Dziesięć Przykazań Bożych - Życie prachrześcijan

 

Chcą być Państwo zabici czy zamordowani?
Dziesięć Przykazań Bożych mówi do Państwa!

 

Dlaczego świat, taki jaki jest, nie może dać nam pokoju? Dlatego że nie bazuje na ofiarnej miłości, lecz na miłości własnej. Ludzie muszą zawrócić i rozwinąć wewnętrzną miłość, ofiarną miłość. Wtedy ten zatwardziały świat pozbawiony pokoju będzie stopniowo przeistoczony. Dziesięć Przykazań wskazuje nam drogę, gdyż jest to wyciąg z Absolutnego Prawa niebios, z boskiego prawa ofiarnej miłości.

Pełnia tego, co zawarte jest w Dziesięciu Przykazaniach, otwiera się przed tym człowiekiem, który te przykazania z odwiecznego Prawa krok za krokiem spełnia, a więc ożywia je poprzez swoje myślenie i postępowanie. Następujący tekst przedstawia zasięg i głębię Dziesięciu Przykazań. Wyjaśnia jednocześnie, jak przyjaciele Chrystusa, prachrześcijanie w Życiu Uniwersalnym, starają się coraz bardziej wprowadzać konkretnie w czyn Dziesięć Przykazań w sytuacjach dnia powszedniego.

 

Dziesięć Przykazań Bożych

»Litera ożywi się dopiero wtedy, kiedy człowiek zacznie spełniać przykazania. Dzięki temu będzie powoli dojrzewał i wrastał we wszechobejmujące prawo miłości i życia. Jedynie ten, kto spełnia przykazania sercem i w duchu miłości, rozpozna wszechobejmujące Prawo i odnajdzie Prawdę, która jest w głębi duszy człowieka«.

Z dzieła: »To jest Moje Słowo«.

Poniższy tekst dostępny jest również jako książka „Dziesięć Przykazań Bożych”. Można ją zamówić na stronie Wydawnictwa DAS WORT.

 

 

 Słowo wstępne

 

 

Pierwsze przykazanie

»Ja Jestem Pan, Bóg twój. Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie. Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko lub w wodzie poniżej ziemi«.

 

Drugie przykazanie

»Nie będziesz nadużywał imienia Pana, twojego Boga, gdyż nie dozwoli Pan, aby pozostał bezkarny ten, kto nadużywa Jego imienia«.

 

Trzecie przykazanie

»Pamiętaj o dniu szabatu, aby go święcić. Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką twą pracę, lecz w siódmym dniu jest szabat Pana, twojego Boga. Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twoje bydło, ani obcy, który przebywa w twoich bramach«.

 

Czwarte przykazanie

»Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył w tej krainie, którą dał tobie Pan, twój Bóg«.

 

Piąte przykazanie

»Nie będziesz zabijał«.

 

Szóste przykazanie

»Nie będziesz cudzołożył«.

 

Siódme przykazanie

»Nie będziesz kradł«.

 

Ósme przykazanie

»Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw swoim bliźnim«.

 

Dziewiąte i dziesiąte przykazanie

»Nie pożądaj domu bliźniego swego«.

»Nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani osła, ani niczego, co twój bliźni posiada«.

 

Bóg jest źródłem i strumieniem bytu,
naszym Ojcem - a my Jego podobieństwem

 

 

 

 

Słowo wstępne

 

Bóg poprzez Swojego sługę Mojżesza dał ludzkości Dziesięć Przykazań. Lud izraelski był wybrany, aby przez wzorowe życie przynieść ludzkości zbawienie, urzeczywistnione Prawo Boże. Kiedy Izraelici mimo pomocy i drogowskazów danych im poprzez przykazania coraz bardziej zawikłali się w swoje przyczyny, Syn Boży wcielił się w Jezusa z Nazaretu. Poprzez Niego ponownie zbliżył się do nas ludzi Ojciec, Bóg miłości, dobroci, przebaczenia i łaski. On bowiem wskazał drogę, która poprzez samorozpoznanie i oczyszczanie grzechów, poprzez urzeczywistnianie i spełnianie praw Bożych prowadzi z powrotem do wiecznej Ojczyzny. Jezus z Nazaretu nauczał tej drogi i ukazał ją nam Swoim życiem. Droga ta przedstawiona jest w Kazaniu na Górze, które zawiera wskazówki do konkretnego urzeczywistniania w dniu powszednim. Ta pomocna dłoń wyciągnięta była i jest do wszystkich ludzi, którzy chcą żyć po chrześcijańsku.

W naszych czasach Chrystus znowu przemawia do nas ludzi, poprzez słowo prorocze. W niezliczonych objawieniach i poprzez działanie Swojej nauczającej prorokini i orędowniczki pogłębił On i pogłębia Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze. Duch Boży udziela nam więc pomocy w zastosowaniu Jego nauki, ukazuje nam przyczyny i duchowe powiązania i naprowadza nas na odpowiedzi, drogi i rozwiązania w najrozmaitszych sytuacjach naszego życia. W ten sposób Duch Boży wnosi Swoje odwieczne prawa w nasze życie codzienne, abyśmy doświadczyli, jak możemy myśleć i żyć „zgodnie z Prawem”, to znaczy w Duchu Bożym.

Chodzi o to, ażebyśmy to, co rozpoznajemy, wprowadzili też w czyn w naszym życiu. Jeżeli  u c z y n i m y  to, czego Jezus nauczał - a przecież Jezus mówił o czynie! - to stwarzamy ogromny potencjał pozytywnej, a więc boskiej energii i osiągamy też wyrozumiałość i umiejętność wczuwania się w naszych współbraci, a ponadto tolerancję, która umożliwia nam pozostawianie bliźniemu wolnej woli.

 

Ta książeczka, która została opracowana na podstawie tekstów trzech audycji radiowych „Małego Kółka Rozmów w Życiu Uniwersalnym”, zawiera kilka ważnych przemyśleń dotyczących Dziesięciu Przykazań.

Dziesięć Przykazań to wyciąg z absolutnego, doskonałego Prawa Bożego. To Prawo Boże jest  ż y c i e m. Życie, Bóg, jest wszystkim we wszystkim, nieskończoną różnorodnością i pełnią bytu. W każdej prawidłowości i też w każdym przykazaniu jest ona życiem, które otwiera się przed nami dzięki naszemu urzeczywistnianiu i spełnianiu, przez nasz sposób postępowania i życia. Kto może to pojąć, niech pojmie. Kto chce to pozostawić, niech pozostawi. Ten, kto chce pojąć, każde przykazanie może zrozumieć jako bramę do pełni życia - życia w Bogu, w Duchu Bożym.

Jeżeli my przez nasze myślenie i postępowanie zanurzymy się w głębię życia, to odkryjemy, że każde przykazanie jest ostatecznie zawarte w innych przykazaniach. Ta książeczka nie może przekazać doświadczenia o tym, że wszystko jest zawarte we wszystkim, daje jednak impulsy, wskazówki i przykłady dla tych, którzy chcą żyć prawdziwie po chrześcijańsku, którzy więc w naszych czasach pragną iść w ślady Chrystusa Bożego.

Tak jak 2000 lat temu, Chrystus i dzisiaj uświadamia nam główne przykazanie: „Miłuj Boga, twojego wiecznego Ojca, ponad wszystko, a bliźniego jak siebie samego!” W tej prawidłowości Wewnętrznego Życia zawarte są wszystkie przykazania Boże.

Istotne jest przy tym jest, żeby przykazania - tak jak i wszystkie boskie prawdy - nie pozostawały spisane na papierze, lecz były wprowadzane w czyn. Dopiero wtedy będziemy w stanie pojąć słowo Boże w całej głębi, Jego wskazówki dla nas na każdy dzień, Jego przykazania. Tak więc Jezus, Chrystus, powiedział: „Każdy więc, kto słucha słów Moich i  w y p e ł n i a  j e, będzie przyrównany do męża mądrego [...]”. Dzisiaj nie mówi On inaczej.

 

Żaden z nas, prachrześcijan, nie jest jeszcze doskonałym, „czyniącym słowa”, ale codziennie staramy się iść w ślady Chrystusa, rozpoznając siebie poprzez impulsy z energii dnia, oczyszczając to, co jest grzeszne, nie czyniąc tego już więcej i spełniając w zamian prawidłowości Boże, które zgodne są z głównym przykazaniem ofiarnej miłości, z Dziesięcioma Przykazaniami i z Kazaniem na Górze. Dopóki ludzie nie zaczną całkowicie spełniać Prawa Bożego, to znaczy spełniać woli Boga, tak aby Jego Duch mógł przez nich bezustannie działać, codzienne zmaganie się trwać będzie nadal. Przy tym zdarza się, że jeszcze „upadamy” w myślach, słowach i czynach, a więc popełniamy błędy i podejmujemy nieprawidłowe decyzje. W tym wypadku ważne jest, żeby nie rezygnować, lecz powstać z pomocą i siłą Chrystusa i ponownie ukierunkować się na Boga i Jego prawa. W ten sposób dalej dążymy do doskonałości i coraz bardziej obejmujemy nasze duchowe dziedzictwo - a to jest sens i cel naszego życia na Ziemi. Tak przedstawia się dla nas kroczenie śladami Chrystusa i życie w Duchu Bożym.

 

Prachrześcijanie w Życiu Uniwersalnym

i Gmina Przymierza Nowa Jerozolima

 

 

I

Pierwsze przykazanie

 

W Biblii wydanej na podstawie przekładu Marcina Lutra (Biblia luterańska na podstawie przekładu Marcina Lutra. Tekst poprawionej wersji z 1994 r.) pierwsze przykazanie brzmi: „Ja Jestem Pan, Bóg twój. Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie. Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko lub w wodzie poniżej ziemi”.

Co to pierwsze przykazanie chce powiedzieć nam, prachrześcijanom w Życiu Uniwersalnym? Jak my prachrześcijanie przestrzegamy pierwszego przykazania? Jak urzeczywistniamy je w dniu powszednim?

Pierwszą wypowiedzią na początku pierwszego przykazania jest „Ja Jestem Pan, Bóg twój”. Ta wypowiedź ma dla nas, prachrześcijan, fundamentalne znaczenie, gdyż Bóg jest wszystkim, co jest. On jest Duchem życia i Ojcem nas wszystkich. W tym zawiera się też odpowiedź na pytania, „skąd” pochodzi człowiek i „dokąd” dąży.

 

W pierwszym przykazaniu czytamy dalej: „Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie”. My, prachrześcijanie, jako „innych bogów” pojmujemy nie tylko władzę, pieniądze, wysoko rozwiniętą technikę, nałogowe szukanie rozrywek, narkomanię itp. My widzimy to tak:

Wszystko to, co nie odpowiada boskiemu Prawu, wiecznemu słowu Bożemu, to „inni bogowie”, a więc bożkowie. Do tego należą też przesadne życzenia, namiętności i pożądania, wszystko to, do czego ludzie dążą ponad rozsądną miarę.
Jeżeli żywimy te naglące, przesadne życzenia, pożądania, namiętności i nałogi, poruszając je przez długi czas w naszych uczuciach, odczuciach i myślach lub nawet spełniając je sobie w czynach, to jak gdyby uwielbiamy tych bożków i składamy im hołd. „Innymi bogami” są też ludzie, których stawiamy na piedestale, których czcimy i wielbimy, zamiast po prostu poważać ich jako naszych bliźnich.

 

W pierwszym przykazaniu czytamy dalej: „Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko lub w wodzie poniżej ziemi”. Jak do tego podchodzą prachrześcijanie?

My, prachrześcijanie, wiemy, że Duch Boży mieszka w każdym człowieku. Po to, aby zwrócić się do Boga, naszego Ojca i do Chrystusa, naszego Zbawiciela, nie potrzebujemy żadnego obrazu na zewnątrz, przed którym klękamy i który uwielbiamy; zwracamy się natomiast do naszego wnętrza i tam modlimy się do Boga. Nie potrzebujemy posągów, ołtarzy, obrazów ukrzyżowanego itp., gdyż wiemy, że Duch Boży żyje w nas. Do Niego się zwracamy. On jest nam wsparciem i ostoją.

Każdy obraz jakiegoś świętego, którego się uwielbia, jest w końcu „innym bogiem”, gdyż każda figura czczona na zewnątrz, odwraca uwagę od prawdziwego Boga, od Boga w naszym wnętrzu.

Chrystus objawił nam, że jeśli czcimy obrazy lub posągi, jak np. liczne wizerunki świętych, to stwarzamy sobie obraz Boga, aniołów lub nawet nieba - przedstawianych często w promienistym blasku - ale według naszych ziemskich wyobrażeń. Ten obraz jest wtedy wyryty w naszej duszy. Kiedy nadchodzi godzina odejścia z tej ziemi i kiedy jako dusza idziemy w zaświaty, to może się zdarzyć, że będziemy cierpieć z powodu tych obrazów, gdyż są one programami, które zakodowaliśmy w naszej duszy.

 

Nasze myśli nie wystarczają aby wyobrazić sobie wieczne niebo. Nie możemy sobie stworzyć obrazu czysto duchowych światów ani obrazu aniołów, istot duchowych, a już w ogóle obrazu Boga-Ojca, Boga Ojca-Matki, i Chrystusa, współrządcy niebios. Obrazy i posągi są wobec tego tylko wyobrażeniami. Jeżeli z takimi wyobrażeniami pójdziemy w zaświaty, to będziemy je musieli najpierw odłożyć, aż w toku procesu oczyszczania naszej duszy znajdziemy prawdziwy obraz, realność bytu; aż zanurzymy się w niebo, którego jako ludzie nie możemy sobie wyobrazić; aż ujrzymy Boga, naszego Ojca, twarzą w twarz, i też Chrystusa, naszego brata i Zbawiciela oraz nasze siostry i naszych braci, boskie istoty niebios. Tak nauczał nas Chrystus, objawiający się Duch.

 

My, prachrześcijanie w Życiu Uniwersalnym, nie mamy też krzyża z ciałem ukrzyżowanego. W naszym pojęciu Chrystus zmartwychwstał. Jesteśmy świadomi tego, że czyn zbawczy Pana nosimy w naszych duszach, w naszych sercach. Symbolizuje go krzyż bez ciała. Krzyż zmartwychwstania jest dla nas jednocześnie drogowskazem do wiecznego bytu.

Ciało ukrzyżowanego przedstawiane jest w różnorodny sposób. Jeżeli uwierzymy, że Jezus był kiedyś takim, jakim jest przedstawiany, to ciało to będziemy mieli jako obraz w naszej duszy. Kiedy po śmierci pójdziemy jako dusza w zaświaty, to ten obraz pojawi się i trudno nam będzie usunąć go z naszej duszy, ten obraz, do którego tak często modliliśmy się. Wtedy być może czeka nas długa droga, zanim uświadomi nam się, że zmartwychwstały jest promieniującą istotą odwiecznego bytu, a nie ciałem na krzyżu.

 

Pierwsze przykazanie mówi też o tym, żebyśmy nie czynili sobie obrazu tego, co jest nisko na ziemi lub w wodzie poniżej ziemi. Możemy to zrozumieć jeśli wiemy, że nie to, co widzimy na ziemi, jest prawdziwą rzeczywistością. Nasze fizyczne oczy widzą tylko powłokę, pod którą ukrywa się życie, Duch.

Zwierzęta, rośliny, kamienie, to, co jest na ziemi i pod ziemią, to, co widzimy w wodzie i co jest na dnie morza - są to aspekty Boga, które z powodu zagęszczenia materii mają inną formę niż w odwiecznym bycie. Naszych dalszych bliźnich, zwierzęta, powinniśmy doznawać w naszym sercu; powinniśmy potwierdzać i nosić w sercu całą przyrodę jako wielkie światło stworzycielskie Boga. Ale założenie, że ziemska forma życia - np. forma w jakiej przejawia się kwiat, zwierzę - odpowiada sile stworzycielskiej Boga w niebie, byłoby błędne. W kwiatach, w zwierzętach jest   e s e n c j a  życia, jest Bóg - zewnętrzna forma jest materialną powłoką.

Królestwa przyrody są aspektami Boga, które przybrały kształt. To, co widzimy na ziemi, nie jest więc pierwotnym stworzeniem, a tylko słabym odbiciem tego, co Bóg stworzył w czystym bycie. Dlatego nie powinniśmy sobie stwarzać obrazów i myśleć, że w niebie jest tak samo.

 

W Biblii „Die Gute Nachricht” (Gute Nachricht „Bibeltext: Bibel in heutigem Deutsch” - Dobra Nowina, Tekst biblijny: Biblia we współczesnym języku niemieckim, Stuttgart 1982. Wspólny przekład Biblii na zlecenie i w zakresie odpowiedzialności katolickiego i ewangelickiego kościoła krajów niemieckojęzycznych.) pierwsze przykazanie wygląda nieco inaczej: „Ja Jestem Pan, twój Bóg. Obok Mnie nie ma dla ciebie żadnych innych bogów. Nie sporządzaj sobie żadnego obrazu Boga. Nie rób też sobie żadnego wizerunku niczego co jest w niebie, na ziemi lub w morzu”.
Prawdę zawiera więc nie litera, lecz sens. Dlatego dla nas, prachrześcijan, pojmowanie sensu przez codzienne spełnianie przykazań i Kazania na Górze ma tak wielkie znaczenie.

 

 

II

Drugie przykazanie

 

W Biblii luterańskiej drugie przykazanie brzmi: „Nie będziesz nadużywał imienia Pana, twojego Boga, gdyż nie dozwoli Pan, aby pozostał bezkarny ten, kto nadużywa Jego imienia”.

My, prachrześcijanie, za nadużywanie imienia Bożego uważamy to, że ludzie, którzy znają przykazania Boże i naukę Chrystusa, którzy przyznali się do niej, mimo to jej nie spełniają; że ewentualnie polecają te przykazania innym, uczą o nich, ale sami postępują zupełnie inaczej.

Nadużywamy imienia Bożego nie tylko wtedy, kiedy w Jego imieniu przeklinamy, przysięgamy na Boga lub tym podobne, lecz również wtedy, kiedy bezmyślnie wypowiadamy imię wiecznie świętego, mówiąc na przykład: „O mój Boże!”, lub też pozdrawiamy kogoś słowami: „szczęść Boże” albo „witaj w Bogu”, nie zważając na to, co mówimy, a więc nie wypowiadając ich świadomie.

Podczas wielu rozmów używamy słowa „Bóg” - o czym wtedy myślimy? Często używamy tego słowa bezmyślnie, jest to dla nas puste słowo, frazes. Jednak wszystko jest energią, a z tego wynika, że za każde słowo, które wychodzi z naszych ust, jesteśmy odpowiedzialni. Tak nauczał Duch proroczy, Chrystus, tak też jest napisane w Biblii. Powinniśmy więc przestrzegać drugiego przykazania, zważając na to, co myślimy, kiedy wypowiadamy słowo „Bóg”.

Często mówimy: „Dzięki Bogu nic mi się nie stało!”. Wolno nam powiedzieć: „Dzięki Bogu!”, ale czy jesteśmy Bogu naprawdę wdzięczni? Przeważnie jest to tylko używany przez wielu frazes. Bardzo rzadko jednak w takiej sytuacji widzą ludzie sygnał, że warto zastanowić się nad sobą - nad swoim sposobem życia i myślenia, nad swoim siewem, nad zbiorem, który może z tego wyniknąć, nad Bogiem i Jego przykazaniami.

Jeżeli w takiej sytuacji wyciszymy się i zapytamy, jak mogło dojść do tego, że z ulgą powiedzieliśmy: „Dzięki Bogu!”, to z pewnością niejedno rozpoznamy. Jeżeli siebie rozpoznajemy w falach naszych uczuć, to uczymy się dziękować Bogu z całego serca. Jednocześnie staramy się nie popełniać już więcej tego błędu, tego grzechu, który rozpoznaliśmy i potem z Chrystusem też oczyściliśmy. To jest aktywna wdzięczność Bogu, naszemu Ojcu, i Chrystusowi, naszemu Zbawicielowi.

 

My, prachrześcijanie, używamy pozdrowienia pokoju i z czasem przyzwyczailiśmy się do tego, żeby czynić to świadomie. Jeżeli wypowiadamy słowo „pokój”, kiedy tym słowem pozdrawiamy bliźniego, to powinniśmy starać się każdego dnia żyć w pokoju z naszym bliźnim. Jeżeli jednak poniżamy bliźniego, jeżeli mu z różnych powodów zazdrościmy, jeżeli go nienawidzimy, a potem życzymy mu pokoju, to szydzimy z Boga. To jest nadużywanie świętego imienia.

Imię Boga jest nadużywane o wiele częściej, niż na ogół przypuszczamy, gdyż wielu ludzi łudzi innych i siebie co do prawdziwych motywacji tego, co robią, i tego, czego nie robią. Nadużywamy boskiego imienia, kiedy np. wstępujemy do religijnej wspólnoty z intencją osiągnięcia czegoś dla siebie - jeżeli pragniemy na przykład przez funkcję pełnioną w takiej wspólnocie zapewnić sobie wysoką stopę życiową, uznanie i beztroskie życie. Podobnie jest, kiedy udzielamy się w radzie kościelnej, aby otrzymać uznanie od członków parafii, ażeby „być kimś”. Jeżeli partia polityczna ma w swojej nazwie słowo „chrześcijańska”, aby wywołać wrażenie, że w tej partii przestrzega się praw Bożych w życiu codziennym lub też że ci ludzie są następcami Chrystusa, to jest to nadużywaniem Jego imienia, o ile imię Pana używane jest jako szyld, a życie i dążenie tych ludzi nie odpowiada przykazaniom czy Kazaniu na Górze. W ten sposób wprowadza się w błąd i w zaślepienie wielu ludzi.

 

Kto chce sprawdzić, czy słowo „chrześcijański” jest tylko pokrywką lub farsą czy też oznacza, że naprawdę dąży się do chrześcijańskich celów, ten niech spogląda na owoce. Takie kryterium rozróżniania zalecił nam Jezus w Swoim Kazaniu na Górze: „Po ich owocach poznacie ich”. Pomocnym miernikiem jest też Dziesięć Przykazań. Możemy zapytać na przykład, czy jakaś grupa, partia lub wspólnota przestrzega przykazania „Nie będziesz zabijał”, czy też o stanowisko odnośnie tego, czy zabijanie ludzi, np. w czasie wojny, jest dozwolone.

Powinniśmy sobie uświadomić, że ludzie popierający taką wspólnotę lub partię, głosując na nią lub płacąc składki, ponoszą w równej mierze odpowiedzialność i biorą udział w nadużywaniu imienia Bożego. Każdy musi odpowiadać przed Bogiem za to, co popiera, lub za to, do czego należy. Kto wie, że dzieje się krzywda i milczy, ten ponosi za to część winy.

W drugim przykazaniu czytamy: „[...] gdyż nie dozwoli Pan, aby pozostał bezkarny ten, kto nadużywa Jego imienia”. Chrystus, Duch proroczy, naucza, że nie Bóg karze nas za to, co czynimy, lecz że my sami ściągamy na siebie karę przez prawo: „Co człowiek sieje, to zbierze”. Przecież to nie Bóg sieje, lecz my siejemy, i to, co m y siejemy, to też m y zbierzemy. Skutki tego, co czynimy i czego nie czynimy, dadzą się nam we znaki, gdyż każdy jest odpowiedzialny sam za siebie. Bóg nie wzniesie grzesznika do nieba, lecz ukaże mu jego przewinienie, aby je oczyścił i więcej go nie czynił.

 

Tych powiązań nie można jednak wyczytać z tekstu wspólnie wydanej katolicko-ewangelickiej Biblii, w której czytamy: „Nie nadużywaj imienia Pana, twojego Boga, gdyż Pan ukarze każdego, kto tak czyni”.

Widzimy, że byłoby lepiej najpierw spełniać przykazania, zamiast osądzać i przedstawiać Boga jako Boga karzącego. On dopuszcza, że my grzeszymy, gdyż dał nam wolną wolę. Skoro On to - jako następstwo wolnej woli - dopuszcza, to nie będzie nas z tego powodu karał. My sami siebie karzemy.

Musimy rozumieć  s e n s  słów, również sens przykazań. Biblia może być zrozumiana zgodnie z jej treścią tylko wtedy, kiedy krok za krokiem będziemy spełniać przykazania; inaczej bierzemy tekst dosłownie i przypisujemy Bogu, że On karze.

Jezus przyniósł nam Ojca miłości. To było potrzebne, ponieważ w Starym Testamencie wciąż na nowo mówi się o „karzącym Bogu”. Słownictwo owych czasów powstało na podłożu wielobóstwa. Dlatego w Starym Testamencie, do którego należy też Dziesięć Przykazań, dużo jest wypowiedzi związanych z wiarą w wielu bożków, którzy karzą, i z tego wielobóstwa niejedno wniknęło do wiary w jednego Boga.

Powinniśmy świadomie postawić sobie pytanie: Czy wierzymy w karzącego Boga, w Stary Testament - czy też wierzymy w Boga miłości, którego przybliżył nam Jezus, Chrystus? W Nowym Testamencie też jest napisane: „Co człowiek sieje, to zbierze”. Wierząc w karzącego Boga zaprzeczamy tej prawidłowości, dzięki której - poprzez rozpoznawanie i oczyszczanie tego, co grzeszne - jesteśmy pośrednio prowadzeni.

Jesteśmy chrześcijanami i powinniśmy się zdecydować: Albo wierzymy w karzącego Boga, albo w Boga miłości i miłosierdzia, w Boga, który jedna, który przebacza - w Boga, który ze Swojej miłości posłał nam Swego Syna, Jezusa, Chrystusa.

 

 

III

Trzecie przykazanie

 

W „Biblii według przekładu Marcina Lutra” trzecie przykazanie brzmi: „Pamiętaj o dniu szabatu, aby go święcić. Sześć dni będziesz pracował i wykonywał wszelką twą pracę, lecz w siódmym dniu jest szabat Pana, twojego Boga. Nie będziesz wykonywał żadnej pracy ani ty, ani twój syn, ani twoja córka, ani twój sługa, ani twoja służąca, ani twoje bydło, ani obcy, który przebywa w twoich bramach”.

Jak mamy uświęcać dzień szabatu? Jak to robią prachrześcijanie?

To przykazanie nie orzeka, że jednego dnia w tygodniu nie powinno się w ogóle nic robić. My to tak rozumiemy:

Tego dnia powinniśmy spotykać się we wspólnocie, razem podsumować miniony tydzień i zakończyć go siłą Pana. To, co grzesznego jeszcze zalega, a więc nie jest oczyszczone, powinniśmy z bliźnim oczyścić, aby bez obciążeń rozpocząć nowy tydzień. Kiedy wszystko zakończone jest na tyle, na ile jest to możliwe, to wtedy powinniśmy czcić i sławić Boga, dziękować Mu i też mówić o Nim, który jest nieskończoną miłością i który towarzyszył nam w minionym tygodniu.

Tak jest u nas, prachrześcijan, w każdy sobotni wieczór. Gromadzimy się na modlitwę i wspólne podsumowanie tygodnia; zamykamy miniony tydzień i razem spożywamy wieczerzę. Dziękujemy Bogu, czcimy Go i sławimy i świadomie znowu zabieramy Chrystusa ze sobą w nadchodzący tydzień, prosząc Go, aby nas wspierał, kiedy staramy się spełniać przykazania i Kazanie na Górze.

W „dniu szabatu” my, prachrześcijanie, razem oddajemy cześć naszemu odwiecznemu Ojcu i tego dnia kierujemy się świadomie bardziej na sprawy wewnętrzne niż na zewnętrzne. W ten sposób dzień ten staje się dla nas źródłem siły. Nie marnotrawimy bezcelowo naszej siły, lecz ze źródła, którym jest Bóg, czerpiemy tego dnia nadzieję, siłę, ufność i również radość na nowy tydzień.

Poza tym cieszymy się z wolnych godzin, w których możemy uczynić dla siebie to, co nam sprawia radość. Unikamy jednak „stresowego czasu wolnego”, gdyż nie chcemy odczuwać jego skutków w nadchodzącym tygodniu. Jak bowiem wyglądałby wtedy poniedziałek, który powinien być dynamicznym dniem pracy, dniem działania?

My, prachrześcijanie, staramy się w tym wolnym od pracy dniu być bardziej spokojni i rozważni i jeszcze bardziej kierować się do wnętrza, aby zaczerpnąć sił, byśmy pokrzepieni mogli rozpocząć nowy tydzień z Chrystusem, naszym Zbawicielem.

 

W Biblii „Dobra Nowina” tekst trzeciego przykazania jest inny: „Nie zapomnij o dniu wypoczynku. Jest to szczególny dzień, który należy się Panu. Masz sześć dni w tygodniu, aby wykonać twoją pracę. Siódmy dzień jednak powinien być dniem wypoczynku”.

Porównując obydwa teksty biblijne, znowu rozpoznajemy, że prawda w obydwu książkach opisana jest innymi słowami. Widzimy, że nie powinniśmy przywiązywać się do litery, lecz starać się pojąć sens. Sens możemy zgłębić tylko wtedy, gdy w życiu codziennym dążymy do spełniania Dziesięciu Przykazań i Kazania na Górze i coraz bardziej według nich żyjemy.

 

 

IV

Czwarte przykazanie

 

W Biblii luterańskiej czwarte przykazanie brzmi: „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył w tej krainie, którą dał tobie Pan, twój Bóg”. We wspólnym wydaniu katolickiego i ewangelickiego kościoła czytamy: „Czcij swojego ojca i swoją matkę, abyś długo żył w krainie, którą daje ci Pan, twój Bóg”.

 

Chrystus, objawiający się Duch, naucza nas, że również ojciec i matka są naszymi bliźnimi. Powinniśmy ich poważać i cenić, powinniśmy ich - jak wszystkich ludzi - nosić w sercu. Cześć jednak należy się jedynie Bogu, naszemu Panu. Trzeba więc rozróżniać pomiędzy „poważaniem” a „czcią”. Czcimy Boga przez to, że miłujemy Go ponad wszystko, że stawiamy Go ponad naszymi ludzkimi odruchami i że Jego siłą oczyszczamy to, co jest w nas ludzkie, a więc grzeszne. Bliźniego poważamy wtedy, kiedy z całego serca okazujemy mu życzliwość i wyrozumiałość, kiedy niczego mu nie zazdrościmy i nie poniżamy go, kiedy pozostawiamy mu wolność i jemu najpierw czynimy to, czego od niego oczekujemy.

Dzieci jak i rodzice są dziećmi Boga - są więc rodzeństwem. W dziecku, które dorastając musi rozwijać programy potrzebne mu w tym ziemskim życiu, mieszka dojrzała istota duchowa. Rodzice starsi są tylko wiekiem; według prawa Bożego są oni starszymi braćmi i siostrami swoich dzieci, które powierzone są ich ochronie i opiece.

Słowa „abyś długo żył w tej krainie, którą dał tobie Pan, twój Bóg” mówią: Kto przestrzega praw Bożych, tego życie przebiegać będzie w harmonii. On nie będzie miał wielkich kryzysów w swoim życiu, tzn. nie czekają go ani ciężkie choroby, ani przedwczesna śmierć. Będzie też żył z bliźnim w pokoju - i tak wszyscy, którzy spełniają to przykazanie i pozostałe przykazania, będą mogli w zgodzie ze sobą „żyć w tej krainie”.

 

 

V

Piąte przykazanie

 

Tekst piątego przykazania jest w większości wydań biblijnych prosty i jasny: ”Nie będziesz zabijał”.

Tak jest też w Biblii Scofielda („Scofield Bibel”, Die Heilige Schrift nach der deutschen Übersetzung D. Martin Luthers - „Biblia Scofielda”, Pismo Święte według niemieckiego przekładu D. Marcina Lutra; Wydawca C. I. Scofield, Czwarte niemieckie wydanie 1982). Znajdujemy tu jednak następujący przypis: „Język hebrajski używa różnych słów, aby wyrazić pojęcie 'zabijania'. Czasownik tutaj użyty jest szczególnym słowem, które może oznaczać tylko mordowanie i zawsze odnosi się do zabijania z rozmysłem”.

W Biblii będącej wspólnym wydaniem kościoła katolickiego i ewangelickiego zmiana ta ma już charakter oficjalny. Tam piąte przykazanie brzmi: „Nie będziesz mordował”.

To nasuwa pytania. Cóż jest teraz poprawne? Czy powinno być „Nie będziesz zabijał” czy też „Nie będziesz mordował”? Jak powinniśmy postępować jako chrześcijanie?

Przypis w cytowanej Biblii Scofielda orzeka, że nie powinniśmy zabijać z rozmysłem. W odniesieniu do świata zwierząt to przykazanie nie zabijania z rozmysłem miałoby swój sens, gdyż gdziekolwiek my, ludzie, idziemy, tam pod naszymi nogami znajduje się wiele - po części drobnych - zwierzątek. Rozdeptujemy niektóre z nich, ale nie czynimy tego z rozmysłem. Kiedy opieramy się o pień drzewa, to ewentualnie też zabijamy kilka maleńkich robaczków. Nie widzimy ich, a więc nie czynimy tego z rozmysłem. Ale kiedy chcemy zabić człowieka, uczynimy to z rozmysłem. I to jest w ogólnie przyjętym słownictwie morderstwo, a więc ściśle biorąc, zabijanie jest tym samym, co mordowanie.

Jeżeli wejrzymy w ten problem głębiej, to rozpoznamy: Kiedy jeden człowiek zabija drugiego, to ma on przedtem pewne myśli, a myśli to siły. Wprawdzie tych myśli nie widzimy, ale są one realnymi energiami i działają. Na wojnie na przykład ogarnia nas lęk: Wróg - tak określamy naszego brata - mógłby nas zabić, więc zabijamy go pierwsi. Jeżeli ktoś jest żołnierzem, to musi zdawać sobie sprawę z tego, że będzie zabijał, gdyż żołnierz uczy się i ćwiczy, jak zabijać, aby to potem uczynić.

Jeżeli jakaś instytucja, np. kościół katolicki lub ewangelicki popiera wojnę, to nic dziwnego, że przypis umieszczony w Biblii Scofielda, jest jej bardzo na rękę.

Czy zabijanie czy mordowanie - każdy wie, że kto idzie na wojnę, zabije ewentualnie swojego brata. Skoro Jezus z Nazaretu powiedział nam, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, dziećmi  j e d n e g o  Ojca, to jest to po prostu bratobójstwo - obojętnie jak je nazywamy, czy zabijaniem czy mordowaniem.

Pytanie do Ciebie, drogi czytelniku: Jeżeli ktoś odebrałby Ci życie, czy miałoby to jakiekolwiek znaczenie, czy zostałbyś zabity czy zamordowany? Prawdopodobnie nie, bo trup jest trupem.

Jeżeli jesteśmy prawdziwymi chrześcijanami, to musimy postawić sobie pytanie: Co powiedziałby na to Jezus? On powiedział do Piotra, kiedy ten odciął ucho słudze arcykapłana: „Włóż miecz swój do pochwy”, i dotknąwszy ucha sługi uzdrowił go. Dlaczego? „Nie czyńcie nikomu gwałtu lub krzywdy”.

Jezus powiedział: „Kto miecza dobywa, ten od miecza ginie”. Kto zatem bierze pistolet i zabija swojego brata, tego też trafi śmiertelny strzał z pistoletu - chyba że dąży on do łaski Bożej, słucha swojego sumienia i z całego serca oczyszcza swoją winę. Jeżeli jednak mówimy: „Dzisiaj zabiję mojego brata, który jest moim wrogiem - przecież jutro mogę to oczyścić”, to takie rozumowanie nam nie pomoże.

Gwałt zawsze wytwarza gwałt. Z tego wynika bezsensowność wojen, na które żołnierze wyruszają, aby nastał pokój. Czy jednak przez broń, przez armaty, przez zabijanie naszych bliźnich można osiągnąć pokój?

 

Wiemy, że to, co grzesznego z nas wychodzi, spada na nas z powrotem. Przerażenie bliźniego, który czuje strzał w sercu i wie, że musi umrzeć, jego męka, jego myśli, życzenie zemsty - to wszystko energie, które nie ulatniają się z dymem. One gdzieś pozostają. Po części w tym, który umiera, gdyż i on był żołnierzem. Tę część negatywnych energii zabiera on ze sobą jako obciążenie w krainy dusz i przeważnie także w kolejne wcielenie. Uczucia i myśli umierającego spadają też na sprawcę. Zabił on z rozmysłem, gdyż już przedtem wiedział, że jako żołnierz będzie zabijał.

To, co w tym życiu nie zostaje zmazane, wprowadza nas w kolejnych wcieleniach w podobne sytuacje. Inkarnujemy się na przykład w kraju, w którym panuje wojna. Przez koło ponownych wcieleń zabójca i ofiara wciąż na nowo sprowadzani są razem. Wciąż na nowo będą albo zabójcą, albo ofiarą, wrogami - aż pewnego dnia podadzą sobie ręce i będą chcieli zawrzeć pokój. Wina, która ich związuje, jak gdyby przykuwa do siebie kajdanami, jest wtedy oczyszczona i rozwiązana przez obopólną prośbę o przebaczenie i wzajemne przebaczenie.

Koło ponownych wcieleń, istnienie reinkarnacji, wyraźnie uwidacznia się w dzisiejszych czasach w wielu wydarzeniach. Wszystko jest energią i żadna energia nie zanika. Podczas wojny np. działa potężna fala agresywnej, negatywnej energii, nie oczyszczony potencjał grzechu wielu ludzi, który - ewentualnie poprzez całe stulecia - gromadził się i napiętrzał.

W Biblii czytamy: „Co człowiek sieje, to zbierze”. Jeżeli więc siejemy śmierć, zabijając z rozmysłem bliźniego, to również zbierzemy śmierć, jeśli zawczasu nie rozpoznamy stworzonych przez nas przyczyn, nie oczyścimy ich z pomocą łaski Bożej i nie będziemy tych grzechów już więcej popełniać. Tak nauczał nas Jezus.

Koło ponownych wcieleń obraca się i wciąż na nowo sprowadza w ciało te dusze, które obciążyły się winą i jeszcze jej nie zmazały. Jeżeli zrobimy przegląd najrozmaitszych wojen na tym świecie, to zobaczymy, że podobne wojny wciąż na nowo wybuchają w tych samych krajach lub krajach sąsiednich. Dlaczego? Dlatego że przyczyny nie są oczyszczone i mają swoje skutki.

Bóg dał przez Mojżesza przykazanie: „Nie będziesz zabijał”. Dlaczego te słowa zostały ostatnio sfałszowane i zmienione na „Nie będziesz mordował”? Jakie mogą być tego przyczyny? Nasuwa się następująca odpowiedź:

Obydwa kościoły, które dokonały tego sfałszowania, popierają wojnę. To nowe sformułowanie piątego przykazania daje im biblijne usprawiedliwienie, gdyż ich zdaniem pozbawienie człowieka życia na wojnie jest „tylko” zabijaniem, a nie mordowaniem. Skoro zabijanie jest teraz dozwolone, to bez zastrzeżeń wolno prowadzić wojny i podczas wojny pozbawiać ludzi życia.

Jeżeli zgłębimy te powiązania, to również i tutaj możemy ujrzeć działanie koła ponownych wcieleń, zjawisko reinkarnacji. W minionych epokach kościół katolicki nawoływał do „świętej” wojny, aby innowierców gwałtem nawracać na wiarę chrześcijańską lub zabijać. To spotkało, np. Żydów w dolinie Renu i chrześcijańskich Węgrów i Saracenów ze strony frankońskiej armii w pierwszej wyprawie krzyżowej. To samo spotkało też setki tysięcy Indian po odkryciu Ameryki Południowej. Tak dzieje się również w XX wieku, skoro kraje bałkańskie mają być zasiedlone tylko przez „chrześcijan”. Zabijano i rabowano - i to rzekomo w imieniu Chrystusa.

W duszach ówczesnych sprawców, o ile oni nie zawrócili, ten masywny negatywny potencjał nadal istnieje. Ma go więc jeszcze w swoich duszach wielu dzisiejszych zwierzchników kościelnych, którzy ewentualnie byli wtedy inkarnowani i brali udział w tak zwanej świętej wojnie. Ponieważ tkwi to jeszcze w duszy, słowo „zabijanie” w niejednym dostojniku kościelnym coś porusza. Wyłaniają się w nim myśli i uczucia. Ale zamiast te myśli i uczucia rozpoznać i oczyścić je z Chrystusem, taki człowiek proponuje, żeby zabijanie w czasie wojny było dozwolone, bo było przecież dozwolone też w „świętej wojnie”.

Mordowanie, a więc tak zwane świadome zabijanie, masakra, też już wtedy podlegały przykazaniu „Nie będziesz zabijał”. Jak to było naprawdę? W jaki sposób uśmiercano innowierców?

Jak obchodzono się z Germanami? Albo chrzest - albo stracenie! A jak obchodzono się z Indianami? Albo „z nami, z chrześcijanami” - albo do „piekła”! A co spotkało heretyków? Albo z kościołem - albo na śmierć! Setki tysięcy, miliony heretyków wyszydzano, torturowano, masakrowano i spalano na stosie.

Koło ponownych wcieleń obraca się. Te same dusze powracają w innych ludzkich ciałach. Dokąd? Tam, dokąd przyciąga je obciążenie ich duszy.

Zapytajmy siebie jeszcze raz: Czy było to zabijanie czy mordowanie? I co byłoby nam milsze: zostać zabitym czy zamordowanym?

I to, i to oznacza śmierć. Świadomie zostało zabrane życie.

Piąte przykazanie dotyczy też naszego stosunku do zwierząt. Obydwie instytucje kościelne, katolicka i ewangelicka popierają doświadczenia na zwierzętach.

Również zwierzęta odczuwają! Zwierzęta w rzeźni ryczą, czując, że za kilka minut odebrane im będzie życie. Czują, że nie wolno im zakończyć życia według praw naturalnych, że padną pod strzałem.

Ale to nie wszystko. Zapytajmy, dlaczego tyle zwierząt jest smutnych? Dlatego, że świadomie cierpiały lub czują, że będą znosić niewypowiedziane męki, może przez doświadczenia. Te doświadczenia, cierpienie i żal stuleci, tysiącleci noszą w sobie dusze częściowe wielu zwierząt. To powoduje, że wiele zwierząt jest smutnych, wiele agresywnych. Czyja to wina?

Co nam mówi fakt, że miliony, a nawet miliardy zwierząt umyślnie zabija się, a więc świadomie morduje i używa w doświadczeniach? „To jest tylko zwierzę”, mówi człowiek, ale też zwierzę odczuwa. Zwierzę, które się bije, odczuwa; skarży się i płacze. Spróbujmy krzyknąć na zwierzę - zobaczymy, jak zadrży i się od nas odsunie! Widzimy, że ono odczuwa, że czuje. Odczuwa o wiele subtelniej aniżeli człowiek i wie, kiedy idzie na rzeź, wie, kiedy będzie używane w doświadczeniach.

Czy nowa wersja piątego przykazania: „Nie będziesz mordował”, nie mogłaby być też usprawiedliwieniem dla walki byków, dla walki kogutów, dla tych wszystkich imprez, w których ludzie napawają się widokiem walki, niszczeniem „przeciwnika” lub dla przyjemności dopuszczają zabijanie? Przecież nie jest ono „mordowaniem”.

Człowiek jest okrutny. Dlaczego więc wolno zabijać, ale nie mordować? Nad tym pytaniem powinniśmy się jako chrześcijanie zastanowić.

 

 

VI

Szóste przykazanie

 

Od dawien dawna szóstym przykazaniem było: „Nie będziesz cudzołożył”. W jednej z nowszych Biblii, zatytułowanej „Dobra Nowina”, czytamy w zamian: „Nie rozbijaj małżeństwa”. Jaka to jest różnica?

Rozbić małżeństwo znaczy, że my, mężczyzna lub kobieta, ingerujemy w małżeństwo bliźniego, podjudzając żonę przeciwko mężowi lub męża przeciwko żonie.

 

„Nie będziesz cudzołożył” znaczy natomiast: Jeżeli zawarliśmy przed Bogiem związek małżeński, to jako mąż i żona dotrzymujemy sobie wierności w myślach, słowach i czynach. Cudzołóstwo popełniamy już wtedy, kiedy jesteśmy niewierni w myślach, np. wyobrażamy sobie inną partnerkę lub partnera albo też wyobrażamy sobie, że mamy z nią lub z nim fizyczny kontakt.

Ale to wszystko zaczyna się od małych sygnałów - słów, spojrzeń, gestów - uaktywniających myśli i wyobrażenia. Jakiego to rodzaju energie przepływają np. podczas flirtu - obojętnie jakiego natężenia? Czy są to boskie energie? Czy taki flirt zbliża nas do celu, jakim jest dotrzymywanie wierności naszemu partnerowi lub naszej partnerce?

To miał myśli Jezus, kiedy powiedział w Kazaniu na Górze: „Nie będziesz cudzołożył. Ale ja powiadam wam: Kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim”.

A więc również w myślach możemy popełnić cudzołóstwo. Rozpoznajemy, że „cudzołóstwo” nie jest tym samym, co „rozbijanie małżeństwa”. W Bibliach są więc rozbieżne wypowiedzi.

Co więc Bóg powiedział Izraelitom przez Mojżesza? Czy powiedział: „Nie będziesz cudzołożył”, czy też: „Nie rozbijaj małżeństwa”? Komu bardziej wierzymy: Bogu, który mówił przez Mojżesza, czy też korektorom Biblii?

Zapytajmy znowu, o co tu naprawdę chodzi. Taka zmiana w sformułowaniu musi mieć przyczynę. Czy korektorzy uważali ewentualnie, że pozamałżeńskie eskapady niekoniecznie muszą rozbijać małżeństwa? Wynikałoby z tego, że takie postępowanie jest dozwolone, o ile nie rozbija małżeństwa.

Dlaczego ci korektorzy chcieli „zezwolić” na takie postępowanie?

Spróbujmy sobie wyobrazić, co odczuwa żona, co odczuwa mąż, kiedy dowiadują się o takim postępowaniu swoich partnerów? Co myślą? Co czują? Może czują niewypowiedziany żal, rozczarowanie, krzywdę. Z tego ewentualnie powstają pomiędzy małżonkami wrogość, nienawiść, kłótnie i spory. Wiele mają myśli i wielu słów używają. Wiemy, że żadna energia nie zanika - dokąd więc ta energia płynie? Po części spada na tego, kto mówi i myśli, a po części na tego, który to spowodował.

My, prachrześcijanie, wierzymy w słowa Boże dane przez Mojżesza: „Nie będziesz cudzołożył”. Wierzymy też w słowa Chrystusa Bożego w Jezusie, który powiedział: Słyszeliście, że powiedziano 'Nie będziesz cudzołożył'. Ale Ja powiadam wam: Kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim”.

Żaden człowiek nie jest doskonały, a więc coś takiego może się zdarzyć. Być może zdradę małżeńską przyniósł on ze sobą jako obciążenie z poprzedniego wcielenia; teraz powinien tę winę w swoich uczuciach, odczuciach i myślach rozpoznać i oczyścić, ale tego nie czyni i ponownie popełnia cudzołóstwo. Jeżeli to się stało, to wszystko będzie teraz zależeć od tego, jak się w tej sytuacji zachowa. Jeśli rozpozna, jaką krzywdę wyrządził swoim postępowaniem, jeśli za to z całego serca pożałuje, oczyści razem z Chrystusem i tego więcej nie uczyni, to będzie mu to przez Boga przebaczone. Jeżeli też żona lub mąż mu przebaczą, to grzech ten jest zmazany. Jeśli jednak mąż lub żona nie przebaczą, to grzech dalej zalega.

 

Cudzołóstwo - a jak to jest z tymi, którzy nie żyją w małżeństwie?

Jak jest na przykład z celibatem? Czy Bóg chciał bezżenności, czy może jest tak, że nowa wersja szóstego przykazania jest m.in. ustępstwem wprowadzonym na skutek wykroczeń, jakie w tej materii popełnili duchowni? Kto ustanowił celibat?

Jezus, Chrystus, nie mówił o celibacie. Nie możemy powiedzieć, że skoro Jezus nie był żonaty, to i Jego następcom nie wolno się żenić. To byłoby błędne. Jezus przyszedł jako Syn Boży, aby nam przynieść zbawienie. I Jezus, Syn Boży, nigdy nie mówił o tym, że małżeństwo jest grzeszne. On opowiedział się za małżeństwem, ale nie za cudzołóstwem. Celibat zatem nie może być przykazany przez Jezusa.

Jakże człowiek może dotrzymywać celibatu, skoro przyniósł ze sobą i ma w swojej duszy życzenie małżeństwa, fizycznego kontaktu? My, prachrześcijanie, wiemy o reinkarnacji i wiemy, że w obecne wcielenie przynosimy ze sobą to, co nie zostało oczyszczone w poprzednich inkarnacjach. Tak więc jest możliwe, że w księdzu żywe jest życzenie współżycia z partnerką. Jeżeli więc w duszy jakiegoś człowieka zalegają obciążenia z małżeństw w poprzednich wcieleniach, to on znów będzie tak samo i podobnie postępował jak niegdyś, o ile nie chce pożałować za ten potencjał grzechu i oczyścić go siłą Pana. To dotyczy wszystkich ludzi, tak samo i duchowieństwa. Dlatego pod tym względem wielu księży grzeszy.

Nie przez umartwianie się i tłumienie uwolnimy się, lecz jedynie przez rozpoznanie i stopniowe opracowywanie ludzkich, grzesznych programów. Żaden człowiek nie jest doskonały. Prawdziwy chrześcijanin codziennie zmaga się ze sobą, aby osiągnąć doskonałość.

 

Co dla nas, prachrześcijan, znaczy małżeństwo?

My, prachrześcijanie, dotrzymujemy w małżeństwie wierności temu człowiekowi, któremu daliśmy nasze słowo. Staramy się w naszym życiu codziennym postępować według Dziesięciu Przykazań i Kazania na Górze. Dlatego nie pozwalamy na to, aby niesnaski, które powstają w partnerstwie lub w małżeństwie, trwały tak długo, aż napiętrzy się obopólne rozczarowanie - oczyszczamy tego samego dnia.

Jeden z prachrześcijan objaśnił nam, w jaki sposób oczyszcza, gdy wyłaniają się w nim uczucia lub myśli skierowane przeciw jego partnerce: „Znam prawo odpowiedników i wiem doskonale, że to, co mnie u niej denerwuje, to, co jej zarzucam, musi być też we mnie - przynajmniej po części. Zanim więc zaczynam oburzać się na źdźbło w oku bliźniego, staram się wyjąć belkę z własnego oka, pytając, co grzesznego w tym zakresie u mnie zalega. Wiem, że mogę zmienić tylko siebie samego. A jeżeli chcę zmienić bliźniego, to muszę się siebie zapytać, czy czasem nie jest tak, że to ja  s i e b i e  nie chcę zmienić”.

Żaden człowiek nie jest doskonały. Nie jest też doskonały żaden prachrześcijanin, który stara się żyć według Dziesięciu Przykazań i Kazania na Górze.
Pytamy tego brata: „A co robisz, kiedy nagle pragniesz zbliżyć się do innej kobiety? Co robisz, kiedy nagle spodoba ci się inna kobieta i czujesz, że w tobie powstają dla niej uczucia?”

Brat odpowiada: 'Wiem, że wszystko ma swoją przyczynę. Pytam wobec tego, co u mnie jest tego przyczyną. Moje uczucia, odczucia, myśli i powstające ewentualnie obrazy dadzą mi odpowiedź. Może to być obciążenie, wina z tego lub z poprzedniego ziemskiego życia. Jeżeli naprawdę chcę to rozpoznać i też zmienić, to rozpoznanie będzie mi dane. Uświadomi mi się, przeciwko komu i w jaki sposób postąpiłem sprzecznie z Prawem. Mogę wtedy odczuć skruchę, prosić o przebaczenie, przebaczyć i naprawić to, co jeszcze da się naprawić. To było teraz powiedziane ogólnie, ale mogą to być najrozmaitsze sprawy, zależnie od tego, jaki błąd popełniłem w przeszłości.

Może też być tak, że dysharmonijny rytm ciała uaktywnia znowu grzeszne programy. Jeżeli bowiem jestem w harmonii i w równowadze, to nie tak łatwo ogarnia mnie naglące życzenie zdobycia ludzkiej względnie kobiecej energii. Jeżeli mam takie życzenie, to jego podłożem muszą być określone przyczyny. Pytam więc, co we mnie - w moim świecie uczuć, odczuć i myśli - nagromadziło się i dlaczego. Może to być niezadowolenie, rozczarowanie, niespełnione życzenia itp. To są myśli i obrazy, w których siebie rozpoznaję i które wtedy mogę oczyścić. Nie muszę ich przeżywać; są mi one ukazywane przez energię dnia po to, żebym je z pomocą Chrystusa uporządkował”.

Kolejne pytanie do tego brata: „Jak uporządkowujesz życzenia? Jak oczyszczasz to, co ciebie porusza i na ciebie napiera? Czy zmuszasz się, aby już o tym nie myśleć, czy też mówisz sobie: Jeżeli popuszczę tym życzeniom, to stawiam pierwszy krok do zdrady, a więc lepiej tego zaniecham - albo co innego jeszcze robisz?”

Brat mówi: „Jeżeli nawiedzają mnie w myślach niezgodne z Prawem, naglące życzenia, to ważne jest, jak ja na nie reaguję, jak się z nimi obchodzę. Jeżeli moim myślom popuszczam cugli i dopuszczam, żeby do tych życzeń i wyobrażeń, jakie się wyłaniają, dołączyły jeszcze inne, to wtedy wzmacniam moje życzenia. Ja jednak chcę uchwycić moje myśli i życzenia, wejrzeć w nie i przezwyciężyć je razem z Chrystusem. Dlatego do tych myśli i życzeń mówię 'stop', ale ich nie tłumię. Muszę znaleźć ich korzeń, w tym wypadku korzeń mojego niezadowolenia. Może to niezadowolenie powstało na skutek jakiegoś rozczarowania w pracy lub na skutek tego, że nie spełniam sobie jakichkolwiek - nawet drobnych, nieszkodliwych, zgodnych z Prawem - życzeń; lub też powstało dlatego, że np. odkładam na później rozmowę z bliźnim konieczną, aby pomiędzy nami coś wyjaśnić, albo też odwlekam podjęcie ważnej decyzji. Wiele jest takich możliwości. Jeżeli znajdę korzeń i uporządkuję z Chrystusem to, co zalega, to przyczyna moich życzeń będzie oczyszczona. Wtedy uwolnię się od pożądania innej kobiety”.

Wiele frustracji w małżeństwie i partnerstwie powstaje też dlatego, że my, ludzie, mieszkamy za blisko siebie, a więc mamy wokół siebie za mało wolnej przestrzeni.

My, prachrześcijanie, robimy takie doświadczenie: Jeżeli wierność jest dla nas przykazaniem w Chrystusie, to powstaje wiele możliwości wspólnego działania w małżeństwie i w partnerstwie, bez konieczności bycia tak blisko siebie. Staramy się o to, ażeby każdy z patnerów mógł się niezależnie od drugiego swobodnie rozwijać. Tak na przykład każdy z nich powinien mieć własny pokój, do którego może się wycofać, pokój, który może sobie urządzić tak, jak sobie tego życzy, i w którym może żyć  t a k,  jakby tego pragnął. Przesłanką takich układów jest oczywiście wierność, a dotrzymać wierności partnerowi lub partnerce możemy tylko wtedy, kiedy dotrzymujemy wierności Chrystusowi, starając się codziennie spełniać Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze.

Kluczem do wspólnego działania w zgodzie i w pokoju jest ukierunkowanie na jeden cel. Jeżeli mamy wspólny cel, to nie będziemy zawężać pola działania naszego bliźniego lub związywać go z nami, lecz pozostawimy mu wolność i dzięki temu też sami się uwolnimy.

 

Bóg stworzył nas jako samodzielne istoty, a nie po to, ażebyśmy żyli nawzajem od siebie uzależnieni. Dlatego my, prachrześcijanie, urzeczywistniamy zasadę równości też pod tym względem, że mężczyzna stara się wykonywać prace, którymi zajmuje się zazwyczaj kobieta, a kobieta stara się nie być zależna od mężczyzny, lecz rozwijać samodzielność. To stwarza niezależność, której wynikiem jest obopólne zadowolenie.

Każdy człowiek powinien rozwijać talenty i zdolności. darowane mu przez Boga. Jeden powinien być dla drugiego, a nie przeciwko niemu.

Jest napisane: „Jak w niebie, tak i na ziemi”. Życzeniem Boga jest małżeństwo Jego dzieci - ale nie ograniczenie, nie łamanie wierności małżeńskiej, lecz wspólne działanie.

Również i my, prachrześcijanie, nie jesteśmy doskonali. Także w niejednym małżeństwie prachrześcijan dochodzi do sporów. Ale wtedy obydwoje wciąż na nowo starają się załagodzić te spory, pytając - każde siebie: Jaki jest mój udział winy? Przykazano nam przecież: Ujrzyj najpierw belkę we własnym oku, zanim zaczniesz wyjmować źdźbło z oka bliźniego.

Dążymy więc do tego, aby dysharmonię rozwiązać i przez wspólne aktywne przezwyciężanie trudności znajdować rozwiązania, na których można dalej budować wspólne życie.

Zrobiliśmy doświadczenie, że małżonkowie lub partnerzy, pomiędzy którymi wciąż na nowo panowała niezgoda, znowu nauczyli się obchodzić ze sobą swobodnie i pozytywnie, gdy w obrębie domu lub mieszkania, każde z nich urządziło sobie swój własny kącik. Nie musi więc zaraz nastąpić rozstanie.

O ile istnieje możliwość urządzenia w obrębie domu takiego małego królestwa dla każdego z nich, to każde może się wycofać, jeżeli czuje ku temu potrzebę. Wtedy może prowadzić swoje osobiste życie. Nie ma już wówczas ciągłych starć, wzrasta wyrozumiałość i życzliwość; każde może w spokoju opracowywać swoje punkty i to ułatwia pojednanie. Tak w wielu wypadkach nastaje pokój. Przesłanką takiego procesu jest dotrzymywanie sobie wierności i gotowość do pojednania.

 

W naszych małżeństwach i partnerstwach staramy się żyć tak, że wspólnie kierujemy się do Chrystusa i Jemu się powierzamy. W ten sposób powstaje fundament dla małżeństwa, które opłaca się utrzymywać, którego burzyć wcale nie chcemy. Wspólne ukierunkowanie na Chrystusa daje nam siłę do prawdziwego, głębokiego partnerstwa. Jedynie tak może nam się udać wspólnie, w Jego imieniu, założyć rodzinę i wychować dzieci, które czują się w Chrystusie bezpieczne, które widzą, że życie może dać coś więcej niż tylko samolubstwo i materializm.

Harmonia, która panuje pomiędzy partnerami, oddziałuje też pozytywnie na dzieci. Środowisko rodzinne sprzyja wtedy rozwojowi każdego jej członka - nawet zwierząt domowych. Pełna pokoju atmosfera we własnym domu promieniuje też na inne dziedziny życia i na dalsze otoczenie. Światło zawsze przyciąga, gdyż jest jasne i ciepłe. Tam, gdzie spełnia się Boże przykazania, tam ludzie czują się w Bogu bezpieczni i wzajemnie sobie ufają - tam też panuje wolność.

 

Jeżeli jednak jeden z partnerów nie życzy sobie spełniać tych prachrześcijańskich prawidłowości, jeżeli ma inne zainteresowania, to mimo to prachrześcijanie trzymają się swoich zasad. Nie wypuszczają partnera lub partnerki z serca, lecz dotrzymują im wierności, obojętnie co oni czynią - nawet wtedy, kiedy oni opuszczają swojego partnera lub partnerkę i idą do innej kobiety lub do innego mężczyzny. Przykazanie: „Nie będziesz cudzołożył”, orzeka bowiem: Ślubowałem mojemu partnerowi lub mojej partnerce wierność, a więc daję mu wolność, kiedy on lub ona odwracają się ode mnie. Ja jednak z mojej strony tego ślubowania wierności nie złamię.

Jeżeli partner lub partnerka chcą zawrzeć drugie małżeństwo i żądają rozwodu, to prachrześcijanka lub prachrześcijanin zgodzą się na to. Opuszczeni mają wtedy wolność decyzji, czy chcą zawrzeć nowy związek, gdyż oni ze swej strony nie popełnili cudzołóstwa. Mimo to każde z nich będzie musiało sprawdzić swoje uczucia, myśli i życzenia.

 

W Kazaniu na Górze dane nam są wskazówki, za pomocą których możemy rozpoznać, dlaczego popełniliśmy błędy i jak możemy to znowu oczyścić.

Obojętnie jakie grzechy musimy w sobie rozpoznać - zawsze możemy zawrócić, gdyż Bóg miłuje wszystkie Swoje dzieci i nie usuwa żadnego ze Swojego serca. Dlatego nie istnieje wieczne potępienie, lecz zawrócenie z łaski Bożej. Kiedy zgrzeszyliśmy, kiedy upadliśmy, nie powinniśmy rezygnować i pozostawać w tych myślach, w tych grzechach, lecz powinniśmy zaczerpnąć odwagi, uchwycić dłoń Odwiecznego i powstać na nowo. Wtedy też powinniśmy oczyścić nasze grzechy z pomocą Chrystusa w nas i już ich więcej nie popełniać. To jest droga do wolności. To jest droga do bliźniego i razem z bliźnim. To jest dla nas prachrześcijańskie życie.

 

 

VII

Siódme przykazanie

 

Siódme przykazanie brzmi: „Nie będziesz kradł”. Tak czytamy w większości wydań Biblii. W Biblii „Dobra Nowina” przykazanie to wygląda jednak inaczej: „Nie pozbawiaj nikogo jego wolności i jego własności”.

Znowu widzimy, że nie wolno nam brać Biblii dosłownie, że musimy ją rozumieć według sensu. Kiedy nauczymy się rozumieć sens, to będziemy też wiedzieli, które wersety odpowiadają odwiecznej Prawdzie, a które nie. Słowa Biblii możemy zrozumieć według ich sensu tylko wtedy, kiedy sami ukierunkujemy się na Boga, spełniając krok za krokiem Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze. W przeciwnym wypadku wszystko jest mniemaniem. I pozostaje mniemaniem, i nie jest Prawdą, dopóki my sami nie dążymy do Prawdy. Innymi słowy: To, co możemy usłyszeć lub odczytać z jakiejś wypowiedzi, to, co myślimy lub mówimy, jest prawdą dopiero wtedy, kiedy wypełnimy to urzeczywistnieniem przykazań Bożych.

Jaki więc sens ma siódme przykazanie: „Nie będziesz kradł”?

Kraść oznacza, że coś bliźniemu zabieramy, że czegoś go pozbawiamy. Zdarza się, że okradamy bliźnich z pieniędzy, z jego mienia. Ale okradamy bliźniego też z czasu, np. prowadząc z nim nieistotne rozmowy. W jego życie ingerujemy też, kiedy nie pozwalamy mu iść wybraną przez niego drogą, kiedy narzucamy mu swoje zdanie i oczekujemy od niego, żeby uwierzył w to, co przedstawiamy mu jako nasze mniemanie.

Rodzajem kradzieży jest też zabieranie bliźniemu energii przez to, że - choćby w myślach - zajmujemy się nim tak długo, aż zwróci na nas uwagę i uczyni dla nas to, czego my sami uczynić nie chcemy. Jeżeli jeden z naszych bliźnich przez nasze oddziaływanie nie może pójść swoją drogą, jeżeli nie może spełnić swoich myśli i swojej woli - nawet kiedy są one niezgodne z Prawem - wtedy związaliśmy go ze sobą, aby mu zabierać energię. On ma czynić to, czego my chcemy. W Swoim wielkim objawionym dziele „To jest Moje Słowo” („To jest Moje Słowo. Alfa i Omega. Ewangelia Jezusa. Objawienie Chrystusowe, jakiego ten świat nie zna”, Pierwsze wydanie w przekładzie polskim 1994, s. 332) poucza nas o tym Chrystus:

„Kto pozwala bliźnim wodzić się na postronku, czyni więc to, co inni mu każą, mimo iż rozpoznaje, że to nie jest jego droga, ten jest sterowany i mija się z właściwym celem swojego ziemskiego życia. Nie korzysta on ze swoich dni, bo jest wykorzystywany przez tych, którym jest posłuszny i dlatego nie zna drogi, którą jako człowiek ma podążać na ziemi.

Człowieka, który zniewala swoich współbraci, narzucając im swoją wolę, można przyrównać do wampira wysysającego energię ze swoich współbraci. Taki człowiek nie zna siebie samego i jednocześnie związuje się ze swoją ofiarą - i na odwrót: również ofiara, która pozwala się wysysać, związuje się z nim. W jednym z okresów życia w szacie ziemskiej lub też jako dusze w zaświatach, obydwoje będą znowu sprowadzeni razem i będzie się to powtarzać tak długo, aż jeden drugiemu przebaczy”.

Dlaczego właściwie każda myśl ma takie znaczenie?

Dlaczego mogę poprzez moje myśli okradać bliźniego z energii, pozbawiać go duchowej i fizycznej energii? Bliźni przecież nie zna moich myśli?

Za mało jest nam jeszcze świadome, że myśli są siłami i że już samymi naszymi myślami możemy zawinić wobec bliźniego. Okradać bliźniego w myślach z duchowej i fizycznej energii możemy, posyłając mu grzeszne myśli, np. życzenia. Jeżeli w duszy bliźniego znajduje się - może uśpione - coś podobnie grzesznego jak w naszych nadawanych ku niemu myślach, to ten potencjał wprowadzany jest w wibrację; staje się więc aktywny i wyłania się w świecie jego uczuć i myśli, Przez wysyłanie naszych myśli wywołaliśmy w nim tę reakcję, zakaziliśmy go naszym myśleniem, życzeniem i chceniem.

Z tego może wyniknąć jeszcze więcej, bowiem nasz bliźni, który stał się ofiarą naszych myśli, spełni sobie ewentualnie sprzeczne z Prawem życzenie, ponieważ my posyłaliśmy mu nasze myśli tak długo, aż odpowiednie negatywne aspekty rozbudziły się w nim i uaktywniły na tyle, że w końcu popełnił grzech. Co się stało? Otóż wywieraliśmy wpływ na energię jego duszy i ciała, osłabiając je przez to, dlatego że coś sprzecznego z Prawem wybuchło przedwcześnie. Jeżeli nasz bliźni nie poradzi sobie z tymi życzeniami i grzechami, które go znowu obciążają, to ponosimy za to część winy.

Do tego przykład: Mężczyzna widzi kobietę. Wyłania się w nim odczucie, że chciałby ją bliżej poznać, nawiązać z nią kontakt. Kobieta nie myśli o nim, jednak on wciąż na nowo posyła jej swoje myśli. Może to mieć taki efekt, że ona zwróci na niego uwagę, zacznie się nim zajmować. Ewentualnie powstaną w niej te same życzenia, które rozbudziły się w nim w stosunku do niej. Tak więc z jego inicjatywy powstał w niej wir myśli, z którego może powstać nawet pożądanie.

Jeżeli w tej kobiecie wybuchnie pożądanie, bo znajdują się w niej podobne aspekty, ale ona nie kieruje tego pożądania do tego, który nadawał, lecz do innego mężczyzny i do niego teraz nadaje, to mężczyzna, który ten potencjał rozbudził, ponosi część winy za wywołane przez to grzechy tej kobiety, i również za grzechy mężczyzny, do którego nadawała teraz kobieta i w którym zostało rozbudzone to samo lub podobne. Myśli wędrowały więc od nadajnika, od mężczyzny, do kobiety i niejedno zostało w niej wywołane; przez kobietę myśli zostały wysyłane do innego mężczyzny, w którym znowu niejedno się uaktywniło. Może się zdarzyć, że ten mężczyzna zacznie z kolei myśleć o jeszcze innej kobiecie i w tym stanie napięcia postąpi sprzecznie z Prawem, może nawet popełni gwałt. Kogo trafia wina za takie grzeszne postępowanie tego mężczyzny?

Widzimy, jak może w ten sposób powstać łańcuch winy, którym każdy mający w tym udział jest związany.

Wiele żalu i cierpienia wiąże się z takim kompleksem winy. Jeden z tych ludzi zdradzi ewentualnie partnera, drugi nie będzie mógł już osiągnąć celu swojego życia, a trzeci może popadnie w depresję, litując się nad sobą.

Tym, od kogo zaczęło się to całe nieszczęście, był w naszym przykładzie nadający myśli mężczyzna. Kto ponosi większą winę? On czy też jego współbracia, których on pobudzał?

 

Największa wina trafia jego, gdyż on okradł bliźniego. U kobiety, do której nadawał, spowodował ubytek energii, tak że te przyczyny zostały u niej przedwcześnie rozbudzone.

Nawet gdy w duszy bliźniego spoczywają przyczyny, to my nie mamy prawa uaktywniać ich przez nasze myśli, przez nasze życzenia. Dlatego myśli są tak bardzo niebezpieczne i dlatego możemy też poprzez myśli okradać bliźniego.

Jeżeli te powiązania nie są nam świadome, jeżeli nie wiemy nic o mocy nadawanych myśli, które mogą u bliźniego tyle wywołać, to jesteśmy przekonani, że nie wykroczyliśmy przeciwko przykazaniu „Nie będziesz kradł”. Nigdy nie ukradliśmy nikomu pieniędzy, nie zabraliśmy bliźniemu niczego z jego mienia; a więc jeśli chodzi o spełnianie siódmego przykazania, uważamy się za nienagannych.

Zapytajmy siebie, czy również w naszych myślach jesteśmy nienaganni? Możemy się też postarać o głębsze samorozpoznanie, pytając: Komu zabieraliśmy energię przez nadawanie w myślach? Na kogo wywieraliśmy wpływ przez nasze życzenia i pragnienia, przez nasze nadawanie, na kogo więc oddziaływaliśmy, aby przez to osiągnąć coś dla siebie?

Wydawałoby się, że nasze intencje - zarówno wobec nas, jak i wobec bliźniego - wyraźniej ujawniają się w naszych słowach i czynach aniżeli w naszych uczuciach, odczuciach i myślach. Ale i tutaj musimy być ostrożni, gdyż pozory często mylą.

Jeżeli przeanalizujemy prawdziwą motywację naszego mówienia i postępowania, to może odkryjemy, że nasze zamiary były podstępne, a zatem okradliśmy bliźniego. Może umyślnie przynieśliśmy mu podarunek, aby otrzymać w zamian jeszcze większy prezent lub też schlebialiśmy mu, aby go nastroić wobec nas życzliwie, by uczynił to, czego my w naszych myślach chcemy. Pochlebcy, potakiwacze i obłudnicy zawsze chcą czegoś dla siebie samych i okradają bliźniego.

Spójrzmy na ten świat. Toczy się w nim walka o energię - np. o pieniądze - bliźniego. Sprawiedliwy obieg wymiany dóbr w świecie handlowym polega na zasadzie „dawania i przyjmowania”. Jeżeli ten obieg jest zrównoważony, to otrzymujemy tyle, ile przedtem bezinteresownie dawaliśmy. Na tym polega wspólne działanie jednego dla drugiego w prawdziwie chrześcijańskich wspólnotach i z tego wynika to, co jest dobre dla wszystkich - dobro ogółu.

Zasada „dawania i przyjmowania” jest nadużywana w gospodarce nie tylko od czasu do czasu. Podajemy tylko jeden przykład: Ustalając wygórowane ceny, okradamy bliźniego. Gdziekolwiek spoglądamy – panuje nierówność. Zasadniczo bierze się więcej, aniżeli się daje. Na skutek tego pewnego dnia świat się wywróci.

W przyrodzie jest podobnie. Matka ziemia jest wyzyskiwana. Przez całe tysiąclecia pobieraliśmy jej siły - nie dając jej prawie niczego poza trucizną. Dlatego nasze pożywienie jest też po części zatrute i dlatego i my stopniowo się zatrujemy. Ukazują się owoce, skutki tego, co spowodowaliśmy. Tak działa prawo siewu i zbioru.

Niezliczone choroby - skąd one się biorą? Nie tylko z zatrutego pokarmu, z zanieczyszczonej wody, lecz również z siewu, na który składają się nasze niezliczone negatywne, a więc sprzeczne z Prawem, samolubne i egoistyczne uczucia, odczucia, myśli, słowa i czyny. Woda i skażony pokarm są tylko ich produktem, który spożywamy i który w naszym organizmie, osłabionym już przez prawo siewu i zbioru, pobudza chorobę, tak że ona nas potem napada.

Jest zupełnie oczywiste, że właśnie tak zwani chrześcijanie w zachodnich, kapitalistycznych, bogatych krajach o wysoko rozwiniętej cywilizacji i technice łamali siódme przykazanie. Zgubne tego skutki dają się teraz nam wszystkim we znaki.

Również i tutaj ukazuje się łańcuch przyczyn. Kto na przykład produkuje truciznę, ten ponosi część winy za szkody i spustoszenie w królestwach przyrody i za to, że przez tę truciznę chorują ludzie, że z powodu przedwcześnie wybuchającej choroby wysyłają odpowiednio negatywne myśli. Ten negatywny myślowy potencjał nadawczy pobudza z kolei innych ludzi do negatywnego myślenia i postępowania. W ten sposób łańcuch przyczyn wydłuża się o coraz to nowe ogniwa. Producent trucizny jest głównym winowajcą w tym łańcuchu, ale współwinnym jest też każdy, kto przez swoje czyny lub przez swoją bierność – również przez obojętność wobec panującego stanu rzeczy - jest z tym związany.

 

„Nie będziesz kradł” - jeżeli spoglądamy tylko na słowa, to pojmujemy niewiele z tego, co jest w nich zawarte. Aby codziennie lepiej pojmować sens, bo jedynie on ożywia, my prachrześcijanie postanowiliśmy krok za krokiem spełniać Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze. Tak więc dążymy do Prawdy, aby coraz bardziej żyć w Prawdzie i prawdziwość wnieść w ten świat, sprawiedliwość wobec bliźniego i wobec przyrody. Wtedy też rozpoznamy Prawdę w Biblii.

 

 

VIII

Ósme przykazanie

 

Ósme przykazanie w większości wydań Biblii brzmi: „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw swoim bliźnim” lub „przeciw bliźniemu twemu”. Ponownie wyjątkiem jest Biblia „Dobra Nowina”. Ona sprowadza tę wypowiedź to jednego tylko aspektu. Czytamy w niej: „Nie mów niczego nieprawdziwego o twoich współbraciach”.

Wykraczamy więc przeciwko ósmemu przykazaniu, kiedy mówimy coś nieprawdziwego o naszym bliźnim. Ale mówić fałszywe świadectwo znaczy też, pozornie przytakiwać bliźniemu, pochlebiać mu, chwalić go, potwierdzać go - i to wieloma słowami, krasomówstwem - aby ewentualnie osiągnąć coś dla siebie osobiście. Nasze myśli, nasze zamiary są zupełnie inne aniżeli nasze słowa. To jest fałszywe świadectwo - fałsz. Tak postępujemy, aby ukraść bliźniemu energię - tj. aby otrzymać od niego uznanie i przychylność – której inaczej, w takiej formie, w jakiej sobie od niego życzymy, by nam nie dał. Wtedy mówimy nie tylko nieprawdę, lecz nawet nie wypowiadamy szczerze tego, co myślimy; mówimy to, co w naszym mniemaniu, bliźni chciałby usłyszeć. Rozpoznajemy, że w tym przykazaniu zawarte jest też siódme przykazanie: „Nie będziesz kradł”.

Co to jest mniemanie? „Mniemanie” zawsze mówi, że czegoś nie wiemy. Prawdy nie znamy, dlatego wymyślamy sobie coś, co pasuje do naszych schematów myślowych i dlatego wydaje nam się logiczne. To wtedy jest nasze mniemanie. Skoro mniemanie daje świadectwo o niewiedzy, może być nieprawdą.

Na planie duchowym - a więc w rzeczywistości - myśli, słowa i wypowiedzi są, jak słyszeliśmy, puste i czcze, dopóki pochodzą z wiedzy wyczytanej, z intelektu. Nabierają one dźwięku, wagi i znaczenia jedynie przez to, że człowiek wypełnia to, co mówi, życiem, a więc prawdą - swoim urzeczywistnieniem,  c z y n e m.

Kto w swoim życiu myśli, mówi i postępuje według przykazań Bożych, ten wie, że to, o czym mówi, jest Prawdą, gdyż sam tego doznał i doświadczył. Jego uczucia, odczucia i myśli są wtedy zgodne z jego słowami. Kto natomiast o życiu, o boskich prawidłowościach jak i o stosunkach międzyludzkich w życiu codziennym mówi, a sam ich w swoim życiu nie stosuje, a zatem ich nie doświadczył, ten nie może wystąpić z niczym innym, jak tylko ze swoim przypuszczeniem, swoim wyobrażeniem, swoim mniemaniem.

Prawda, prawidłowość wewnętrznego życia może być przekazana dalej tylko przez tego, kto ją sam urzeczywistnił, a więc według niej żyje.

Twierdzi się, że księża, proboszcze, biskupi i kardynałowie są poręczycielami Prawdy. Czy wobec tego biskupom, kardynałom, proboszczom i księżom wolno mieć jakieś mniemanie? Mniemanie, jak dowiedzieliśmy się, nie musi być koniecznie prawdą. Jeżeli więc jako poręczyciele nie mówimy Prawdy, to dajemy fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu i grzeszymy. Nasuwa się pytanie: Czy możemy rozgrzeszyć naszego brata, naszą siostrę, którzy do nas przychodzą, aby się spowiadać ze swoich grzechów, skoro my sami świadomie lub nawet z rozmysłem grzeszymy?

My wszyscy powinniśmy się codziennie kontrolować w tym, co mówimy, bowiem przed Bogiem poręczycielem jest każdy z nas. Każdy ręczy przed Bogiem za to, że to, co mówi, odpowiada Prawdzie. Jeżeli nasze słowa nie odpowiadają Prawdzie, jeżeli są więc tylko przypuszczeniem lub mniemaniem i my o tym wiemy, ponieważ nasze myśli ukazują coś zupełnie innego i ponieważ my ewentualnie nawet inaczej postępujemy - to wtedy dajemy fałszywe świadectwo. To, co mówimy, jest więc fałszem, bo myślimy inaczej. Mówimy nieprawdę, zatem nie jesteśmy prawdomówni. Jesteśmy kłamcami.

Tylko ten, kto sam jest uczciwy, a więc prawdomówny - kto wypowiada tylko to, co czuje, odczuwa i myśli, i też odpowiednio do tego postępuje - potrafi odróżnić uczciwego, prawdomównego człowieka od kłamcy, urabiacza opinii i kusiciela. Jeżeli nie staramy się z całych sił ukierunkować naszego myślenia i postępowania na Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze, to często wpadamy w sidła urabiaczy opinii.

My, prachrześcijanie, tak przestrzegamy ósmego przykazania: Staramy się we wszystkim, co myślimy, mówimy i czynimy, obserwować siebie samych. Kiedy rozmawiamy z bliźnim, pytamy się siebie, czy to, co mówimy, jest prawdą, czy fałszywym świadectwem. Rozpoznajemy siebie, kontrolując nie tylko nasze słowa, a więc to, co mówimy, lecz także nasze myśli, a nawet odczucia, aby sprawdzić, czy są one prawdziwe.

Można by oczywiście powiedzieć: Dla człowieka, którego sumienie się nie odzywa, wszystko jest Prawdą; on często daje fałszywe świadectwo przeciw swojemu bliźniemu. Zwykle jednak sumienie się odzywa, szczególnie wtedy, gdy codziennie siebie obserwujemy i składamy nasze życie w ręce Chrystusa, spełniając krok za krokiem Dziesięć Przykazań i Kazanie na Górze. Wtedy rozpoznajemy natychmiast, czy mówimy fałszywie, czy dajemy fałszywe świadectwo czy też jesteśmy prawdomówni. Ukazuje się to w naszych uczuciach i też w naszych myślach. Tak nam to objawił Chrystus Boży i kto tego przestrzega, ten poznaje samego siebie i wie, czy jest wierny Prawdzie, a więc Chrystusowi, i wie czy również w swoim odczuwaniu, myśleniu i mówieniu jest wierny ósmemu przykazaniu.

Wierność wobec ósmego przykazania naruszamy już wtedy, kiedy rozpowszechniamy pogłoskę, jak np.: „Słyszałem, że mój bliźni powiedział to i owo”. Jeżeli nie sprawdzamy, czy jest to prawdą, to już się obciążamy.

Aby nie obciążać się winą, kiedy chcemy pogłoskę przekazać jako prawdę, moglibyśmy dodać: „To może być pogłoska”. Ale w tym wypadku musielibyśmy się zapytać: Dlaczego w ogóle rozgłaszamy taką pogłoskę? Co chcemy przez to osiągnąć? Nie powinniśmy więc mówić o osobach trzecich. Jeżeli spostrzegamy, że coś nie jest w porządku, to idziemy do naszego brata, do naszej siostry i pytamy ich. Wypowiadamy to, co nas porusza. Wtedy oddajemy bliźniemu sprawiedliwość i zbliżamy się o krok do wypełnienia zasady sprawiedliwości.

Tak powinni myśleć i żyć chrześcijanie. Tak spełniamy ósme przykazanie: „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu”.

 

 

IX

X

Dziewiąte i dziesiąte przykazanie

 

Dwa ostatnie przykazania możemy ująć razem, gdyż są w swej treści bardzo podobne. W Biblii Scofield'a bazującej na przekładzie Marcina Lutra dziewiąte przykazanie brzmi: „Nie pożądaj domu bliźniego swego”, a dziesiąte przykazanie: „Nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani osła, ani niczego, co twój bliźni posiada”.

W nowo opracowanym przekładzie Marcina Lutra z roku 1984 przykazania te są prawie identyczne.

W Biblii „Dobra Nowina” dziewiąte i dziesiąte przykazanie ujęte są w jedno. W tej Biblii czytamy: „Nie staraj się przywłaszczyć sobie niczego, co należy do drugiego, ani jego żony, ani jego niewolników, bydła lub osła, ani niczego innego, co do niego należy”.

Zapytajmy siebie: Co właściwie należy do mnie? Czy widzę siebie jako to, czym w rzeczywistości jestem, jako dom Ducha Świętego, jako świątynię Boga - jeżeli tak, to co wtedy do mnie należy? Do mnie należy pełnia Boga, niebo i ziemia. Wszystko, co jest, znajduje się we mnie - w moim duchowym ciele, które jest mikrokosmosem w makrokosmosie - jako esencja i siła. Mój Ojciec, który jest również Ojcem wszystkich czystych istot, dusz i ludzi, darował każdemu z nas jako dziedzictwo niezliczone siły nieskończoności. To wszystko jest w nas i mamy to znowu rozwinąć przez życie zgodne z boskim Prawem.

To, co w świecie zewnętrznym, na ziemi jest nasze, jest jak gdyby naszym ziemskim dziedzictwem. Jest to dar Boży, którym powinniśmy dobrze gospodarować, z którym jednak nie powinniśmy się nigdy związywać.

 

W świetle tych rozważań dziewiąte przykazanie: „Nie pożądaj domu bliźniego swego” oznacza: Bądź zadowolony z tego, co Bóg ci darował, czym wolno ci gospodarować. Twoim zadaniem jest szanować to, co na ziemi posiadasz, pomnażać to zgodnie z Prawem i utrzymywać w porządku, ale nie zazdrościć bliźniemu tego, co on posiada.

Wielu zazdrości bliźnim tego, co oni posiadają, gdyż w naszym świecie nie ma równowagi i równości. Gdyby wszyscy mieli równo, to nikt by nie żył w biedzie. Każdy byłby mniej lub bardziej zadowolony dlatego, że ostatecznie miałby tyle, co sąsiad. Byłoby to ewentualnie inaczej ukształtowane, zbudowane, urządzone i wystrojone, ale pod względem ilości energii, miałby tyle samo. Dopóki ta nierówność panuje na świecie, ludzie będą wykraczać przeciwko dziewiątemu przykazaniu: ”Nie pożądaj domu bliźniego swego”.

 

W ujednoliconym przekładzie czytamy o tym, jak żyli pierwsi chrześcijanie w pierwszym stuleciu po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, lecz wszystko mieli wspólne [...]. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze i składali je u stóp apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby”. (Dzieje Apostolskie 4, 32-35)

Widzimy, że kiedy ludzie żyją według chrześcijańskich ideałów wspólnego działania, jedności i braterstwa, to postulaty dziewiątego i dziesiątego przykazania przestają być dla nich aktualne, gdyż już nie są związani z osobistą własnością. Wszystko należy do wspólnoty i we wspólnocie wszyscy pracują dla dobra wszystkich.

Również i prachrześcijanie dnia dzisiejszego dążą do czegoś podobnego. Coraz więcej ludzi stara się żyć w tym duchu. Składają swoje mienie tak, że każdy na równi może uczestniczyć w tym, co utrzymywane jest i zarządzane przez wspólnotę i na równi może otrzymywać z tego, co uzyskane jest we wspólnocie.

Jeżeli urodziliśmy się w dobrobycie lub okoliczności naszego życia - np. dobrze płatny zawód albo dobrze prowadzony, prosperujący interes - sprawiły, że wiele dóbr i pieniędzy przypadło nam w udziale, to wszystko zależy teraz od tego, jak będziemy się obchodzić z tym, co posiadamy.

Jeżeli naszym mieniem będziemy dobrze gospodarować i przekazywać dalej to, co nie jest nam koniecznie potrzebne, to i nasi spadkobiercy - nasz syn, nasza córka - będą tak postępować. Otrzymają spadek od rodziców, będą nim dobrze gospodarować i przekazywać dalej to, co nie jest im koniecznie potrzebne.

Jeżeli natomiast rodzice zdobyli swój majątek w sposób niezgodny z Prawem, jaki wówczas może być dalszy przebieg sprawy? Po śmierci rodziców zgodnie z ziemskimi prawami majątek otrzymują spadkobiercy. Ale jaka jest duchowa prawidłowość? Czy majątek, który nie był zbudowany pozytywnymi siłami życia na zasadzie dawania i przyjmowania, może być utrzymany?

Spójrzmy na ten świat, jak często zdarza się, że niejeden zakład w drugim lub trzecim pokoleniu rozpada się. Spadkobiercy mogą mieć zupełnie inne zainteresowania. W ten sposób rozpada się to, co rodzice nierzetelnie zdobyli.

Dziewiąte przykazanie: „Nie pożądaj domu bliźniego swego” możemy też sobie wyłożyć jeszcze inaczej.

My, prachrześcijanie, wierzymy w to, że każdy człowiek jest świątynią Ducha Świętego, a więc domem Boga. Jak to jest, kiedy pożądamy człowieka, aby jego dom, jego świątynię - może przez fizyczny akt - zanieczyścić, uszkodzić i sprofanować? Jak to jest, kiedy uważamy ten dom, świątynię bliźniego, za swoją własność, aby z tą świątynią, z tym domem robić co chcemy?

Jeżeli na przykład używamy tego domu, w którym żyje Duch Boży - tego człowieka - jako niewolnika, nakładamy na niego najcięższe prace i obowiązki, każemy mu pracować dla nas za niską zapłatę, my natomiast pławimy się w przepychu i bogactwie, to czujemy się równi Bogu, a tym samym jako bożkowie wdzieramy się do świątyni, do domu bliźniego i posługujemy się nim jak narzędziem.

Rzućmy okiem na historię zachodniej cywilizacji: W średniowieczu wprowadzono pańszczyznę. Chłopi pracowali dla szlachty i dostawali tylko nikłą część tego, na co zapracowali. Pomyślmy też o handlu niewolnikami. Europejczycy porywali ludzi w Afryce, wywozili ich na statkach do Ameryki, aby tam sprzedawać na licytacji, jak towar. Bogacze Nowego Świata kupowali niewolników za pieniądze, trzymali ich po części jak zwierzęta, wyzyskiwali ich siłę roboczą i pozwalali im nędznie wegetować.

Faktem historycznym jest, że jeden z oficjalnych „chrześcijańskich” kościołów jeszcze w XIX wieku trzymał niewolników. Wyłania się pytanie: Kto nadawał kierunek tej instytucji? Czy był to Chrystus Boży, który jako Jezus nauczał, żebyśmy wszyscy byli braćmi i siostrami, czy działały tam inne siły?

W Afryce wyłapywano ludzi i sprzedawano na licytacji - uprawiany był więc handel niewolnikami. To się już dzisiaj w ten sposób nie odbywa. Ale czy przy chrzcie noworodka nie przebiega coś podobnego? Nie jesteśmy jeszcze zupełnie oswobodzeni od niewolnictwa, ponieważ bierze się po prostu dzieci, które są za młode, aby same mogły podejmować decyzję, i przez chrzest czyni się je przynależnymi do kościelnej instytucji, mimo że Jezus nauczał: „Najpierw nauczajcie, a potem chrzcijcie”, a to oznacza: Pozwól bliźniemu z własnej woli zadecydować, czy chce przyjąć tę lub inną religię.

Widzimy więc i rozpoznajemy, że nie powinniśmy trzymać się kurczowo litery Biblii, bo wtedy wielu z nas mogłoby powiedzieć: „Ja nie pożądam domu mojego bliźniego, ja poprzestaję na moim i jestem zadowolony, a więc nie wykraczam przeciwko dziewiątemu przykazaniu: 'Nie pożądaj domu bliźniego swego'. Jestem dobrym chrześcijaninem. Kto sam siebie nie kontroluje, kto nie zgłębia swoich myśli, kto nie pojmuje słów Biblii, ten ulega złudzeniu, że w znacznej mierze spełnia Dziesięć Przykazań. Jeszcze inny przykład wykroczenia przeciwko dziewiątemu przykazaniu będzie przytoczony poniżej w związku z dziesiątym przykazaniem.

 

W Biblii luterańskiej dziesiąte przykazanie brzmi: ”Nie pożądaj żony bliźniego swego ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego woła, ani osła, ani niczego, co twój bliźni posiada”. To przykazanie orzeka, że nie powinniśmy zabierać bliźniemu tego wszystkiego i jeszcze innych rzeczy. To nie musi nastąpić gwałtem lub przez zewnętrzny nacisk. Często przebiega to bardziej subtelnie - poprzez nasze życzenia i pragnienia. Oto przykład:

Rzuciliśmy okiem na posiadłość sąsiada. Przez długi czas, przez wiele lat pielęgnowaliśmy - tylko w myślach - życzenie, aby mieć tą posiadłość, aż pewnego dnia sąsiad znalazł się w takiej sytuacji, że jest zmuszony sprzedać swoje gospodarstwo i my możemy je kupić. Wtedy myślimy: „Już dawno życzyłem sobie tego gospodarstwa. Co za przypadek, że teraz sąsiad musi je sprzedać, a ja mogę je nabyć. Co za szczęście!”.

Czy naprawdę był to przypadek lub szczęście? Czy Bóg pomógł nam w tym wypadku, czy też były to nasze życzenia i pragnienia? A może mieliśmy intensywne marzenia - a więc stwarzaliśmy obrazy - o tym, że będziemy tę ziemię posiadać? Myśli są energią i tak samo obrazy naszych życzeń; dążą one do tego, żeby się urzeczywistnić.

Przebiegać to może w następujący sposób:

Wysyłaliśmy - ewentualnie przez całe lata - w myślach nasze życzenia. Otoczyliśmy tę posiadłość całą aurą naszych życzeń, a teraz właściciel znalazł się w trudnościach. Kto spowodował te trudności? Możliwe, że to my - poprzez nasze życzenia. Być może u bliźniego istniały już trudności, które sprzyjały temu rozwojowi. Ale gdyby one pojawiały się stopniowo, to bliźni byłby je w stanie krok za krokiem oczyścić i nie musiałby sprzedawać swej posiadłości. A więc jesteśmy współwinni temu, co się wydarzyło.

Rozwińmy jeszcze ten przykład: Kupujemy więc jego ziemię. Możliwe jest, że przejmujemy też jego sługę, służebnicę, woła, osła i wszystko to, co pierwszy właściciel posiadał. Najpierw wszystko pójdzie dobrze, ale w drugim czy trzecim pokoleniu energia odpłynie, bo naszym dzieciom i wnukom na tej ziemi nie zależy. Pozostaje pytanie: Dlaczego tak jest? Majątek został nieprawidłowo, a więc nierzetelnie zdobyty, mianowicie na skutek pożądania, zazdrości, a właściwie zamiary nasze były grabieżcze.

Również żonę, o której mowa w dziesiątym przykazaniu, możemy jeszcze uwzględnić. Posyłamy innej kobiecie myśli tak długo, aż ją ewentualnie weźmiemy w posiadanie, tak samo jak wzięliśmy w posiadanie własność bliźniego i teraz nią zarządzamy, uważając ją za swoją.

Wielu ludzi czuje się właścicielami mniejszych lub większych majątków. Jak my postępujemy z naszą tak zwaną własnością? Czy traktujemy ją jako naszą, jako coś, z czym możemy robić, co nam się podoba - czy też uważamy się tylko za zarządzających tym, co Bóg nam powierzył?

Jeżeli wszystko, co przekracza nasze potrzeby, przekazujemy dalej, aby na ziemi, w tym świecie, nastała równość, to słusznie posiadamy nasz majątek. Wtedy będziemy zadowoleni ze swojej żony, ze swojego sługi, ze swojej służebnicy, z wołu, osła i ze wszystkiego, co mamy. Kto nie jest zadowolony z tego, co mu Bóg powierzył do zagospodarowania, ten może szukać i przyjąć to, co odpowiada obrazom jego życzeń. Kto jednak zabiega o własność bliźniego, a więc jej pożąda, ten chce czegoś wyłącznie dla siebie. Kto chce mieć tylko dla siebie, chce swojej własności, swojego majątku, ten go wcześniej czy później otrzyma - ale nie przez boskie siły - i zaledwie go dostał, znowu go utraci, bowiem jedna z prawidłowości w prawie przyczyny i skutku orzeka: To, co chcesz zatrzymać, to utracisz.

 

Dla nas, prachrześcijan, „pożądać” znaczy to samo, co „ukraść”; wierny bowiem, że długo hołubionymi życzeniami i myślami możemy spowodować więcej negatywnego niż słowami, które wypowiadamy, ale których już w myślach nie wzmacniamy.

Myśli są siłami. Pożądliwe myśli są grabieżczymi myślami. Jeżeli nie możemy zabrać bliźniemu tego, co posiada, zaraz - to jednak pewnego dnia zabierzemy mu to przez nasze pożądliwe myśli, nasze nieszczere słowa i ewentualnie też przez nasze nieuczciwe postępowanie, a to wtedy, kiedy bliźni jest na to wrażliwy.

Również poniżanie bliźniego ze względu na jakąś właściwość, zdolność lub cechę, którą posiada, a której mu zazdrościmy, jest wykroczeniem przeciwko dziewiątemu i dziesiątemu, i również przeciwko siódmemu przykazaniu: ”Nie będziesz kradł”.

W niewielu słowach dziewiątego i dziesiątego przykazania zawartych jest - jak widzimy - wiele aspektów do samorozpoznania - po pierwsze aspekt dóbr materialnych, a po drugie aspekt duchowy, świątynia Boga, bliźni, nasz brat, nasza siostra.

 

Tak zatem my, prachrześcijanie, widzimy Dziesięć Przykazań i tego się trzymamy. Niejeden z nas może powiedzieć, że dzięki temu osiągnął w swoim życiu szczęście i wolność, że stał się niewymagający i że ma wszystko, czego mu potrzeba, i często nawet ponadto. Bóg jest bowiem pełnią i daje ternu, kto nie pożąda, kto nie daje fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu, kto nie okrada bliźniego ani w myślach, ani w czynach.

Wielu naszych współbraci ma inne zdanie o Dziesięciu Przykazaniach. Nie chcemy nikogo zmuszać nikogo, żeby myślał i żył tak, jak my. Każdy jest wolny i każdy w innym stopniu rozpoznaje. Jeżeli żyjemy według naszego miernika i według naszych rozpoznań co do Dziesięciu Przykazań, jeżeli więc włączamy je w nasze codzienne życie, to będziemy umieli coraz więcej wyczytać z każdego z nich, gdyż nasza świadomość rozszerza się i daruje nam coraz głębsze wejrzenie.

 

My, prachrześcijanie w Życiu Uniwersalnym, mamy jedno życzenie, a mianowicie: żeby coraz więcej naszych współbraci nadało swojemu życiu kierunek wskazany przez Dziesięć Przykazań. Czujemy się połączeni ze wszystkimi ludźmi, gdyż w Bogu wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, dziećmi Bożymi.

Życzymy Wam dużo siły i odczuwalnej miłości naszego Pana i Zbawiciela, Chrystusa.

 

Zostańcie z Bogiem

 

 

Bóg jest źródłem i strumieniem bytu,

jest naszym Ojcem - a my jesteśmy Jego dziećmi,

stworzonymi na Jego podobieństwo

 

Pierwsze doniosłe słowa, które Bóg dał nam w Dziesięciu Przykazaniach, to: „Ja Jestem Pan, Bóg twój”. Ta wypowiedź ma dla nas, prachrześcijan, fundamentalne znaczenie, gdyż Bóg jest praprzyczyną i życiem wszystkich istot, wszystkich rzeczy, wszelkiego bytu.

Bóg jest tym jednym źródłem, z którego płynie Jego światło, Jego siła, życie. Bóg jest również wiecznie płynącą, najwyższą energią, zwaną też świetlistym, duchowym eterem lub Duchem Świętym. Duch Boży jest twórczą, czerpiącą, oddychającą przez wszystko, ożywiającą, żywiącą i utrzymującą siłą. Ona stwarza formy bytu i prowadzi je do ewolucji. On pozwala rosnąć i dojrzewać niezliczonym formom w królestwach minerałów, roślin i zwierząt, pozwala im rozwijać się poprzez rozmaite stany i stopnie świadomości - poprzez duszki przyrody aż do dojrzałych istot duchowych, dzieci Bożych, zwanych na ziemi „aniołami”.

Bóg nadał również formę samemu sobie: Jest On najwyższą istotą duchową, Ojcem wszystkich duchowych istot, które są Jego doskonałym podobieństwem.

Bóg jest też siłą i życiem w materii i Ojcem wszystkich dusz i ludzi. On jest naszym prapoczątkiem i naszym celem. Dzieciom Bożym w szacie ziemskiej i w obszarach oczyszczania, do których dusza podąża po odłożeniu ziemskiego ciała, przykazane jest, przez stopniowe urzeczywistnianie i spełnianie praw Bożych, stać się znowu podobieństwem Boga, którym pierwotnie były, aby oczyszczone i doskonałe powróciły znowu w niebiosa. Naszym drogowskazem jest Dziesięć Przykazań Bożych, wyciąg z Absolutnego Prawa niebios. Życie sprzeczne z przykazaniami Boga, a więc życie w grzechu, oddala od Boga i - zgodnie z prawem siewu i zbioru - wprowadza w kolejne, pełne mroku i cierpienia ziemskie losy.

Jeżeli naszą wiedzę o tym, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy, uwzględnimy w naszym życiu, to będziemy wykorzystywać dni, aby rozpoznać naszą winę i ją oczyścić, tak jak uczył tego Jezus: odczuwając skruchę, prosząc o przebaczenie, przebaczając, naprawiając i nie czyniąc już więcej tego, co rozpoznaliśmy jako grzeszne. Dzięki temu krok za krokiem zbliżamy się do Boga. Usuwamy to, co nałożyło się jako obciążenie, jako cień, jako grzech na nasze boskie dziedzictwo i odsłaniamy coraz bardziej to, co czyste, świetliste i boskie. W ten sposób spełniamy zadanie naszego ziemskiego życia, gdyż jesteśmy na ziemi po to, aby stać się znowu boskimi.

My, prachrześcijanie, idziemy Drogą Wewnętrzną i przez stopniowe urzeczywistnianie i spełnianie Jego praw obejmujemy odpowiedzialność za świadome życie w Bogu. We wszystkich dziedzinach codziennego życia staramy się stosować boskie zasady równości, wolności, jedności i braterstwa, z których wynika sprawiedliwość.
 

Dziesięć Przykazań Bożych - Życie prachrześcijan

 

Powyższy tekst dostępny jest również jako książka „Dziesięć Przykazań Bożych”. Można ją zamówić na stronie Wydawnictwa DAS WORT.



Universelles Leben, Postfach 5643, D-97006 Würzburg, Niemcy
tel.: +49 931 3903-0, fax: +49 931 3903-233
e-mail: info@universelles-leben.org   Internet: www.universelles-leben.de

Stowarzyszenie dla Popierania Życia Uniwersalnego
Koło w Stargardzie Szczecińskim, Os. Zachód B22, 73-100 Stargard Szczeciński
konto: Pekao SA, I Oddział w Stargardzie Szczecińskim, 48 1240 3901 1111 0000 4227 3622
e-mail: info@zycie-uniwersalne.pl   Internet: www.zycie-uniwersalne.pl
Adresy korespondencyjne

[an error occu