apelują do poczucia sprawiedliwości człowieka i
mówią w przybliżeniu, że "dobrzy" i "źli" ludzie nie mogą w końcu "bez
różnicy stać koło siebie przed Bogiem". (Weltbild 20/96 str. 24). Jednocześnie
unika się jednak otwartego głoszenia własnych nauk o wiecznym potępieniu przewidzianym
dla pewnych przypadków przez Boga i kazań na ten temat. Czy kryje się za tym obawa, że
jeszcze więcej ludzi zacznie występować z kościoła? Tak więc księża i kościelni
redaktorzy zajmują się kosmetycznym upiększaniem kościelnej nauki na zewnątrz, a za
kulisami teolodzy kontynuują przez stulecia te zastraszające nauki kościelne przy
pomocy państwowych subwencji. A ponieważ te nauki są bardzo skomplikowane, to po wielu
latach studiów mogą być dla teologów podstawą do osiągnięcia tytułów doktorskich.
Ufności do Boga nie będą mogli nimi rozbudzić, bo jak można zaufać Bogu, do którego
"tajemnic" należy to, że wielu ludzi i wiele dusz na wieczność i po wsze czasy
będzie musiało znosić wielkie męki; nawet wtedy, kiedy łagodzi się tę tajemnicę
pięknymi słowami. Czy można przy tym temacie mówić w ogóle o "tajemnicy Boga"?
Czy Jezus nauczał o jakiejkolwiek "tajemnicy Boga"?
Odpowiedź proroka:
Taka
nauka jest błędna; o tym wiem, gdyż moje serce wypełnione jest Tym, który kocha
wszystkich ludzi i wszystkie dusze, Bogiem, wiecznym Ojcem. Nauka Jezusa, Chrystusa, była
i jest prosta, gdyż jest ona Prawdą. Ta nauka była i jest podstawą dla wszystkich
niewyznaniowych chrześcijan.
Przyjaciel Chrystusa:
W
co wierzą ci niewyznaniowi chrześcijanie i w co wierzyli pierwsi chrześcijanie?
Odpowiedź proroka:
Pierwsi
chrześcijanie wiedzieli o drodze ponownych wcieleń, a więc o powtórnych wcieleniach
duszy. Wiedzieli, że to powracanie na ziemię stwarza możliwość, aby w świecie
doczesnym podczas wcielenia szybciej rozpoznać to, co grzeszne, a więc błędne
postępowanie, pożałować za to, oczyścić to i więcej tego nie czynić. Również
prachrześcijanie następnych stuleci wiedzieli o reinkarnacji, o której wiedza zachowana
jest też w apokryfach, mądrze "wyłączonych" przez Hieronima działającego na
zlecenia swojego kościoła. Wielu katolików i protestantów wierzy także dzisiaj w
reinkarnację i w łaskę Bożą, dzięki której mogą w szkole ziemskiej uczynić kroki,
aby wejść w królestwo Boże, z którego pochodzi każda istota. Byliśmy u Boga,
jesteśmy w Bogu bezpieczni i znowu powrócimy do Boga, naszego wiecznego Ojca - wtedy,
kiedy uczynimy nasze kroki. W to wierzyli chrześcijanie pierwszych czasów i w to wierzą
prachrześcijanie dzisiejszych czasów.
Tak więc każdy człowiek, każda dusza, obojętnie jak ciężko
obciążona przez grzech, jest predestynowana - na to, co boskie. Jesteśmy przeznaczeni
do bycia dziedzicami nieskończoności, gdyż każdy wcześniej czy później dostąpi
znowu swojego boskiego dziedzictwa przez Chrystusa, który nam i wszystkiemu, co wydawało
się stracone, umożliwił zawrócenie i powrót do domu. Chrystus, Syn Boży przybrał
szatę ziemską, aby nam pokazać drogę do wiecznej ojczyzny, aby ponownie nam
uświadomić, że Bóg, wieczny Ojciec nigdy nie odwraca się od żadnej duszy, nigdy nie
odrzuca nawet jednego ze swoich dzieci, gdyż wtedy odrzuciłby samego siebie.
Nastał teraz czas, żeby wielu zbudziło się z tej zależności, z
tego otępienia, smutku i rozpaczy, w którą wpadł niejeden nie mogąc np. zrozumieć i
poradzić sobie z wypowiedziami nauki o predestynacji i z tym, co to znaczyło dla jego
osobistego życia i tracąc wiarę serca i głęboką ufność do swojego niebiańskiego
Ojca. Niejeden stracił w ten sposób ostoję, którą znajdujemy jedynie w Bogu i stał
się posłuszny tym, którzy głosili, że zbawienie, dostęp do Ojca, do odwiecznej
ojczyzny leży tylko w ich rękach. Niejeden stracił odwagę i motywację do uaktywnienia
się, żeby rozpoznać siebie na podstawie mniejszych i większych impulsów z energii
dnia, oczyścić to, co rozpoznał, i odtąd czynić to, co Bóg przykazał, aby opanować
swój los we właściwy sposób.
Jezus troszczył się o słabych, nędznych, chorych, grzeszników. On
swoim życiem dał nam przykład i jest zarazem gwarantem nieograniczonej miłości Boga.
On jako Syn człowieczy dał nam dowód, że droga do Boga, stopniowe spełnianie
Dziesięciu Przykazań i Jego nauki, jest możliwa i prowadzi do celu - do wiecznego bytu.
"Prorok" - w słowie i w druku - jest bezpłatny. |
![]()
Universelles Leben, Postfach 5643, D-97006
Würzburg, Niemcy
tel.: +49 931 3903-0, fax: +49 931 3903-233
e-mail: info@universelles-leben.org
Internet: www.universelles-leben.de
Stowarzyszenie dla Popierania Życia Uniwersalnego
Koło w Stargardzie Szczecińskim, Os. Zachód B22, 73-100 Stargard Szczeciński
konto: Pekao SA, I Oddział w Stargardzie Szczecińskim, 48 1240 3901 1111 0000 4227 3622
e-mail: info@zycie-uniwersalne.pl
Internet: www.zycie-uniwersalne.pl
Adresy korespondencyjne
[an error occurred while processing this directive]